sobota, 27 września 2014

odchwaszczanie doraźne, bez widoków dalekosieżnych

Uschło blogowe poletko. Trzeba sie przedzierać przez chaszcze czasu i zapomnianych dni.
Tydzień za tygodniem leci ciurkiem, przystaje tylko wtedy kiedy dopada mnie myśl o tej ciągłej zmianie wszechrzeczy, o ustawicznym przekształcaniu krajobrazu życia. Jejku, jaki patos.
 Igor sie zpierwszoklasił. Na razie leniwie, bez napinki, aczkolwiek matematykę już uznał za ulubioną, a religie i w-f ulokował na szarym końcu. Szkoła dotychczas nie przysparza kłopotów, co inne tak. Tata mój mizernieje już półtora miesiąca w szpitalu. Ciężka sprawa, właściwie w tych okolicach moje serce najszybciej bije, a sen nie przychodzi na dobranoc. Namacalny obraz przemijania w ciele bliskiego człowieka, który dysponując godzinami bezczynnego czasu  zaczął liczyć myśli i spostrzeżenia (więc jednak czynność istnieje  - kartezjańska) Ostanio przez telefon powiedział mi, że na świecie panuje równowaga. Zgodziłam sie  z nim, ale nie przestudNiowałam tematu. Przestudniować problem znaczy go zgłębić heh. Raczej jestem powierzchowna, tak, jestem taka.
Kiedyś nawet pomyslałam, że wszystkie wpisy na blogu ( te, wiecie, niby intelektualne) nie dobijały sedna, a były balonikiem wypełnionym helem - śmieszne i nadęte.


Bez kota nie jestem juz sobą;) Kota traktuje jak dziecko. Jest we mnie podobny niepokój jak matki o potomstwo, stwierdzam przeto że istnieje kocierzyństwo. Sam-Julian jest cudownym kawałkiem osierścionego mięska, zjadłabym.


Nie wiem co pisać
na razie