Przejdź do głównej zawartości

around my head

Mam dziurę z tyłu głowy, przez którą wylatują wszystkie myśli. Co się pojawi wypada tamtym otworkiem, jakby natychmiast stawało się nieistotne jak zeszłoroczny snieg.
Dociera do mnie ile nieistotnych rzeczy zabiera czas, zamiast być - myślę, gdybam, projektuję.
Jedynie i prawdziwie obecna jest we mnie muzyka. Na tym polu rozbiłam obóz.

Godzina 21.54
leci Zero7



nic więcej ponad to, ze sie zapuszam ZAPUSZCZAM zapuszczam
bo...
chcę grzebieniem włosy czesać, a nie targać rękami

Komentarze

  1. jakkolwiek obrazoburczo to nie zabrzmi - pożycz dziurę! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziura w głowie jest potrzebna. Żeby przewietrzyć się od czasu do czasu i nie wybuchnąć.

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja dziekuje za muzykę, u mnie tez ostatnio tylko dźwięki

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie taką "dziurą w głowie" przez którą przelatuje natłok informacji jest zapisywanie wszystkich pomysłów, myśli, rzeczy do zrobienia itp. w notatniku. To działa niezwykle oczyszczająco :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Prawie za miesiąc wiosna, dziura zarośnie, i będzie pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasami warto otworzyc te dziure w glowie... wyrzucic... i dalej zyc...byc!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  7. Ty też? Te dziury są jakieś zaraźliwe chyba...;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Przesilenie zimowe

Niebawem przesilenie wiosenne, ale ja jeszcze o zimowym. Otóż netflix rzucił perłę przed wieprze, no może nie perłę, a uroczy bursztynek.  I tak "Przesilenie zimowe" zapisze się miłą pamiątką w moich szarych komórkach, ale też dwoma tekstami: "Każdy jako dziecko jest artystą, ale potem o tym zapomina." oraz "Zawsze podejrzewałem, że jesteś ucieleśnieniem raka prącia." Jeśli w tym momencie zaiskrzyło, to sami wiecie :)

Rzecz o zaufaniu w połączeniu ( czyli) nie musisz się tego uczyć w szkole, doświadczenie jest nauką powszednią.

Jak szyć i nie dać się chorobie

Od wczoraj na stole kuchennym (bo ja niestety nie mam własnego kącika pracy) stoi posuniety w latach łucznik, który przyjechał od tesciowej razem z najdroższymi niciami świata - szpulka 16 tysięcy;)  Oj tak, taką mam zachciankę by szyć, szyć pełna gębą;)  Juz wczoraj dziurawiłam papiery, ale wynik koslawy Ja to bym chciała rach ciach, idealnie za pierwszym razem...takie moje wolne żarty hehe  Zalegam z materiałem i to dosłownie;) Szmatek się nazbierało, a niektóre to prawdziwe mamuty. Babcia powyciagała z czeluści tapczanu mnóstwo skrawków, co to pamiętaja czasy kolorowych jarmarków w wykonaniu szczupłej Maryli R. Dawno nic nie rękoczyniłam, ale czuję że coś"mnie bierze"   Obecnie wziął mnie i trzyma jakiś opętańczy wirus z gatunku smarkatych, a moje dziecko uporczywie trzyma za gardło jakiś wirus z krainy chrypowców. Także chorujemy sobie juz dni kilka i na razie nie zanosi sie na czyste dźwieki, za to widzimy juz potrój...