Od wczoraj na stole kuchennym (bo ja niestety nie mam własnego kącika pracy) stoi posuniety w latach łucznik, który przyjechał od tesciowej razem z najdroższymi niciami świata - szpulka 16 tysięcy;) Oj tak, taką mam zachciankę by szyć, szyć pełna gębą;) Juz wczoraj dziurawiłam papiery, ale wynik koslawy Ja to bym chciała rach ciach, idealnie za pierwszym razem...takie moje wolne żarty hehe Zalegam z materiałem i to dosłownie;) Szmatek się nazbierało, a niektóre to prawdziwe mamuty. Babcia powyciagała z czeluści tapczanu mnóstwo skrawków, co to pamiętaja czasy kolorowych jarmarków w wykonaniu szczupłej Maryli R. Dawno nic nie rękoczyniłam, ale czuję że coś"mnie bierze" Obecnie wziął mnie i trzyma jakiś opętańczy wirus z gatunku smarkatych, a moje dziecko uporczywie trzyma za gardło jakiś wirus z krainy chrypowców. Także chorujemy sobie juz dni kilka i na razie nie zanosi sie na czyste dźwieki, za to widzimy juz potrój...
ale fajny! i bardzo Ci pasuje - ja też chcę!! :)
OdpowiedzUsuńAparatko to prędziutko na bloga Czaroffniczki Piekne, klimatyczne wpisy i biżu!:)
OdpowiedzUsuńC U D O :)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMadziu, właśnie wsiąknęłam...
OdpowiedzUsuńpiękny i zdjęcia super!:)
OdpowiedzUsuńŁadny. Nawet bardzo. Taki ekologiczny:)
OdpowiedzUsuń:*
OdpowiedzUsuń... gdybyś mieszkała na moim piętrze, to już bym stała z kieliszkami pod drzwiami ;)
Mag- za spotkanie: Twoje zdrowie!!!
Piękne!
OdpowiedzUsuńI co widać przez naszyjnik? :)
OdpowiedzUsuńPiękny.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.