Przejdź do głównej zawartości

scream !!

Nie lubię, jak ludzie krzyczą. Jak się kłócą tak donośnie.  Skrzekliwe dźwięki przechodzą przeze mnie nieznośną wibracją i obkurczaja komórki. Nie lubię, bo sama podnoszę głos, tak mnie nauczono (ale koryguję to ustawicznie). Ludzie są jak zwierciadła, dokucza w nich to, co sami sobą reprezentujemy, albo tkwi w nas jak drzazga.
   W domu moich rodziców najczęściej forsowało się zdanie krzykiem, bo argumenty nie miały szans przebicia w spokojnym tonie, tylko trzeba było rozdziawiać paszczę. A najgorsze było to, że mój tata miał zawsze rację, nawet gdy jej nie miał.
Kiedy dziecko, ktokolwiek, nie ma szans na wypowiedzenie swojego zdania, na wysłuchanie, to lepi sie z niego taki skonfundowany, sfrustrowany człowiek.. Źle jest wychowywać dzieci do posłuszeństwa tylko i wyłącznie.
 W moim odczuciu i w moim domu rodzinnym, dobre dziecko oznaczało te, które słucha starszych bez mrugnięcia okiem,  idzie ścieżką wydeptaną przez rodziców.
 Mama swego czasu mi wypominała, że przestałam chodzić do kościoła, że się nie modlę modlitwami ze skarbczyka. Ech...Modlę się, modlę się swoim życiem na każdym kroku, proszę, otrzymuję i jestem wdzięczna, a  przestałam chodzić, dlatego że moje myśli nie mieściły się w świątynnych murach i chciałam inaczej, bez niedzielnych pielgrzymek i kazań, które w moim domu przechodziły mimo uszu, bez świadectwa wiary i głębszej refleksji. Mama uważa jak dotąd, że nie chodzę z powodu lenistwa i jest jej przykro z tego powodu.
Teraz czuję się wolna i lepsza, z mężczyzną, przy którym moje myśli są jak ptaki na bezkresnym niebie, który to docenia i wzbogaca swoimi spostrzeżeniami.

Smutne jest odkrycie, że żyło się obok najbliższych ludzi a nie z nimi, że nie było i ostatecznie chyba nie ma miejsca na szczerą i równą rozmowę z osobą która dała ci życie - tatą, bo ta osoba może odebrać to jako zamach na swoje racje.
Tata się przyzwyczaił do mojego zycia, ale nie rozmawia ze mną, nie pyta dlaczego ? Nie interesuje go to,
nie chce zrozumieć i nie wierzy, że robię to z przekonania, a tylko dałam się urobić kolejnemu mężczyźnie w moim zyciu ;( 
 Czuje się niedoceniana. Moja postawa nie jest odbierana jako akt samodzielnego, krytycznego myślenia. a tylko kolejne poddanie.


Komentarze

  1. Toksyczne środowisko domowe? Współczuję :( Ale teraz już jesteś na swoim, więcj chyba otrzepiesz się z jego nienajlepszego wpływu? Bo wyglądasz na kogoś, kto potrafi dobrze kontrolować swoje życie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. dziwnie się czyta o sobie, czyimiś literami...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie marnuj energii na przekonywanie. To nic nie da. Nie przekonasz kogoś, kto wie swoje.
    Inni Cie doceniają, na tym się skup i niech to Ci wystarczy. Tyle lat przeżyłaś bez doceniania z tej strony, że i następne przeżyjesz. Nie pozwól sobie popsuc radości życia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też tak myślę, nie marnuj energii:)
    Oni muszą sami ze sobą wytrzymywać, Ty z nimi - już nie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest najważniejszy dla mnie blogowy tekst od bardzo dawna... Dziękuję.

    Trzymaj się ciepło i ciesz wolnością, o którą potrafiłaś zawalczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przechodziłam przez podobne sytuacje... pewnego dnia postanowiłam, że ja i tak chcę być szczęśliwa, albo z pomocą Mamy, albo bez. I tak wojujemy... i znowu się godzimy... wojujemy i godzimy... bo ja chcę być szczęśliwa po swojemu :) a jej koncepcja jest inna...

    Dąż do szczęścia :) to jest najważniejsze! O ile nie kosztem kogoś... najważniejsze :) Powodzenia!

    P.S. Magdo :) a teraz już pracy zmienić nie możesz?? Może warto spróbować?

    OdpowiedzUsuń
  7. Cholernie mi imponuje to, co piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Doskonala notka, szkoda, ze tak pozno zajrzalam:) Ale nigdy nie jest za pozno, tak samo jak nigdy nie jest za pozno, zeby zyc po swojemu:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Przesilenie zimowe

Niebawem przesilenie wiosenne, ale ja jeszcze o zimowym. Otóż netflix rzucił perłę przed wieprze, no może nie perłę, a uroczy bursztynek.  I tak "Przesilenie zimowe" zapisze się miłą pamiątką w moich szarych komórkach, ale też dwoma tekstami: "Każdy jako dziecko jest artystą, ale potem o tym zapomina." oraz "Zawsze podejrzewałem, że jesteś ucieleśnieniem raka prącia." Jeśli w tym momencie zaiskrzyło, to sami wiecie :)

Rzecz o zaufaniu w połączeniu ( czyli) nie musisz się tego uczyć w szkole, doświadczenie jest nauką powszednią.

Jak szyć i nie dać się chorobie

Od wczoraj na stole kuchennym (bo ja niestety nie mam własnego kącika pracy) stoi posuniety w latach łucznik, który przyjechał od tesciowej razem z najdroższymi niciami świata - szpulka 16 tysięcy;)  Oj tak, taką mam zachciankę by szyć, szyć pełna gębą;)  Juz wczoraj dziurawiłam papiery, ale wynik koslawy Ja to bym chciała rach ciach, idealnie za pierwszym razem...takie moje wolne żarty hehe  Zalegam z materiałem i to dosłownie;) Szmatek się nazbierało, a niektóre to prawdziwe mamuty. Babcia powyciagała z czeluści tapczanu mnóstwo skrawków, co to pamiętaja czasy kolorowych jarmarków w wykonaniu szczupłej Maryli R. Dawno nic nie rękoczyniłam, ale czuję że coś"mnie bierze"   Obecnie wziął mnie i trzyma jakiś opętańczy wirus z gatunku smarkatych, a moje dziecko uporczywie trzyma za gardło jakiś wirus z krainy chrypowców. Także chorujemy sobie juz dni kilka i na razie nie zanosi sie na czyste dźwieki, za to widzimy juz potrój...