środa, 28 marca 2012

po drodze ze wszystkim

Przedwczoraj, po prawie rocznej przerwie, przeprosiłam się z kierownicą.
 Ło matko z córko, ale przeżycie, wręcz traumatyczne, jak depilacja pachwin albo coś.  Bo ja się bardzo dobrze prowadzę, ale z dwuśladami bywa raz tak, raz siak.
Niektórzy uwielbiają popędzać swoje fiaty, ople,  mnie z tego średnia przyjemność przypada w udziale.
 No, ale przemogłam się i nawet uwaga synka nim wsiadł do fotelika pt. mamo, ale sobie po-ćwi-czy-łaś?? mnie nie odwiodła. Przezywam, jak mrówka wschód słońca ...  ale niedzielni kierowcy już tak mają, a ja najgorzej mam z podjazdami..yyy, obsuwam się, staczam...
Co do staczania sie, zapuszczania i ogólnej abnegacji, to w dalszym ciągu włosy mi rosną, którą to samowolkę poczytuję za osobisty sukces. Zwykle jak tylko z przydługim futrem mi się nie układa, mówię mu adios i stawiam irokeza. Teraz upodobniłam sie ponoć do Zielińskiej, taka ruda, mała...znacie? Upodobniłam sie tylko od lini karku wzwyż, gdyż spuszczając wzrok - pozostaję duża. Juz nawet nie mam do siebie pretensji za brak dyscypliny na talerzu. Dość tych lamentów i samobiczowania!
 Fajna piosenkę poznałam, o koniu
 Normalnie chciałabym byc jak ten koń
ba, ja się do tegoż parzystokopytnego upodabniam ;)



Dzięki panie Arturze za taka fajna płytę, bardzo mnie sie podobać za zabawność i błyskotliwość :D

środa, 21 marca 2012

niebo

pisałam, że nie skoczę ze spadochronem? pisałam.
 jestem spod znaku bliźniąt, trygon powietrze (czy jakoś tak ;) Powietrze - swietna sprawa - oddycham!
powietrze to jednak dla mnie pustka, boję się pustki, nie łapie jej....
 ale wzruszyłam się, że inni sie nie boją
dech mi zaparło


niedziela, 18 marca 2012

główka pracuje

U Izy dowiedziałam się, że dziś światowy dzień naszego centrum dowodzenia.
 Mózg mam na myśli.
ooo...
...mózg mam na myśli...dobre!:)
Mózg jak wiadomo to bardzo skomplikowany organ, komputerek.
....  Naukowcy uważają, że wykorzystujemy zaledwie 10% możliwości, jakie daje nam nasz mózg. Wykonując codziennie rutynowe czynności rozleniwiamy go. A powinno być odwrotnie. Wskazane jest dostarczanie mu intensywnych bodźców. To sprawi, że będzie pracował na naprawdę wysokich obrotach...
O jakiego rodzaju bodźcach więc mowa, żeby były intensywne? 
 Pierwsze do głowy przyszły mi bodźce intelektualne, czyli należy dużo czytać, rozwiązywać, próbować zrozumieć, dziwić się, dziwić i jeszcze raz to samo;) ...
To może pochylę się nad Ulissesem, albo połknę (jeśli przełknę) jakieś dzieła starożytne, bullę papieską, cos w ten deseń ;)
Pewnie tez chodzi o sex, skoki ze spadochronem, roller coster.....hmm.......tez się nie będę w takim razie oszczędzać ;P 
Choć tak naprawdę to nigdy nie skoczę ze spadochronem, to dla mnie niepojęte ciary-mary, chyba szybciej by mi serce wyskoczyło.
 Z drugiej strony, gdybym miała skrzydła nigdy bym nie lądowała!


Na koniec nieco stymulacji za pomocą tzw. binaural beats. Nie potrafię precyzyjnie przetłumaczyć, ale w skrócie chodzi o nakładanie się dwóch róznych frekwencji dźwięków i powstawanie w ten sposób różnicy zwanej dudnieniem różnicowym. Owo dudnienie różnicowe jest falą stojącą i jest w przybliżeniu czymś takim dla mózgu jak widok samolotu dla dzikich plemion dżungli amazońskiej.
Ponizej dla niebywale cierpliwych, coś dla koncentracji i poprawy skupienia - fale gamma i beta w jednej paczce 
(słuchać tylko ze słuchawkami na uszach !)





