Przejdź do głównej zawartości

było minęło

My juz po wizycie, rzekłabym błyskawicznej jak kaszka.
Nawet czas w poczekalni minął nie wiadomo kiedy. Igorek miał doborowe towarzystwo Adasiów i Mikołajków, grzecznie nakazywał im co mają rysować, a ci posłusznie spełniali prośby bazgroląc podobizny na kartkach papieru z wynikami ambulatoryjnymi.
Są jeszcze grzeczne dzieci na tym świecie, dzieci przyjazne i usmiechniete...juz traciłam nadzieje przygladając się i przysłuchując co poniektórym kompanom mojego syna z piaskownicy.
Rozpiera mnie duma gdy podpatruję Igora obdzielającego swoje resoraki między dzieci płci obojga. Muszą się bawić solidarnie jego zabawkami koniec i kropka, ;)
W gabinecie było mniej wesoło, bo sędziwego wieku lekarka troche odstraszała, ale jakoś udało sie oderwać pacjenta od klamki. Głębokie spojrzenie pod powieki, konstatacja -..są zaczerwienione..., recepta , machnięcie łapkami na pożegnanie i po sprawie.
Coś tam się jeszcze jąkałam i pytałam czując niedosyt, ale okulistka chyba uważała, że wszystko jasne i zaprosiła za 10 dni na kontrolę...a dziekujemy, dziekujemy, pojawimy sie.

jak dobrze byc juz w domciu...

Komentarze

  1. Nic nie meldowałaś!
    Mam nadzieję, że z oczętami już wszytsko ok?
    Buziaki dla mojego ulubionego... yyy... za nic nie wiem, jak określić nasze zależności rodzinne:-) W każdym razie mojego ulubionego :-D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Przesilenie zimowe

Niebawem przesilenie wiosenne, ale ja jeszcze o zimowym. Otóż netflix rzucił perłę przed wieprze, no może nie perłę, a uroczy bursztynek.  I tak "Przesilenie zimowe" zapisze się miłą pamiątką w moich szarych komórkach, ale też dwoma tekstami: "Każdy jako dziecko jest artystą, ale potem o tym zapomina." oraz "Zawsze podejrzewałem, że jesteś ucieleśnieniem raka prącia." Jeśli w tym momencie zaiskrzyło, to sami wiecie :)

Rzecz o zaufaniu w połączeniu ( czyli) nie musisz się tego uczyć w szkole, doświadczenie jest nauką powszednią.

Jak szyć i nie dać się chorobie

Od wczoraj na stole kuchennym (bo ja niestety nie mam własnego kącika pracy) stoi posuniety w latach łucznik, który przyjechał od tesciowej razem z najdroższymi niciami świata - szpulka 16 tysięcy;)  Oj tak, taką mam zachciankę by szyć, szyć pełna gębą;)  Juz wczoraj dziurawiłam papiery, ale wynik koslawy Ja to bym chciała rach ciach, idealnie za pierwszym razem...takie moje wolne żarty hehe  Zalegam z materiałem i to dosłownie;) Szmatek się nazbierało, a niektóre to prawdziwe mamuty. Babcia powyciagała z czeluści tapczanu mnóstwo skrawków, co to pamiętaja czasy kolorowych jarmarków w wykonaniu szczupłej Maryli R. Dawno nic nie rękoczyniłam, ale czuję że coś"mnie bierze"   Obecnie wziął mnie i trzyma jakiś opętańczy wirus z gatunku smarkatych, a moje dziecko uporczywie trzyma za gardło jakiś wirus z krainy chrypowców. Także chorujemy sobie juz dni kilka i na razie nie zanosi sie na czyste dźwieki, za to widzimy juz potrój...