Przejdź do głównej zawartości

kino drogi i przystanek las

Wsiada kobieta zasapana przez duże ACH i ECH.
Siada i namierza wzrokiem ofiarę najpierw ogłaszając wszem i wobec:
 - Nic dziś nie załatwiłam, no nic. Człowiek wychodzi z domu żeby pozałatwiać i nie załatwia. Wyszłam o dziewiątej, jest jedenasta, a ja nie mam, bo nie dałam rady załatwić.
Zero odzewu tramwajowego.
- Się człowiek nachodzi, tu , tam. Obejdzie...bo byłam w tesco i nie ma, do biedronki nie zaglądam, bo mówię, pewnie nie ma, ale w tesco, że nie ma? Nic nie ma w tych sklepach co powinno być, nic. Wszystko jest, a nic nie ma, skaranie boskie.
Ofiara się znalazła i przytakuje, więc kobieta sie rozkręca
- Myślałam że w Tesco cukier w kostkach jest, ale gdzie tam, cukier zwykły jest, stoi, ale żeby nie było kostek, w kostkach zeby nie było? To gdzie ja taki znajdę?
- Może pani w lokalnych sklepach popyta...
- W lokalowych?..nooo..to eeee..gdzie?
- No na osiedlach , w małych prywaciakach może będzie
- No chyba...bo mówię pani ..żeby cukru w kostkach nie było, to nie wiem i ja sie mam po lokalowych tłuc, ludzie święci, że też po lokalowych przyszło...no...ale zajrzę, bo to nie może być, żeby nie było

zemdliło mnie, was tez tak czasem mdli od ludzi?
 Droga powrotna była ostro przyprawiona, ale nie bolały tak wrzaski, skądinąd usprawiedliwione - NIC SIĘ NIE STAŁO!!!POLACY NIC SIĘ N IE STAŁO !!NIC SIĘ NIE STAAAAŁO..!!
i la la lala
 la la lala
 Mówcie co chcecie, nie przepadam za piłka nożną, ale dzisiaj w pracy czułam jedność kiedy puścilismy sobie mecz z internetu. Razem. Razem z napiętymi mieśniami twarzy czekalismy, czy Grek strzeli tego karnego. I nie strzelił. Magiczna ulga wspólnoty:))
Nigdy wcześniej jak własnie dzisiaj (jakiekolwiek gromy teraz spuszczę na siebie) poczułam sie Polką, taką biało czerwoną ;) Czyz nie jest tak, że tworzy sie obecnie historia, jej kolejny rozdział?

Pisałam już, że strzelałam z łuku?
 Nie? No to strzelałam. nauczyłam sie niestety juz po spotkaniu z cukrowa kobietą, bo by było  tere fere kuku jak sie patrzy, aleee...
 ...dowiedziałam się, że cięciwa jest dołączona do majdana (majdanu?) o !
Strzelałam do pudła wypełnionego pluszakami, ale całe szczęście żaden ode mnie nie oberwał, za to murawa podziurawiona jak ser szwajcarski. Nie mam w życiu celu, to i jak mam trafiać. Oj przepraszam. Mam!
Homeostaza
 a więc
Uciekam
uciekam
 do lasu
gdzie bądź, w zielone



Komentarze

  1. No proszę, jak to muzyka codzienności potrafi być wybitnie irytująca.
    Kobieta Od kostek Cukru potrafi zawsze zaatakować w tym momencie, w którym się tego nie spodziewasz... skąd ja to znam?

    Pozdrawiam ciepło
    Venea

    OdpowiedzUsuń
  2. łączę się w zielonym ;)gratuluję prób łukowych (tak się mówi? a może łuczniczych...) a co do baby bez cukru - niedobór jak widać potrafi mdlić tak samo mocno, jak nadmiar, więc Ci się nie dziwię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "nie mam w życiu celu, no to i jak mam trafiać" - to mi się podobało. A babę z cukru po próbach łuczniczych możesz teraz wziąć na cel.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tam też nie rozumiem, żeby w tesco nie było... :) Dlatego właśnie na większość podróży tramwajowych uzbrajam się w mp3 lub książkę. I ginę w tym tłumie. Niby obecna ale jednak nie do końca. Bo po co mam się denerwować.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja póki jest sposobność ku temu wszędzie (gdzie się da rzecz jasna) przemieszczam się rowerem. W drodze jestem tylko ja i radyjko (Trójka), albo muzyczka. Boskość. A co do łuku to mnie owszem czeka za niedługo, ale taki inny bo samochodem czyniony. Znaczy nauka mnie tego czeka (i już mnie zęby zgrzytają na myśl samą!) A co do Euro, to ja programowo nie zamierzam w tym wszystkim uczestniczyć. I taki plan miałam wczoraj, ale jak mąż zaczął oglądać (zdziwił mnie bo jego to zasadniczo nie kręci)to i ja jednym okiem zaczęłam rzucać w stronę tv i wyłapywać a następnie zapisywać perełki językowe panów komentatorów. O na przykład takie oto zdanie mnie ubawiło na początku:

    "Może te akcję (naszych) takie nieudane i nerwowe bo przez ostatnie dwa lata graliśmy mecze towarzyskie a tam przeciwnik zachowuje się inaczej"
    No niemożliwe! naprawdę inaczej?:)
    Skończyło się na tym, że już pod koniec mąż poszedł myć naczynia, a ja na stojąco z lekkimi (bez przesady) wypiekami na twarzy oglądałam końcówkę meczu. I faktycznie na początku jak tłumy śpiewały hymn, to serce mi się ścisnęło. To musi być niesamowite poczucie wspólnoty:)
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie Papryczka:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi udało się uciec z miasta na czas euro weekendu, i nie żałuję.
    A ludzie w tramwajach lub na przystankach potrafią być baaardzo męczący, zwłaszcza, jeśli jest się jedyną osobą na horyzoncie i nie ma jak uciec....

    OdpowiedzUsuń
  7. A co ja mam powiedziec, jak u mnie nawet Tesco nie ma?
    wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr..................:))

    OdpowiedzUsuń
  8. No ale żeby w Tesco nie było? Skaranie z tymi marketami co to nawet w kostkach nie mają;D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

śmierć jest przecinkiem

Dlaczego śmierć nie miałaby być piękna? Jest tak naturalna i powtarzalna. Jest elementem garderoby ciała, dlaczego więc nie zachwycać się nią jak broszką spiętą z istnieniem? Tylko nieprzywiązanie do tzw. życia to umożliwia, albo myślenie o nim (życiu) jak o perpetuum mobile w którym śmierć jest przecinkiem. Śmierć jest jak kwietna łąka pośród pożogi, bo bywa wybawieniem, ale głównie po prostu JEST.  I te refleksje pojawiły się po filmie " Civil war' który ma odzwierciedlać niepokoje zza oceanu dotyczące politycznych rozłamów i rewolucji, ale moją wrażliwość ukierunkował w inne rejony. Otóż bardziej zafascynowały mnie wewnętrzne procesy bohaterów, dziennikarzy którzy rejestrują aparatem trawioną wojną domową rzeczywistość. Dla nich śmierć jest kompanem, z którym się układasz lub wojujesz, a każdy z nich balansuje na tej linie na swój sposób. Bo zycie i śmierć są sobie takie bliskie jak bliźniacze rodzeństwo. Śmiało nazywam wojną cywilną również tą, którą toczymy wewnątrz. Kied...

karmienie duszy

  Wolę karmić duszę na łonie przyrody niż w świątynnych murach i jest mi z tego powodu niezwykle lekko.  Dokarmianie zwykle odbywa się na aluminiowych rumakach z wiatrem we włosach. Wieki temu popędzalibyśmy pewnie koniki po stepie, dziś sunęliśmy nadwiślańska trasą rowerową z Gorzowa do Okleśnej. Spory odcinek, bo 60 km tam i z powrotem, ale bardzo urokliwy i po płaskim :) W moim przypadku nigdy nie jest od do, bo we krwi mam kluczenie.  Tyle ciekawych miejsc po drodze. Dziwne strachy na wróble i inne ptasiory ubrane w białe kitle, albo pomarańczowe kapoki. Rzeczne zaułki, meandry, brzydkie kaczątka tuż przed transformacją, i te pozytywne kolory słoneczników, kukurydzy i różnej maści ziół. Cudnie!   Kiedy mijaliśmy rowerzystów bijących życiowe rekordy miałam ochotę napisać na asfalcie " Poczuj jak pachnie teraz powietrze". Ale co kto lubi...        

Rzecz o zaufaniu w połączeniu ( czyli) nie musisz się tego uczyć w szkole, doświadczenie jest nauką powszednią.