niedziela, 11 lipca 2010

Pytanie na gdybanie.

Basia mnie (między innymi) zaprosiła do odpowiedzi na pytanie:

Czy czytając jakąś książkę, dowolnego gatunku, zwracacie uwagę na ukryte przesłanie, nie tylko to widoczne gołym okiem, ale czy staracie się kopać jak najgłębiej, aby rozgryźć psychikę autora, niejako naświetlić jego dagerotyp, czy może liczy się dla was sama opowiedziana przezeń historia?


Nie wiem, czy to pytanie jest do mnie adekwatne i nie trafia przypadkiem w próżnię? Próźnię literacką gwoli ścisłości, bo moje czytelnicze poletko zaorane jest w stopniu minimalnym.
Tak już jest, że większą miłością (i zrozumieniem;P) darzę film i muzykę, a książki pojawiają  się jak słodycze - od czasu do czasu. Mój umysł taki znowu empty nie jest, choć byc może niedorozwiniety bibliotecznie;)
Spróbuje odpowiedziec, po swojemu.
Przy całym swoim czytaniu, nie za częstym, stwierdzam jednak, że ksiażka mówi wiele o autorze, ba, każdy tekst, słowo pisane, w tym słowo blogowe, mówi!;)
Czytając, albo wpasowuję sie w ścieżki wydeptywane przez wersy, albo gubię wpadając w dołki akapitów, podobnie jak z ludźmi, jednych chcę słuchać, a innych nie potrafię, nie rozumiem, nie czuję...Czytając nie rozgryzam autora, ale uważam. że słowa które ułożył, wibrują i tworzą klimat, który jest emanacją pisarza jako osoby.
    Tak jak ludzie wysyłają fale, do których łatwiej bądź trudniej jest się dostroić, tak zawartośc książek promieniuje i albo nas prześwietla, zostawiając "nic", albo wywołuje z ciemni fajne nastroje. Sam sposób opowiedzenia historii może być luką, przez którą się zagląda do psychiki pisarza, ale tylko zagląda, nie odgaduje.
Możemy sie w tą lukę zmieścić, bądź nie, może nam pasować, albo uwierać.
      Ogólnie nie mam potrzeby kopania w czyjejś psychice, aczkolwiek ujmuje mnie zawoalowany słowem sposób patrzenia i opisywania, który wiele mówi o nas samych, ale nie wszystko.


Czy ja w ogóle odpowiedziałam na zadanie pytanie, czy znowu lawirowałam wokół ?
Kto odpowiada, ten błądzi ;P

3 komentarze:

  1. Ja, niestety, czytam po łebkach.
    Za szybko.

    Trochę na tym tracę, ale cóż, taki ze mnie czytelnik.

    Potem, czytając coś drugi raz, mam niezłe niespodzianki w tekście...

    OdpowiedzUsuń
  2. Staram się. Tyle, że nie zawsze to drugie dno jest, a doszukiwanie się go na siłę chyba raczej nie ma sensu;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Madziu :) Właśnie dlatego ciebie wybrałam. Nie sztuką jest zadać takie pytanie komuś, kto w blogosferze idzie przed siebie z taranem przeczytanych stosów. Po nałogowych czytelnikach wiem jakich spodziewać się odpowiedzi, bardziej mnie ciekawiło jak postrzega tą kwestię zwyczajny człowiek, który ani przesadnie nie wali do księgarń i bibliotek, ale też nie jest ignorantem, po prostu ma inne zainteresowania. I uzyskałam swoją odpowiedź, za co jestem ci bardzo wdzięczna. Jakiś czas temu ktoś zadał to pytanie właśnie mnie, tyle że znacznie piękniej i w dziwnie-pokrętny sposób. Chyba chciał mnie wybadać a ja, odpowiadając tak jak podpowiadało mi molowe uzależnienie, chyba nie potrafiłam wywiązać się z tego zadania tak, jakbym tego chciała. No bo czym jest ukryty sens? Czym jest nasze życie? Przecież nawet dbając o swoje dzieci,żeby nie były głodne, były czyste, szczęśliwe, bezpieczne, każdy z nas także kieruję się jakimś "ukrytym sensem". Okładka nie świadczy o treści, to wie każdy, ale w zalewie tandety, mam tu na myśli zarówno książki, jak i filmy i muzykę - bo we wszystkim uderza w nas tandeta, nie zawsze, ale bardzo dużo - czasami jedynym sposobem na właściwe zagospodarowanie czasem byłoby uzyskanie czegoś więcej niż tylko zapełnienia luki, w końcu na tyle milionów tytułów człowiek chyba zasługuje na to, aby skupić się tylko na tym, co wartościowe. Pytane tylko, czy nawet jeśli komuś uda się zawrzeć uniwersum na kartach opowieści, to czy ktokolwiek w tym świecie go zrozumie? Jak napisała Nivejka, a ja to odrobinę zmodyfikuje, większość ludzi - podobnie jak ja, która widzi tony głupiej makulatury na półkach - z góry zakłada, że tego sensu nie ma, nikt już nie próbuje go szukać, gdyż pisarze kopiują samych siebie, nastawieni tylko na zysk i w ten sposób nie dają nadziei czytelnikom, że ten sens kiedyś się odnajdzie.

    Mam nadzieję, że nie przysporzyłam ci żadnych kłopotów tym pytaniem. Moją intencją było zmienić nieco reguły gry, utrzeć nosa tym wszystkim molom, którzy licytują się, który więcej przeczytał w danym miesiącu, robią sobie zdjęcia jakichś "stosów i stosików", tak jakby książka była kawałkiem kiełbasy na ciepło z dodatkami: zjeść czym prędzej i następną. To smutne. Ja wolę czytać rzadziej, ale to, co naprawdę jest tego warte :) Pozdrawiam bardzo serdecznie, jeszcze raz thx :P

    OdpowiedzUsuń