wtorek, 23 lipca 2013

the Boxer Rebellion

Właśnie zmierzam do pracy, a tu wskakuje taki diament przed nos i wywołuje błysk w oku. Moje wyjście się opóźni.
 Ilu z nas sie tak czuję? Ilu chce odlecieć, oderwać się ...łotewer?

Nowa płyta zapowiada się rewelacyjnie. Myślę, że sam tytuł 'Promisses" niesie zapowiedź spełnienia.



czwartek, 18 lipca 2013

Great Organization of Destiny czyli KTO tu rządzi

Niektórzy nazywają go Prezesem, chociaż tak naprawdę nikt go nie widział. Może być kobietą, lub przybrać jakąkolwiek postać, to przejaw nieograniczonego poczucia humoru. Prezes rządzi i ma plan względem każdego, czy tego chcemy czy nie. Z tej drogi się nie zbacza, a jeśli już coś zaburzy porządek rzeczy, pojawiają się wysłannicy, którzy zawracają na właściwą drogę. Prawdziwy problem pojawia się, kiedy ta przeszkoda w odczuciu człowieka jest darem losu i za żadne skarby nie chce jej stracić z oczu. W taki konflikt z Górą popadł bohater "Władców  umysłów" i zaczął się wyścig z aniołami.
Nie wiadomo, czy to sprawiedliwe czy nie i kto ma rację, ale z Wyższej perspektywy nie czas żałować róż kiedy lasy płoną. Te lasy, to używając słów wielkiego kalibru - dobro ludzkości i takie tam SPRAWY. Dbanie o przydomowy ogródek wydaje się egoistyczne i małostkowe, jest fanaberią, która zaprzepaszcza sukces w większej skali.
      Zakładając istnienie przeznaczenia, to jest ono działką boga, który w jasności umysłu płodzi doskonałe plany i w sumie nie ma tu miejsca na ingerencję z zewnątrz. Z drugiej strony jest też wolna wola, którą nam dał. W filmie okazuje się, że wolna wola pozostała tylko iluzją. Otóż u zarania, w pakiecie startowym, pierwsi ludzie dostali wolność wyboru, ale okazało się, że ten dar ich przerósł i zniszczył. Bóg musiał przejąć pałeczkę na stałe, zrobił nam reset odbijając w umysłach kalkę wolnej woli, kłamstwo które uważamy za prawdę. Odtąd ślizgamy sie po powierzchni podejmując mało znaczące decyzje odnośnie rodzaju pasty do zębów, czy marki samochodu. Łowimy i delektujemy się płotkami, podczas gdy grube ryby sprawują piecze nad tym co najistotniejsze.
Pytanie się pojawia...a co z sercem, które się wyrywa, którym rządzą emocje i pragnienia? Przecież te pobudki nie mogą być z gruntu złe, uczucia też są siłą napędową i zwykle dopadają nas jak bezwolne ofiary. Okazuje sie, że Bóg jest nie tylko mądrością, ale tez miłością i pamięta o cennym serduchu. Grunt to się dogadać, choć lekko nie ma.

Ta fantastyczna konstrukcja rzeczywistości być może nie jest taka dziwaczna, jak się wydaje.  Chylę głowy nad pomysłowością Philipa Dicka (autora opowiadania na kanwie którego powstał film), ruszyła moje zastane komórki. 
Ksiażkę powinnam przeczytać, a do obejrzenia filmu zachęcam.



niedziela, 7 lipca 2013

komunikat

Chociaż używamy do tego głównie słów, to chyba najbardziej klarowna jest forma bezdźwięczna. Gdyby wyłączyć w człowieku fonię wlazłaby na pierwszy plan cała niewerbalna otoczka i dopiero wtedy wiedzielibyśmy co o nim powiedzieć.
Głos ludzki jest najpiękniejszy w odbiorze, gdy staje się melodią....a jeśli przekaz nakłada się na nasze fale to ...

 Czasem szkoda słów.
 Czasem słów trzeba.

Przekazuję na wasze uszy:


poniedziałek, 1 lipca 2013

Punk's not dead



Jadę na noc do Krakowa. Niestety nie na obchód miasta w blasku latarń, a do pracy. W sumie będą dwie noce dreptania między regałami, przestawiania, a w przerwach zagryzanie pizzą i popijanie colą. Czuję niesmak, że nas tak wkopali w ten wyjazd bez możliwości odwołania. Jedyne z czego mogę zrezygnować to z włoskich placków o północy i środków przeczyszczających.
Jeśli nie będę padającą na twarz we wtorek, pospaceruję po rynku z naszyjnikiem aparatu. Może, ale najpewniej zaszyję się w naszym podkrakowskim azylu i tam odeśpię.
Pośród odgłosów piania i szczekania śnić mi się będą konie i kaczki. Odpłynę w pełnym, wiejskim słońcu,  zresztą może nawet chmurzyć, lać, wszystko mi jedno, będę sama.

W domu ciszej. Dziecko wyprawiłam nad morze. Poryczeliśmy się na pożegnanie w autokarze, mięczaki;) Ja wiedziałam, że tak będzie. Twardziele i zgrywusy do ostatniej minuty przed odpaleniem silnika.
 Jest już dobrze, już ogarnia wzrokiem morze, już mu zazdroszczę, przestrzeni, mew i miałkości pod nogami. Ma przywieźć muszelek i nieco opalenizny, bo kobiety lubią brąz.

Ponadto czuję się totalnie olana przez administrację, czy kogoś tam, odpowiedzialnego za uzdatnianie wody. Ciecz, która wypływa ze ściany to od dwóch dni fanta. Do ust takiej nie wezmę, lecz muszę na własne barki. Używam zimnej wody rurzanej, ale mam już dość podskakiwania w wannie.
Co mi jeszcze zaprząta umysł? Pewnie to, że będziemy szczegółowo segregować odpadki.
Szczytny cel choć śmierdzący. Płacić będziemy więcej i dzielić więcej. Mąż od zawsze starał się segregować, ja jestem na bakier. Wypada coś zmienić na lepsze, choć jak wyjdzie w praktyce?
Kupujemy więcej koszy do celowania .... szklane butelki do zielonego? obierki do żółtego? a z kubków po jogurtach zrobimy danonkowe monstra.
 Ciekawa tez jestem reakcji na osiedlu.  Czy kobietą małej wiary jestem, czy zaskoczą mnie sąsiedzi? Może mam złe doświadczenia, ale widzę na każdym kroku, że nam sie nie chce.
 Bo to przecież rewolucja na lokalnym podwórku, trzeba się więcej trudzić (cóż, że dla środowiska, dla siebie) a jeśli obywatel się wypnie, będą sankcje.
Wszystko się okaże.