muzyka

poniedziałek, 26 grudnia 2016

konstelacje gasną

Jaki był dla mnie ten rok? Przede wszystkim mocno odczułam w nim ciężar przemijania.
Zaczął się niezmiernie trudno i smutno, bo umarł tata.
Zgasło tez wiele gwiazd zostawiając show biznes na pastwę pamięci. Niektórzy znani mi ludzie odebrali sobie życie pozostawiając oniemiałą, z dokuczliwym uczuciem niezrozumienia. Tyle kolorowych, zadawać by sie mogło dopracowanych w każdym szczególe układanek, posypało się w drobny mak. Ten rok uświadomił, że nie wszystko złoto co się świeci i bywa, że ludzie zakładają korony z tombaku udając królów życia. Nikt nie chce być gorszy.
Ten rok szesć stóp pod ziemią skryje kilka tajemnic.
Pozostaję niedokończona w dalszym ciągu. W ciągu dalszym niedopięta i nie wymyślona na życie.
Nasączana lekturą z poradników, bogatsza o nową muzykę. Podskórnie smutna i zawiedziona sobą.
Byłabym szczęśliwa, gdyby obedrzeć mnie z myśli. Bo kiedy przestaję i pozbawiam sie kontroli po prostu JESTEM.

poniedziałek, 10 października 2016

a ja wolę brzydala...



Odkąd pamiętam nieokrzesane i dziwaczne było ciekawsze.
 Zawsze bardziej interesujący wydawali mi się mężczyźni nie przystojni, a właśnie interesujący. Blizna, krzywy nos, nietypowy kształt mózgoczaszki jako naturalne wiano...mmm.
 Ci spod skalpela mnie bawią i straszą, choć w dalszym ciągu dość rzadko.
Alex Cameron mnie intryguje swoją bezpretensjonalnością i tym, że jest zmienny jak kobieta.


wtorek, 24 maja 2016

maj, haj, helloł!

W maju jak w raju, szczególnie kiedy ma się 3 dni wolnego z rzędu i można pić gin z tonikiem. Maj jest też miesiącem odświętnym, patronuje wielu okazjom. Dziś mamy na przykład Europejski Dzień Parków Narodowych, a wczoraj był mój dzień - czyli światowy dzień żółwia - istoty powolnej, ale oby długowiecznej. Wiadomo, za dni parę mamy wielbić mamy, tudzież pójdzie nam jak z płatka odzieranie brzozy z gałązek i śpiewanie ludziom w oknach.
 Kilka dni temu, nieświadoma Dnia Różnorodności Biologicznej spędzałam czas nad Balatonem, (lokalną wodą) dokarmiając kaczki, wsłuchując w godowe hity ptasiego radia i głaszcząc pełne nadziei na zmiany gąsienice.
I cóż dalej.... oto wśród wszelkiej maści obchodów dnia chirurga, farmaceuty, samorządu terytorialnego, kosmosu i mleka, piwowara i ptaków wędrownych nawinęła się nazwa, która mnie zaintrygowała, jeśli nie wprawiła w zdumienie.  Otóż już dwa albo i trzy razy obchodziliśmy dzień zimnych ogrodników! Jak to zimnych i dlaczego? Zimni czyli ci, których wdzięczna matka ziemia, którą tak plewili i oskubywali z chwastów w końcu przyjęła na wieczny odpoczynek? Czy zimni, bo lubią z przerębla prosto na grządkę? A może byłam blisko celując w niegodziwych i nieczułych, którzy plewią z poczucia obowiązku, plując sobie w brodę, że mają taki fach w brudnych rękach?

