Przejdź do głównej zawartości

zrozumieć drugiego

Niby nie wierzę w przypadki, zawsze tłumaczę, że coś dzieje się w konkretnym celu, wynika z przeszłości etc. Czasami dzieją się rzeczy bardziej znaczące, czasem błahe, ale zawsze dzieją się po coś.  Nauki pobieramy bezustannie.
Wczoraj ubrałam mało używane adidasy i pobiegłam zetrzeć z betonem swoje lenistwo. Dziwna rzecz, że podczas biegania zdarzają mi się nieprzewidziane wypadki - czytaj rozmowy z nieznajomymi. Dwa lata temu (chyba?) pisałam, jak podczas porannej przebieżki po lesie, klepnął mnie w tyłek rowerzysta próbując zagaić rozmowę. Z zagajania wyszły nici, bo o czym rozmawiać z cwaniaczkowatym lowelasem, który nie potrafi trzymać rąk na kierownicy.
 Wczoraj zarys powyższego scenariusza się powtórzył, aczkolwiek rozmowę ze mną gościu zaczął od... śmierci. Straszne co?!
 Kiedy wycisnęłam z siebie trochę potu i przykucnęłam na marginesie dróżki, zaczęły mnie łaskotać zielone listki przynosząc myśli o przemijaniu, pierwszej świeżości wiosny i  jesiennej perspektywie kruchych  liści zmiatanych przez wiatr. Przypomniała mi się chrzestna matka, to jak brała życie za rogi nie licząc się z przeciwnościami i ostatnie momenty, kiedy na wigilię, skurczona na wózku wyglądała jak cień człowieka. Zrobiło mi sie okropnie smutno, smutno tym bardziej, że w tych ostatnich chwilach nie miałam odwagi by  do niej podejść, wziąć jej rękę w dłoń i czule, bez słów się pożegnać. Do dziś brzmią mi w uszach jej słowa - 'Dziękuje Magdo za wszystko" i wilgotnieją oczy, bo wtedy byłam zdolna wykrzesać z siebie daremne - 'trzymaj się', czy coś w podobnie słabym stylu.
Kiedy tak kucałam i podcierałam cieknący nos, a w głowie tłukło się -"JESTEŚ Tchórzem, nie ma w tobie ODWAGI ", zauważyłam majaczącą w oddali postać. Wstałałam, ruszyłam przed siebie, a plamą okazał sie spacerowicz. Kiedy przechodziłam obok, spytał czy się go przestraszyłam, bo nagle zerwałam się z nawierzchni....i tak sie zaczęło. Mogłam pójść swoją drogą, ale jakaś siła zaczęła wydobywać ze mnie głos i rozwinął się dialog. Dialog jak dialog, w większości odsłuchałam relacji z osobistej tragedii rodzinnej, opowiedzianej bez cienia emocji i żalu.  Niech będzie, że "X' zwierzył się , że jutro chowa swojego młodszego brata, który zginął tydzień temu w wypadku samochodowym .
Cień śmierci nabrał wyraźniejszego kształtu.
Usłyszałam o jego stosunku do wszystkiego, podał się na tacy bez krzty słodyczy, za to mocno natarty żrącą solą słów, co mnie dotkliwie paliło. Miedzy wierszami dowiedziałam się jakie ma relacje z żoną , rodziną, otoczeniem i że to pogmatwany życiorys w którym jest czarną owcą.
Doprawdy dziwny gość, pyszałkowaty, skupiony na czubku swojego nosa, a w tym wszystkim elokwentny i wyrazisty, choć raczej nie wzbudzający mojej sympatii.  Właśnie ten wyrazisty kontur jego osobowości wzbudził we mnie uczucie, że jestem taka mala. Ten facet mnie przytłoczył, byłam oszołomiona, a starając sie przekazać swój punkt widzenia strącana do parteru. Nie złośliwie, ale zwyczajnie przewagą i siłą  kontrargumentów. Stąd pojawiło się  to pytanie - czy nie jestem naiwna próbując sprostać okolicznościom, które mnie zwyczajnie przerastają? Dlaczego spotykam takich ludzi, a oni mnie? Po co?
 Podobne rozmowy wybijają mnie z rytmu, ukazują braki. Z drugiej strony może to niewinna naiwność, bo chcę człowieka zrozumieć, ale cóż, kiedy przez własne ograniczenia, nie potrafię.
      Kiedy wróciłam do domu opowiedziałam wszystko Leszkowi, a ten mnie na dobitkę skarcił...ech, jemu się nie dziwię;) Tylko głupia spaceruje z obcym mężczyzna, prawda?
 Potem wyszło na jaw, że L. gościa zna ze szkoły (!), ale czuje awersję do tego " magisterka", który się szczerzy nieszczerze i zawsze ma jakieś 'ale'.
Leszek powiedział na koniec - " Swój pozna swego" :) i to mnie uspokoiło. 
Nie chcę przecież życ w świecie Wittgensteina i  Nietzchego i pewnie znajdą się też inni którzy nie chcą.

jakieś spostrzeżenia?

