poniedziałek, 24 czerwca 2013

Wczoraj miałam niespokojny wieczór z kołtunem niespokojnych myśli. Czuję się przez nie splątana, a przez szczeliny ulatuje siła, energia i spokój. Zaczynam szukać tej siły i spokoju poza sobą i znajduję mentalną sukienkę w kolorze krwi. Znajduję tez splatane gałęzie, drzewa, skały i piach. Czasami, żeby odnaleźć w sobie lepsze miejsce, muszę podążyć czyimś śladem.
Ścieżek jest wiele, to może być, zwyczajnie, piosenka.



z pozdrowieniami dla wszystkich, którzy czują się podobnie i potrzebują podobnego lekarstwa.

wtorek, 18 czerwca 2013

babie lato czyli moje też





Ach jak przyjemnie. Za oknem ktoś ciupie (siekierką?) drzewa szeleszczą.
 Zamykam oczy i przenoszę się do  domku na skraju lasu, to spa-niały domek.
Wokół dużo cienia, kęp soczystych paproci bez kleszczy, komary wyfrunęły do zimnych krajów.
 Na środku polany szeroki pień, a na nim talerz z chrupiącą mizerią. Jest też gumowa katapulta, która bezpiecznie wystrzeliwuje na wierzchołek drzewa pokrytego antypoślizgową korą.  Stąd widać cały świat, szczeliny w chińskim murze, oblicza z wysp wielkanocnych i rdzawy bochen ayers rock. Potem zeskakuję na trampolinę grubego mchu, biorę łódź pod pachę i wypływam na sam środek jeziora, które pojawia się znikąd. Tafla gładka jak pupcia niemowlęcia i tylko na obrzeżach zarost sitowia....wyciągam rękę i głaszczę.
Kołysana przez wodę obserwuję oswojone kaczki, gęsi, latające ryby w kolorze opalizującego turkusu. Łagodne słońce podaje promień na zgodę..ech...   A Polish Dream

Ale na serca dnie leży niebieski. Jak coś jest zachwycająco piękne, to wydaje się wręcz niemożliwe. Nieokreślony smuteczek pojawia się kiedy doświadczasz cudu.



na serca dnie niebieski kolor jest czy tego chcesz czy nie
i nie bój się
nikt tak jak ja szczęścia nie rozumie





Na chodnikach resztki dywanu z topolowej wełny.
Babie lato, moje lato. Lato kobiet.
W centrum pokoju cyrk much, szalony berek bez bzyczenia, a mnie się nigdzie nie spieszy.
 Jestem wolna, zawsze, ale teraz też mam nieograniczoną wolę z racji urlopu. Nigdzie nie wyjeżdżam, nie będzie mórz wzgórz ni oceanów.
 Zbieram ubrania, które wymagają poprawek krawcowej, zbieram sie do otworzenia pudła z akrylami..może namaluje swoja żywą naturę z przewagą niebieskich migdałów.

Byłoby pięknie wyjść na balkon i zobaczyć znowu morze, no to wychodzę...
pa





poniedziałek, 10 czerwca 2013

BUM ! tarara

Ostatnio wpadła mi w ręce bomba, nie było spektakularnego wybuchu, ale nieco zaiskrzyło.
Niby mnie ten hajlajf  ni ziębi ni grzeje, ale coś niecoś wiem, dociera do mnie pomimo.
 Przeczytałam naprędce ( czyta się błyskawicznie) albowiem chciałam skonfrontować swoje wyobrażenia z wiedzą medialnego omnibusa czyli Karoliny Korwin Piotrowskiej. Do tej pani mam stosunek obojętny, bo nie wiem za co ją lubić, ale uważam że dobrze w tym światku funkcjonuje, robi to z głowa i dystansem. Jest kontrowersyjna, jak gwiazdki w które celuje, może za bardzo się jara krytyką medialnego pustostanu, ale w sumie dobrze, że jest taki ktoś.  Jedno mnie z nią na pewno łączy, jesteśmy fankami Nosowskiej - jako artystki i człowieka po prostu, no i okazało się, że podobne mamy odczucia do owych 'światowców'.
W sumie to czytadło jest fajnym detoksem na zalewającą falę badziewia z brukowców. Coś z krwi, kości i ostrej przyprawy, nie ociekającego przy tym jadem, jak mogłoby sie wydawać.  Piotrowska jest często ciocią dobra rada, dostrzega potencjał, podaje wskazówki.
 Subiektywne to na pewno, ale szczere, do tego bezpretensjonalny język i luz.
Dla pełniejszego obrazu celebrytów można przeczytać - raz wystarczy.

                                                   (zdjątko z netu)