wtorek, 3 grudnia 2013

grzejemy

znowu czas mnie nadgryzł
ten czas co ma zęby nieliche
a wszystko przez ten kaloryfer
jak to jest, że nieoczekiwanie, centralne ogrzewanie tak splata mi się z przemijaniem



zaszroniło i ziębi
Na dnie kubka po wypitej rozpuszczalnej zawsze pozostaje osad. Czuję na języku proszek, a kiedy skręcam szyję, w środku chrupie jakaś zaschnięta żyłka.
 Kręgosłup ( w tym moralny) siada, mówię mu rusz się, nie stygnij, dźwigaj.
 Nie reaguje. Jak się spinam, on też. Oj, narosło różnego badziewia w głowie, różnymi badziewiami przyszło się trapić. Starzeję się, czyżby?

Życzę sobie i każdemu, żeby się nie starzał, a jedynie dojrzewał.

Starzeniu się podlega każde zwierzę. Dojrzewanie jest przywilejem istot ludzkich. Dojrzewanie oznacza głębsze wchodzenie w życie i wnikanie w siebie. Osho.

Ludzie myślą, że zestarzeć się znaczy dojrzeć, nic bardziej mylnego. Każdy będzie stary fizycznie, ale niekoniecznie dojrzały psychicznie. Dojrzałość pochodzi ze świadomości, a starzenie to brak wniosków i mechaniczne powtarzanie tych samych błędów.
Niby takie pitu pitu?
Uświadomiłam sobie, że moje życie toczy się po okręgu. Raz za razem się złoszczę, raz za razem żałuję i podejmuję decyzję by się nie złościć, i klapa, i powtórka z marnej rozrywki.

Moim końcorocznym postanowieniem staje się  - Ucz się, kobieto dorosła, na błędach.
Możecie mi tego życzyć - żeby się udało w końcu PRZEŻYWAĆ świadomie to badziewie, bez repleya. Żeby mój system trawienny zadziałał. Dziękuję.

niedziela, 24 listopada 2013

sobota, 9 listopada 2013

Próbka góralskiego feminizmu

W jednym z bielskich jarzyniaków dorabiała grosza pewna nastolatka. Mieszkała z rodzicami, ale codziennie pakowała do reklamówki chleb, serek topiony, jakieś pomidory i zanosiła swojej babci mieszkającej przy szlaku na Klimczok. Baśka lubiła babcię, nie lubiła facetów. Pod barem
"Wypitka" zwykł wypatrywać jej wymoczek o ksywie Wilku. Wilku miał krzywy zgryz i jego kły wyprzedzały siekacze. Patrzył na Baśkę jakby chciał ją pożreć wzrokiem. Baśka zaś nie mogła na to patrzeć i chowała głowę pod kapturem dresu. Jedyne co miała czerwone to właśnie ten spłowiały dres i rumieńce kiedy wspinała się po górach. Ogólnie ubierała się na czarno i była blada, ale nie z przejęcia, bo raczej się nie przejmowała, niczym.
Imponowała jej babcia Martyna, jej siwy warkocz do pasa, długi jak wspomnienie taterniczej młodości. Baśka tez chciała zajść wysoko, roiła jej się w głowie powtórka z misji Martyny i niezależność na  życiowej ścieżce. Wilku nie miał o tym bladego pojęcia kiedy upijał się jej widokiem, browarami i poczuciem przyszłej wygranej.
 To był pierwszy i ostatni raz kiedy zdarzyło mu się zaczaić na Baśkę w lesie, gdy robiła zwyczajową rundkę. Wyskoczył zza drzew, jednak nogą zahaczył o wystający korzeń i runął przed dziewczęciem jak długi. Baśka nie dała się zaskoczyć, drwiąco uniosła kąciki i spytała -Na łowach?
 Zamroczony guzem i potrójną dawką chmielu Wilku wyrzęził - Chcem, żebyś ze mną chodziła!
Od......liło ci !?  - uniosła brew, ale w sumie okoliczności były zabawne i postanowiła je wykorzystać - Dobra, to wstań i chodź ze mną, a będę z tobą szła.
Kudłacz się ogarnął  i wywalił jęzor jak wierny pies. Wspinali się, wspinali, jedno na dwóch, drugie na czterech kończynach, aż w końcu Wilka całkiem opuściły siły i zawył za przodowniczką - Nie moooogę juuuż!
 Baśka spojrzała na konary drzew, zaćmiła papierosa, wciągnęła smugę dymu i zapach zmurszałych jesiennych liści, a potem wyrzuciła z siebie powietrze - To do budy!
Wilku skulił się, a ślina która tak mu ciekła na widok Barbary nagle zaczęła bulgotać i wyparowywać. Dziwna rzecz zadziała się w jego trzewiach, zaczął goreć i puszczać dym uszami. To był ogień porażki. Nie podejrzewał że to możliwe, ale cała duma uchodziła z niego porami, a on sam spalał ze wstydu na proch.
 Kiedy było już po wszystkim, nagły wiatr wzniecił popioły, które dziewczyna w czerwonym kapturze wciągnęła nosem jak pierwszorzędną kokainę i ruszyła na spotkanie ze swoim alter ego.


Wycieczka na Szyndzielnię. Zdjęcia - Monika














środa, 6 listopada 2013

Wycieczka fakultatywna czyli jak po drodze przechodzi ludzkie pojęcie

Życie leniwie się toczy, lecz często toczy się, powiedzmy, 50 na godzinę w nazbyt licznym, jak na mój gust towarzystwie. Lubię podróżować, z wyjątkiem wycieczek na trasie dom-praca praca-dom. Przecieram ten szlak do bólu i powinien być już gładziutki, jednak wciąż ze mną zadziera za sprawą czynnika ludzkiego, którego zmienność gwarantuje niezmiennie bogactwo doznań.
    Nie lubię. Po prostu nie lubię i już.
 Wczoraj jechałam takim autobiustem z księżniczką. To był gatunek tych piszczących księzniczek, z przypadłością nieskoordynowanych ruchów gałek ocznych, co się lubią wywracać w różne strony.
 Księżniczka była wymuskana i bardzo nowoczesna, trzymała przy uchu błyszczący gadżet do nawiązywania kontaktu z królestwem. Mówiła oczywiście baaardzo głośno i wyraźnie, żeby podróżujący plebs wiedział, co się na zamku wyprawia.
Wszyscy przekonaliśmy sie szybko, że dzieje się źle. Tylko, że emocjonujące telenowele, choćby z diamentowych pałaców się przejadły, mnie osobiście zaczęło się odbijać po kilku minutach. Jeden pan z naprzeciwka w końcu mocno beknął i wywalił co miał na wątrobie, albo mieliśmy prawie wszyscy. Jej wysokość wybaczy, ale wolelibyśmy uniknąć wtajemniczania w sekrety i rozumiemy, że życiowe ziarnko grochu daje w kość, ale niech je rozłupuje w zaciszu alkowy.
Nastąpił wielki FOCH, że król jest głuchy i ona musi z nim głośno rozmawiać i że co pana to obchodzi. Oczywiscie nie obchodziło nas nic, ale byliśmy siłą rzeczy zmuszani.
Następnie w gęstym powietrzu zawisło mnóstwo odniesień do kultury osobistej, wyczucia i taktu, przy czym ja siedziałam jak trusia, a kilku obecnych nie wytrzymało.
Skończyło się na sentencji z rózowych ust -" Proszę pana, to pan jest niekulturalny, bo gdyby pan był kulturalny, to by pan mnie TOLEROWAŁ"
 o żesz ;)
W tym momencie machnęło wiele rąk.
Cóż, 'wysoko urodzeni' w pewnych okolicznościach nie dostrzegają żadnych granic.


