wtorek, 27 lipca 2010

....

Lubie koloryzować, zmieniać rzeczywistość według własnego widzimisię, kłamać obrazami, ale bez szkody.
Piszę o fotografowaniu, o wysysaniu ze zdjęcia rzeczy, których na nim nie ma , a czuję je...czułam.....więc w sumie nie kłamię...

Nie jestem profesjonalistą więc przerabiam, żeby nadrobić to co nieuchwycone, a przeleciało motylem, zagrało delikatnie w duszy.
Uwielbiam zdjęcia, które odczuwam, nawet jesli nadano im sztucznie jakis rys
 W ogóle podchodzę do zjawisk jak synesteta.
 To niesamowite smakować kolory, dotykać dźwięków. Wyczuwac faktury tam gdzie ich, na zdrowy rozum, nie powinno być, wypowiadać czyjeś imię i kolorować jak obrazek.

Magdalena

joanna
agnieszka
patrycja
adam
zamknijcie oczy i spróbujcie napisać swoje imię kolorami:)
Jakie jest ?

Z rzeczy przypodłogowych i przyściennych...

Znalazłam sposób na zaczątki mojej sklerozy, czy też wybujałą wyobraźnię majacą ścisły związek z AGD ;)
 Czasami po kilka razy sprawdzam, czy coś wyłączyłam, potem jak już jestem z dala od miejsca "zapalnego" z np. żelazkiem, czy w(y)łączoną prostownicą, zatanawiam się czy na pewno łapałam za wtyczkę i wyciagałam z gniazdka.
Dzisiaj przy wyłączaniu żelazka powiedziałam sobie BIEDRONKA...ot tak,  eksperymentalnie. Wiecie co? Podziałało! Jak juz byłam daleko od domu i zaczęły mnie elektryzować pytania, pojawiła sie owa fantastyczna biedronka wyciągająca z gniazdka kabel i juz byłam wolna od wizji zajmujących sie ogniem ręczników.
Czasem absurd nas ratuje od uporczywych pytajników, zreszta w róznych innych sytuacjach tez...
. Umysł lepiej zapamiętuje rzeczy nietypowe. Radze wypróbować;)


Żeby jeszcze namieszać w tym tyglu różności, dodam country-fotki ;)

Mój schłodzony, subiektywnie doprawiony wywar z wioszczyzny podkrakowskiej :




miałam tyle pomysłów na tytuł....i co ?

..a niech zostanie...


piątek, 23 lipca 2010

dzieci i śmieci

Godzina późnopopołudniowa, słońce ma fajrant za chmurami, temperatura - 3 krople potu w skali ciała, czyli można przekroczyć próg domu w kierunku na zewnątrz. Wychodzimy. Punkt docelowy - plac zabaw. Jesteśmy na miejscu tak zwanym, jeszcze tylko pozbierać po okolicy szkło z butelek, rzucić obok przepełnionego kosza i można usiąść na ławce zatopionej w konfetti z łusek słonecznika.
Na szczątkach ławki obok, dokładnie na jej oparciu, siedzą puszkowcy wyciskający z nich (puszek) ostatnie, próżniowe zgrzyty. Koniec picia podsumowuje głośny bek - jak amen w pacierzu. Teraz mogą głośno wstać, kurwnąć, charknąć i odejść - taki samczy "rytuał przejścia", zapewne spowrotem pod monopolowy.
Odwracam wzrok, wzdycham do siebie, potem w kierunku zjeżdżalni i nagle tknięta widokiem barwnej mozaiki, głośno wrzeszczę do wspinającęgo sie po drabince syna
- Igor nie zjeżdżaj, bo ktoś puścił pawia!
-Co to jest paw? - dobiega mnie głosik z wieżyczki.
-To taki ptak, który przynosi nieszczęście, jak się w niego wjedzie....tłumaczę łagodnie wątek fizjologiczny. Coś tą metaforą nie trafiam w zdumione oczy, więc wywalam kawę na ławę, a nastepnie dla zatarcia brzydkich śladów opisuję, piekny ptasi oryginał.
 Igor nie przestaje sie przyglądać zawartości żołądka, więc trzeba odwrócić uwagę skuteczniej.
Na celowniku huśtawki. Okazuje się jednak, że z bujania nici, gdyż hustawka nr.1 ubabrana błotem (wolę tak mysleć) hustawka nr.2, a konkretnie jej łańcuch, zasupłany po górną belkę,
- Widzisz? gdybyś zjadł ładnie obiadek, to może byś zdążył urosnąć i dosięgnął, a tak zostaje piaskownica. Chodź, może psy nie zdążyły się załatwić...

