piątek, 20 kwietnia 2012

zrozumieć drugiego

Niby nie wierzę w przypadki, zawsze tłumaczę, że coś dzieje się w konkretnym celu, wynika z przeszłości etc. Czasami dzieją się rzeczy bardziej znaczące, czasem błahe, ale zawsze dzieją się po coś.  Nauki pobieramy bezustannie.
Wczoraj ubrałam mało używane adidasy i pobiegłam zetrzeć z betonem swoje lenistwo. Dziwna rzecz, że podczas biegania zdarzają mi się nieprzewidziane wypadki - czytaj rozmowy z nieznajomymi. Dwa lata temu (chyba?) pisałam, jak podczas porannej przebieżki po lesie, klepnął mnie w tyłek rowerzysta próbując zagaić rozmowę. Z zagajania wyszły nici, bo o czym rozmawiać z cwaniaczkowatym lowelasem, który nie potrafi trzymać rąk na kierownicy.
 Wczoraj zarys powyższego scenariusza się powtórzył, aczkolwiek rozmowę ze mną gościu zaczął od... śmierci. Straszne co?!
 Kiedy wycisnęłam z siebie trochę potu i przykucnęłam na marginesie dróżki, zaczęły mnie łaskotać zielone listki przynosząc myśli o przemijaniu, pierwszej świeżości wiosny i  jesiennej perspektywie kruchych  liści zmiatanych przez wiatr. Przypomniała mi się chrzestna matka, to jak brała życie za rogi nie licząc się z przeciwnościami i ostatnie momenty, kiedy na wigilię, skurczona na wózku wyglądała jak cień człowieka. Zrobiło mi sie okropnie smutno, smutno tym bardziej, że w tych ostatnich chwilach nie miałam odwagi by  do niej podejść, wziąć jej rękę w dłoń i czule, bez słów się pożegnać. Do dziś brzmią mi w uszach jej słowa - 'Dziękuje Magdo za wszystko" i wilgotnieją oczy, bo wtedy byłam zdolna wykrzesać z siebie daremne - 'trzymaj się', czy coś w podobnie słabym stylu.
Kiedy tak kucałam i podcierałam cieknący nos, a w głowie tłukło się -"JESTEŚ Tchórzem, nie ma w tobie ODWAGI ", zauważyłam majaczącą w oddali postać. Wstałałam, ruszyłam przed siebie, a plamą okazał sie spacerowicz. Kiedy przechodziłam obok, spytał czy się go przestraszyłam, bo nagle zerwałam się z nawierzchni....i tak sie zaczęło. Mogłam pójść swoją drogą, ale jakaś siła zaczęła wydobywać ze mnie głos i rozwinął się dialog. Dialog jak dialog, w większości odsłuchałam relacji z osobistej tragedii rodzinnej, opowiedzianej bez cienia emocji i żalu.  Niech będzie, że "X' zwierzył się , że jutro chowa swojego młodszego brata, który zginął tydzień temu w wypadku samochodowym .
Cień śmierci nabrał wyraźniejszego kształtu.
Usłyszałam o jego stosunku do wszystkiego, podał się na tacy bez krzty słodyczy, za to mocno natarty żrącą solą słów, co mnie dotkliwie paliło. Miedzy wierszami dowiedziałam się jakie ma relacje z żoną , rodziną, otoczeniem i że to pogmatwany życiorys w którym jest czarną owcą.
Doprawdy dziwny gość, pyszałkowaty, skupiony na czubku swojego nosa, a w tym wszystkim elokwentny i wyrazisty, choć raczej nie wzbudzający mojej sympatii.  Właśnie ten wyrazisty kontur jego osobowości wzbudził we mnie uczucie, że jestem taka mala. Ten facet mnie przytłoczył, byłam oszołomiona, a starając sie przekazać swój punkt widzenia strącana do parteru. Nie złośliwie, ale zwyczajnie przewagą i siłą  kontrargumentów. Stąd pojawiło się  to pytanie - czy nie jestem naiwna próbując sprostać okolicznościom, które mnie zwyczajnie przerastają? Dlaczego spotykam takich ludzi, a oni mnie? Po co?
 Podobne rozmowy wybijają mnie z rytmu, ukazują braki. Z drugiej strony może to niewinna naiwność, bo chcę człowieka zrozumieć, ale cóż, kiedy przez własne ograniczenia, nie potrafię.
      Kiedy wróciłam do domu opowiedziałam wszystko Leszkowi, a ten mnie na dobitkę skarcił...ech, jemu się nie dziwię;) Tylko głupia spaceruje z obcym mężczyzna, prawda?
 Potem wyszło na jaw, że L. gościa zna ze szkoły (!), ale czuje awersję do tego " magisterka", który się szczerzy nieszczerze i zawsze ma jakieś 'ale'.
Leszek powiedział na koniec - " Swój pozna swego" :) i to mnie uspokoiło. 
Nie chcę przecież życ w świecie Wittgensteina i  Nietzchego i pewnie znajdą się też inni którzy nie chcą.

jakieś spostrzeżenia?

5 komentarzy:

  1. też uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny

    OdpowiedzUsuń
  2. cieszę się, że wróciła cała i zdrowa z tego biegania...co do przypadkowych spotkań, to fajne, że była rozmowa, że nie zdominowały Was słuchawki z muzyką, że ludzie chcą jeszcze pogadać, co do siły argumentów...ja też często widzę swoje braki, ale mnie to nie motywuje do tego by sięgać po filozofów...dziś on był na górze, za tydzień możesz spotkać kogoś, kto poczuje się zdominowany Twoją erudycją i elokwencją i wtedy Ty będziesz na górze...ale czy to oznacza, że jesteśmy słabi czy to oznacza,że jesteśmy inni? wolę być sobą i zarazem inną...buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. własciwie zawsze znajdzie sie ktoś lepszy lub gorszy od nas i jednak na pewno INNY. Przpomniało mi sie zdanie, które umieściłam na kartce urodzinowej dawnego przyjaciela, a brzmiało - 'Przewagi upatruj w swojej odmiennosci"

      Usuń
  3. aleś się rozpisała...ooo :))
    nic się nie dzieje przez przypadek- jestem pewna, że wiesz , że to spotkanie było Ci potrzebne !!

    buziaki :**

    Magdaleno- do przodu kochana, do przodu a nie po marginesach ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja uparcie wierzę, że wszystko nie dzieje się bez przypadku i ma swój jakiś odgórnie ustalony cel...tylko nie zawsze od razu wiemy po co i dlaczego...czas jest dobry na wszystko...wyjasni lub podpowie :)

    OdpowiedzUsuń