środa, 20 stycznia 2016

....

Czy scenariusze przyszłych zdarzeń przerobione w wyobraźni  zaraz potem sie unicestwiają, tak że w świecie rzeczywistym nie mają już racji bytu? Bardzo bym chciała, żeby to co raz uroiło się w głowie miało tylko jedno życie. Moje scenariusze są bolesne, wolałabym, żeby życie napisało dla nas łagodniejsze zakończenie, takie które nas całkowicie nie obezwładni, a pozostawi z kojącą refleksją, nadzieją nie wiem na co.
Żyjemy teraz w cieniu tajemnicy. Tak tak, to ta odwieczna tajemnica życia i smierci. To te pokręcone pytanie, czy ten kto umiera nie powstaje właściwie do prawdziwego życia, lub choćby do innego?
Wyobraziłam sobie, że pobierając ostatni haust powietrza zapadamy się do środka, a nasza energia jest zasysana w czarną dziurę znajdującą się w okolicy pępka. Tylko w dalszym ciągu nie wiemy czym jest ten niewidzialny pochłaniacz, jakimś transformatorem czy utylizatorem? Końcem czy początkiem?
Lektura E Tolle'a w jakiś sposób mnie jednak ukształtowała, nie przeszła bez echa. Echo jednak słychać, kiedy zapanuje cisza. No to mamy taką niezwyczajną ciszę pośród burzy. Momentami do niej przylegam, by poczuć spokój i zaakceptować to, co jest.

2 komentarze: