poniedziałek, 27 sierpnia 2012

o tym jak się nie dali i pojechali...

Wróciliśmy. Krótki to był pobyt acz intensywny - wysiłkowo i okolicznościowo. Gdyż nad malowniczymi okolicznościami przebywania tu i tam zawisnął gips, żeby nie było lekko. Igorek nam wywinął numer na krawężniku tuż na dzień przed wyjazdem. Nadzieja umarła na drugim piętrze oddziału chirurgicznego - złamanie kości śródstopia. Postanowiliśmy jednak oszczędzić włosy na głowie i mimo wszystko wziąć w garść siebie.
W głowie zamigotał odblaskiem wózek spacerowy ( z tym że przydomek spacerowy to chyba nadany, żeby było śmieszniej), który całe szczęście ktoś z rodziny jeszcze chował, więc wyjechaliśmy z dodatkowymi czterema kółkami w bagażniku.
Ile upchaliśmy się wózkiem po ścieżynach wąskich i żwirowych to nasze i naszych bicepsów, ale czego się nie robi dla dziecka i jak się jest zawziętym na przeciwności losu;)
Doszukałabym się może plusów powyższej sytuacji - jak brak potrzeby wzmożonej kontroli rodzicielskiej - ale nie będę sadystą. Każdemu lepiej na dwóch kończynach, ale nasz syn dopiero za 3 tygodnie poczuje na lewej stopie chłód podłogi. Brrr...ciary mam, bo i klaustrofobię... bywa że w butach też
Pierwszy dzień poza miastem mnie oczarował, przytępił do cna pamięć ostatnich wypadków...bo to było miejsce w środku lasu, z nieograniczonym dostępem do ślizgania kajakiem po wodzie i grzania się przy wieczornym ognisku...i tak co dzień, do samego końca...







wtorek, 14 sierpnia 2012

jezu jak sie cieszę...;D

juz za parę dni, za dni parę...
:))
Krasiejów
dinozaury
domek drewniany nad stawem
kajaki do dyspozycji jaśniepaństwa
najstarszy most wiszący w Ozimku
koniki
daniele
Dziczczcz


dwa tygodnie za miastem
ale to dopiero (już !) za tydzień


ogólnie
chce się żyć (jak zawsze)

Jesli ktoś ma jeszcze ochotę bywać u mnie, to ostatnimi czasy bywam częściej między kolorami