czwartek, 17 marca 2011

wodzu

Pani przedszkolanka opowiada mojej teściowej odbierajacej wnuka, jak ten sobie radzi w grupie:
Okoliczności - pora drzemki, dzieci przebierają się w piżamki, Igor stoi ze stoickim spokojem. Pani Justynka ponagla:
 - No Igorek, czemu nie ściagasz spodenek?
 - Ja mam od tego ludzi.



W końcu poczułam się jak człowiek he he :P

sobota, 12 marca 2011

wzdycham i wącham..

Słup z kręgów ma się nawet prosto, korzonki również machają odnogami i dziękują za życzenia nie bolenia. Leki w kształcie pocisków mają moc uderzeniową i uśmierzajacą.
 Dzięki diclobercie, jestes jak Napoleon ;)

 No ale nie o tym chciałam..

Wiem, ze to nie żadna Vitalia, ale znów mi się kurka, przytyło, a tu wiosna...ach , to ona..
Chyba się przeproszę z  Montignac'iem, albo poddam hipnozie, albo zaknebluję usta, albo.... bo ileż można jeść i w ogóle marudzic z tego powodu.
Moja równowaga została na dokładkę zaburzona podczas przygodnego seansu kosmetycznego. Otóż konsultantka pewnej 'piramidalnej' firmy, przyłożyła mi takie cuś do buzi i stwierdziła, że mam skórę suchą jak Beskidzka ;(
Po mnie, pozwoliła się przystawić do aparatury pani po 60-tce i okazała się szczęściarą z cerą jak pupcia niemowlęcia. Czegoś tu nie rozumiem yyyy...to niesprawiedliwe;P. Czy picem na wodę są cuda zakręcone w słoiczkach, czy takie ustrojstwa do pomiaru nawodnienia?
No, ale mogłam sobie przynajmniej psiknąć nadgarski pachnidłami i usłyszałam pytanie dnia  -" Lubi pani zapachy świeże czy nieświeże?" Od razu miałam wizję zapachu z kategorii morsko-cytrusowej he he... nuta bazowa - kargulena, nuta serca - morsztyn i ukwiał, nuta głowy- spleśniała limonka i skisłe mleko
Macie inne pomysły? :)

Za mną i ze mną chodzi teraz ten zapach i nie ma znaczenia, że nie kosztuje 200-stu złotych:

A jake są wasze ulubione zapachy. Pozwierzajcie się, będzie miło i pachnąco:)

środa, 9 marca 2011

droga krzyżowa

Jak wyglada świat z perspektywy ramion. Juz opisuję - boleśnie. Czuję sie na 1,50m albowiem na zgiętych kolanach człapię i szuram.
 A mówili mi - nie dźwigać 20 kilo potomstwa, bo łupnie w krzyżu po raz kolejny. Mówili, powtarzali, a ja nie wzięłam sobie do serca, a na plecy.
Co ja tam znalazłam w apteczce? - diclofenac, tolperis...wszystko przeterminowane. Żeby wrócić do pionu, muszę się nawcinać chemii i nie ma wykrętów, chyba że w pozycjach yogi ;)

Lekarz czeka, a mnie półgodzinny spacerek na przystanek autobusowy co go z okna widzę...

poniedziałek, 7 marca 2011

post domatorki

Siedzę w domu,  a jakże.
 Okna czekają na kąpiel, okruchy bułki na odkurzenie, podłogi na zmycie...Wszystko czeka na mnie, a ja bujam w stratosferze i wyciagam się wyżej, na jakieś puste kosmiczne polany.
Dusza wyziera przez membranę skóry i ucieka jeśli nie w międzygwiezdne pustki, to do głosnych lokali. Rwie na dwie części, bo mam fazę nirwaniczno - imprezową.
 Albo sie zapomnieć, zagadać, zaśmiać wespół z innymi wrzaskliwymi i żyjacymi chwilą ludźmi, albo rozlać jak mleczna droga, gdzieś tam w czerni.
Ogólnie ciągnie mnie w luksus beztroski, tylko nie wiem którą jakość wybrać.

