środa, 28 sierpnia 2013

Rower jest wielce ok, rower to jest świat... ze specjalną dedykacją dla męża, który mierzy czas obrotami koła.

Cezik znowu zaskoczył. Tym razem zagrał na szprychach, dzwonkach i ramie.
Kto jeszcze nie zna Cezarego z Gliwic nic straconego -  'klejnuty', albo autorski kanał na Youtubie gwarantują ubaw po pachy, uwielbiam.
Tym razem cover piosenki Janerki sprzed kilku lat.

kul na maksa, ful i ekstra ;)





a  co powiecie o tym:

to sie nazywa talent!





piątek, 16 sierpnia 2013

Dochodzenie

Widział kto, czytał kto?
Ksiażkę czytałam w każdej możliwej przerwie w ciagu doby. Myślę, że została napisana, żeby nieco pokpić z czytelnika, bo choćbyś nie wiem jak łączył, dedukował i przeczuwał to nie rozgryziesz, taki to orzech. No może pod koniec skorupka orzecha zaczęła sie kruszyć, ale wierzcie, tylko po wierzchu, trzeba dodać - po niemal ośmiuset stronach lektury! Kiedy skończyłam ta cegłę z przejęciem ściskać, miałam przez chwilę uczucie wielkiej, łysej polany rozpościerającej sie od potylicy do płata czołowego. Niemożliwa jest ta lektura. Pomijając główny wątek kryminalny, jest o tym co pomiędzy czarnym i białym. Została napisana, żeby zrobić na szaro wszystkich, którzy szukają prostych rozwiązań, ufają pozornie zgranej całości i logicznym, wydawać by się mogło, wnioskom. Ponadto postaci.... nikt tu nie jest takim, jaki sie wydaje, zupełnie jak w życiu...
      Jak juz zbliżałam się do finiszu zaczęłam oglądać duński serial " Forbrydelsen", którego scenariusz, okazało się, stał się kanwą książki.
 Jest moc, powiem wam, jest klimat trzymający w napięciu od pierwszych minut. Według mnie, najlepszy serial sensacyjny ostatnich lat!
Powstało też amerykańskie "The killing", ale coś mnie od tej produkcji odpycha. W porównaniu z pełnokrwistym, niejednoznacznym wydaniem Skandynawów, amerykański remake robi gorsze wrażenie, choć i tak ma licznych zwolenników.
Jeśli ktoś lubi i szuka sensacji w najlepszym wydaniu polecam, i ksiażkę i film, a trzeba dodać, że zakończenie w każdym przypadku jest inne.


poniedziałek, 5 sierpnia 2013

muzyczne przysposobienie do życia w rodzinie

Co mnie najbardziej zaskoczyło na Off-ie ?
Osobiste dziecko!
Zdecydowaliśmy, że drugiego dnia pojedzie z nami. Ryzykowaliśmy marudzenie i inne stękawki, ale okazało sie, że dziecka od strony festiwalowej nie znamy zupełnie, bo niby skąd? Obawy się szybko rozwiały, Igor to muzyczne zwierzę, kipiel radości i potencjał 'ju ken dens';) Cieszę się, że z nami pojechał i zobaczył jak to wygląda.
Od strony muzycznej nie było źle, ale szału też zabrakło. Może dwa zespoły porwały mnie do tańca, jeden dosłownie uśpił na parkiecie..i przyznam, że gdybym miała wyłożyć ze swojego portfela na te cuda, to czułabym niedosyt i lekkie rozczarowanie.
Z innych fajnych rzeczy, które mogą nas spotkać przy takiej okazji to oczywiście ludzie, baaardzo dużo ludzi. W tym Ci dawno nie widziani, spotkani po kilku latach i Ci, których znasz z czytania, np z blogosfery. Pozdrawiam frelkę z którą zamieniłam raptem parę zdań, ale i tak fajnie, że się nadarzyła okazja.
Off naprawdę się rozrósł,  nie spodziewałam się zobaczyć rejestracji samochodowych, od każdego, możliwego sąsiada z Europy i dalszej zagranicy, a usłyszeć żart po niderlandzku - bezcenne.
Parsknęłam słysząc dziś w radio komentarz do festiwalu, że jest kameralny i rodzinny...no dobra, jeśli o rodzinie mowa to wielopokoleniowej i kosmopolitycznej.


dnia pierwszego:



sobotnie objawienie z Azji:




sobota, 3 sierpnia 2013

weekend z alternatywą

"Off Festival jest oczywiście off course. Jeśli chcesz zboczyć z utartego kursu komercji, to tylko w jego stronę. Ja biorę ostry zakręt co roku"


No proszę, wystarczyło tych kilka zdań ( i małe kłamstewko;) w komentarzu, by wygrać dwa karnety na festiwal organizowany przez Rojka. W pracy mi sie wygrało, w końcu jakaś wymierna korzyść oprócz wypłaty. Juz od wczoraj lud oblega sceny, my z L. wybieramy sie dziś i jutro.
 Ciekawa jestem czy i co sie zmieniło od tych kilku lat, bo dawno nie brałam udziału.
 Off wystartował w Mysłowicach, moim rodzinnym mieście, w 2006 roku. Gwiazdy były w większości polskiego formatu, a impreza służyła głównie promowaniu wolontariatu i miała charakter charytatywny. Wtedy, jeszcze bezdzietna, uczestniczyłam w nim na pełnym luzie i z nieposkromioną energią. To było COŚ i dodatkowo tak wygodnie blisko. Potem nadeszły inne czasy, rezygnowaliśmy z przyczyn dziecięcych i innych.
Gdzieś się obiło o oczy, że teraźniejszy OFF zmienia się w imprezkę hipsterską, zjazd zblazowanej młodzieży prosto z wybiegów mody. Cóż, wraz ze wzrostem popularności rzeczy nabierają nowych cech jakościowych, ale stara wiara też się pojawi, więc resztki ducha przeszłości będą nawiedzać.
No i przecież jadę dla muzyki...chociaż szczerze, kojarzę tylko kilka zespołów, ale czy nie o to chodzi, by dać się zaskoczyć.
Życzcie dobrej zabawy!