niedziela, 18 lutego 2018

oya

Oya - bogini wiatru, błyskawic, gwałtownych sztormów, zawiadowca życia i śmierci, piastunka cmentarzy. Emanacja orishy - duchowych istot będących przejawem najwyższego bóstwa.W kulturze i religii Joruba orisha to często ludzie, którzy wsławieni wyjątkowymi czynami przemienili się po śmierci w bogów.


Nawet jeśli widzę piękne krajobrazy i doświadczam wzruszeń, a ciebie nie ma przy mnie, nic nie ma znaczenia. Nic mnie nie cieszy. Tęsknię, a moja tęsknota równa się pragnieniu śmierci. Nie ma ciebie więc wszystko nie istnieje. Żyję na cmentarzu życia, na granicy między światami.
Snuję się niby żywa, a jednocześnie martwa i nieobecna.

Take me Oya...




sobota, 30 grudnia 2017

jest czas...

o bosz
Long time ago there was a woman and her blog

Sporo się zmieniło od czerwca. Zmieniła się forma pracy. Siedzę w domu, ale nie, że nic nie robię. Robię. Siedzę w papierach, ale nie rozliczam się z nich, a raczej sklejam. Sporo też u mnie guzików, filcu, drewnianych skrzynek, serwetek do decoupage.
 Nie narzekam, choc marudzę.
 To nowość jest, żeby pracować z domu, w domu. Nie dojeżdżać.
 W sumie zadziało się to, o czym często w do siebie w myślach powtarzałam.
To nic , że moje mieszkanie wygląda jak magazyn, pełne kartonów, stołów zapełnionych po brzegi.
 Szkolę się, uczę się nowej roli. Staram się.
Jeśli ktoś ma ochotę może zajrzeć na fejsbuka, wklepać czas na diy i będzie wiedział...co w trawie skrzypi ;)
 Mimo specyfiki pracy nie zaniedbuję się (staram przynajmniej) muzycznie i filmowo. Więc czas na recenzje i refleksje tez mam nadzieję znaleźć. Może obudzę ten blog, uruchomię znów.

środa, 21 czerwca 2017

czasem...

Wierzę w życie przed śmiercią.Chociaż mam nadzieję, że jest jakieś 'po', to nie czekam aż doczesne 'teraz' się skończy i będę szybować w obłokach. Na pewno nie będzie miało 'to po'  koloru niebieskiego nieba i lekkości motyla.


Od ludzi słyszy się kwestie życiowe wypowiadane jak mantry.
 Od Leszka często słyszę że" wszystko jest idealne" albo "wszystko się układa'. Pokrzepiające i w ułamku sekundy również moje. Czasem pojawia się boski przebłysk, że jest dobrze jak jest, a czasem pękam i zastanawiam jak żyć, żeby się tego życia nachapać. Zobaczyć, dotknąć, przebyć, poczuć, uwaga...nie mając potrzeby przezywania szalonych przygód, ani możliwości skruszenia betonu rutyny.
Można?


piątek, 24 lutego 2017

niemoc twórcza

Z kubkiem porannej kawy przystaję przed parapetem i widzę drzewa. Gdyby je ścieli padłabym trupem obok. Dziś szczególnie światło oparło się o konary i widok ten wyjątkowo krzepił i grzał mimo zachmurzenia.
Nie da się (a może powinno się!) przewidzieć wprowadzając nowe prawo, że człowiek w końcu je wykorzysta w związku z własnym widzimisię.  Minister ochrony środowiska zamienia się w ministra środowiska z tendencjami destrukcyjnymi. Zamiast strzec i chuchać na kwiatek, woli wystawiać naturę do wiatru. Czystka dosięga wszystkiego.




niedziela, 19 lutego 2017

w oku cyklonu




W związku z podwyżką czynszu osiedleńcy próbują zawrzeć pakt wspólnotowy przeciw spółdzielni. Opłaty poszły w górę jak cholera, wszyscy narzekają. Obawiam się, że jak ci co mogą, zawiążą wspólnotę mieszkaniową, to zwykli najemcy będą płacić takie czynsze o jakich im się nie śniło.


Poza tym czytam horoskopy. Durna. Zawsze się do nich odnoszę z początkiem roku i nie lubię.
Zapowiada się rok przemian. Sama dążę do tej zmiany, ale za co się wziąć, czego trzymać, co rozwijać. Pikawka zaczyna szwankować skręcając na tor niepokojących, przyspieszonych stuków. Za szybko.




Ciężkość serca, powiem wam.

