Przejdź do głównej zawartości

opowieść żony

Gdybym urodziła się, albo fantastyczna koleją losu, stała się pisarką, to najprawdopodobniej pisałabym jak Lori Lansens o Mary Gooch. Chciałabym pisać lekkim piórem i z subtelnym poczuciem humoru, nawet o tak wieeelkiej sprawie jak ludzkie ciało z nieposkromionym apetytem.
Z uśmiechem na twarzy, ale poniekąd utożsamiam sie z Mary pod jej 300 funtami żywej wagi. Właśnie wkroczyłam na strony kiedy Mary rażona niespodziewanym odejściem Goocha, rozdziera piętrzące się latami warstwy i przedostaje do jądra swego jestestwa, które wcale nie chce zaglądać do lodówki.
Niby prosta historia, ale jak fajnie napisana :)

Komentarze

  1. Gdybym urodziła się pisarką tez chciałaby właśnie tak pisać. Lekko i przyjemnie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli zmierzę się z tym, co teraz przezywam tak właśnie lekko, rzucam prace w szkole i zostaje pisarka :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Przesilenie zimowe

Niebawem przesilenie wiosenne, ale ja jeszcze o zimowym. Otóż netflix rzucił perłę przed wieprze, no może nie perłę, a uroczy bursztynek.  I tak "Przesilenie zimowe" zapisze się miłą pamiątką w moich szarych komórkach, ale też dwoma tekstami: "Każdy jako dziecko jest artystą, ale potem o tym zapomina." oraz "Zawsze podejrzewałem, że jesteś ucieleśnieniem raka prącia." Jeśli w tym momencie zaiskrzyło, to sami wiecie :)

Rzecz o zaufaniu w połączeniu ( czyli) nie musisz się tego uczyć w szkole, doświadczenie jest nauką powszednią.

Jak szyć i nie dać się chorobie

Od wczoraj na stole kuchennym (bo ja niestety nie mam własnego kącika pracy) stoi posuniety w latach łucznik, który przyjechał od tesciowej razem z najdroższymi niciami świata - szpulka 16 tysięcy;)  Oj tak, taką mam zachciankę by szyć, szyć pełna gębą;)  Juz wczoraj dziurawiłam papiery, ale wynik koslawy Ja to bym chciała rach ciach, idealnie za pierwszym razem...takie moje wolne żarty hehe  Zalegam z materiałem i to dosłownie;) Szmatek się nazbierało, a niektóre to prawdziwe mamuty. Babcia powyciagała z czeluści tapczanu mnóstwo skrawków, co to pamiętaja czasy kolorowych jarmarków w wykonaniu szczupłej Maryli R. Dawno nic nie rękoczyniłam, ale czuję że coś"mnie bierze"   Obecnie wziął mnie i trzyma jakiś opętańczy wirus z gatunku smarkatych, a moje dziecko uporczywie trzyma za gardło jakiś wirus z krainy chrypowców. Także chorujemy sobie juz dni kilka i na razie nie zanosi sie na czyste dźwieki, za to widzimy juz potrój...