Przejdź do głównej zawartości

return to innocence

Ból głowy, lekkie otępienie, spuchnięte oczy. Nałożyłam dziś tusz na rzęsy, a ten, nim zdążył sie rozmazać zwyczajnie się skruszył robiąc paskudne wągry pod oczami. W minorowym nastroju odnajduję czas dla siebie, choć większość czasu snuję sie z kąta w kąt, albo siedzę przy łóżku i patrzę na tatę. Nie mamy już kontaktu. Jeszcze 4 dni temu słuchaliśmy ze starego, szpulowego Grundiga nagrań weselnych przeplatanych moim trzyletnim słowotokiem, a dziś  pozostała dysząca cisza ciężkiego oddechu i pompy od materaca. Jest to do tej pory najbardziej dotkliwe i dołujące uczucie przemijania i bezsilności jakiego doświadczam. Piszę o sobie, ale jest nas więcej smutnych kobiet w domu.
Wieczorem, do poduszki, czytam życie księdza Kaczkowskiego, te na pełnej petardzie. Dobrze sie czyta, bo jest napisane bez zadęcia i ściemy kościelnych naw.
Przypomniała mi sie siostra Judyta. Jak jeszcze była w Kamerunie, na moją prośbę, bez omawiania dodatkowych kwestii formalnych, po prostu przysłała mi ogromną pakę z tkaninami z których rdzenni Kameruńczycy szyją sobie ciuchy. Judyta była jedyna:)








Dzięki, że zostawiacie kilka słów od siebie.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przesilenie zimowe

Niebawem przesilenie wiosenne, ale ja jeszcze o zimowym. Otóż netflix rzucił perłę przed wieprze, no może nie perłę, a uroczy bursztynek.  I tak "Przesilenie zimowe" zapisze się miłą pamiątką w moich szarych komórkach, ale też dwoma tekstami: "Każdy jako dziecko jest artystą, ale potem o tym zapomina." oraz "Zawsze podejrzewałem, że jesteś ucieleśnieniem raka prącia." Jeśli w tym momencie zaiskrzyło, to sami wiecie :)

Rzecz o zaufaniu w połączeniu ( czyli) nie musisz się tego uczyć w szkole, doświadczenie jest nauką powszednią.

Jak szyć i nie dać się chorobie

Od wczoraj na stole kuchennym (bo ja niestety nie mam własnego kącika pracy) stoi posuniety w latach łucznik, który przyjechał od tesciowej razem z najdroższymi niciami świata - szpulka 16 tysięcy;)  Oj tak, taką mam zachciankę by szyć, szyć pełna gębą;)  Juz wczoraj dziurawiłam papiery, ale wynik koslawy Ja to bym chciała rach ciach, idealnie za pierwszym razem...takie moje wolne żarty hehe  Zalegam z materiałem i to dosłownie;) Szmatek się nazbierało, a niektóre to prawdziwe mamuty. Babcia powyciagała z czeluści tapczanu mnóstwo skrawków, co to pamiętaja czasy kolorowych jarmarków w wykonaniu szczupłej Maryli R. Dawno nic nie rękoczyniłam, ale czuję że coś"mnie bierze"   Obecnie wziął mnie i trzyma jakiś opętańczy wirus z gatunku smarkatych, a moje dziecko uporczywie trzyma za gardło jakiś wirus z krainy chrypowców. Także chorujemy sobie juz dni kilka i na razie nie zanosi sie na czyste dźwieki, za to widzimy juz potrój...