Przejdź do głównej zawartości

Posty

Przesilenie zimowe

Niebawem przesilenie wiosenne, ale ja jeszcze o zimowym. Otóż netflix rzucił perłę przed wieprze, no może nie perłę, a uroczy bursztynek.  I tak "Przesilenie zimowe" zapisze się miłą pamiątką w moich szarych komórkach, ale też dwoma tekstami: "Każdy jako dziecko jest artystą, ale potem o tym zapomina." oraz "Zawsze podejrzewałem, że jesteś ucieleśnieniem raka prącia." Jeśli w tym momencie zaiskrzyło, to sami wiecie :)

Rzecz o zaufaniu w połączeniu ( czyli) nie musisz się tego uczyć w szkole, doświadczenie jest nauką powszednią.

karmienie duszy

  Wolę karmić duszę na łonie przyrody niż w świątynnych murach i jest mi z tego powodu niezwykle lekko.  Dokarmianie zwykle odbywa się na aluminiowych rumakach z wiatrem we włosach. Wieki temu popędzalibyśmy pewnie koniki po stepie, dziś sunęliśmy nadwiślańska trasą rowerową z Gorzowa do Okleśnej. Spory odcinek, bo 60 km tam i z powrotem, ale bardzo urokliwy i po płaskim :) W moim przypadku nigdy nie jest od do, bo we krwi mam kluczenie.  Tyle ciekawych miejsc po drodze. Dziwne strachy na wróble i inne ptasiory ubrane w białe kitle, albo pomarańczowe kapoki. Rzeczne zaułki, meandry, brzydkie kaczątka tuż przed transformacją, i te pozytywne kolory słoneczników, kukurydzy i różnej maści ziół. Cudnie!   Kiedy mijaliśmy rowerzystów bijących życiowe rekordy miałam ochotę napisać na asfalcie " Poczuj jak pachnie teraz powietrze". Ale co kto lubi...        

śmierć jest przecinkiem

Dlaczego śmierć nie miałaby być piękna? Jest tak naturalna i powtarzalna. Jest elementem garderoby ciała, dlaczego więc nie zachwycać się nią jak broszką spiętą z istnieniem? Tylko nieprzywiązanie do tzw. życia to umożliwia, albo myślenie o nim (życiu) jak o perpetuum mobile w którym śmierć jest przecinkiem. Śmierć jest jak kwietna łąka pośród pożogi, bo bywa wybawieniem, ale głównie po prostu JEST.  I te refleksje pojawiły się po filmie " Civil war' który ma odzwierciedlać niepokoje zza oceanu dotyczące politycznych rozłamów i rewolucji, ale moją wrażliwość ukierunkował w inne rejony. Otóż bardziej zafascynowały mnie wewnętrzne procesy bohaterów, dziennikarzy którzy rejestrują aparatem trawioną wojną domową rzeczywistość. Dla nich śmierć jest kompanem, z którym się układasz lub wojujesz, a każdy z nich balansuje na tej linie na swój sposób. Bo zycie i śmierć są sobie takie bliskie jak bliźniacze rodzeństwo. Śmiało nazywam wojną cywilną również tą, którą toczymy wewnątrz. Kied...

filozofka noworoczna

Witam siebie na polanie myśli!  Ostatnio te myśli nie są  zbyt zuchwałe i odkrywcze. 

obrazki

Najlepiej manifestuję się w obrazkach. Kolekcjonuję ilustracje osobistych przeżyć w postaci zdjęć. Jak rzucą hasło - stwórz obrazek, zrób zdjęcie, to ja pierwsza. Jak przyjdzie założyć konto, stronkę powołać do życia, to owszem zaczynam, ale też kończę na obrazkach. Tak jest generalnie, jednak za słowami również przepadam. Lubię słowa i ilustracje do nich. Trzeba jednak przyznać, że obrazy są pierwotne. Najpierw widzimy, potem uczymy się werbalizować to co widzimy. I ja się zakotwiczyłam na tym pierwotnym przekazie. Takie kulturalne lenistwo. Wracam ze spaceru, a tu kot. No i musiałam wycelować weń migawką. Podobno w chwili śmierci widzimy stykówkę obrazów, które za życia rejestrowały nasze oczy i zapamiętywał mózg.  No zobaczymy... 