poniedziałek, 4 listopada 2013

Może ktoś jeszcze nie zna, a teraz pozna i sie zaciekawi




Na pewno niejeden z was człowieki, miał lub ma marzenia na jawie, na przykład, że jest kimś znanym i utalentowanym. Macie tak, czy tylko mnie bajki w głowie?;) Gdybym umiała ładnie śpiewać i być dodatkowo urodziwą, to bym chciała tak to robić i wyglądać jak Anna C.
Annę Calvi porównuje się do PJ Harvey i coś w tym jest. Obie mają charyzmę, obie trzymają w rękach gitarę, momentami nawet wokalnie brzmią podobnie.








 Kiedy jednak patrzę na Calvi i jej występy mam jednoznaczne skojarzenia z tajemniczą i nieokiełznana siłą.  Anna  robi na mnie wrażenie eleganckiej damy, która pod czerwonym jedwabiem skrywa jakiś mroczny sekret. Ten sceniczny image na pewno nie urwał sie z sufitu, a w połaczeniu z muzyką gwarantuje bogactwo doznań i namacalna, gęsią skórkę.
 Przypominacie sobie Miasteczko Twin Peaks albo inne Desperados?! No jasne.






 W tym roku ta młoda wokalistka wydała kolejny album "One breath".
 Coś w tej muzyce ciągnie na dno, połyka i odbiera powietrze. Kiedy się jednak osiądzie w ciemności czuć pod rękami aksamit do którego przywierasz i natychmiast przestajesz się bać. Dziwne, że muzyka ma w sobie tyle ognia , a ja mam skojarzenia z bezkresnym oceanem. Wiele wulkanów wybucha pod wodą.








(zdjęcie z internetu)

poniedziałek, 30 września 2013

cykl pięciu przemian, czyli jak sie nie sparzyć by móc zacząć rozkwitać

Niedawno brałam udział w ciekawym wykładzie na temat tego jak mądrość wschodu wzbogaca cywilizację zachodnią. Wzbogaca bez dwóch zdań, a jednak chciałabym napisać więcej.
Inspiracją tego spotkania była Księga 'I Ching'  która tłumaczy zasadę pięciu przemian. "I Ching" to obszerne dzieło rangi Biblii czy Koranu, jednak inspirowane naturą - gromadzi wiedzę z obserwacji przyrody i wykorzystuje ją na drodze wiodącej do samopoznania i samorealizacji.

Wszelkie osiągnięcia ludzkiej myśli się komercjalizuje. Czasami podaje się je w formie ezoterycznej papki, ale przekuwa też w pragmatyczne działanie. Zasada pięciu elementów ma przede wszystkim praktyczne zastosowanie. Chyba najpopularniejsze, o którym mogliście słyszeć, to zastosowanie w kuchni, ale to tylko jedna z płaszczyzn.
Ogólnie chodzi o równowagę pięciu pierwiastków, które tworzą potencjał żywego organizmu, a które wzajemnie na siebie wpływają, kontrolują i uzupełniają.
Życie podlega nieustannej przemianie, sęk w tym, by nie działać wbrew naturalnemu porządkowi a to pociągnie za sobą harmonijny rozwój.  Wiadomo - coś się rodzi, rośnie, ma wrodzone umiejętności, wydaje owoce, ugruntowuje wartość, zdobywa doświadczenia, dzieli się nimi, z czasem słabnie, obumiera, ale cykl się powtarza.
To w  wielkim skrócie. Choć na pewno znajdą się inne rzetelne źródła, ja podstawową wiedzę zaczerpnęłam tu: http://lukaszzawora.pl/   i tu   www.umysl.pl



W trakcie wykładu-rozmowy, która rozkręcała się proporcjonalnie do zadawanych pytań, wyjawiłam swoje odczucie jakobym była zapętloną w myśleniu istotą.
Ogólnie myślenie (postrzegane przez Chińczyków jako emocje) jest przypisywane ziemskiemu żywiołowi, więc zaszufladkowałam siebie jako przyziemną istotę poddaną torturze ciągłych rozważań;) Prowadzący rozproszył te przypuszczenia i po sposobie mojego zachowania,  wypowiedzi, wyglądu stwierdził, że przeważa we mnie pierwiastek ognia. Ogień to siła, żywiołowość, intuicja.  Myślę, że to zupełnie jak z określaniem temperamentu ..sangwinik vs melancholik., tylko na wschodnią nutę.

Może być tak, że swoją energią karmię ziemię czyli myśli, jednak by móc zacząć działać (drzewo) muszę myśli wpierw przetworzyć w istotne dla mnie wartości, uświadomić sobie cele (metal), potem zaufać sobie (woda)...by przejść do działania (drewno) czyli na początek cyklu. Skomplikowane? eee tam..;)

Przemiany Drewno Ogień Ziemia Metal Woda
Fazy rozwoju człowieka Narodziny, rozwój podstawowych cech dziecka: twórczość, spontaniczność, tolerancja, wielkoduszność, otwartość na świat. Negatywne warunki powodują: sztywność, gniew, napięcia fizyczne i ograniczenia emocjonalne. Rozwój inteligencji, wiedzy, intuicji, duchowej jasności dają podstawę radości życia i duchowego rozwoju. Wyciąganie lekcji z doświadczeń, uzyskiwanie wewnętrznej i zewnętrznej stabilności. W negatywnym aspekcie brak jest zdolności przekształcenia idei w rzeczywistość. Dojrzałość i doświadczenie czynią człowieka sprawiedliwym i realnym, zaczynamy być świadomymi samych siebie, rodzi się aktywne współczucie, coraz silniejsza potrzeba czynienia czegoś dla innych. Mądry człowiek daje gdyż wie, że dawanie czyni bogatym. Rozwija się mądrość i aktywne współczucie. Z zaufania do nieograniczonego potencjału przestrzeni i własnego umysłu powstaje zrozumienie, że umysłu nie można zniszczyć. Owocem tego poznania jest nieustraszoność. Natomiast strach jest psychologicznym wyrazem słabej przemiany Wody.