Wujek google jak zwykle mnie sprowadził na ziemię i to świętą, bo chodzi o Pankracego, Bonifacego i Serwacego co nas próbują chłodno przyjąć. Czasem zastępuje ich zimna Zośka, tez ponoć pobożna choć zimna i złowróżbna dla rolników.
 No i wszystko jasne, a jak kto chce wiecej to zapraszam na stronę parafialną ha ha - http://www.parafia-bolechowo.pl/index.php?q=5&id_akt=110&page=

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

zamiast hejże lub na pohybel mamy gdyby

Łona to do tej pory jedyny raper, którego tekstów potrafię słuchać. Nie mam cierpliwości do wyławiania przesłania wśród niecenzuralnych przecinków. Przekleństwa w piosenkach, ten niby manifest wolności, uważam za niedorobiony i prostacki.  Nie mam na wszystko wyjebane (jak śpiewa dyszkantem Tede;), dla mnie wiele rzeczy sie liczy, w tym i słowo. Wystarczy, że werbalny syf wykręca mnie w autobusach.
 Trzeba mi sensownej treści w parze z przyjemną melodią, a tu mamy 2 w 1.

gdzie tak pięknie potrafią przypuszczać?:)


sobota, 16 kwietnia 2016

...

Czym jest dla was, rodziców czy nie rodziców, nauka religii  w szkole? Moje dziecko z częstotliwością zdartej płyty każe się wypisać z zajęć prowadzonych przez katechetkę. Na jego poziomie świadomosci boga nie ma. Nawet nasze wieczorne 'wanienne' rozmowy metafizyczne nie przekonują go do bytu nadprzyrodzonego, choć wcale zresztą nie przekonuję. To nie ma sensu i moim zdaniem jest czystą indoktrynacją.
 Uważam, że religia w podstawówkach to wyłącznie przysposobienie do życia w kościele, nic innego. Nie ma to absolutnie związku z wymiarem duchowym. Czy kolorowanie Chrystusa kredkami i rozwiązywanie rebusów religijnych, tudzież dukanie modlitw wyuczonych na pamięć ma jakikolwiek związek z duchowością?
W mojej rodzinie hołduje się raz przyjętym prawdom wiary, bez krytycyzmu, bez uprzedzeń. Byłam wychowywana w posłuszeństwie, kiedy pojawiły sie z mojej strony wątpliwości i pytania, zaczęłam być postrzegana jako leniwa (bo przestałam latać na msze).
Obecnie, jako czarna owca wybielam się dla świętego spokoju. Żyjemy z dala od kościoła, ale na łonie rodziny pchamy dziecko do katolickiego stada. Nasze dziecko nie chce chodzić na religię, nie chce iść do komunii.
Fasada opada, a kultywowana przez rodziców powierzchowność rozpryskuje o kształtującą się osobowość. Dziecko nas obnażyło, z drugiej strony fajnie, że jest refleksyjne i poddaje różne rzeczy ocenie. O to nam w sumie chodziło.

zmartwychwstanie wszystkich świętych

 Dziewczyny z All Saints sa w przybliżeniu w moim wieku. Nieźle się trzymaja i nagrały nową płytę, po 10 latach? Promują ja utworem 'one strike'. Kiedyś nawet słuchałam i tańczyłam do wszystkich świętych.



piątek, 1 kwietnia 2016

coś na zawsze

Ale będzie ze mnie dziarska dziewucha.
 Zamierzam sie pokolorować, nie pytajcie po co, dlaczego. Nie zadawajcie pytań, gdyż nie znam odpowiedzi.
Zważywszy, że mój próg bólowy (jak zwał tak zwał) jest bliski zeru chyba mnie pogięło. Co więcej, widząc igłę, bądź jakiekolwiek oprzyrządowania gabinetowe doświadczam znaczącego spadku ciśnienia, na co mój dziadzio-ginekolog reaguje z entuzjazmem - mdleje pani na mój widok!

Teraz będzie o wkręcaniu.
 Z tatuażem będzie jak z kotem. Kot mi łaził po głowie długi czas i w końcu go mam, albowiem za bardzo się wkręciłam w temat kociąt. Z wkręcaniem się w cokolwiek, jest u mnie tak, że nawet jak mi przejdzie entuzjazm, robię to dla świętego spokoju.
Pierwszy naskórnik będzie subtelny, gdyż wypinając się na wieszcza będę mierzyć zamiar podług sił. No i chcę coś naprawdę ładnego, żadne tam syreny, czachulce, dzieci podobne do starców, flower bomby.... choć zamierzam pójść w ogrodnictwo, ewentualnie dyskretną faunę. Cały czas szukam, zbieram i wybieram.
To nie może być wpadka więc może ktoś poleci jakieś studio, najlepiej na Śląsku?
 Minimalizm przede wszystkim
https://www.instagram.com/explore/tags/minimalistictattoo/

