Przejdź do głównej zawartości

...

Dzisiaj dowiedziałam się o czyjejś śmierci i czyjejś chorobie.
Zeszłam do głębokiej studni. Jest przeraźliwie zimno.
Próbuje sobie, niepotrzebnie, wyobrazić jak to jest gdy dziecko traci matkę i co ta matka w związku z ta stratą i tuz przed nią czuje, co czuje i przeżywa dziecko.
 Jest to najsmutniejsze, najbardziej rozdzierające wyobrażenie ze wszystkich moich wyobrażeń, które próbują naśladować prawdę.
 Nie jest mi do tej prawdy daleko, mam dziecko, mam chorą i wybujałą wyobraźnię.

zastanawiam sie nad tęsknotą.
 Skąd się bierze tęsknota. Czym jest tęsknota dla ludzi którzy nie wierzą w Boga?
Jeśli na ten blog zajrzy nieprzypadkowo ateista niech mi odpowie i to pytanie naprawdę nie jest podszyte złośliwością. Dla mnie, osoby która wierzy w istnienie nadprzyrodzonego, tęsknota jest wołaniem duszy, która odrywa się od ciała i biegnie za tym co utraciła, albo ucieka od tego co utraciła, żeby więcej nie tęsknić.
 Tęsknota naprawdę odrywa od ciała, rozdziera je jak nic istotnego.

zastanawiam sie skąd sie biorą w kanalikach łzy, skąd sie w spojówkach wzbiera woda a potem te wodospady po polikach...
Dziwne jest myslenie o wyciskaniu łez z konwulsjach smutku, który ma swoje podłoże biologiczne. Łzy nie mogą być tylko słoną wodą.




Komentarze

  1. Ależ ateista też czuje, i nie myśli tylko w kategoriach biologii. Przynajmniej ja. Wiewiór raczej też nie.

    Tęsknota jest brakiem i niemożnością uzupełnienia tego braku. Strachem, z którym w końcu muszę się zmierzyć, zamiast skrywać się w cieple czyichś ramion.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bebe mnie zaskoczyła! Zgadzam się z Tobą, a zaskoczyłaś mnie tym, że nie sądziłam, że należysz do grona ateistów...choć w dzisiejszym świecie coraz częściej się z tym spotykam...nie żebym ja była jakoś bardzo i głęboko wierząca...tzn wierzę, ale jakoś obecny stan kościoła bardzo mnie do tego zniechęca i wolę to praktykować w samotności...

      Usuń
    2. Boga utozsamiam z czymś co nie przemija i czego nie umiem nazwać. Tęsknie za pewnością, czyliż by mi było brak wiary?
      pozdrawiam Bebe i Bel:)

      Usuń
    3. @Bel: a kuku! Niespodzianki to moja specjalność ;)

      @Magda: Babcia Wiewióra była głęboko wierzącą katoliczką. Nie wierzyła tylko w życie po śmierci. Na to wyznanie oburzony ksiądz pyta:
      - Ale jak to? Pani? Matka ośmiorga dzieci, nie wierzy Pani, że spotkacie się kiedyś w niebie?
      - Nie wierzę. Kocham Boga, bo tak trzeba, a nie dlatego że będzie za to nagroda.

      ---
      Czy musi istnieć coś poza, żeby życie tu i teraz miało sens?

      Usuń
    4. Bel dziękuję i również pozdrawia! A odpowiadając na Twoje pytanie: nie uważam, aby ludzie, którzy nie wierzą mniej odczuwali czy byli nie wrażliwi...wręcz przeciwnie - to nie wiara czyni nas osobami skłonnymi do uczuć, odczuć, współczucia i wyczulenia na krzywdy tego świata...ja wierzę - ale czy akurat w tego Boga w którego powinnam? Będąc na Bali spotkałam się pierwszy raz z hinduizmem balijskim - i zostałam totalnie zaskoczona w pozytywnym tego słowa znaczeniu...to kraj trzeciego świata, ludzie często nie mają co jeść na co dzień, żyją albo z turystyki i tego co sprzedadzą, albo z upraw ryżu, kawy...a mimo to dla nich codzienne rytuały, modlitwy, są czymś bardzo wyjątkowym...doceniają to, że są razem, że mogą cieszyć się tym co mają...tam czas staje w miejscu, patrzysz przed siebie i słyszysz własne myśli...