wynurzenia

 Gdy najdzie mnie ochota na pisanie w wannie to z niej nosa nie wyściubiam. No i naszła mnie niedawno, więc wołam znad piany do L.  Tu następuje chwilowe zatrzymanie i szybki rachunek, ile słów powinno paść i jakich? - Podałbyś mi proszę zeszyt co leży w prawym górnym kwadracie regału w sypialni. Ma szary brzeg, a z przodu jest Marylin Monroe Mija minuta i wchodzi. Z zeszytem! I z długopisem!! Wow. Tylko, że ten długopis akurat jest felerny i pisze pięć sekund max, kontynuuję więc... - A przyniósł byś inny długopis, ten to wyrzuć. Na regale przy łóżku, na drugiej półce od dołu, jest niebieski kubek i w nim długopisy. Weź ten czarny w różowe ciapki.  Czekam chwilkę i ...mogę sobie pogratulować  Latami dojrzewałam do konkluzji, że w rozmowie z mężczyzną, perfekcyjne wyrażanie się skraca drogę o połowę. Przestałam być drobiazgowa, stałam się dokładniejsza. Nie mogłam już patrzeć na przykurcz nóg, podpór rąk i nieruchome spojrzenie do wnętrza kuchennej szafki w poszukiw...

droga donikąd?

 Jestem fanką popękanego bruku z grzywą traw, dziur w płocie, zarośniętych działek, opuszczonych siedzib. Miejsca gdzie człowiek machnął ręką i porzucił, stają się przyjaźnie dzikie i naturalne.  Znikam w chaszczach, ruinach, całej tej pozornej niedoskonałości i jednocześnie się tam odnajduję. To jak naturalne środowisko gdzie następuje bezbolesne utożsamienie, nie ma potrzeby dopasowania, równego pociągnięcia eyelinerem i udowadniania, że też potrafię.   Te miejsca prowadzą donikąd, a jednak odkrywają jakieś prawdy i uczą.   Mnie uświadamiają, że wolałabym się poddać biegowi rzeczy niż stanąć w szranki z życiem.  Trochę to jednak smutne...  Bo z  jednej strony można zainspirować się mocą i nieustępliwością natury, z drugiej stać się jej bezwolną ofiarą. Tylko jak bycie ofiarą sił natury wygląda z perspektywy, że jednak jesteśmy jej częścią? Piosenka Harlem River snuje się za mną co jakiś czas.  Sama rzeka snuje się przez Manhattan w NY, jest...

stare neo czasy - osada neolityczna w Kopcu

 Tak sobie myślę, że w dobie pandemicznej nie trzeba od razu zalewać bałtyckich plaż niczym morskie bałwany, choć rozumiem tęsknotę, bo morze nasze kocham miłością nieczystą. W poszukiwaniu wrażeń i wakacyjnej destynacji pomogła mi jednak youtubowa rozmowa o miejscach mocy. Przypomniała, że jeden z kanałów energetycznych ziemi wynurza się dokładnie spod Łysej Góry, choć trochę go zaczopował klasztor. Zamajaczyła przed oczami wizja rejonów nieodległych i tajemniczych - Góry Świętokrzyskie - trzeba było pojechać i sprawdzić na własne oczy. Zanim jednak auto wtoczyło się na Łysą, zwiedziliśmy bystrym okiem i umysłem kilka ciekawych miejsc. Między innymi  Osadę Neolityczną w Kopcu   W Kopcu dali czadu wizualnie i merytorycznie. Takich przewodników-pasjonatów dawno nie słuchałam. Niestety nie posiadam umiejętności odtwarzania wiedzy co do joty, ale zapamiętałam, że bracia nasi neolityczni baaardzo mieli pod górkę. Kobieta dożywała góra 35, a mężczyzna 46 lat. Głód! Głód b...