Używajmy mądrze głów!



piątek, 16 marca 2012

Akua matata!

Jak hip hopu nie słucham tak z tymi dziewczynami wyczyniam nocny taniec kangurów.
 Bujająca ta Akua Naru...taki soulowy aerobik z uśmiechem na ustach :)

muzyka rządzi, litera pisana aktualnie nie






Kiedy się tak odbijałam przy załączonych obrazkach, klik, zaskoczył w pamięci hicior osobistych lat licealnych.
 Zawsze i wszędzie przy tym zatańczę!!

Ladies and gentleman, as you know we have something special down here at Birdland this evening...a recording...

piątek, 9 marca 2012

kapusta nie pusta

Uwielbiam wieczory kiedy gawędzimy sobie z Leszkiem, a Igorek juz śpi.
 Wczoraj gadalismy i równocześnie przygotowywaliśmy bigos z 3 wielkich słojów kiszonej kapusty, które dała nam mama. Bigos dochodzi nawet dzisiaj , bulgocze i kapuściane zapachy rozlewa po mieszkaniu, a ja sączę kulturalne piwko i wyciągam z zanadrza wczorajsze zapiski. Czasem, coś co powie mój mąż dociera prosto z jego serca do mojego, jakbyśmy mieli jeden krwiobieg. To , że napisałam 'czasem', świadczy tylko o tym, ze on małomówny jest i tyle:)

..gdyby nakręcić twoje życie kamerą, to wydaje się ono tak samo nudne i podobne do siebie, ale w tobie ciagle cos się zmienia i jesteś inny z każdą chwilą. Życie jest zawsze bogate. Gdyby ktoś miał wątpliwości, czy jego zycie jest wystarczająco intensywne, niech spojrzy w głąb siebie...

zostawiam was z tym i idę doglądać staropolskiej potrawy:)

środa, 7 marca 2012

Nim bóg stworzył kobietę

Lucy kołysze się na gałęzi wachlując stopą wilgotne powietrze sawanny.  Ziemię wymasował nocą deszcz i okolica w całym bezkresie paruje, unosząc nad równiną tumany zapachów.
 Lucy parska, jej szerokie nozdrza łaskocze miodowy zapach akacji. Dłużej zatrzymuje wzrok na pomarańczowej plamie wspinającej się niespiesznie po tasiemkach chmur. Stroszy bezrozumnie brwi, przechyla głowę. Wzbierająca fala energii płynie ku niej od słońca, lecz miliardy wyładowań w mózgu nie potrafią jeszcze udźwignąć gwiezdnej abstrakcji. Ciężar wrażeń opisuje dreszcz, dźwigając włosy Lucy i pieczętując odwieczny kontakt ze źródłem.
Życie pulsuje i tłoczy krew, znaczenie jeszcze się nie narodziło, piękno świata pozostaje nieopisane.
     Pod pachą pojawia się małe futerko o dużych oczach i prostych, mocnych zębach. Lucy czochra dziecko. Może jej? Piętro drzewa zajmują wybudzające się samice i ich młode, z dołu słychać pohukiwania i plaski nóg w mulistej ziemi. Wyżsi o głowę strażnicy uzgadniają wymachami, kto dziś prowadzi do wodopoju.
   Małpi atleci nie są w komplecie, jeden z nich odgrywa na uboczu nietypową rolę. Przebiera w stercie śliskich owoców zagrzebanych w źdźbłach i gałązkach. Pierwszy hominidalny romantyk, który napady dzikości tymczasowo zamienił w subtelne ruchy zalotnika i darczyńcy. Patrzy na Lucy, a ona wyczuwa co się święci, jej sutki stają dęba, bynajmniej od kąsania małych ząbków łapczywie ssących mleko.
Polecenia instynktu mają swój zapach, natura wybija rytm, w powietrzu wisi nowe życie.  Być może za niedługo spadnie i będzie pęcznieć w jej kokosowym łonie, a miąższ ewolucji, w każdej kolejnej warstwie, będzie zawierał mikroskopijną zmianę.
   Nadeszła pora. Samice zabierają na plecy szczerzące się potomstwo i ześlizgują w dół. Lucy rusza wyprostowana za rodziną. Woda w rzece wezbrała ...