czwartek, 22 lipca 2010

rękoczynów ciąg dalszy

Zafundowałam sobie kolczyken-party und glass-imprezen;P , więc post będzie z gatunku tych prawie wyłącznie "fotogenicznych" ;)

Kolczyki - inspirowane min. łososiem, dynią, białą czekolada, glonami, herbatnikami...
 Tu je macie na macie oraz w trybie wiszącym:



No i jeszcze jaskrawy "szybowiec".
 Stworzony dla uroczej, kędzierzawej Ninki, do której ostatnio poszliśmy pobałaganić ;)


 Byłabym zapomniała...
 Na magicznym blogu  Elizy padło na mnie:)
Wygrałam świeczkę hend-mejdową przecudnego zapachu i nie zawaham się nią pochwalić;)

 
 Weekend juz pojutrze, prawda?
Suuuper:))

poniedziałek, 19 lipca 2010

o dziadzie, bieganiu i rozczarowaniu

Nie za często, od święta raczej i inaczej niż w roku ubiegłym, biegam leśnymi scieżkami po drugiej stronie jezdni.
 Zawsze się zarzekałam, że co jak co, ale pięt za szybko od powierzchni nie będę odrywała, bo maratończyków z czasem skraca i w ogóle nudne to bieganie jak flaki z majerankiem.
W zeszłym roku odmieniło mi sie o 180 stopni, zasmakowałam w przebieżkach i choć na początku z wywieszonym jęzorem i częściej pieszo, to zaczęłam jednak uprawiać regularnie. Było juz całkiem nieźle. Z czasem potrafiłam bez przystanku przebiec godzinkę...zreszta co ja się będę chwalić;)
 Przyszła zima i bieganie stanęło w zaspie, mięśnie sie skurczyły, oddech wyrównał. Potem nastała tegoroczna wiosna, ja dalej nic, ale przyszło lato i wraz z nim moje wielkie nawrócenie na dobrą drogę;)
Obecnie sie rozgrzewam, ale dłużej to potrwa, gdyż oziębiło mój zapał wydarzenie z ostatnich dni.
     Tutaj muszę jeszcze wprowadzić do tematu ścisle związany z nim kontekst:
1. Zanim się zapuszczę w las, biegnę w okolicy pewnej kamienicy, obok której istnieje ławka, na której żyje staruszek i przywiązany doń i do ławki pies.
 Do dziś to był staruszek-pan, ale nomenklaturę zmieniam zasadniczo.
2. Zawsze darzyłam (darzę?) niewytłumaczoną, spontaniczną sympatią ludzi starych u "schyłku wieku" Może to próba oswajania przemijania i starości, wzruszają mnie staruszkowie i już.

     Staruszek-pan, kole 80-tki, od zawsze obecny w scenariuszu, zwykł sie do mnie miło acz bezzębnie uśmiechać, machać ręką, krzyczeć cześć, więc i ja z dystansu odbijałam piłeczkę, bo to takie miłe preludium do późniejszej zadyszki.
Pies, jeśli na początku obszczekiwał mnie groźnie, tak z czasem karcony zaprzestał i zmądrzał.
Staruszek-pan okazał się być bezwstydnym zgredem, pies pozostał bez zmian.

     Dziad wyszedł był niedawno na scieżkę i zatrzymał mnie w locie, chuchając próchniczo ...Pojdziesz ze mna tam (wskazał las), za parę dni mam rente to ci dam...Umówimy się?
Za co! No za co mi da?! Zanim ruszyłam z kopyta - niebo poszarzało, zieleń zmatowiała , spadł wodospad zimej wody, a potem wyrosło bujne drzewo środkowego palca.
Rozczarowanie, jednym słowem. Czołowe zderzenie z łysiną obleśnych zamiarów!
Łudziłam sie bardzo myslą, że wiano doświadczeń łagodzi obyczaje starszych ludzi i że impertynencja ulega naturalnemu zanikowi jak pamięć. Nie jest tak.
Jak jest więc?
Wyjątek potwierdza regułę? Jeden dziad wiosny nie czyni?
czy
Zachowaj dystans do swoich przekonań, przeczuć i tlącego sie próchna, bo a nuż sie oparzysz?

jedno i drugie zapewne.

