Przejdź do głównej zawartości

Balaton

W sobotę przed świętami uszczknęłam troche czasu wyłącznie dla siebie (było to niedługo po baby wypieczeniu i w trakcie jej stygnięcia)
Z moim przyjacielem rowerem pojechaliśmy przed siebie. Owe "przed siebie" zawsze wyznacza kierunek nad pobliskie rozlewisko zwane tutaj Balatonem (dlaczego?, proszę nie pytać)

Przyjemny zakątek, miejsce oblegane przez wędkarzy, spacerowiczów i rowerzystów oczywiście.
Tym razem było dość bezludnie, więc mogłam się w skupieniu przyglądać wodzie i pączkującej florze.
 Jeszcze dość brązowo i surowo w przyrodzie, ale na swój sposób uroczo, ciekawie i łabędzio:).



Komentarze

  1. ach jak pieknie , a pieknie bo bezludnie...ja cos się ostatnio separuję i wszędzie gdzie pusto uwielbiam bywać....łabądek cudowny...Magdo koniecznie mnie poinformuj o swojej bytności na podkrakowskim ranczu , kto wie czym to zaowocuje ;-))))???? ;-))))

    OdpowiedzUsuń
  2. MMMMM bosko tak cicho i spokojnie i sepi -asto :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczegóż to topisz w wodzie białe obłoki, pragnę zapytać. Chyba,że biorą kąpiel, to przepraszam. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Przesilenie zimowe

Niebawem przesilenie wiosenne, ale ja jeszcze o zimowym. Otóż netflix rzucił perłę przed wieprze, no może nie perłę, a uroczy bursztynek.  I tak "Przesilenie zimowe" zapisze się miłą pamiątką w moich szarych komórkach, ale też dwoma tekstami: "Każdy jako dziecko jest artystą, ale potem o tym zapomina." oraz "Zawsze podejrzewałem, że jesteś ucieleśnieniem raka prącia." Jeśli w tym momencie zaiskrzyło, to sami wiecie :)

Rzecz o zaufaniu w połączeniu ( czyli) nie musisz się tego uczyć w szkole, doświadczenie jest nauką powszednią.

Jak szyć i nie dać się chorobie

Od wczoraj na stole kuchennym (bo ja niestety nie mam własnego kącika pracy) stoi posuniety w latach łucznik, który przyjechał od tesciowej razem z najdroższymi niciami świata - szpulka 16 tysięcy;)  Oj tak, taką mam zachciankę by szyć, szyć pełna gębą;)  Juz wczoraj dziurawiłam papiery, ale wynik koslawy Ja to bym chciała rach ciach, idealnie za pierwszym razem...takie moje wolne żarty hehe  Zalegam z materiałem i to dosłownie;) Szmatek się nazbierało, a niektóre to prawdziwe mamuty. Babcia powyciagała z czeluści tapczanu mnóstwo skrawków, co to pamiętaja czasy kolorowych jarmarków w wykonaniu szczupłej Maryli R. Dawno nic nie rękoczyniłam, ale czuję że coś"mnie bierze"   Obecnie wziął mnie i trzyma jakiś opętańczy wirus z gatunku smarkatych, a moje dziecko uporczywie trzyma za gardło jakiś wirus z krainy chrypowców. Także chorujemy sobie juz dni kilka i na razie nie zanosi sie na czyste dźwieki, za to widzimy juz potrój...