   Rankiem, 30 listopada 1974 roku Johansona i Tom Gray wyjeżdżają swoim pickupem na miejsce wykopalisk w Hadarze (Etiopia) Chcą jeszcze raz rozejrzeć się na stanowisku nr.162.
Prace trącą rutyną, bo ich koledzy po fachu przesiali ów kawałek ziemi do cna, nie zostawiając nawet ziarenka tajemnicy. Pani Gray ziewa przeciągle i szarpie męża za rękaw, wtem jej wzrok zatrzymuje się na czymś wystającym z ziemi, co przypomina kość hominida. Parę stóp dalej leży kolejny, na prawo jeszcze trzy, z lewej następna kosteczka. Badacze omal nie posikali się z wrażenia, chociaż brak dokładnych danych na ten temat ;). Tego samego dnia, wieczorem, ekipa antropopaleontologów, blada z przejęcia i rozedrgana hektolitrami kawy, snuje domysły, gada i analizuje...w radiu leci "Lucy in the sky with diamonds" Beatlesów.
 Niedługo później dokonuje się wiekopomne odkrycie. Na podstawie skatalogowanego w 40 % szkieletu, oczom potomnych ujawnia się przedstawicielka gatunku -Australopitekus Afarensis, żyjąca w tych okolicach ok 3,4 mln lat temu. Imię wyśpiewały jej żuki:)

(zdjęcie z sieci)

O Lucy! Nazwali cię wtedy "pramatką ludzkości", choć teraz wycofują się rakiem.
Gdybyś wiedziała, prakobieto, jaką jesteś antropologiczną gwiazdą!

W hołdzie rodzajowi żeńskiemu :)

niedziela, 4 marca 2012

szarlotka z jabłka Newtona

Kuchnia to oswajana przestrzeń, ciągle i ciągle. Moja wiedza w tej dziedzinie wciąż ewoluuje, rozwija się tworząc ciąg wieloskładnikowego, kulinarnego dna ( nie mylić  z dnem;).
 Niedziela upływa kosmicznie. Posiedziałam parę godzin w okolicach pieca oswajając sie z mętną materią mąki orkiszowej i rojem asteroidów siemienia lnianego.
Z melanżu cząstek elementarnych powstało ciemne ciasto,  płaski spodek z jabłkowym pierścieniem pośrodku.
Czy niebo w gębie?...mhmm.... Na pewno też odkrycie nowych współrzędnych :)
Teleportacja danych bazowych nastąpiła z tego świata.

....  kosmiczny prom wystartował, bez obciążenia plazmą zakalca!



Pochłaniam mój wypiek z wypiekami na licach, bo podróżuje w czasoprzestrzeni ciekawych filmów.
 Wczoraj był "Wzrost", który z you tuba juz ściągneli raptusy, a dziś ciąg dalszy odysei, m. in
. tutaj
O wszechświecie! jak mało cię znam!

czwartek, 1 marca 2012

przypowieść

Dwóch mnichów zen, Tanzan i Ekido, szli wiejska drogą, która po obfitych deszczach stała się bardzo błotnista i grząska. Mijając jakąś wioskę, spotkali młodą kobietę, która usiłowała przejść na drugą stronę drogi, ale wzdrygała się, bo błoto pochlapałoby jej jedwabne kimono. Tanzan wziął kobietę na ręce i przeniósł.
 Mnisi szli dalej w milczeniu.
Po pięciu godzinach, gdy zbliżali się już do świątyni w której mieszkali, Eikido nie mógł już dłużej wytrzymać i spytał kompana: "Dlaczego niosłeś tamtą dziewczynę? My mnisi nie robimy takich rzeczy".
"Postawiłem ja na ziemi pięć godzin temu - odparł Tanzan - a ty nadal ją dźwigasz?".

Jak często nie potrafimy pożegnać się z sytuacją z przeszłości, gromadzimy w sobie balast, który utrudnia dalszą drogę?
Pięknie byłoby nauczyć się nie ożywiać w umyśle przeterminowanych urazów, wrogości, żalów.
 Zamiast kręcić w kółko ten sam mentalny film, odnaleźć się i trwać w chwili teraźniejszej.
 Życzę Każdemu:)