Przejdź do głównej zawartości

meta

Wszystko ma swe końce. Końców mojej pracy nie da się zliczyć na palcach jednej ręki, końców mojej pracy było od groma. Miał być juz rok temu taki definitywny, ale nie był. Cóz...wczoraj słowo stało sie ciałem. Zamykamy się.
 Budynek nasz antyczny ulegnie taranom, zniknie z powierzchni globu.
 Zabieram do pracy aparat i uwieczniam, czuję, że to chwila historyczna, dla niektórych być może histeryczna. Za 20 lat będę miała co wspominać.
Ósmego marca pakowanie manatek, transfery, zwroty...ech...Ludzie sie rozpierzchną, ale mam nadzieje spotkamy sie razem, tyle, że gdzie indziej.


Komentarze

  1. czyli jednak. a ja sobie myślę, że Ty to teraz jakiegoś fikołka pracowniczego wywiniesz. tak sobie myślę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nawet jak się spotkacie , to już nie to, będzie inaczej...

    OdpowiedzUsuń
  3. Cos sie konczy, aby cos sie zaczelo...
    Powodzenia!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  4. może to szansa na nową jakość życia?:) trzymam kciuki za nowy początek!!

    OdpowiedzUsuń
  5. :)) i fajnie - zmiana jest motorem życia:) Powodzenia w nowym gdzieś tam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. A wiesz, że bym tak nawet chciała... ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oby skończyło się dobrze :) Pozytywów dużo!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Przesilenie zimowe

Niebawem przesilenie wiosenne, ale ja jeszcze o zimowym. Otóż netflix rzucił perłę przed wieprze, no może nie perłę, a uroczy bursztynek.  I tak "Przesilenie zimowe" zapisze się miłą pamiątką w moich szarych komórkach, ale też dwoma tekstami: "Każdy jako dziecko jest artystą, ale potem o tym zapomina." oraz "Zawsze podejrzewałem, że jesteś ucieleśnieniem raka prącia." Jeśli w tym momencie zaiskrzyło, to sami wiecie :)

Rzecz o zaufaniu w połączeniu ( czyli) nie musisz się tego uczyć w szkole, doświadczenie jest nauką powszednią.

Jak szyć i nie dać się chorobie

Od wczoraj na stole kuchennym (bo ja niestety nie mam własnego kącika pracy) stoi posuniety w latach łucznik, który przyjechał od tesciowej razem z najdroższymi niciami świata - szpulka 16 tysięcy;)  Oj tak, taką mam zachciankę by szyć, szyć pełna gębą;)  Juz wczoraj dziurawiłam papiery, ale wynik koslawy Ja to bym chciała rach ciach, idealnie za pierwszym razem...takie moje wolne żarty hehe  Zalegam z materiałem i to dosłownie;) Szmatek się nazbierało, a niektóre to prawdziwe mamuty. Babcia powyciagała z czeluści tapczanu mnóstwo skrawków, co to pamiętaja czasy kolorowych jarmarków w wykonaniu szczupłej Maryli R. Dawno nic nie rękoczyniłam, ale czuję że coś"mnie bierze"   Obecnie wziął mnie i trzyma jakiś opętańczy wirus z gatunku smarkatych, a moje dziecko uporczywie trzyma za gardło jakiś wirus z krainy chrypowców. Także chorujemy sobie juz dni kilka i na razie nie zanosi sie na czyste dźwieki, za to widzimy juz potrój...