sobota, 1 listopada 2014

Nie bój się ponieść porażki, bój się raczej zaniechać próby

 

       Na tvp kultura było dziś bardzo naturalnie.
 Przenieśli nas na dziewiczą plażę i zielony tropik gdzieś na wybrzeżu Brazylii. Żyje tam niejaka Danna Arabahiana i nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że od 10 lat mieszka sama i wyrażając się kolokwialnie - sama sobie rzepkę skrobie, a  raczej obiera mango.
   Danna jest malarką, życie na łonie natury skłania ją do całkowitej samodzielności. Sama więc waży  olej kokosowy, sprzedaje suszone wiórki, robi placki z utartej przez siebie mąki, przyrządza farby którymi maluje itp itd. Nie jest totalną outsiderką, od czasu  do czasu nawiedza ludzi których lubi, komunikuje się ze światem, ma telefon, słucha muzyki zasilanej energią z panelu słonecznego....

U zarania jej decyzji leży ( i tu nie będzie niespodzianki) chęć bycia integralną istotą, a nie fragmentem wykalkulowanego systemu, jak odbiera miasto i tzw cywilizowany świat.
 Wiadomo, że z kultury wiele można zaczerpnąć, ale grunt, by ta wiedza miała sensowne podstawy i założenia. Nie powinno się zupełnie odciąć, ale nie też wolno stać się bezwolną ofiarą sztucznie wykreowanych potrzeb.
 Prawda leży u korzeni, nie tworzy się jej. Nie jest imaginacją, jest dana z natury.



Zaintrygował mnie tytuł filmu - 'Galumphing'
W wolnym tłumaczeniu jest to trudna, chaotyczna, pełna niespodzianek droga jaką  się wybiera , ale cały balast odpowiedzialności i niemożliwych do przewidzenia kolei losu staje się w równym stopniu wyzwaniem i dobrą zabawą. Chodzi o umiejętność bycia szczęśliwym gdy pada deszcz i gdy świeci słońce,  takie proste survivalowe carpe diem.
    Bohaterka wcale nie ukrywa, że nie jest łatwo, że sielanka pośród zieleni jest okupiona zmęczeniem i chwilami zwątpienia. Jej sylwetka to rzeźba natury, smukłe mięśnie ciosane fizyczną pracą, dotleniane wieczorną jogą nad urwiskiem. Danna mówi, że każdy potrzebuje kuksańca, bo wtedy można zaznać szczęścia z pozoru błahych powodów.