poniedziałek, 1 lipca 2013

Punk's not dead



Jadę na noc do Krakowa. Niestety nie na obchód miasta w blasku latarń, a do pracy. W sumie będą dwie noce dreptania między regałami, przestawiania, a w przerwach zagryzanie pizzą i popijanie colą. Czuję niesmak, że nas tak wkopali w ten wyjazd bez możliwości odwołania. Jedyne z czego mogę zrezygnować to z włoskich placków o północy i środków przeczyszczających.
Jeśli nie będę padającą na twarz we wtorek, pospaceruję po rynku z naszyjnikiem aparatu. Może, ale najpewniej zaszyję się w naszym podkrakowskim azylu i tam odeśpię.
Pośród odgłosów piania i szczekania śnić mi się będą konie i kaczki. Odpłynę w pełnym, wiejskim słońcu,  zresztą może nawet chmurzyć, lać, wszystko mi jedno, będę sama.

W domu ciszej. Dziecko wyprawiłam nad morze. Poryczeliśmy się na pożegnanie w autokarze, mięczaki;) Ja wiedziałam, że tak będzie. Twardziele i zgrywusy do ostatniej minuty przed odpaleniem silnika.
 Jest już dobrze, już ogarnia wzrokiem morze, już mu zazdroszczę, przestrzeni, mew i miałkości pod nogami. Ma przywieźć muszelek i nieco opalenizny, bo kobiety lubią brąz.

Ponadto czuję się totalnie olana przez administrację, czy kogoś tam, odpowiedzialnego za uzdatnianie wody. Ciecz, która wypływa ze ściany to od dwóch dni fanta. Do ust takiej nie wezmę, lecz muszę na własne barki. Używam zimnej wody rurzanej, ale mam już dość podskakiwania w wannie.
Co mi jeszcze zaprząta umysł? Pewnie to, że będziemy szczegółowo segregować odpadki.
Szczytny cel choć śmierdzący. Płacić będziemy więcej i dzielić więcej. Mąż od zawsze starał się segregować, ja jestem na bakier. Wypada coś zmienić na lepsze, choć jak wyjdzie w praktyce?
Kupujemy więcej koszy do celowania .... szklane butelki do zielonego? obierki do żółtego? a z kubków po jogurtach zrobimy danonkowe monstra.
 Ciekawa tez jestem reakcji na osiedlu.  Czy kobietą małej wiary jestem, czy zaskoczą mnie sąsiedzi? Może mam złe doświadczenia, ale widzę na każdym kroku, że nam sie nie chce.
 Bo to przecież rewolucja na lokalnym podwórku, trzeba się więcej trudzić (cóż, że dla środowiska, dla siebie) a jeśli obywatel się wypnie, będą sankcje.
Wszystko się okaże.





2 komentarze:

  1. Krakowa zazdroszczę, nawet pomiędzy regałami, bo im bliżej tego miasta, to coś tam wiruje...
    Osobne wakacje mam przed sobą jeszcze, a segregacja na moim podwórku to moja działka:)

    OdpowiedzUsuń
  2. woda rurzana - piękne określenie ;)

    OdpowiedzUsuń