Podoba mi się to spojrzenie. Można je zastosować w każdej dziedzinie życia.
Autor wykładu opisał jej funkcjonowanie na polu biznesowym, tłumacząc jak powinna działać firma by mieć szansę na sukces. Mnie akurat ten wątek nie pociąga, ale wszystko inne tak:)




























poniedziałek, 9 września 2013

zagadka z zerówki

Kto zna odpowiedż na poniższe zadanie uprzejmie proszony o podzielenie się.
 Dla nas to coś w stylu zen jak -' cofam się idąc naprzód'  po prostu dziura w mózgu, impas i ręce na głowie
 Boję się, czy jestem aż tak głupia, mniej niż zerówka ?;)


środa, 28 sierpnia 2013

Rower jest wielce ok, rower to jest świat... ze specjalną dedykacją dla męża, który mierzy czas obrotami koła.

Cezik znowu zaskoczył. Tym razem zagrał na szprychach, dzwonkach i ramie.
Kto jeszcze nie zna Cezarego z Gliwic nic straconego -  'klejnuty', albo autorski kanał na Youtubie gwarantują ubaw po pachy, uwielbiam.
Tym razem cover piosenki Janerki sprzed kilku lat.

kul na maksa, ful i ekstra ;)





a  co powiecie o tym:

to sie nazywa talent!





piątek, 16 sierpnia 2013

Dochodzenie

Widział kto, czytał kto?
Ksiażkę czytałam w każdej możliwej przerwie w ciagu doby. Myślę, że została napisana, żeby nieco pokpić z czytelnika, bo choćbyś nie wiem jak łączył, dedukował i przeczuwał to nie rozgryziesz, taki to orzech. No może pod koniec skorupka orzecha zaczęła sie kruszyć, ale wierzcie, tylko po wierzchu, trzeba dodać - po niemal ośmiuset stronach lektury! Kiedy skończyłam ta cegłę z przejęciem ściskać, miałam przez chwilę uczucie wielkiej, łysej polany rozpościerającej sie od potylicy do płata czołowego. Niemożliwa jest ta lektura. Pomijając główny wątek kryminalny, jest o tym co pomiędzy czarnym i białym. Została napisana, żeby zrobić na szaro wszystkich, którzy szukają prostych rozwiązań, ufają pozornie zgranej całości i logicznym, wydawać by się mogło, wnioskom. Ponadto postaci.... nikt tu nie jest takim, jaki sie wydaje, zupełnie jak w życiu...
      Jak juz zbliżałam się do finiszu zaczęłam oglądać duński serial " Forbrydelsen", którego scenariusz, okazało się, stał się kanwą książki.
 Jest moc, powiem wam, jest klimat trzymający w napięciu od pierwszych minut. Według mnie, najlepszy serial sensacyjny ostatnich lat!
Powstało też amerykańskie "The killing", ale coś mnie od tej produkcji odpycha. W porównaniu z pełnokrwistym, niejednoznacznym wydaniem Skandynawów, amerykański remake robi gorsze wrażenie, choć i tak ma licznych zwolenników.
Jeśli ktoś lubi i szuka sensacji w najlepszym wydaniu polecam, i ksiażkę i film, a trzeba dodać, że zakończenie w każdym przypadku jest inne.


poniedziałek, 5 sierpnia 2013

muzyczne przysposobienie do życia w rodzinie

Co mnie najbardziej zaskoczyło na Off-ie ?
Osobiste dziecko!
Zdecydowaliśmy, że drugiego dnia pojedzie z nami. Ryzykowaliśmy marudzenie i inne stękawki, ale okazało sie, że dziecka od strony festiwalowej nie znamy zupełnie, bo niby skąd? Obawy się szybko rozwiały, Igor to muzyczne zwierzę, kipiel radości i potencjał 'ju ken dens';) Cieszę się, że z nami pojechał i zobaczył jak to wygląda.
Od strony muzycznej nie było źle, ale szału też zabrakło. Może dwa zespoły porwały mnie do tańca, jeden dosłownie uśpił na parkiecie..i przyznam, że gdybym miała wyłożyć ze swojego portfela na te cuda, to czułabym niedosyt i lekkie rozczarowanie.
Z innych fajnych rzeczy, które mogą nas spotkać przy takiej okazji to oczywiście ludzie, baaardzo dużo ludzi. W tym Ci dawno nie widziani, spotkani po kilku latach i Ci, których znasz z czytania, np z blogosfery. Pozdrawiam frelkę z którą zamieniłam raptem parę zdań, ale i tak fajnie, że się nadarzyła okazja.
Off naprawdę się rozrósł,  nie spodziewałam się zobaczyć rejestracji samochodowych, od każdego, możliwego sąsiada z Europy i dalszej zagranicy, a usłyszeć żart po niderlandzku - bezcenne.
Parsknęłam słysząc dziś w radio komentarz do festiwalu, że jest kameralny i rodzinny...no dobra, jeśli o rodzinie mowa to wielopokoleniowej i kosmopolitycznej.


dnia pierwszego:



sobotnie objawienie z Azji:




sobota, 3 sierpnia 2013

weekend z alternatywą

"Off Festival jest oczywiście off course. Jeśli chcesz zboczyć z utartego kursu komercji, to tylko w jego stronę. Ja biorę ostry zakręt co roku"


No proszę, wystarczyło tych kilka zdań ( i małe kłamstewko;) w komentarzu, by wygrać dwa karnety na festiwal organizowany przez Rojka. W pracy mi sie wygrało, w końcu jakaś wymierna korzyść oprócz wypłaty. Juz od wczoraj lud oblega sceny, my z L. wybieramy sie dziś i jutro.
 Ciekawa jestem czy i co sie zmieniło od tych kilku lat, bo dawno nie brałam udziału.
 Off wystartował w Mysłowicach, moim rodzinnym mieście, w 2006 roku. Gwiazdy były w większości polskiego formatu, a impreza służyła głównie promowaniu wolontariatu i miała charakter charytatywny. Wtedy, jeszcze bezdzietna, uczestniczyłam w nim na pełnym luzie i z nieposkromioną energią. To było COŚ i dodatkowo tak wygodnie blisko. Potem nadeszły inne czasy, rezygnowaliśmy z przyczyn dziecięcych i innych.
Gdzieś się obiło o oczy, że teraźniejszy OFF zmienia się w imprezkę hipsterską, zjazd zblazowanej młodzieży prosto z wybiegów mody. Cóż, wraz ze wzrostem popularności rzeczy nabierają nowych cech jakościowych, ale stara wiara też się pojawi, więc resztki ducha przeszłości będą nawiedzać.
No i przecież jadę dla muzyki...chociaż szczerze, kojarzę tylko kilka zespołów, ale czy nie o to chodzi, by dać się zaskoczyć.
Życzcie dobrej zabawy!








wtorek, 23 lipca 2013

the Boxer Rebellion

Właśnie zmierzam do pracy, a tu wskakuje taki diament przed nos i wywołuje błysk w oku. Moje wyjście się opóźni.
 Ilu z nas sie tak czuję? Ilu chce odlecieć, oderwać się ...łotewer?

Nowa płyta zapowiada się rewelacyjnie. Myślę, że sam tytuł 'Promisses" niesie zapowiedź spełnienia.



czwartek, 18 lipca 2013

Great Organization of Destiny czyli KTO tu rządzi

Niektórzy nazywają go Prezesem, chociaż tak naprawdę nikt go nie widział. Może być kobietą, lub przybrać jakąkolwiek postać, to przejaw nieograniczonego poczucia humoru. Prezes rządzi i ma plan względem każdego, czy tego chcemy czy nie. Z tej drogi się nie zbacza, a jeśli już coś zaburzy porządek rzeczy, pojawiają się wysłannicy, którzy zawracają na właściwą drogę. Prawdziwy problem pojawia się, kiedy ta przeszkoda w odczuciu człowieka jest darem losu i za żadne skarby nie chce jej stracić z oczu. W taki konflikt z Górą popadł bohater "Władców  umysłów" i zaczął się wyścig z aniołami.
Nie wiadomo, czy to sprawiedliwe czy nie i kto ma rację, ale z Wyższej perspektywy nie czas żałować róż kiedy lasy płoną. Te lasy, to używając słów wielkiego kalibru - dobro ludzkości i takie tam SPRAWY. Dbanie o przydomowy ogródek wydaje się egoistyczne i małostkowe, jest fanaberią, która zaprzepaszcza sukces w większej skali.
      Zakładając istnienie przeznaczenia, to jest ono działką boga, który w jasności umysłu płodzi doskonałe plany i w sumie nie ma tu miejsca na ingerencję z zewnątrz. Z drugiej strony jest też wolna wola, którą nam dał. W filmie okazuje się, że wolna wola pozostała tylko iluzją. Otóż u zarania, w pakiecie startowym, pierwsi ludzie dostali wolność wyboru, ale okazało się, że ten dar ich przerósł i zniszczył. Bóg musiał przejąć pałeczkę na stałe, zrobił nam reset odbijając w umysłach kalkę wolnej woli, kłamstwo które uważamy za prawdę. Odtąd ślizgamy sie po powierzchni podejmując mało znaczące decyzje odnośnie rodzaju pasty do zębów, czy marki samochodu. Łowimy i delektujemy się płotkami, podczas gdy grube ryby sprawują piecze nad tym co najistotniejsze.
Pytanie się pojawia...a co z sercem, które się wyrywa, którym rządzą emocje i pragnienia? Przecież te pobudki nie mogą być z gruntu złe, uczucia też są siłą napędową i zwykle dopadają nas jak bezwolne ofiary. Okazuje sie, że Bóg jest nie tylko mądrością, ale tez miłością i pamięta o cennym serduchu. Grunt to się dogadać, choć lekko nie ma.

Ta fantastyczna konstrukcja rzeczywistości być może nie jest taka dziwaczna, jak się wydaje.  Chylę głowy nad pomysłowością Philipa Dicka (autora opowiadania na kanwie którego powstał film), ruszyła moje zastane komórki. 
Ksiażkę powinnam przeczytać, a do obejrzenia filmu zachęcam.



niedziela, 7 lipca 2013

komunikat

Chociaż używamy do tego głównie słów, to chyba najbardziej klarowna jest forma bezdźwięczna. Gdyby wyłączyć w człowieku fonię wlazłaby na pierwszy plan cała niewerbalna otoczka i dopiero wtedy wiedzielibyśmy co o nim powiedzieć.
Głos ludzki jest najpiękniejszy w odbiorze, gdy staje się melodią....a jeśli przekaz nakłada się na nasze fale to ...

 Czasem szkoda słów.
 Czasem słów trzeba.

Przekazuję na wasze uszy:


poniedziałek, 1 lipca 2013

Punk's not dead



Jadę na noc do Krakowa. Niestety nie na obchód miasta w blasku latarń, a do pracy. W sumie będą dwie noce dreptania między regałami, przestawiania, a w przerwach zagryzanie pizzą i popijanie colą. Czuję niesmak, że nas tak wkopali w ten wyjazd bez możliwości odwołania. Jedyne z czego mogę zrezygnować to z włoskich placków o północy i środków przeczyszczających.
Jeśli nie będę padającą na twarz we wtorek, pospaceruję po rynku z naszyjnikiem aparatu. Może, ale najpewniej zaszyję się w naszym podkrakowskim azylu i tam odeśpię.
Pośród odgłosów piania i szczekania śnić mi się będą konie i kaczki. Odpłynę w pełnym, wiejskim słońcu,  zresztą może nawet chmurzyć, lać, wszystko mi jedno, będę sama.

W domu ciszej. Dziecko wyprawiłam nad morze. Poryczeliśmy się na pożegnanie w autokarze, mięczaki;) Ja wiedziałam, że tak będzie. Twardziele i zgrywusy do ostatniej minuty przed odpaleniem silnika.
 Jest już dobrze, już ogarnia wzrokiem morze, już mu zazdroszczę, przestrzeni, mew i miałkości pod nogami. Ma przywieźć muszelek i nieco opalenizny, bo kobiety lubią brąz.

Ponadto czuję się totalnie olana przez administrację, czy kogoś tam, odpowiedzialnego za uzdatnianie wody. Ciecz, która wypływa ze ściany to od dwóch dni fanta. Do ust takiej nie wezmę, lecz muszę na własne barki. Używam zimnej wody rurzanej, ale mam już dość podskakiwania w wannie.
Co mi jeszcze zaprząta umysł? Pewnie to, że będziemy szczegółowo segregować odpadki.
Szczytny cel choć śmierdzący. Płacić będziemy więcej i dzielić więcej. Mąż od zawsze starał się segregować, ja jestem na bakier. Wypada coś zmienić na lepsze, choć jak wyjdzie w praktyce?
Kupujemy więcej koszy do celowania .... szklane butelki do zielonego? obierki do żółtego? a z kubków po jogurtach zrobimy danonkowe monstra.
 Ciekawa tez jestem reakcji na osiedlu.  Czy kobietą małej wiary jestem, czy zaskoczą mnie sąsiedzi? Może mam złe doświadczenia, ale widzę na każdym kroku, że nam sie nie chce.
 Bo to przecież rewolucja na lokalnym podwórku, trzeba się więcej trudzić (cóż, że dla środowiska, dla siebie) a jeśli obywatel się wypnie, będą sankcje.
Wszystko się okaże.





poniedziałek, 24 czerwca 2013

Wczoraj miałam niespokojny wieczór z kołtunem niespokojnych myśli. Czuję się przez nie splątana, a przez szczeliny ulatuje siła, energia i spokój. Zaczynam szukać tej siły i spokoju poza sobą i znajduję mentalną sukienkę w kolorze krwi. Znajduję tez splatane gałęzie, drzewa, skały i piach. Czasami, żeby odnaleźć w sobie lepsze miejsce, muszę podążyć czyimś śladem.
Ścieżek jest wiele, to może być, zwyczajnie, piosenka.



z pozdrowieniami dla wszystkich, którzy czują się podobnie i potrzebują podobnego lekarstwa.

wtorek, 18 czerwca 2013

babie lato czyli moje też





Ach jak przyjemnie. Za oknem ktoś ciupie (siekierką?) drzewa szeleszczą.
 Zamykam oczy i przenoszę się do  domku na skraju lasu, to spa-niały domek.
Wokół dużo cienia, kęp soczystych paproci bez kleszczy, komary wyfrunęły do zimnych krajów.
 Na środku polany szeroki pień, a na nim talerz z chrupiącą mizerią. Jest też gumowa katapulta, która bezpiecznie wystrzeliwuje na wierzchołek drzewa pokrytego antypoślizgową korą.  Stąd widać cały świat, szczeliny w chińskim murze, oblicza z wysp wielkanocnych i rdzawy bochen ayers rock. Potem zeskakuję na trampolinę grubego mchu, biorę łódź pod pachę i wypływam na sam środek jeziora, które pojawia się znikąd. Tafla gładka jak pupcia niemowlęcia i tylko na obrzeżach zarost sitowia....wyciągam rękę i głaszczę.
Kołysana przez wodę obserwuję oswojone kaczki, gęsi, latające ryby w kolorze opalizującego turkusu. Łagodne słońce podaje promień na zgodę..ech...   A Polish Dream

Ale na serca dnie leży niebieski. Jak coś jest zachwycająco piękne, to wydaje się wręcz niemożliwe. Nieokreślony smuteczek pojawia się kiedy doświadczasz cudu.



na serca dnie niebieski kolor jest czy tego chcesz czy nie
i nie bój się
nikt tak jak ja szczęścia nie rozumie





Na chodnikach resztki dywanu z topolowej wełny.
Babie lato, moje lato. Lato kobiet.
W centrum pokoju cyrk much, szalony berek bez bzyczenia, a mnie się nigdzie nie spieszy.
 Jestem wolna, zawsze, ale teraz też mam nieograniczoną wolę z racji urlopu. Nigdzie nie wyjeżdżam, nie będzie mórz wzgórz ni oceanów.
 Zbieram ubrania, które wymagają poprawek krawcowej, zbieram sie do otworzenia pudła z akrylami..może namaluje swoja żywą naturę z przewagą niebieskich migdałów.

Byłoby pięknie wyjść na balkon i zobaczyć znowu morze, no to wychodzę...
pa





poniedziałek, 10 czerwca 2013

BUM ! tarara

Ostatnio wpadła mi w ręce bomba, nie było spektakularnego wybuchu, ale nieco zaiskrzyło.
Niby mnie ten hajlajf  ni ziębi ni grzeje, ale coś niecoś wiem, dociera do mnie pomimo.
 Przeczytałam naprędce ( czyta się błyskawicznie) albowiem chciałam skonfrontować swoje wyobrażenia z wiedzą medialnego omnibusa czyli Karoliny Korwin Piotrowskiej. Do tej pani mam stosunek obojętny, bo nie wiem za co ją lubić, ale uważam że dobrze w tym światku funkcjonuje, robi to z głowa i dystansem. Jest kontrowersyjna, jak gwiazdki w które celuje, może za bardzo się jara krytyką medialnego pustostanu, ale w sumie dobrze, że jest taki ktoś.  Jedno mnie z nią na pewno łączy, jesteśmy fankami Nosowskiej - jako artystki i człowieka po prostu, no i okazało się, że podobne mamy odczucia do owych 'światowców'.
W sumie to czytadło jest fajnym detoksem na zalewającą falę badziewia z brukowców. Coś z krwi, kości i ostrej przyprawy, nie ociekającego przy tym jadem, jak mogłoby sie wydawać.  Piotrowska jest często ciocią dobra rada, dostrzega potencjał, podaje wskazówki.
 Subiektywne to na pewno, ale szczere, do tego bezpretensjonalny język i luz.
Dla pełniejszego obrazu celebrytów można przeczytać - raz wystarczy.

                                                   (zdjątko z netu)

piątek, 24 maja 2013

o niczym, czyli o wszystkim

Czasy się zmieniają, a my zmieniamy się wraz z nimi. Jak Wam leci?...ba, pytam, choć z grubsza wiem - bo czytam.
U mnie jak zwykle dużo muzyki i filmu ( z racji wyuczonego zawodu ;) Nie, nie jestem krytykiem, dziennikarzem, spikerem, bóg wie czym. Prowadzę zwyczajne, tak zwane 'doradztwo'.
Powiem wam... śmiechu warte te wszystkie tytuły, teraz każdy może być nie lada specjalistą. Świat się komplikuje, niepotrzebnie zupełnie. Taaa...wiec o czym to ja chciałam? Właściwie o niczym. O tym, że w sypialni mamy tynk artystyczny, gdyż mimo próśb "nie wierć więcej", w ściance po drugiej stronie ukazała się okazała grota. Ot, można figurkę wstawić, żeby było dizajnersko, taki ołtarzyk ku czci przesady.
Mogę o tym, że staram się o nową posadkę, która ma dużo wspólnego ze sztuką użytkową, ale najwięcej, w dalszym ciągu, z handlem. O tym, że nachodzą mnie myśli o ucieczce. Gdzie bądź, byle dalej...od wszystkiego, bo czasem człowiek ma tak szczerze dość, prawda? O tym, że związki i rozwiązki miłosne, ale że lepiej dalej związki! O tym, że za niedługo kolejne trzydzieste któreś tam urodziny i że już coraz mniej wyglądam, jak w zeszłym stuleciu, a dziecko (najlepiej przyboczne) najmocniej uzmysławia jak przemijasz (coś za coś;) O tym, że polubiłam kuchnię tajską i że uwielbiam słuchać tej płyty z zestawem wysokojakościowych pościelówek. O tym jeszcze, że chyba nauczyłam się właściwie zaparzać zieloną herbatę, by nie łykać tylko z nazwy, ale spijać całą dobroczynną moc naparu (dziękuję pani z herbaciarni i wspaniałym mieszankom z czerwonym pieprzem)
O tym, że na zeszłorocznym, majowym niebie świeciła srebrna Wenus, a w tym roku gdzieś sie schowała i żal. O tym, że istoty pozaziemskie istnieją, tylko są zbyt mądre by między nami ostentacyjnie lądować, jak w filmach klasy be.  I o tym, że ludziom wiele się TYLKO WYDAJE, że miewamy chorą wyobraźnię, że możemy być doskonalsi, ale w skali kosmosu jeszcze jesteśmy niedorozwinięci, dlatego niezidentyfikowane obiekty pozostają niezidentyfikowane:)





czwartek, 2 maja 2013

Hasła Ruchu Zielonych

 Trzy-MAJ-my się !

 Co z tą wiosną?!

 Maj zbliża pokolenia!

Padłeś, Powstań - Maj!

Rodzina Twoim doczesnym MAJątkiem!


ŻYCZYMY PIĘKNEJ WIOSNY!!!

piątek, 19 kwietnia 2013

Sesje

Gdy widzę 'Oskary' wyczuwam absurdu opary. Przekonałam się na własne oczy, że wielokroć nie warto, że przereklamowane. Przykład -"Poradnik pozytywnego myślenia", noo może być, ale za co ta statuetka? Dla dziewczyny, która niespecjalnie się wybija talentem spośród reszty zaoceanicznych aktorek? Mimo wszystko lubię mieć pojęcie o współczesnym filmie, dlatego przejrzałam sobie nominacje i tegoroczne wygrane. Moją uwagę zwróciły "Sesje". Z afisza wydedukowałam, że znowu jakieś łóżkowe perypetie będą obrabiać, ale postanowiłam obejrzeć, choćby dla Helen Hunt, którą lubię.  Owszem, film kręci się wokół seksu, ale okazał się inny niż przypuszczałam, zaskoczył mnie i zafrapował.
Opowiada historię Mike'a O'Briena, człowieka chorego na polio, który przed czterdziestką postanawia zasmakować miłości fizycznej, po raz pierwszy w życiu. Poważna sprawa!
Seksualność niepełnosprawnych to temat tabu i cieszę się, ze udało się go przybliżyć w zabawny, niekrepujący i zarazem niepowierzchowny sposób.
Szczerze? Nie wiedziałam, że to film oparty na faktach i zdziwiłam się na końcu, że naprawdę istnieją sekssurogatki. ŁaŁ! Bohaterka filmu ma nawet swoją stronę internetową http://cherylcohengreene.com/

Moim skromnym zdanie powinniście obejrzeć :)



niedziela, 14 kwietnia 2013

cel

Usmiecham się do Was na podpartej bródce bębniąc palcami o nos, bo zwykle jak się pojawiam, po dość długim zniknięciu, to mam  w zanadrzu (przynajmniej mnie sie tak wydaje) pytanie..rozważanie, refleksję.
Cóz, kto jak kto, ale ja lubię się dziwić i często się zawijam jak pytajnik, co jest na, albo w kropce;)

Co jest Waszym celem w życiu ?

Życie składa się z małych celów, bo chyba cel nie musi być jedyny i ostateczny?  
Cel może być intuicyjny, taki, że trudno go doprecyzować, albo wyrazisty jak kreska Picassa.
Cel - awans. Cel - spokój. Cel - brak celu (czy można tak?!)
Cel-pal albo, jak mam nieraz ochotę powiedzieć - pal licho cel.
 Terror celu, bo w niektórych przypadkach ów cel równa się sens,  ale jak można powiedzieć, że czyjeś życie jest bez sensu? Życie ma sens samo w sobie. Cel, który ubieramy w słowa, się  pojawia lub nie. Cel ponad naszymi widzimisię, pragnieniami i chceniem, jest, że tak powiem - boski:)
Cel jako równoważnik planu, albo życiowego credo...
bo
czy nie chodzi czasem o intuicję, zaufanie do siebie i przekonanie, że to co robimy ma wpływ na nas i wszystko wokół. Pielęgnowanie tej świadomości to chyba mój cel....hmmm...
Próbuje szukać odpowiedzi w sobie, nie sugerować się zanadto tym co piszą, bo może tego zwyczajnie nie rozumiem, albo rozumiem opacznie. A nieraz piszą, że trzeba, że mus ... a ja odpowiadam, że jak mus to tylko owocowy.
  jak jest z Wami?





piątek, 8 marca 2013

motyl sobie pofrunął, jakby zniechęcił sie do tego swiata (Issa)

Podczas gdy 'tam' po raz ostatni handlują, ja wzięłam u-żeta. Czuję wewnętrzne napięcie dlatego masuję ciało i ducha białą herbatą, tak przeźroczystą, że pozostaje sam smak.
     Poświęciłam parę minut telewizji i usłyszałam, że czytanie jest seksi, więc dlaczego Polacy uprawiają je na małą skalę? Standardowo napoczęłam trzy książki naraz i nie potrafię żadnej wykończyć. Podobno, żeby ciekawie pisać trzeba dużo czytać ( tu pojawiło się odniesienie do blogów) bo nasze życie jest niejednokrotnie takie 'nie do opisania', znaczy nudne.
 Znam wielu utalentowanych ludzi, którzy niby z 'niczego' potrafią stworzyć niezłe czytanki.
 Może faktycznie czerpią z bibliotecznych światów równoległych, a może po prostu mają wrodzone zdolności?
Włodzimierz Kukliński "papierowe motyle"

" Nikt nie czuje się dorosły, taki już jest ten świat". Nie wiem jak wy, ale kiwam głową (tym bardziej, że na starość się ponoć dziecinnieje;)
Usłyszałam to zdanie w "Sztukach wyzwolonych".
Dla mnie to film o tym, jak różnie postrzegamy i odnajdujemy się na przestrzeni lat z których składa się życie.
 Matematyka wieku to czysta abstrakcja, bo doświadczenie każdego kształtuje inaczej.
 Niektórzy młodzi chcą już być dojrzali lub wręcz stateczni, a starsi  nie poznają swojej twarzy w lustrze, pielęgnując podskórnie dziewiętnaście lat. Tylu młodych ludzi jest myślami przy pustym talerzu emeryta, aż dziw, że w jednej chwili możemy mentalnie posiwieć patrząc w przyszłość.
Nad myślami możemy zapanować, gorzej z biologią.
Istnieje coś takiego jak płytki imaginalne. W pewnym momencie uaktywniają się i sygnalizują np. gąsienicy, że czas przeistoczyć się w motyla. To silne komórki, które nieuchronnie wygrywają i niszczą co stare.
Jak jest u ludzi? Czy istnieją imaginalne płytki starości pochłaniające młodość, która paradoksalnie staje się czymś starym i przeterminowanym?
To by niosło nadzieję, że starzenie, jako coś względnie nowego też może być przyjemne, trzeba tylko zmienić perspektywę.