      Usuń
  2. straciłam mamę jako dziecko, czy byłoby mi lepiej przeżyć jej stratę, gdybym nie wierzyła w Boga?wychowana w wierze, wtedy nie myślałam o Bogu... ,do dziś próbuję przypomnieć sobie jej zapach...strata nie ma nic wspólnego z wiarą, boli po prostu miłością...
    ps. pogrążam się dziś z Marią Peszek:)widzę, że lubisz, 17 wybieram się na jej koncert:)buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, ale często w tej stracie pojawia sie pytanie o boga

      Usuń
    2. meluzyna pytanie o Boga pojawia się u człowieka świadomego, myślącego, ja mówię o swoim przypadku, ale w wieku 13 lat nie byłam w pełni myśląca ani świadoma, a w obliczu tak wielkiej straty pytanie o Boga budziło tylko jedno agresje i bunt dlaczego to mi odebrał mamę a nie innym...Magda pytała co czuje takie dziecko ja jako dziecko czułam wszystko...niestety pozostałam tym dzieckiem do dziś:(

      Usuń
  3. Bebe, najsmutniejsze w mojej wierze jest to, że tez nie roję sobie niebiańskiej siesty z bliskimi, blizej mi w wyobrażeniach do nirwany. Bóg jest "bezmyślny" a życie na ziemi, jasne że ma sens, nie mówię nie

    OdpowiedzUsuń
  4. Bel jasne , że nie WIARA nas czyni wrażliwymi, ale bóg, wiara w niego przychodzi wtórnie.
    Bóg istnieje niezależnie od widzimisię ateistów;)
    ...ale to moje przemyslonka tylko

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, co myślą ludzie nie-wierzący,
    bo ja wierzę w istnienie Boga...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja myślę, że wiara z tęsknotą nie ma nic wspólnego. W zasadzie religia z tęsknotą. Każdy tęskni. Tęsknota dla mnie to brak. kogoś, czegoś. I chęć zapełnienia tej pustki...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

śmierć jest przecinkiem

Dlaczego śmierć nie miałaby być piękna? Jest tak naturalna i powtarzalna. Jest elementem garderoby ciała, dlaczego więc nie zachwycać się nią jak broszką spiętą z istnieniem? Tylko nieprzywiązanie do tzw. życia to umożliwia, albo myślenie o nim (życiu) jak o perpetuum mobile w którym śmierć jest przecinkiem. Śmierć jest jak kwietna łąka pośród pożogi, bo bywa wybawieniem, ale głównie po prostu JEST.  I te refleksje pojawiły się po filmie " Civil war' który ma odzwierciedlać niepokoje zza oceanu dotyczące politycznych rozłamów i rewolucji, ale moją wrażliwość ukierunkował w inne rejony. Otóż bardziej zafascynowały mnie wewnętrzne procesy bohaterów, dziennikarzy którzy rejestrują aparatem trawioną wojną domową rzeczywistość. Dla nich śmierć jest kompanem, z którym się układasz lub wojujesz, a każdy z nich balansuje na tej linie na swój sposób. Bo zycie i śmierć są sobie takie bliskie jak bliźniacze rodzeństwo. Śmiało nazywam wojną cywilną również tą, którą toczymy wewnątrz. Kied...

karmienie duszy

  Wolę karmić duszę na łonie przyrody niż w świątynnych murach i jest mi z tego powodu niezwykle lekko.  Dokarmianie zwykle odbywa się na aluminiowych rumakach z wiatrem we włosach. Wieki temu popędzalibyśmy pewnie koniki po stepie, dziś sunęliśmy nadwiślańska trasą rowerową z Gorzowa do Okleśnej. Spory odcinek, bo 60 km tam i z powrotem, ale bardzo urokliwy i po płaskim :) W moim przypadku nigdy nie jest od do, bo we krwi mam kluczenie.  Tyle ciekawych miejsc po drodze. Dziwne strachy na wróble i inne ptasiory ubrane w białe kitle, albo pomarańczowe kapoki. Rzeczne zaułki, meandry, brzydkie kaczątka tuż przed transformacją, i te pozytywne kolory słoneczników, kukurydzy i różnej maści ziół. Cudnie!   Kiedy mijaliśmy rowerzystów bijących życiowe rekordy miałam ochotę napisać na asfalcie " Poczuj jak pachnie teraz powietrze". Ale co kto lubi...        

Rzecz o zaufaniu w połączeniu ( czyli) nie musisz się tego uczyć w szkole, doświadczenie jest nauką powszednią.