niedziela, 30 grudnia 2012

najpewniejszą rzeczą w życiu jest ciągła zmiana:)

Chłopaki składają tira z klocków. Mozolna to praca, nie ma co.
Prosta niby układanka, a wymaga skupienia i dostrzeżenia detali w stożkowatym usypisku. Mnóstwo ukrytych elementów, które trzeba znaleźć, by stworzyć całość jak z obrazka.
 Patrzę na nich z ukosa i zastanawiam się czy z tych wszystkich, prawie 365 dni, udało nam się znowu zbudować coś co działa, jest stabilne, cieszy oko i będzie miało ciąg dalszy? Tak - myślę sobie. Wspólnie się udało. Osobiście nawaliłam na pewnych frontach i w pojedynkę dźwigam walizeczkę wyrzutów sumienia, ale to moja dola, nie rzutująca zbytnio na całość.

Patrzę na Igora. Pomijając chwile, kiedy mydło wpadnie mu do oka, albo wyrżnie o podłogę, stwierdzam, że mam naprawdę radosne i szczęśliwe dziecko.
Nie wydaje mi się przecież. Widzę roziskrzone oczy, uśmiech z rzadka schodzący, uprzejmość i serdeczny, dziecięcy gest. Jak tu myśleć cokolwiek innego?
Patrzę na męża (on niech tego nie czyta, bo mógłby się zawstydzić cy cuś;)  i dziękuję bogu za tego człowieka. Kurka, no kłócimy się, nieraz ciskamy w siebie piorunami, szturchamy niewygodnym słowem, bywa... bo ogień i woda..bo życie...bo  bo bo... Nie bez kozery stwierdzam, że to ja najczęściej podpalam lont, ale mieć w drużynie strażaka-stoika, który ma wystarczająco cierpliwości i w porę potrafi przydepnąć syczącą iskrę - to skarb. Przy nim pokornieję.

Gdyby ogarnąć ten rok, to nie wydarzyło się nic wielkiego, a jednak naprodukowało się sporo niepozornego lepiku, który nas wzmocnił.  Wydarzały się proste rzeczy, przemykały uśmiechy, robiły wspólne posiłki, wybrzmiewały rozmowy...co tu dużo pisać.
Powtarzalność, rutyna, niekoniecznie musi pójść na straty, każdy, najzwyklejszy dzień nakładający się na siebie, w jakiś sposób buduje. Nawet w poczuciu, że zalewa was beton rutyny, nie bójcie się odnajdywać  pęcherzyków świeżego powietrza, to może być zwykły-niezwykły buziak :) 
 Nie czuję się ogołocona z rewelacyjnych rzeczy, które mogły się wydarzyć, gdybym tylko.
 Może przyszły rok (jeśli sobie mocno postanowię) będzie bardziej ekscytujący, a na razie wystarczy że chcę,  dalej i z nimi, prostą i jednostajnie dopełniającą się drogą.


tik-tak tik-tak
za wskazówką pomyka szereg pytajników...



troszeczkę jestem zboczona numerologicznie, horoskopowo i tym podobnie;) Jest to zboczenie nie tak skrajne i raczej dyktowane ciekawością

 Co my tu mamy?
2+0+1+3...a to się = 6


2013 rok to numerologiczna „szóstka”, archetypowo ma związek z rodziną, miłością i równowagą. Pod egidą tej wibracji przebiegać będą różne zdarzenia tego roku.
Dla świata to czas zacieśniania różnorakich więzi, zarówno politycznych, jak i społecznych, dążenie do spokoju, opanowania, a także skupienia się na podstawowej komórce, jaką jest rodzina. Poszczególne państwa więcej uwagi będą poświęcały człowiekowi, jego środowisku naturalnemu, sprawom socjalnym, edukacji i sztuce.
Przede wszystkim tendencją tego roku będzie potrzeba osiągnięcia równowagi we wszystkich dziedzinach życia


Wszystkiego najlepszego w nowym roku !!:)

wtorek, 25 grudnia 2012

wesołe święta

 w niedźwiedzich skarpetach w norweskie iksy, ze świetlistą lampką wina, całkowicie niewinna
 wypoczęta, choć z poczuciem wątroby, uchachana,
 pozdrawiam i ślę beczkę śmiechu
Igor dostał zabawkę, której instrukcja obsługi jest dla mnie świąteczną bombką.
 Lepsza niż rozmowy 'po helu'. Brzmi jak instrukcja tajnego stowarzyszenia wolnomularzy, spisana zaraz po wypiciu baniaka pitnego miodu.

ekhmm...

kulki spadające
celem gry:

Każdy z graczy wybiera kulki dla ich kijami. Oni włożyć wszystkie laski przez rurkę, a następnie wlać kulki w górnej części rurki. Następnie każdy z graczy zaczyna się usunąć jej się przywiązanym jedną. Uważaj żeby nie upuścić do spadku.