"Zaufaj: czyż płatki kwiatów nie sypią się w dół jak trzeba"
                                                                                              Issa




sobota, 2 marca 2013

meta

Wszystko ma swe końce. Końców mojej pracy nie da się zliczyć na palcach jednej ręki, końców mojej pracy było od groma. Miał być juz rok temu taki definitywny, ale nie był. Cóz...wczoraj słowo stało sie ciałem. Zamykamy się.
 Budynek nasz antyczny ulegnie taranom, zniknie z powierzchni globu.
 Zabieram do pracy aparat i uwieczniam, czuję, że to chwila historyczna, dla niektórych być może histeryczna. Za 20 lat będę miała co wspominać.
Ósmego marca pakowanie manatek, transfery, zwroty...ech...Ludzie sie rozpierzchną, ale mam nadzieje spotkamy sie razem, tyle, że gdzie indziej.


piątek, 15 lutego 2013

ci co siedzą na pieniądzach mogą mieć je w d...., a jaki ja mam stosunek?

Gram online w literaki (takie a'la scrable) Tyłek płaszczę i wymyślam wyrazy z 'ą' i 'ę' , stękam bo nie wychodzi. Umęczona do krańca istoty szarej w końcu przegrywam i wydobywam przeciągłe buuu. Igor szepcze - "mamo, nie przejmuj się, przecież i tak najważniejsza jest rodzina"
Zakwitam, li też boskiego Senekę, albo inne wcielenie greckie przywołałam na świat;)
 Mogłabym mieć drugie dziecko. Mogłabym....Jednak w perspektywie i tak mamy kota. Żenua? Po prawdzie, to boję się powtórki z rozrywki (a raczej jej permanentnego braku) oraz, że się roztyję, yyy.

W pracy dla poprawy nastroju czytamy Pawlikowską - tak,  tą świętą Beatę od blondynek, którą po ostatnich wypocinach, ochrzciliśmy Beatą Coelho Pawlikowską. My, ludzie pracujący w pewnym miejscu w stolycy Śląska, stwierdziliśmy chórem, że też byśmy jak ona potrafili miód na serce rodaków lać i w te tony uderzać.
 Tony, które na poczekaniu każdy z siebie wydobędzie.
 Ja wydobywam na wzór autorki, o tak...
          Jesteś kwiatem, który w słońcu nabiera koloru i oblewa radością pozostałe, gdyż nieważne czy jesteś makiem, stokrotką czy łubinem, łąka należy do wszystkich. Kochaj ziemię, bo ona rodzi dobre myśli. Jak żyto połóż się i oddychaj spokojem dnia, śpiewaj jak ptak, wyraź się trelem, płyń i dopłyń.....
...coś w ten deseń, że tak powiem naprzemienny zgrzyt zębów i skręt kiszek.
 Ostatecznie każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej (pisać, śpiewać, malować) i nie o to chodzi jak co komu wychodzi, ale o KASĘ, o mamonę i fundusz emerytalny. Jak się za młodu nachapiesz, tak pędzić będziesz na starość, bądź kuleć.
Pani B. jest pod tym względem bardzo przedsiębiorczą niewiastą i z pewnością podróżować będzie do dziewięćdziesiątki, czego jej  (ajakżebyinaczej) życzę.

Wycinałam ze starych gazet skrawki (z przeznaczeniem do zabaw manualnych) i wśród obrazków znalazłam ciekawe, zapomniane teksty. Jeden bardzo ekonomiczny, aż się wzbogaciłam o wiedzę na swój temat.
 Otóż opisują w nim, te mądre głowy, właśnie typ człowieka przedsiębiorczego.
 E' voila - jestem po drugiej stronie lustra. Dla mnie przedsiębiorczość brzmi jak krzyżówka genetyczna - po prostu nie łapię, nie moja pojemność mózgowa.

cyt.
"..przedsiębiorcy w porównaniu z innymi ludźmi są bardziej stabilni emocjonalnie, bardziej otwarci na doświadczenia, wyraźnie bardziej sumienni (a więc pracowici) oraz mniej ugodowi"
i dalej
 "odróżnia ich od ogółu silniejsze przekonanie o skuteczności swojego działania oraz wewnętrzne umiejscowienie kontroli, a więc przypisywanie przyczyn różnych zdarzeń sobie, a nie okolicznościom zewnętrznym"

Jestem a-przedsiębiorcza na całej linii. Najgorsze (lub nie ) że nie zaszczepię synkowi żyłki do interesów, bo dzieci się uczą na przykładzie, a tu takowego brak. No chyba że przykład przyjdzie spoza rodzinnego gniazda, kiedy już nasz ptaszek wyleci. Przydałby sie jakiś w rodzinie, gdyż chyba
 jedno mnie łączy z przedsiębiorcą  - lubimy pieniądze:)



jeszcze jedno

Największe święto w roku, czyli 14 lutego, spędziliśmy w kinie na przedpremierowym pokazie filmu "Turyści".  Wyspowy szok w trampkach. Nie wiem co napisać, bo mam uczucia mieszane, jednak z tendencją na TAK.
To czarna, a raczej krwiście czerwona, komedia o ludziach którzy zakochują się na zabój. Są miażdżone czaszki z odkształceniami, skoki z mostu, ogólnie ostra jazda. Śmieszno i straszno!
Momentami na sali kinowej lud nie wiedział czy się śmiać, czy płakać.
Zagrane bezbłędnie, bo żeby zabijać nie musisz być Arnoldem, a zwyczajnie popaprańcem z sąsiedztwa.






wtorek, 5 lutego 2013

ola!

