środa, 24 lutego 2010

było minęło

My juz po wizycie, rzekłabym błyskawicznej jak kaszka.
Nawet czas w poczekalni minął nie wiadomo kiedy. Igorek miał doborowe towarzystwo Adasiów i Mikołajków, grzecznie nakazywał im co mają rysować, a ci posłusznie spełniali prośby bazgroląc podobizny na kartkach papieru z wynikami ambulatoryjnymi.
Są jeszcze grzeczne dzieci na tym świecie, dzieci przyjazne i usmiechniete...juz traciłam nadzieje przygladając się i przysłuchując co poniektórym kompanom mojego syna z piaskownicy.
Rozpiera mnie duma gdy podpatruję Igora obdzielającego swoje resoraki między dzieci płci obojga. Muszą się bawić solidarnie jego zabawkami koniec i kropka, ;)
W gabinecie było mniej wesoło, bo sędziwego wieku lekarka troche odstraszała, ale jakoś udało sie oderwać pacjenta od klamki. Głębokie spojrzenie pod powieki, konstatacja -..są zaczerwienione..., recepta , machnięcie łapkami na pożegnanie i po sprawie.
Coś tam się jeszcze jąkałam i pytałam czując niedosyt, ale okulistka chyba uważała, że wszystko jasne i zaprosiła za 10 dni na kontrolę...a dziekujemy, dziekujemy, pojawimy sie.

jak dobrze byc juz w domciu...

1 komentarz:

  1. Nic nie meldowałaś!
    Mam nadzieję, że z oczętami już wszytsko ok?
    Buziaki dla mojego ulubionego... yyy... za nic nie wiem, jak określić nasze zależności rodzinne:-) W każdym razie mojego ulubionego :-D

    OdpowiedzUsuń