 Okazje przeskakują nade mna, albo omijają, a może status matki Polki, żony męża, wyrzuca mnie poza nawias towarzyskiego zycia.
Tęsknie do lekkiego czasu przeszłego, kiedy mogłam tłuc sie nocami od pubu do pubu i budzić nie na swojej poduszce. Czas pisze już inne historie, odpowiedzialne i sfokusowane na kuro-domowieniu, a jakaś część mnie, ta niedojrzała i naiwna, próbuje na powrót sie wykluć.
To chyba zły duch, ujmujaco niepoważny próbuje swych czarów. Mam ochotę podać mu rękę i zaszaleć. Schizofreniczne to i zaburzające codzienny rytm.


 Czysto niebo od kilku dni. Na przystankach słucham swojej muzyki głęboko wetkniętnej w uszy i czuję naprzemienne dreszcze i przeszywajace strzały słonecznych promieni.
Bosko, jak muskanie tajemnicy..

Chciałbym sie zapomnieć i nałożyć inną twarz na jakiś czas.

Wczoraj była zaskakujaca niedziela.
Po latach zobaczyłam ludzi, których oblicza migotały w pamięci, a z którymi niegdyś łączył mnie teatr, wojaże po Polsce z występami i zupełnie inna, nieśmiała, nastoletnia Magda, która na scenie absolutnie się zapominała.

Niedzielny wieczór miał być nasz z Leszkiem.
W Światowidzie leciał " Wujek Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia".
Dwie godziny po pracy, zanim zaczął się seans, tułałam się po Katosach, a dokładnie w obszarach międzysklepowych wielkiej galerii. Czekałam na przyjazd Leszka i nie umiałam znaleźć sobie miejsca między cenami zarezerwowanymi dla krezusów i w całej tej koszmarnej marży kolorowych szmatek. Coś się zmienia, nie lubię już sklepowej szwędaczki. Złości mnie i nudzi, a nie ekscytuje.

Film...

Film okazał się zupełnie nie dla nas, za bardzo ZEN ;)..a ja nie potrafiłam w tej przeciągającej się w wieczność mieszaninie abstrakcyjnych ujęć i  rozwlekłych scen odnaleźć logicznego spoiwa.
Pewnie nie chodziło o jego szukanie i w tym problem.
Film nakręcony w duchu buddyjskim, bez ubarwień, bez pospiechu, zwyczajnie, a mnie szarpało w innym kierunku......wyjścia;)
 Przyzwyczajonym do klimatu zachodniej cywilizacji, gdzie czas jest deficytowym towarem, a umysł przyzwyczajony do konkretów a nie rozmytych wizji, trudno przebrnąć przez spektakl obcych i niezrozumiałych metafor i symboli.
Film okazał się równiez nie do strawienia przez czynniki zewnętrzne - unoszący się na sali zapach  'sztywnego' swetra. Bo ewidentnie ktoś proszku ani mydła nie użył.

Wieczorek nieco zmasakrowany i niewydarzony...ech..bywa:)

czwartek, 3 marca 2011

"let the England shake"

Polly I love you:)

 Oj, czekało się na taką płytkę PJ, czekało... i jest, w końcu JEST!
Genialna!
Jak dla mnie wodospad zachwycajacych, czystych dźwieków, w którym nie mogę złapać oddechu. Hektolitry skoncentrowanej magii, której być może, nie każdy uwierzy, ale niech chociaż spróbuje:)

W przepastnej twórczości PJ Harvey (a uwierzcie, mam prawie całą jej dyskografię) śmiem twierdzić, że dziecko - "Let the England shake" (choc pełne gorzkich łez wylewanych nad zagubioną ojczyzną - Anglią) jest jednym z najpiękniejszych.
Urodziło się piękne, bo jego muzyczne dna, na które składają sie szczere uczucia, pomysły i wykonanie, pochodzi od kochajacych się rodziców.
Rodziców, którzy wiedzieli na co się powrywają i że nie będzie to dziełem przypadku, a nasyconym treścią bytem.

 ta płyta jest prawdziwa, intensywna, różnorodna, przejmująca....jak PJ.

Polecam!!

Brak mi więcej słów, idę słuchać...i będę długo...