Bez warzyw czułabym sie nieswieżo. Uwielbiam sie na nich warzywać, wtedy wiem, że dzień będzie owocny. Wiosna zmierza słoniowym krokiem, a niektóre z nas czują się jak chomiki, z tym że zapas kalorii wychodzi bokiem nie policzkami. Nie cierpię chomików, mam z nimi złe doświadczenia.
 Dzisiaj jestem w operowym nastroju. Śpiewam o rukoli, tworzę odę do pomidorów i kruszę na oliwki ser typu włoskiego. Pycha!
Delektuję się włoszczyzną i uczę hiszpańskiego;) Tak,  biorę na języki witaminy i coś obcego. Daleko mi jeszcze do przeskoczenia najwyższego szczytu Pirenejów, ale wspinam się konsekwentnie (no prawie)
Jeśli pragniecie odmiany, to może trochę nowego brzmienia na przystawkę?
Polecam strawę dla szarych komórek w tym 'światowym' miejscu - przystępnie i zachęcajaco podany jezyk, który zawsze chcieliście opanować. Naprawdę warto.

busuu.com 

Niech wasz ogród językowy kwitnie na wiosnę:)

czwartek, 24 stycznia 2013

powrót do przeszłości

Naturalnie nic nie jest tak proste i bezpretensjonalne jak kiedyś. Trawa żęta na wymiar, mechanicznym zwierzęciem na prąd, gładziutka. Kury pozamykane, psy bezpańskie w większości wytrute, zamiast boćków samoloty. Nasza rodzinna wieś nie przypomina siebie.
 Pociągnęłam wczoraj babcię za język. Babcia ma w zanadrzu historie starej wsi i młodziutkiej Anielki. Anielka chodziła w wiankach na głowie, długich kieckach, gnała krowy na łąki boso przez pokrzywy i rzeczkę. Zimą, razem z sześciorgiem swojego rodzeństwa popijała lipkę. Kwiatostany lipy suszyły sie na strychu, w izbach pachniało miodem. Dolewano do naparu mleka i nikt nie chorował. Teraz miałka lipka w torebkach ekspresowych, bulion nie biega na kurzych nóżkach ale upycha w kostki, jabłka na wymiar itp, itd... Wszytko na miarę naszych czasów - perfekcyjne po wierzchu, niejadalne w istocie, choć zjadane.
 Dzikie, niekształtne, pozostawione samopas życie w zgodzie z prawami natury ukryło się w dalekiej przeszłości, odżywa w opowieściach. Żeby prawdziwie zapachniało trzeba do źródeł niezmodyfikowanych.

W nocy nie mogłam spać po długim dniu pracy. Uczepiona skraju łóżka czuwałam nad małą gwiazdą. Dziecko rozwinęło swoje odnogi zabierając całą przestrzeń snu. Czuwałam i wąchałam. Rozchodziło sie jakąś maggi, przyprawami w rodzaju curry i pieprzu. Obwąchałam Igora - to on. Boże, czyżby wystarczył jeden dzień bez wanny i przebierania, by naprodukować tyle smrodku?
Dziś rankiem rozwiano wątpliwości.
Igor znowu robił u babci eksperymenty, tym razem na bazie bulionu. Przynajmniej był to rosół z kury, a nie tylko jej kostki;)

dzieci są najbliżej źródła




poniedziałek, 21 stycznia 2013

dookoła świata

Nie mam duszy podróżnika, ale tęsknię czasem za tą piękną resztą świata, którą miałabym wielką ochotę zobaczyć, a nie zdołam. Tyle połaci zapierających dech, tyle skarbów dla oczu...cóż.
 Cieszy mnie przeto moje odkrycie. Nie odkrywam Ameryki, ale stronę o podróżach.
Bardzo oryginalną, bo można na niej zobaczyć zdjęcia panoramiczne.
 Klikasz, przesuwasz myszką po ekranie i patrzysz z perspektywy autora - dookoła. Bardzo ciekawy efekt. Oprócz efektu, jest jeszcze opis, relacja z podróży. Pomysł na medal.
zapraszam:
galeria-zdjec.pl

to tyle;)

piątek, 18 stycznia 2013

CAMILLE

Zachwyciła mnie, od rana jestem absolutną fanką Kamili .



polecam posłuchać od początku do końca - kawał dobrej muzyki a przy tym świetna zabawa!



tu jeszcze jedna próbka pozytywnej energii:




zapraszam na JEJ stronę, by pooglądać resztę (jeśli sie oczywiście podoba:)

poniedziałek, 14 stycznia 2013

o upadku człowieka

Nawiązując do poprzedniego wpisu -"żyć" znaczy czasami upaść i to bardzo nisko;)
 Po raz pierwszy widzę coś takiego i zachodzę w głowę, jak można ujść cało przy takich karkołomnych wyczynach?!
warto zajrzeć, ale trzeba mieć mocne nerwy, bo Kerry Skarbakka robi naprawdę różne zdjęcia.
SKARBAKKA.COM 









niedziela, 13 stycznia 2013

co z tym życiem?

Jak jest z tym życiem, jak nim żyć, żeby nie żałować. Absolutnie nie spisywać na straty.
Podobno, takie "tylko przeżywanie" życia, tj. obchodzenie się z nim jak z jajkiem, jest smutne. Poczytałam tutaj (bardzo fajny blog) i się przestraszyłam, bo być może jestem elementem kompozycji w tym anty-obrazku.

Należy życie żyć, nie przeżyć, nie bać się je zmieniać.
No to jestem jak ta krowa prowadzona tunelem śmierci ku rzeźniczemu przeznaczeniu, całkiem spokojnie idę....idę na straty. Nie wiem, czemu tak piszę, bo w sumie się tak nie czuję. Czy powinnam wyrywać życiu lepsze kąski, nawet jeśli do tej pory smakuje, choć mało wyrafinowanie?
 Słowo 'przeżyć' ma też zabarwienie skrajne. Przeżyć to jak walczyć, bić się z życiem o każdy następny dzień. Tak mogą się czuć kobiety z filmu, którego tytuł zaraz wymienię
 To jest dopiero hard core przeżywania. Gdyby brać życie z perspektywy samsary, to one sobie 'wyżyły' taki los swoimi poprzednimi wcieleniami. Smutne ale nie beznadziejne, bo zawsze jest szansa na wyrwanie się z zaklętego kręgu. Świadomość jest głównym wyzwalaczem. Myślę, że niektóre bohaterki  ją zdobyły, co znamienne - to te bohaterki, które bardziej cierpią, bo niektóre z tych kobiet żyją w poczuciu 'dobrej roboty'...choć co im naprawdę w duszy gra?
"Chwała dziwkom" - tytuł który mnie dręczy - z jednej strony hołd oddany najstarszej, kobiecej profesji, z drugiej ta podła, brudna "dziwka", która zabiera nam faceta. Brzmi bezdusznie, jak oddawanie czci rzeczom ze śmietnika.
Szczerze? Nie mam nic do owych dziwek, bo widzę przede wszystkim KOBIETY, chętnie wyrwałabym te najsmutniejsze i najmłodsze z indyjskich burdelowych dzielnic.
Zobaczcie ten film koniecznie!



wtorek, 1 stycznia 2013