Biegać nie zaprzestanę. Uciec od dziadostwa sie nie da, ale można szerokim łukiem potraktować.
 Rzeczywistość weryfikuje  rózne sprawy, wypłukuje lukier z myśli.
 Dystans, jednak on!
 Dystans jest ważny, im dłuższy tym zdrowiej, i dla ciała i dla ducha.

piątek, 16 lipca 2010

o wężach powietrznych...

W nocy przyszło do nas rozczochrane, małe co nieco i wcisnęło kuliste pośladki między parę, też nie kościstych, pleców. Spało kilka minut, następnie podskoczyło jak sprężynka, opadło i pogłębiając dziurę w materacu (do wymiany) wydobyło z siebie:
- Ta tlomba powietsna, ona mie goni...
 Bidulek, trzeba mu było na spokojnie i zadziwiająco konkretnie ( w srodku nocy!)  tłumaczyć, że trąby to zwykle zapowietrzają tereny nie osiedlone zanadto, bloków nie tykają, a juz na pewno nie dzieci najsłodsze na świecie w tych blokach śpiące;)
To uśpiło jego i czujność, choć coś tam jeszcze bełkotał przez sen o lejach, ma sie rozumieć w swoim dziecięco-onirycznym narzeczu.
 Rano pierwsze co usłyszeliśmy po przebudzeniu to: 
- Chce tlombę!
 Że jak?? Mgła zaskoczenia opadła prędziutko, bo sie przypomniały wydarzenia z nocy. Nastepnie główna rola przypadła filmikom z you tube - o tornadach w rzeczy samej.
Kogoś może teraz otrzepać, żeby rodzice zaraz tak ostro uświadamiali trzylatka, co to różnica ciśnień i że krowy czasem też potrafią fruwać..eee tam, obyło sie bez zasłaniania oczu.
 Co dalej.
 Maluch patrzy na ekran zaciekawiony, tylko po pewnym czasie pyta.
 Gdzie ta tlomba?
 No jak to gdzie? Tu użyto palca wskazującego - no tu..ooo..
 - Dlacego ta tlomba nie ma ogienia?
 - ????
- Gdzie jest ogień??
- ????
Bądź tu rodzicu mądry i zrozum swoje dziecko. No o co ci dziecko chodzi? Nie ten żywioł!
 Nie chcę sie wdawać w szczegóły, ale po nitce do kłębka wyszło szydło z worka. Chodziło ni dłużej ni krócej, ale o wąż strażacki!!
 Skąd się wziął motyw trąby, mogę się domyślać po podobieństwie kształtów, ale dlaczego po prostu - nie wąż?
Ok, sny są pokręcone jak chwostek, a wyobraźnia dziecka bujna, jak i jego kształtki  (a przynajmniej kształtki naszego osobistego pączka;)

        Widzieliśmy tego lata juz kilka tlomb, znaczy węży.
Widzieliśmy je w pewnym cudownie chłodnym i przestronnym miejscu na ziemi śląskiej, ścislej - mysłowickiej.
 Zdarzenie miało miejsce w Muzeum Pożarnictwa, najwiekszym w Europie (ponoć).
         Tu pragnę upalnie zachęcić, tych którzy nie byli, a mają blisko i tych, którzy mają dzieci o "zawężonych" zainteresowaniach ( ale nie róbmy wyjątków), by sie udali i na własne oczy ujrzeli sikawki i drabiny, hełmy i nawet pół malucha ( w skrócie fi-63p;) i sie przy okazji ochłodzili.
 Z góry uprzedzam, nie ponoszę odpowiedzialności za sny, ale daję gwarancje, że  chłopczyków i dziewczynków to miejsce nie zawiedzie, gdyż mieści wiele eksponatów przyjaznych rękom.
Można tu wsiąść do wozów, pokręcić kierownicą, podzwonić, dotknąć tego i owego, chyba nawet przymierzyć...no, mnóstwo czasowników.
 Nawet mnie sie podobało, bo temperatura zdatna do zwiedzania i w ogóle ta czerwień, co za odmiana na tle wszechwyblakłego siana;)

 A było to tak:

Koniec i bomba, kto nie czytał ten tlomba;P

środa, 14 lipca 2010

zderzenie światów..