albo cos w tym stylu

 https://www.facebook.com/jakubnowicztattoo/










piątek, 25 marca 2016

music mister people

Nowy album Brodki zbliża się mistrzowskim stępem co zapowiada singiel - "horses"...z gracją, powoli i charyzmatycznie.
 Zawsze uważałam, że dziewczyna ma głos i pomysły.
 Kiedy zobaczyłam filmowe zalążki tworzącej się muzyki było wiadomo - nie będzie grandy i będzie inaczej. Na pewno mało elektronicznie. Muzyka pozbawiona ozdobników z syntezatora będzie bronić się orężem klasycznego instrumentarium tj. gitar, perkusji...  organów kościelnych!
Ciekawe czy zaangażowanie Stelli Mozgawy, perkusistki z Warpaint to znak w jakim kierunku będzie podążał muzyczny materiał? Brzmienie dziewczyn z Warpaint dość łatwo rozpoznać - prym wiodą fałszujące gitary i zawodzenie syren. Czy Monika zawiedzie, czy celowo będzie przynudzać i obarczać ciężką treścią słów. Może nie, bo jak sama mówi: Czułam dużą presję, że piosenka musi posiadać tekst, a miałam wrażenie, że już tyle o sobie powiedziałam za pośrednictwem tej muzyki, że słowa są niepotrzebne.
Jakkolwiek nie będzie liczę na coś oryginalnego, bo wydaje mi się, że Brodka to już Broda, wyczesana,  z długim okresem wylęgania, ale absolutnie nie zapuszczona.
Dojrzała,a może po prostu dojrzalsza.


środa, 9 marca 2016

gAastronomia czyli kosmiczny porządek na latajacym talerzu

Wertuję "jaglany detoks" pogryzając bułkę z serem. Czytam, że to źle dobrana para, więc po przetrawieniu tych treści  biegnę do lodówki po bielucha. Podobno bez konserwantów, ale nie badałam pod mikroskopem. Żeby było 'korzystniej' dodaję kopiastą łyżeczkę cynamonu, mmm, pychota . Skoro tak zdrowo, nie zaszkodzi bieluch na bis i w ten oto sposób, uzupełniam niedobory białka jego podwójną porcją z mieloną korą i kilkoma... eee kilkunastoma ziarenkami cukru... brązowego, mało słodko, ale mam jeszcze miód z wakacji, nie zaszkodzi.
 Tak mniej więcej prezentuje się moja twarz od kuchni. Jest to oblicze pastelowe, w wersji light. Bułka z serem może mieć (i miewa) więcej warstw np. majonezowo cebulowo sałatowo polędwiczkowo rzodkiewkowych (kolejność przypadkowa). Kiedy warstwy zjeżdżają kolejką wąskojelitową, dopieszczam żołądek sałatką z rukoli, prażonych pestek dyni i żurawiny
Metoda 'na miksera' wywołuje różnorodne wydzielanie i stany wewnętrzne. Reklamowa rozkosz smaku wzbudza chwilową euforię, niestety na tym dzień się nie kończy. Wieczory są smutne, bo jest dobrze do przesady. Przesada odzwierciedla w lustrze łazienkowym owszem - lśniący włos, zdrową cerę...ale i przewlekły lipidus oponiensis w okolicy pępka oraz efekt motyla na plecach.
 Z dość obfitej klatki piersiowej wyrywa sie niemy krzyk, który każe wyprowadzić ciało na wybieg (nie mylić z czerwonym dywanem) i słuchać licznych schodakowskich przeklinających windy i kanapy.
Cóż, poranek to cud kolejnych narodzin, pojawiają się faceci w czerni, machają przed oczami śmiesznym czymś, które robi pstryk i zapominam, że pasztetowa ma brzydki kolor i czekolada też.
Widzę w tym ingerencję sił nadprzyrodzonych i niezrozumiały kosmiczny porządek....znalazłam sie w epicentrum czarnej dziury, która pochłonie wszystko, łącznie z wyrzutami sumienia.

