Przejdź do głównej zawartości

szarość nie radość...czyli na zakręcie, a raczej rogu...nosorożca

Za każdym razem, kiedy dzieje się u nas 'coś większego', bogatego w treść, Leszek z nutką ironii stwierdza - Napiszesz o tym na blogu. Posyłam mu wówczas krzywy uśmiech grymasem zwany, bo odśrodkowo wiem, że raczej nie.
 Czuję się podzielona na dwie części, z której jedna jest większa i obrazkowa. Udzielam się na drugim blogu, ale i tam wytraca się powoli mój entuzjazm.
 Kiedy zaczynałam pisanie tego, powiedzmy pamiętnika, przeczuwałam, że to się pewnie kiedyś skończy.
 Nie mówię, że się właśnie kończy, nie!:) ...choć może boję się do tego przyznać? Może mój zapał samoistnie wygasa, jak w związku, jak w pracy...wypalenie.
Nie poświęcam obecnie tak wiele czasu na zaglądanie i czytanie Was, jak robiłam to niegdyś.
Powoli opuszcza mnie potrzeba wywnętrzania, opisywania, dzielenia się...jakbym się kurczyła i próbowała zabić myśli w zarodku, jakby sens miało tworzenie przestrzeni czemuś innemu, co niekoniecznie ma nazwę.
Od tej pory ten blog mógłby być jak sen, poezja, jak urywki zdań....
Nie wiem co będzie, jakie będzie, czy będzie...


Wygrzebałam z archiwum zdjęcie.
2 lata temu w zoo.
 Pisałam o tej wizycie, w tym miejscu i jeszcze przed chwilą wahałam się...zamieścić na tym blogu, czy drugim? Życie zatacza koła, choć w innej czasoprzestrzeni. Wtedy czuliśmy się całą rodziną znużeni, jak ów jegomość ze zdjęcia i pozostała menażeria.
 Wiecie, czasem rozczłonkowanie niesie niepotrzebne frustracje, jak się chce za dużo i dodatkowo - niewiadomoczego.

szara eminencja (ktoś się identyfikuje?:P )

i trochę zeszłorocznej kolorowej jesieni do góry nogami


Słucham starych nagrań Bobbiego McFerrina, którego być może kojarzycie ze świetną piosenką-
"Don't worry be happy". McFerrin nie używa instrumentów, tłem muzycznym jego piosenek jest głos - mistrzostwo świata!
Nie bez kozery zachęcam jesiennych smutasów (i nie tylko) do przypomnienia sobie tego hitu.

z pozdrowieniami
                         Magda i Bobby:)




Komentarze

  1. Jestem zwolenniczką prowadzenia jednego głównego bloga,
    bo dwóch nie da rady...
    Rozdwojenia jaźni można dostać :-)
    A i czasu mało ...

    OdpowiedzUsuń
  2. w sumie można wrócić do przeszłosci;)... ten jeden główny mógłby przybierać po prostu różny charakter

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem o czym piszesz, mam, miewam tak samo...mój mąż tez tak ironizuje na temat bloga, antyinternetowy zwierz...a ja lubię siebie na blogu...czasem zanikam, czasem tylko florystycznie, czasem bajka, czasem zwiedzanie i nie jest nudno:) buziaki- te kolorowe!!Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. Bobby i u mnie. Cała płyta. A blog jest jak życie, czasem potrzebuje dystansu i wytchnienia, nowego rozdziału lub powrotu do przeszłości. Ukochy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Madziu, byle byc soba, kochc siebie i Tych najblizszych... a nasze "to w srodku" zawsze sie zmienia i zawsze po czasie jest DOBRZE!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  6. Czuję się jak ten nosorożec ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech, sorry, że o mnie, ale ja ze dwa-trzy razy NA BLOGU wręcz rzucałem, że rzucam, że przerwa, że zamykamy, bo remont, remament czy renament czy jakoś tak.

    Jeśli coś Cię blokuje, machnij ręką, bo nie ma nic gorszego niż na siłę uprawiane hobby jakim jest blogowanie.

    Na siłę to się pracuje i to wystarczy!

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  8. Rutyna powoli zabija człowieka i jego osobowość. Wszystko staje się nudne i szare. Nic nam się nie chce. Jesteśmy nosorożcami... Ale przy odrobinie wysiłku i pracy można to zmienić. Warto!

    OdpowiedzUsuń
  9. blogi ewoluują tak jak my, zdjęcie do góry nogami świetne :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

śmierć jest przecinkiem

Dlaczego śmierć nie miałaby być piękna? Jest tak naturalna i powtarzalna. Jest elementem garderoby ciała, dlaczego więc nie zachwycać się nią jak broszką spiętą z istnieniem? Tylko nieprzywiązanie do tzw. życia to umożliwia, albo myślenie o nim (życiu) jak o perpetuum mobile w którym śmierć jest przecinkiem. Śmierć jest jak kwietna łąka pośród pożogi, bo bywa wybawieniem, ale głównie po prostu JEST.  I te refleksje pojawiły się po filmie " Civil war' który ma odzwierciedlać niepokoje zza oceanu dotyczące politycznych rozłamów i rewolucji, ale moją wrażliwość ukierunkował w inne rejony. Otóż bardziej zafascynowały mnie wewnętrzne procesy bohaterów, dziennikarzy którzy rejestrują aparatem trawioną wojną domową rzeczywistość. Dla nich śmierć jest kompanem, z którym się układasz lub wojujesz, a każdy z nich balansuje na tej linie na swój sposób. Bo zycie i śmierć są sobie takie bliskie jak bliźniacze rodzeństwo. Śmiało nazywam wojną cywilną również tą, którą toczymy wewnątrz. Kied...

karmienie duszy

  Wolę karmić duszę na łonie przyrody niż w świątynnych murach i jest mi z tego powodu niezwykle lekko.  Dokarmianie zwykle odbywa się na aluminiowych rumakach z wiatrem we włosach. Wieki temu popędzalibyśmy pewnie koniki po stepie, dziś sunęliśmy nadwiślańska trasą rowerową z Gorzowa do Okleśnej. Spory odcinek, bo 60 km tam i z powrotem, ale bardzo urokliwy i po płaskim :) W moim przypadku nigdy nie jest od do, bo we krwi mam kluczenie.  Tyle ciekawych miejsc po drodze. Dziwne strachy na wróble i inne ptasiory ubrane w białe kitle, albo pomarańczowe kapoki. Rzeczne zaułki, meandry, brzydkie kaczątka tuż przed transformacją, i te pozytywne kolory słoneczników, kukurydzy i różnej maści ziół. Cudnie!   Kiedy mijaliśmy rowerzystów bijących życiowe rekordy miałam ochotę napisać na asfalcie " Poczuj jak pachnie teraz powietrze". Ale co kto lubi...        

Rzecz o zaufaniu w połączeniu ( czyli) nie musisz się tego uczyć w szkole, doświadczenie jest nauką powszednią.