Przejdź do głównej zawartości

co z tym życiem?

Jak jest z tym życiem, jak nim żyć, żeby nie żałować. Absolutnie nie spisywać na straty.
Podobno, takie "tylko przeżywanie" życia, tj. obchodzenie się z nim jak z jajkiem, jest smutne. Poczytałam tutaj (bardzo fajny blog) i się przestraszyłam, bo być może jestem elementem kompozycji w tym anty-obrazku.

Należy życie żyć, nie przeżyć, nie bać się je zmieniać.
No to jestem jak ta krowa prowadzona tunelem śmierci ku rzeźniczemu przeznaczeniu, całkiem spokojnie idę....idę na straty. Nie wiem, czemu tak piszę, bo w sumie się tak nie czuję. Czy powinnam wyrywać życiu lepsze kąski, nawet jeśli do tej pory smakuje, choć mało wyrafinowanie?
 Słowo 'przeżyć' ma też zabarwienie skrajne. Przeżyć to jak walczyć, bić się z życiem o każdy następny dzień. Tak mogą się czuć kobiety z filmu, którego tytuł zaraz wymienię
 To jest dopiero hard core przeżywania. Gdyby brać życie z perspektywy samsary, to one sobie 'wyżyły' taki los swoimi poprzednimi wcieleniami. Smutne ale nie beznadziejne, bo zawsze jest szansa na wyrwanie się z zaklętego kręgu. Świadomość jest głównym wyzwalaczem. Myślę, że niektóre bohaterki  ją zdobyły, co znamienne - to te bohaterki, które bardziej cierpią, bo niektóre z tych kobiet żyją w poczuciu 'dobrej roboty'...choć co im naprawdę w duszy gra?
"Chwała dziwkom" - tytuł który mnie dręczy - z jednej strony hołd oddany najstarszej, kobiecej profesji, z drugiej ta podła, brudna "dziwka", która zabiera nam faceta. Brzmi bezdusznie, jak oddawanie czci rzeczom ze śmietnika.
Szczerze? Nie mam nic do owych dziwek, bo widzę przede wszystkim KOBIETY, chętnie wyrwałabym te najsmutniejsze i najmłodsze z indyjskich burdelowych dzielnic.
Zobaczcie ten film koniecznie!



Komentarze

  1. "Chwałę" mam na liście. znowu jesteś pierwsza. a ta zmiana o której na blogu tym i tamtym, to w kontekście kartki, co to ją ostatnio widziałam przed wejściem do twojego przybytku pracowniczego? że jakiś luty, że jakiś koniec, że coś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. no, podobno nasz koniec ma na imię luty, ale nie piszę o zmianie pod tą datę, tak ogólnie mi się zachciewa..o życiu.
      Koniec miał być już w styczniu, a nie jest. Tyle zamieszania w tym temacie, że może będzie też marzec, pomarzec zawsze można;)

      Usuń
  2. Cóż kobiety ciągle są przedmiotem...:/

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny blog zarekomendowałaś, dzięki.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Przesilenie zimowe

Niebawem przesilenie wiosenne, ale ja jeszcze o zimowym. Otóż netflix rzucił perłę przed wieprze, no może nie perłę, a uroczy bursztynek.  I tak "Przesilenie zimowe" zapisze się miłą pamiątką w moich szarych komórkach, ale też dwoma tekstami: "Każdy jako dziecko jest artystą, ale potem o tym zapomina." oraz "Zawsze podejrzewałem, że jesteś ucieleśnieniem raka prącia." Jeśli w tym momencie zaiskrzyło, to sami wiecie :)

Rzecz o zaufaniu w połączeniu ( czyli) nie musisz się tego uczyć w szkole, doświadczenie jest nauką powszednią.

Jak szyć i nie dać się chorobie

Od wczoraj na stole kuchennym (bo ja niestety nie mam własnego kącika pracy) stoi posuniety w latach łucznik, który przyjechał od tesciowej razem z najdroższymi niciami świata - szpulka 16 tysięcy;)  Oj tak, taką mam zachciankę by szyć, szyć pełna gębą;)  Juz wczoraj dziurawiłam papiery, ale wynik koslawy Ja to bym chciała rach ciach, idealnie za pierwszym razem...takie moje wolne żarty hehe  Zalegam z materiałem i to dosłownie;) Szmatek się nazbierało, a niektóre to prawdziwe mamuty. Babcia powyciagała z czeluści tapczanu mnóstwo skrawków, co to pamiętaja czasy kolorowych jarmarków w wykonaniu szczupłej Maryli R. Dawno nic nie rękoczyniłam, ale czuję że coś"mnie bierze"   Obecnie wziął mnie i trzyma jakiś opętańczy wirus z gatunku smarkatych, a moje dziecko uporczywie trzyma za gardło jakiś wirus z krainy chrypowców. Także chorujemy sobie juz dni kilka i na razie nie zanosi sie na czyste dźwieki, za to widzimy juz potrój...