...do którego doszło pod moimi oknami uświadomiło, że wspomnienia są ciągle żywe ;)
Zadnych tam płowych barw, intensywna morela i to jeszcze pryskana, że mucha nie siada, ewentualnie się rozplaskuje na niemal pionowej szybie przedniej ;D
To się nazywa stawiać opór powietrzu i czasowi !


poniedziałek, 12 lipca 2010

3

Liczba 3 jest symbolem intuicji, magii, sił twórczych i radości, którą niesie korzystanie z nich. Reprezentuje również Czas, składający się z trzech elementów: już poznanego i doświadczonego zwanego Przeszłością, właśnie przeżywanego zwanego Teraźniejszością oraz nieznanego i niepewnego, zwanego Przyszłością. W ten sposób trójka symbolizuje przeistaczanie się tego co znane, aby wyłonić rzeczy nowe i nieznane, czyli siły twórcze drzemiące w każdym z nas.


Życzę Ci synuś bys wyłonił z siebie wszystko co najlepsze:)

niedziela, 11 lipca 2010

Pytanie na gdybanie.

Basia mnie (między innymi) zaprosiła do odpowiedzi na pytanie:

Czy czytając jakąś książkę, dowolnego gatunku, zwracacie uwagę na ukryte przesłanie, nie tylko to widoczne gołym okiem, ale czy staracie się kopać jak najgłębiej, aby rozgryźć psychikę autora, niejako naświetlić jego dagerotyp, czy może liczy się dla was sama opowiedziana przezeń historia?


Nie wiem, czy to pytanie jest do mnie adekwatne i nie trafia przypadkiem w próżnię? Próźnię literacką gwoli ścisłości, bo moje czytelnicze poletko zaorane jest w stopniu minimalnym.
Tak już jest, że większą miłością (i zrozumieniem;P) darzę film i muzykę, a książki pojawiają  się jak słodycze - od czasu do czasu. Mój umysł taki znowu empty nie jest, choć byc może niedorozwiniety bibliotecznie;)
Spróbuje odpowiedziec, po swojemu.
Przy całym swoim czytaniu, nie za częstym, stwierdzam jednak, że ksiażka mówi wiele o autorze, ba, każdy tekst, słowo pisane, w tym słowo blogowe, mówi!;)
Czytając, albo wpasowuję sie w ścieżki wydeptywane przez wersy, albo gubię wpadając w dołki akapitów, podobnie jak z ludźmi, jednych chcę słuchać, a innych nie potrafię, nie rozumiem, nie czuję...Czytając nie rozgryzam autora, ale uważam. że słowa które ułożył, wibrują i tworzą klimat, który jest emanacją pisarza jako osoby.
    Tak jak ludzie wysyłają fale, do których łatwiej bądź trudniej jest się dostroić, tak zawartośc książek promieniuje i albo nas prześwietla, zostawiając "nic", albo wywołuje z ciemni fajne nastroje. Sam sposób opowiedzenia historii może być luką, przez którą się zagląda do psychiki pisarza, ale tylko zagląda, nie odgaduje.
Możemy sie w tą lukę zmieścić, bądź nie, może nam pasować, albo uwierać.
      Ogólnie nie mam potrzeby kopania w czyjejś psychice, aczkolwiek ujmuje mnie zawoalowany słowem sposób patrzenia i opisywania, który wiele mówi o nas samych, ale nie wszystko.


Czy ja w ogóle odpowiedziałam na zadanie pytanie, czy znowu lawirowałam wokół ?
Kto odpowiada, ten błądzi ;P

sobota, 10 lipca 2010

kto sie boi...

pajaków?

 Małe to bywa najczęściej, a jakie emocje u niektórych wywołuje.
 Złapałam jednego w kadr, właśnie sie zwijał , ale zdążyłam:)

rząd...malutkie
podrząd.... pomarańczowe
rodzina...balkonowate
                   
                        

a kto się boi
świerkowych gnomów?
charakterystyka gatunku: lubią sie chować i uwaga!  kłują ;)



