środa, 7 marca 2012

Nim bóg stworzył kobietę

Lucy kołysze się na gałęzi wachlując stopą wilgotne powietrze sawanny.  Ziemię wymasował nocą deszcz i okolica w całym bezkresie paruje, unosząc nad równiną tumany zapachów.
 Lucy parska, jej szerokie nozdrza łaskocze miodowy zapach akacji. Dłużej zatrzymuje wzrok na pomarańczowej plamie wspinającej się niespiesznie po tasiemkach chmur. Stroszy bezrozumnie brwi, przechyla głowę. Wzbierająca fala energii płynie ku niej od słońca, lecz miliardy wyładowań w mózgu nie potrafią jeszcze udźwignąć gwiezdnej abstrakcji. Ciężar wrażeń opisuje dreszcz, dźwigając włosy Lucy i pieczętując odwieczny kontakt ze źródłem.
Życie pulsuje i tłoczy krew, znaczenie jeszcze się nie narodziło, piękno świata pozostaje nieopisane.
     Pod pachą pojawia się małe futerko o dużych oczach i prostych, mocnych zębach. Lucy czochra dziecko. Może jej? Piętro drzewa zajmują wybudzające się samice i ich młode, z dołu słychać pohukiwania i plaski nóg w mulistej ziemi. Wyżsi o głowę strażnicy uzgadniają wymachami, kto dziś prowadzi do wodopoju.
   Małpi atleci nie są w komplecie, jeden z nich odgrywa na uboczu nietypową rolę. Przebiera w stercie śliskich owoców zagrzebanych w źdźbłach i gałązkach. Pierwszy hominidalny romantyk, który napady dzikości tymczasowo zamienił w subtelne ruchy zalotnika i darczyńcy. Patrzy na Lucy, a ona wyczuwa co się święci, jej sutki stają dęba, bynajmniej od kąsania małych ząbków łapczywie ssących mleko.
Polecenia instynktu mają swój zapach, natura wybija rytm, w powietrzu wisi nowe życie.  Być może za niedługo spadnie i będzie pęcznieć w jej kokosowym łonie, a miąższ ewolucji, w każdej kolejnej warstwie, będzie zawierał mikroskopijną zmianę.
   Nadeszła pora. Samice zabierają na plecy szczerzące się potomstwo i ześlizgują w dół. Lucy rusza wyprostowana za rodziną. Woda w rzece wezbrała ...


   Rankiem, 30 listopada 1974 roku Johansona i Tom Gray wyjeżdżają swoim pickupem na miejsce wykopalisk w Hadarze (Etiopia) Chcą jeszcze raz rozejrzeć się na stanowisku nr.162.
Prace trącą rutyną, bo ich koledzy po fachu przesiali ów kawałek ziemi do cna, nie zostawiając nawet ziarenka tajemnicy. Pani Gray ziewa przeciągle i szarpie męża za rękaw, wtem jej wzrok zatrzymuje się na czymś wystającym z ziemi, co przypomina kość hominida. Parę stóp dalej leży kolejny, na prawo jeszcze trzy, z lewej następna kosteczka. Badacze omal nie posikali się z wrażenia, chociaż brak dokładnych danych na ten temat ;). Tego samego dnia, wieczorem, ekipa antropopaleontologów, blada z przejęcia i rozedrgana hektolitrami kawy, snuje domysły, gada i analizuje...w radiu leci "Lucy in the sky with diamonds" Beatlesów.
 Niedługo później dokonuje się wiekopomne odkrycie. Na podstawie skatalogowanego w 40 % szkieletu, oczom potomnych ujawnia się przedstawicielka gatunku -Australopitekus Afarensis, żyjąca w tych okolicach ok 3,4 mln lat temu. Imię wyśpiewały jej żuki:)

(zdjęcie z sieci)

O Lucy! Nazwali cię wtedy "pramatką ludzkości", choć teraz wycofują się rakiem.
Gdybyś wiedziała, prakobieto, jaką jesteś antropologiczną gwiazdą!

W hołdzie rodzajowi żeńskiemu :)

3 komentarze:

  1. :)
    Jestem dumna z faktu należenia do rodzaju żeńskiego :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ fajnie napisane! Też bym tak chciał umieć :)

    OdpowiedzUsuń