piątek, 21 września 2012

szarość nie radość...czyli na zakręcie, a raczej rogu...nosorożca

Za każdym razem, kiedy dzieje się u nas 'coś większego', bogatego w treść, Leszek z nutką ironii stwierdza - Napiszesz o tym na blogu. Posyłam mu wówczas krzywy uśmiech grymasem zwany, bo odśrodkowo wiem, że raczej nie.
 Czuję się podzielona na dwie części, z której jedna jest większa i obrazkowa. Udzielam się na drugim blogu, ale i tam wytraca się powoli mój entuzjazm.
 Kiedy zaczynałam pisanie tego, powiedzmy pamiętnika, przeczuwałam, że to się pewnie kiedyś skończy.
 Nie mówię, że się właśnie kończy, nie!:) ...choć może boję się do tego przyznać? Może mój zapał samoistnie wygasa, jak w związku, jak w pracy...wypalenie.
Nie poświęcam obecnie tak wiele czasu na zaglądanie i czytanie Was, jak robiłam to niegdyś.
Powoli opuszcza mnie potrzeba wywnętrzania, opisywania, dzielenia się...jakbym się kurczyła i próbowała zabić myśli w zarodku, jakby sens miało tworzenie przestrzeni czemuś innemu, co niekoniecznie ma nazwę.
Od tej pory ten blog mógłby być jak sen, poezja, jak urywki zdań....
Nie wiem co będzie, jakie będzie, czy będzie...


Wygrzebałam z archiwum zdjęcie.
2 lata temu w zoo.
 Pisałam o tej wizycie, w tym miejscu i jeszcze przed chwilą wahałam się...zamieścić na tym blogu, czy drugim? Życie zatacza koła, choć w innej czasoprzestrzeni. Wtedy czuliśmy się całą rodziną znużeni, jak ów jegomość ze zdjęcia i pozostała menażeria.
 Wiecie, czasem rozczłonkowanie niesie niepotrzebne frustracje, jak się chce za dużo i dodatkowo - niewiadomoczego.

szara eminencja (ktoś się identyfikuje?:P )

i trochę zeszłorocznej kolorowej jesieni do góry nogami


Słucham starych nagrań Bobbiego McFerrina, którego być może kojarzycie ze świetną piosenką-
"Don't worry be happy". McFerrin nie używa instrumentów, tłem muzycznym jego piosenek jest głos - mistrzostwo świata!
Nie bez kozery zachęcam jesiennych smutasów (i nie tylko) do przypomnienia sobie tego hitu.

z pozdrowieniami
                         Magda i Bobby:)




14 komentarzy:

  1. Jestem zwolenniczką prowadzenia jednego głównego bloga,
    bo dwóch nie da rady...
    Rozdwojenia jaźni można dostać :-)
    A i czasu mało ...

    OdpowiedzUsuń
  2. w sumie można wrócić do przeszłosci;)... ten jeden główny mógłby przybierać po prostu różny charakter

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem o czym piszesz, mam, miewam tak samo...mój mąż tez tak ironizuje na temat bloga, antyinternetowy zwierz...a ja lubię siebie na blogu...czasem zanikam, czasem tylko florystycznie, czasem bajka, czasem zwiedzanie i nie jest nudno:) buziaki- te kolorowe!!Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. Bobby i u mnie. Cała płyta. A blog jest jak życie, czasem potrzebuje dystansu i wytchnienia, nowego rozdziału lub powrotu do przeszłości. Ukochy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Madziu, byle byc soba, kochc siebie i Tych najblizszych... a nasze "to w srodku" zawsze sie zmienia i zawsze po czasie jest DOBRZE!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  6. Czuję się jak ten nosorożec ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ech, sorry, że o mnie, ale ja ze dwa-trzy razy NA BLOGU wręcz rzucałem, że rzucam, że przerwa, że zamykamy, bo remont, remament czy renament czy jakoś tak.

    Jeśli coś Cię blokuje, machnij ręką, bo nie ma nic gorszego niż na siłę uprawiane hobby jakim jest blogowanie.

    Na siłę to się pracuje i to wystarczy!

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  8. Rutyna powoli zabija człowieka i jego osobowość. Wszystko staje się nudne i szare. Nic nam się nie chce. Jesteśmy nosorożcami... Ale przy odrobinie wysiłku i pracy można to zmienić. Warto!

    OdpowiedzUsuń
  9. blogi ewoluują tak jak my, zdjęcie do góry nogami świetne :)

    OdpowiedzUsuń