Ratuje mnie rodzina w której mam renomę energetycznego wampira.
W horoskopach piszą, że ten przełomowy rok może nadszarpnąć poważnie zdrowie bliźniąt w związku z licznymi okazjami do zmian i koniecznością podejmowania decyzji.

Do licha, kto pisze te horoskopy..kto je czyta...

relaxxx


poniedziałek, 26 grudnia 2016

konstelacje gasną

Jaki był dla mnie ten rok? Przede wszystkim mocno odczułam w nim ciężar przemijania.
Zaczął się niezmiernie trudno i smutno, bo umarł tata.
Zgasło tez wiele gwiazd zostawiając show biznes na pastwę pamięci. Niektórzy znani mi ludzie odebrali sobie życie pozostawiając oniemiałą, z dokuczliwym uczuciem niezrozumienia. Tyle kolorowych, zadawać by sie mogło dopracowanych w każdym szczególe układanek, posypało się w drobny mak. Ten rok uświadomił, że nie wszystko złoto co się świeci i bywa, że ludzie zakładają korony z tombaku udając królów życia. Nikt nie chce być gorszy.
Ten rok szesć stóp pod ziemią skryje kilka tajemnic.
Pozostaję niedokończona w dalszym ciągu. W ciągu dalszym niedopięta i nie wymyślona na życie.
Nasączana lekturą z poradników, bogatsza o nową muzykę. Podskórnie smutna i zawiedziona sobą.
Byłabym szczęśliwa, gdyby obedrzeć mnie z myśli. Bo kiedy przestaję i pozbawiam sie kontroli po prostu JESTEM.

poniedziałek, 10 października 2016

a ja wolę brzydala...



Odkąd pamiętam nieokrzesane i dziwaczne było ciekawsze.
 Zawsze bardziej interesujący wydawali mi się mężczyźni nie przystojni, a właśnie interesujący. Blizna, krzywy nos, nietypowy kształt mózgoczaszki jako naturalne wiano...mmm.
 Ci spod skalpela mnie bawią i straszą, choć w dalszym ciągu dość rzadko.
Alex Cameron mnie intryguje swoją bezpretensjonalnością i tym, że jest zmienny jak kobieta.


wtorek, 24 maja 2016

maj, haj, helloł!

W maju jak w raju, szczególnie kiedy ma się 3 dni wolnego z rzędu i można pić gin z tonikiem. Maj jest też miesiącem odświętnym, patronuje wielu okazjom. Dziś mamy na przykład Europejski Dzień Parków Narodowych, a wczoraj był mój dzień - czyli światowy dzień żółwia - istoty powolnej, ale oby długowiecznej. Wiadomo, za dni parę mamy wielbić mamy, tudzież pójdzie nam jak z płatka odzieranie brzozy z gałązek i śpiewanie ludziom w oknach.
 Kilka dni temu, nieświadoma Dnia Różnorodności Biologicznej spędzałam czas nad Balatonem, lokalnym zbiornikiem wodnym, dokarmiając kaczki, wsłuchując w godowe hity ptasiego radia i głaszcząc pełne nadziei na zmiany gąsienice.
I co dalej.... otóż wśród wszelkiej maści obchodów dnia chirurga, farmaceuty, samorządu terytorialnego, kosmosu i mleka, piwowara i ptaków wędrownych nawinęła się nazwa, która mnie zaintrygowała, jeśli nie wprawiła w zdumienie.  Otóż już dwa albo i trzy razy obchodziliśmy dzień zimnych ogrodników! Jak to zimnych i dlaczego? Zimni czyli ci, których wdzięczna matka ziemia, którą tak plewili i oskubywali z chwastów w końcu przyjęła na wieczny odpoczynek? Czy zimni, bo lubią z przerębla prosto na grządkę, a może byłam blisko celując w niegodziwych i nieczułych, którzy plewią z poczucia obowiązku, plując sobie w brodę, że mają taki fach w brudnych rękach, a mogli przecież się spełniać jako leśniczy, albo bezmyślni myśliwi?
Wujek google jak zwykle mnie sprowadził na ziemię i to świętą, bo chodzi o Pankracego, Bonifacego i Serwacego co nas próbują chłodno przyjąć. Czasem zastępuje ich zimna Zośka, tez ponoć pobożna choć zimna i złowróżbna dla rolników.
 No i wszystko jasne, a jak kto chce wiecej to zapraszam na strone parafialną - http://www.parafia-bolechowo.pl/index.php?q=5&id_akt=110&page=