Nowe oprogramowanie

Obecnie realizuję się życiowo jako robotnica domowa.   Chciałabym napisać, że uruchomiłam funkcję turbo sprzątania i podkręciłam gałkę odpowiedzialną za kulinarną efektywność, ale to by było kłamstwo, bo jednak sporo czasu leniuchuję. Dni zlewają się w jeden, czasem zapominam czy to środa, a może już poniedziałek? Mechanizm dnia jest z grubsza taki:  Kabelki stykają w okolicach 10:00, wcześniej coś tam żarzy się i tli z racji starszej generacji. Czasem włącza mnie kot wciskając łapami dwa guziki na klatce piersiowej - mechanizm skuteczny acz bolesny. Czasem wstaję natychmiast, a częściej patrzę w sufit pogrążona w myślach. Kiedy jednak nadchodzi ten moment, dźwigam się z  trzaskiem i zmierzam do kuchni w celu naoliwienia. Olej jest barwy smoły i smakuje wybornie. Kiedy się zregeneruję, gotuję. Nie w kuchni.  Gotuję się do drogi po internetach. Fejsbuki, pinteresty, instagramy to już nie gramy, a tony.  Zapełniam bazę setkami danych ale mam założoną blo...

dalekosiężnik wzrokowy

Zrobiłam z blogowych wpisów mozaikę i się prawie popłakałam, a na pewno oczy się zaszkliły. Mozaiki są zdradliwe. Pochlipałam nad tymi wszystkimi blogami, co ich już nie odnajduję, co do nich zabarykadowano drzwi, co to o sobie zapomnieliśmy. Zasmuciłam się z powodu wszystkich ludzi, którzy już nie piszą, bo odeszli w zaświaty albo piszą, ale emigrowali w inne blogosfery. Zastygłam na kilka chwil podczas czytania własnych słów sprzed lat kilku. O mamo, jak dobrze, że tego bloga mam. Kawał życia, okruchy historii, tyle przetrawionych myśli. li. Wzrusz!

jaskinia świadomości

Są miejsca gdzie czas się zatrzymał tysiące lat temu, a duchy zatopiły w unikalnym mikroklimacie pradziejów. Werner Hertzog z ekipą archeologów przeniósł się w czasie i doświadczył tajemnicy Jaskini Chauvet Pont-d'Arc na południu Francji. Zobaczył najstarsze znane nam malowidła paleolityczne i sfilmował w taki sposób, że poczułam magię groty. Ta niesamowita jaskinia zachowała energie sprzed niemal 32 tysięcy lat! POLECAM...

sepraaajz

Już ponad rok minął od czasu kiedy pisałam o saunie 😮 W dalszym ciągu nie zdążyłam się z panami zaprzyjaźnić. Chyba jestem kiepską interlokutorką. Choć z drugiej strony czasem potrafię człowieka zagadać, kiedy wyda się interesujący. Zdecydowanie lepiej mi się rozmawia z człowiekiem pojedynczym, a nie w kupie człowieków, gdyż pojedynczy potrafi się bardziej skupić ;) some reflections Kłodzko widok z twierdzy na miasteczko upodabnia je do parku miniatur . Widok na własne dziecko z perspektywy jakichś 10 lat również je miniaturyzuje ;)

tash tash darling

Tash Sultana (właściwie Natasha) to australijska multiinstrumentalistka, która biegle gra na gitarach, mandolinie, instrumentach klawiszowych, samplerach, elektrycznych instrumentach perkusyjnych, fletni pana i trąbce. Od wymieniania łeb boli.  Kiedy na nią patrzę mam wrażenie, że ona cała gra. Jest dla mnie nieprzerwaną erupcją muzycznej energii, która się po prostu wylewa każdym porem.

wysmutkowanie

Dziś przyszła do mnie smutna Magda. Popełniam tyle błędów...