sobota, 30 stycznia 2016

return to innocence

Ból głowy, lekkie otępienie, spuchnięte oczy. Nałożyłam dziś tusz na rzęsy, a ten, nim zdążył sie rozmazać zwyczajnie się skruszył robiąc paskudne wągry pod oczami. W minorowym nastroju odnajduję czas dla siebie, choć większość czasu snuję sie z kąta w kąt, albo siedzę przy łóżku i patrzę na tatę. Nie mamy już kontaktu. Jeszcze 4 dni temu słuchaliśmy ze starego, szpulowego Grundiga nagrań weselnych przeplatanych moim trzyletnim słowotokiem, a dziś  pozostała dysząca cisza ciężkiego oddechu i pompy od materaca. Jest to do tej pory najbardziej dotkliwe i dołujące uczucie przemijania i bezsilności jakiego doświadczam. Piszę o sobie, ale jest nas więcej smutnych kobiet w domu.
Wieczorem, do poduszki, czytam życie księdza Kaczkowskiego, te na pełnej petardzie. Dobrze sie czyta, bo jest napisane bez zadęcia i ściemy kościelnych naw.
Przypomniała mi sie siostra Judyta. Jak jeszcze była w Kamerunie, na moją prośbę, bez omawiania dodatkowych kwestii formalnych, po prostu przysłała mi ogromną pakę z tkaninami z których rdzenni Kameruńczycy szyją sobie ciuchy. Judyta była jedyna:)








Dzięki, że zostawiacie kilka słów od siebie.




czwartek, 28 stycznia 2016

...

Okazuje sie , że wszystko dzieje sie szybciej niz sie spodziewałam. Dzisiejszy ranek przepłakałam, jeśli nie przeryczałam. Musiałam sie koniecznie ogarnąć przed odebraniem Igora ze szkoły, więc juz na godzinę przed wyjściem pozwoliłam sobie na superoczyszczający prysznic pod którym znowu pogubiłam łzy. Juz jest we mnie żal i już jest we mnie tęsknota, jest we mnie przeogromny smutek.
Najsmutniejsza jest mysl, że będzie inaczej...i strach - jak to będzie? Jak to jest utracić bliską osobę? To nie jest pytanie do nikogo, bo ostateczne rzeczy przezywamy w samotności i jednorazowo.
Pamięć jest ulotna, nawet jesli bardzo chce się pamiętać, to czas ją dziurawi.
Dlatego piszę. Może za 10 lat czytanie tego wpisu na powrót coś uwolni i wskrzesi.
Pewno nie w bólu, ale odżyją wspomnienia.
Nie wiedziałam, że nos jest w stanie naprodukować tyle smarków.

środa, 20 stycznia 2016

....

Czy scenariusze przyszłych zdarzeń przerobione w wyobraźni  zaraz potem się unicestwiają, tak że w świecie rzeczywistym nie mają już racji bytu? Bardzo bym chciała, żeby to co raz uroiło się w głowie miało tylko jedno życie. Moje scenariusze są bolesne, wolałabym, żeby życie napisało dla nas łagodniejsze zakończenie, takie które nas całkowicie nie obezwładni, a pozostawi z kojącą refleksją, nadzieją nie wiem na co.
Żyjemy teraz w cieniu tajemnicy życia i śmierci. Pokręcone pytanie, czy ten kto umiera nie powstaje właściwie do prawdziwego życia, lub choćby do innego?
Wyobraziłam sobie, że pobierając ostatni haust powietrza zapadamy się do środka, a nasza energia jest zasysana w czarną dziurę znajdującą się w okolicy pępka. Tylko w dalszym ciągu nie wiemy czym jest ten niewidzialny pochłaniacz, jakimś transformatorem czy utylizatorem? Końcem czy początkiem?
Lektura E Tolle'a w jakiś sposób mnie jednak ukształtowała, nie przeszła bez echa. Echo jednak słychać, kiedy zapanuje cisza. No to mamy taką niezwyczajną ciszę pośród burzy. Momentami do niej przylegam, by poczuć spokój i zaakceptować to, co jest.