środa, 7 lipca 2010

zoo

Wydaje mi sie , że każda rodzina z małym dzieckiem (dziećmi) dochodzi w końcu do punktu ZOO.
 Jakaś naturalna kolej rzeczy pcha rodziców, by pokazać dziecku misia nie z pluszu, lewka Simbę, surogatkę Timona i tak dalej i tym podobne...
Tak więc minionej niedzieli stanęło przy śniadaniu, że w celu przełamania codziennej rutyny zoo-baczymy dzikie zwierzęta w nienaturalnym środowisku.
Pojechaliśmy w tym upale z nadzieją, że wniebowziecie Igora na widok dzikiej fauny wynagrodzi wszystkie trudy i ubytki wody w organizmie.
Cóż, taka ona dzika (ta fauna) jak Królowa Elrzbieta.
Zwierzęta jakby z pozycji obserwatowów do ludu wystepują, z wysychającą rezerwą życiowego paliwa i kamiennymi pyskami. Co im sie zresztą dziwić, okoliczności nie do pozazdroszczenia.
Pozasłaniene łapami  i mruczące znużone..."już was widziałem, nastepni proszę"
Ludzie jak rzędy mrówek posuwajace sie tip topami, klatka po klatce, z iście japońskim zacięciem fotografujący odbicia fleszy w szybach , albo zwięrzęta w deseń metalowych pręgów..smutne to :/
Dałam sie porwać tej fali, ale nie na długo, bo owszem, poczatek obserwacji był emocjonujacy i z błyskiem w oczach., jednak Igor chciał koniecznie zwierząttka podotykać, a słyszane seryjnie veto skutecznie go zniechęcało.  Jak juz nie można było dotknąć lwa, wspiać na żyrafę, pomacać zebry itd, to się wypiał na to oglądanie, a my razem z nim, żeby miał wygodnie na plecach (rodziców;)
Jak wielbłądy (których i tak nie widzielismy) człapalismy od klatki do klatki. Zwierzęta padały pokotem i w sumie ledwośmy je dostrzegali zza szyb i opłotków.
 Dalej było z coraz większą zadyszką....
Co tam błotna kąpiel słonia, jak mozna polatać po pagórkach w te i we wte, usiąść w samochodziku za 2 zeta kurs, i jest karuzela na placu zabaw.
Właściwie czego ja oczekiwałam? Głupiutkich pytań, i troche madrzejszych odpowiedzi ?
Fascynacji, entuzjazmu i grzecznego stania w parach, jak z ilustrowanych encyklopedii dla dzieci Laroussa.
 No Magda?! Masz tylko dziecko i to przede wszystkim dziecko bardziej zafiksowane na kołach niz kopytkach, płetwach i skrzydełkach. Zwierzątka fajne są , ale na 5, góra 10 minut.

Ogólnie wycieczka nas wyeksploatowała, a  powtórka z rozrywki to chyba za 2-3 lata, wcześniej nieosiagalne.

dowodowy fotoreportaż z wyprawy, bardzo wyczerpujacy temat ;)


wtorek, 6 lipca 2010

szklana pogoda

Jak juz zaczęłam przedstawienie, to dokończę:)


 Pogoda sprzyja rękoczynom wszelkim, to i ja w domowym zaciszu pielęgnuję dalej upodobania do ozdabiania, aktualnie materii kruchej i przejrzystej.

 Wazon wypędzlowałam wczoraj wieczorem i nakleiłam mu pastylkę na czoło.
Kolory wyszły jakieś jesienne... Mój tata takie lubi, więc otrzyma w prezencie:)




Anty-Ramkę wykombinowałam przez miniony weekend, ale dłuugo schnęła i wymagała poprawek, dlatego dzis jej blogowy debiut. Z ramki się zrobił taki a'la szablon na swiadectwo, albo dyplom, bo ramka w ramce nadała charakter całości :)


niedziela, 4 lipca 2010

szkieuka korale i balllony

Miałam parcie naszkło ostatnio. Piłam zieloną herbatę, pogryzałam ciastka i nagle przyszło natchnienie.
Pojawiło sie wraz ze wzrostem glukozy we krwi i osłodziło proces twórczy.
 Poleciałam kolorowo.
Tyle juz tego szkła maluje, że sobie jakieś rozdawnictwo zarządzę:))
W bliżej nieokreslonym czasie i na moich zasadach, mało zasadniczych, się odbędzie.

Na razie pokazuję, bo dawno nie pokazywałam.

Od drugiej mamy dostaję w krótkich odstępach czasu dostawy zza witryny, bądź "zrzutę" od sąsiadek do pomalowania.
 Jak juz mi wręczą kobiety te stare kufle, wazoniki winiary, albo inne słoiki, to im maluję, ile dusze zapragną;)

Zestaw szklaneczek popeerelowskich w nowym wcieleniu :


kufel z ławicą rybek, a'la wazon ;)


taki swietlik (świecznik)

i taki, duzo wiekszy i różowszy;P


koraliki modelinowe pastelowe, basenowe ( otworzyli nam basen!!!:)


a na sam koniec krótki, kolorowy film o miłości do balonów, który przy kazdym ogladaniu podnosi mnie na duchu: