sobota, 2 marca 2013

meta

Wszystko ma swe końce. Końców mojej pracy nie da się zliczyć na palcach jednej ręki, końców mojej pracy było od groma. Miał być juz rok temu taki definitywny, ale nie był. Cóz...wczoraj słowo stało sie ciałem. Zamykamy się.
 Budynek nasz antyczny ulegnie taranom, zniknie z powierzchni globu.
 Zabieram do pracy aparat i uwieczniam, czuję, że to chwila historyczna, dla niektórych być może histeryczna. Za 20 lat będę miała co wspominać.
Ósmego marca pakowanie manatek, transfery, zwroty...ech...Ludzie sie rozpierzchną, ale mam nadzieje spotkamy sie razem, tyle, że gdzie indziej.


7 komentarzy:

  1. czyli jednak. a ja sobie myślę, że Ty to teraz jakiegoś fikołka pracowniczego wywiniesz. tak sobie myślę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet jak się spotkacie , to już nie to, będzie inaczej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Cos sie konczy, aby cos sie zaczelo...
    Powodzenia!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  4. może to szansa na nową jakość życia?:) trzymam kciuki za nowy początek!!

    OdpowiedzUsuń
  5. :)) i fajnie - zmiana jest motorem życia:) Powodzenia w nowym gdzieś tam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. A wiesz, że bym tak nawet chciała... ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oby skończyło się dobrze :) Pozytywów dużo!

    OdpowiedzUsuń