Komentarze

  1. też uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny

    OdpowiedzUsuń
  2. cieszę się, że wróciła cała i zdrowa z tego biegania...co do przypadkowych spotkań, to fajne, że była rozmowa, że nie zdominowały Was słuchawki z muzyką, że ludzie chcą jeszcze pogadać, co do siły argumentów...ja też często widzę swoje braki, ale mnie to nie motywuje do tego by sięgać po filozofów...dziś on był na górze, za tydzień możesz spotkać kogoś, kto poczuje się zdominowany Twoją erudycją i elokwencją i wtedy Ty będziesz na górze...ale czy to oznacza, że jesteśmy słabi czy to oznacza,że jesteśmy inni? wolę być sobą i zarazem inną...buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. własciwie zawsze znajdzie sie ktoś lepszy lub gorszy od nas i jednak na pewno INNY. Przpomniało mi sie zdanie, które umieściłam na kartce urodzinowej dawnego przyjaciela, a brzmiało - 'Przewagi upatruj w swojej odmiennosci"

      Usuń
  3. aleś się rozpisała...ooo :))
    nic się nie dzieje przez przypadek- jestem pewna, że wiesz , że to spotkanie było Ci potrzebne !!

    buziaki :**

    Magdaleno- do przodu kochana, do przodu a nie po marginesach ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja uparcie wierzę, że wszystko nie dzieje się bez przypadku i ma swój jakiś odgórnie ustalony cel...tylko nie zawsze od razu wiemy po co i dlaczego...czas jest dobry na wszystko...wyjasni lub podpowie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Przesilenie zimowe

Niebawem przesilenie wiosenne, ale ja jeszcze o zimowym. Otóż netflix rzucił perłę przed wieprze, no może nie perłę, a uroczy bursztynek.  I tak "Przesilenie zimowe" zapisze się miłą pamiątką w moich szarych komórkach, ale też dwoma tekstami: "Każdy jako dziecko jest artystą, ale potem o tym zapomina." oraz "Zawsze podejrzewałem, że jesteś ucieleśnieniem raka prącia." Jeśli w tym momencie zaiskrzyło, to sami wiecie :)

Było sobie szycie

Nie myśleć za dużo o złych rzeczach. Złe rzeczy wiszą w powietrzu ale nie ściągać ich myślami, o nie!  Pilnować swoich myśli! Najgorzej, jeśli przydarza się rzecz zła i po niej aktywuje sie czarny magnes. Dziecko ma dwa szwy na głowie, bo się urwał hak na którym wisiała huśtawka...czarna huśtawka bleee... Skrzypią mi kolana znów (czy jedząc więcej żelków będę bardziej elastyczna? ;) Ogólnie nie daję się szarości, mam różową łopatkę do odkopywania skarbów. Dziś czekają mnie skarby czwartkowe.  Dobrego dnia wszystkim!

o duszy, dusznościach i innych wizjach 'hot summer'

Wierzę , że każdy w sobie nosi. Duszę Wiecznie młodą, gdyż teoretycznie dusza nie powinna się starzeć, bo nie tyczą się jej żadne parametry Ale, jest pewne ALE.  Ciało sie starzeje i dusza może sie starzeć wraz z nim, zależy czy jest silniejsza od ciała, czy słabsza. Często spotyka się młode dusze w starym ciele, stare dusze w młodym ciele, dlatego myślę że istnieje ścisła współzależność.  Rozprawialiśmy w pracy o starzeniu i kolega tak ładnie temat ujął ..."może po prostu nazwać to dorastaniem". Tak więc dorastamy całe życie do tego, by zmierzyć się z nieuniknionym. ....a może starość to tylko iluzja? Kiedy tak siedzę całymi dniami w pracy i nudzę się jak mops, układam ciche litanie do deszczu. Dziś burze, więc modlitwy zostały wysłuchane. Uff..nie wiecie ile sie trzeba czasem napocić żeby sie nie spocić.  Ile naklęczeć przy zakurzonych regałach  w intencji chłodu i cudownego wskrzeszenia klimy. Chyba dzięki temu ofiarowano nam wentylator....który mieli c...