Sauna story

Sauna to miejsce specyficznych (ro)zbiórek, gdzie fakt niewygodnego pocenia się innych po prostu po nas spływa. To też miejsce, gdzie lanie wody przybiera formę kuriozalną w postaci tzw gadki-szmatki, gdzie ta druga służy odprowadzaniu cieczy pod pośladki. Gadka-szmatka sauniana posiada zespół charakterystycznych cech, a przynajmniej moje doświadczenie uczy, że posiada.  Zdecydowanie skłonna jestem przyznać, że te drewniane klatki nabite Celsjuszami mają moc rozwiązywania  nie tylko ręczników, języków także. Lubię pobyty w saunie na swój masochistyczny sposób. Choć ciało woła wyłaź bo zdechnę, to jednak ciągle siedzi i testuje swą wytrzymałość (patrzenie na klepsydrę dodaje sił). Drugie oblicze fińskiego masochizmu polega na mimowolnym słuchaniu tego co leci w eter, a powietrze potrafi się robić naprawdę gęste i nabrzmiałe od aluzji i zwierzeń. Tu prym wiodą, uwaga - rozochoceni panowie, u których krew szybciej krąży, tudzież rozpędzają się inne płyny ustrojowe ze szczególnym ...

rzępoły

Chyba nic z tej muzycznej hodowli nie będzie, to już kot częściej wskakuje na klawisze. Bardziej fascynujące jest się odkrycie, że jeden klawisz wydaje niecenzuralne brzmienie, wtedy jest zabawa :)

gdzieś w okolicy koła podbiegunowego

John piłuje polarne zorze mistrzowsko się nad nimi znęcając. Wstyd, ale dopiero niedawno dowiedziałam się, że to były członek Red Hot Chilli Peppers. Już na odrębnej ścieżce, odbił w bok i chyba też od dna. Z łamania zasad gry na gitarze ponoć uczynił swój muzyczny emblemat - lubi grać nieczysto ;) Słucham, nie wnikam.

jesteś serca biciem

Taiko to gama tradycyjnych, japońskich instrumentów perkusyjnych, których rodowód sięga 6 wieku naszej ery. Wtedy, za sprawą kultury chińskiej i koreańskiej zaszczepiono je w japońskim folklorze. Dudniące rytmy zagrzewały do bitew, oznajmiały istotne treści, tworzyły tło ceremonii religijnych i akompaniament teatralny.  Nauka gry na taiko była głównie demonstrowana uczniom, którzy praktykowali ją w zamkniętych społecznościach przez wiele lat.  Ten rodzaj sztuki często jest utożsamiany z wizerunkiem krzepkiego chłopa co to orze pole własną grabą. To widać gołym okiem - lśniące od potu, wyrzeźbione sylwetki robią wrażenie. Nie ma się czemu dziwić, gra na bębnach to taka dźwięczna siłownia dająca spektakularne, cielesne efekty (choć panowie z klipu średnio mnie jarają). Co tam panowie, Japonki też chętnie wybijają rytm na garbowanych skórach - obecnie w słynnym zespole Kodo liczącym 32 członków występuje sześć uzdolnionych pań - to dopiero coś. Gra na taiko tworzy charyzmatycz...

oya

Oya - bogini wiatru, błyskawic, gwałtownych sztormów, zawiadowca życia i śmierci, piastunka cmentarzy. Emanacja orishy - duchowych istot będących przejawem najwyższego bóstwa.W kulturze i religii Joruba orisha to często ludzie, którzy wsławieni wyjątkowymi czynami przemienili się po śmierci w bogów. Nawet jeśli widzę piękne krajobrazy i doświadczam wzruszeń, a ciebie nie ma przy mnie, nic nie ma znaczenia. Nic mnie nie cieszy. Tęsknię, a moja tęsknota równa się pragnieniu śmierci. Nie ma ciebie więc wszystko nie istnieje. Żyję na cmentarzu życia, na granicy między światami. Snuję się niby żywa, a jednocześnie martwa i nieobecna. Take me Oya...