;D

Gra wbrew regułom z zasady bez, więc m
y ich wybraliśmy dziś kijami dla rurki. On wlał kulki na kije by nie upuścić w dół. Przywiązanie do zabawy było i śmiechu nie miara co.



poniedziałek, 24 grudnia 2012

piątek, 21 grudnia 2012

otwarci inaczej

Czytając blogi po angielsku pisane, nawet sporo rozumiem i jeszcze nie trafiłam (może mało zagraniczna jestem) na bloga malkontenta. Tam zawsze, albo w przeważającej części wszyscy są happy, wklejają tęczowe zdjęcia, superaśne linki. Raczej nikt nie wnika w swoje stany emocjonalne, nie kontempluje deszczu w trzydziestu wersach, ewentualnie wklei tego deszczu zdjęcie jak z bajki.
 Albo mi się wydaje, że Polacy są bardziej z krwi i kości, albo nie przywykłam do permanentnego zachwytu nad życiem podpartego gotowym tutorialem np. robimy czaderską imprezkę dla dzieciaczków, nakładamy im na łebki filuterne kapelutki i pstrykamy focie.
Może być tak, że przypadkowo trafiam na gotowce szczęścia, bo za tą granicą zachodnią pewnie też miewają w sąsiedztwie z górami radości, doliny smutku, ale, czy mi się tylko wydaje - nie lubią o tym pisać, nie potrzebują?
W sumie po co, a z drugiej strony, czy te doliny nie są prawdziwsze?
 My to się przynajmniej nie boimy, wychylamy z własnych dołków.
 Skądinąd odnajduję w tym wszystkim wyważona kładkę, którą sobie tuptam, w jednym ręku ciasteczko, w drugiej mocna herbata. Mnogość tego wszystkiego  powala na kolana, oczy nie nadążają, trzeba się skupić by dotknąć znaczenia słów...a będzie tego więcej i więcej.

czwartek, 20 grudnia 2012

...

Izba przyjęć na ostrym dyżurze to gotowy scenariusz na dramat społeczny, tudzież thriller psychologiczny w którym wszyscy uczestnicy nie mają pojęcia co się za chwilę stanie i nikt raczej nie chce tego oglądać.
Kiedy trzeba nadstawiać tyłek pod zastrzyk, a obok smacznie, z obłoczkiem piany w kąciku ust, śpi bezdomny święty Mikołaj - kloszard z siwą brodą bez świadomości licznych odmrożeń, w  korytarzu zamroczony kibol, który co rusz próbuje wstawać i rozbija sobie łuk brwiowy, wylewa ocean krwi i prawie robi pod siebie, pan z dusznicą, stuletnia babcia błagająca o powrót do domu, pustego domu, bo z synem, niedorozwiniętym, daremny kontakt... no i na marginesie ja - starająca się nie ruszać, by ból w lędźwiach nie wycisnął z ust krzyku, a zęby nie rozszarpały rękawa. W tym fizycznym zniewoleniu błąkały się myśli i prośba słana za szpitalne mury, by zawsze był ktoś koło mnie, by nigdy nie być samotnym..i jeszcze jedna refleksja, trochę na przekór tej pierwszej, by jednak zaakceptować, nie walczyć z tym co się w danej chwili dzieje.

Teraz wysiaduję w domu i łykam prochy. Dyski wracają na miejsce między kręgi, powoli odzyskuję pion. Jest lepiej.

Nie przeciążajcie się, oszczędzajcie się.
 Mierzcie zamiar podług sił.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

nic takiego, nic wielkiego

Skrawek czasu przyszył się do mnie o poranku. Piszę, ale stanowczo pisanie na blogu zabiera cały ten skrawek, bo słowa się długo myślą, zanim się spiszą.
Za oknem podwójne paskudztwo, roztopy i kropy, a kropy na szybie i przyjdzie je zmywać.
Plan poranka mam taki - robię czystki, wpierw wymachuję ścierką, a potem wyprowadzam słonia na salony, niech pochłonie kilkudniowy opad sił i resztek energii. Uśmiecham się i szczerze?....mi się nie chce.


 zwyczajowy przerost formy nad treścią, brak rewelacji zawarty w kilku zdaniach
 a życie się żyje, wypełnia się ... nawet w tym banalnym kurodomowieniu.



W dalszych planach na przyszłość mam wstąpienie do kwiaciarni, do biblioteki, do sklepów, a następnie do przedszkola po mojego życia sens.
Wcale nie narzekam, choć wczoraj bezgłośnie westchnęłam....bo kuzyn spędza święta i sylwestra w Argentynie, a ja nawet nie w Zakopanem.

Marzy nam się taki kocurek
mmm...misiula:)



wtorek, 4 grudnia 2012

sen o taksówce i inne marzenia ściętej głowy

Przedstawienia autobusowe są iście dramatyczne, dziś byłam świadkiem.... gość wyrwał z autobusu prawie po trupie kontrolera, który go w ostatniej chwili łapnął za czapkę. Tym fantem pozostało jedynie pomachać uciekinierowi na pożegnanie .
  Nie cierpię poszturchiwanek na lini kontroler-frajer, tym razem nadmiar stresu wykiełkował na paragonie.
 Można wierszoklecić na sklepowym kwitku i w oparach spalin?


miałeś chamie czapkę z pumy, lecz wolałeś zrzec się dumy
i wyrwałeś się z potrzasku autobusu
co o brzasku wozi gapowiczów wielu
 z nadzieją że dopną celu
ty dopiąłeś, bo i pchnąłeś
kanara co ci tak głowę suszył
cóż, gdy teraz marzną uszy


Kiedy byłam mała, nieco starsza, a nawet nastolatką będąc, kiedy obca mi była tzw. konieczność i przymus, lubiłam grudzień. Nie mogłam się doczekać ubierania choinki, przewracałam mieszkanie do góry nogami w poszukiwaniu ukrytych prezentów, podjadałam pierniki z miski na szafie, pisałam w pamiętniku o śniegu i chodziłam na roraty...yyy, blef, nie chodziłam. W każdym bądź razie oczekiwałam świąt w rosnącym podnieceniu i dysponując szmatą czasu hopsałam od sklepiku do straganu kompletując podarunki.
 Teraz grudzień mnie przerasta, czuję się jak zakalec, jak karp, jak kapusta z grochem i suche igły pod choinką.
Teraz doceniam moją mamę i jej cyrkowe stanie na rzęsach, by to wszystko ogarnąć i podsumować najlepszą zupą grzybową na planecie Ziemi.
Mama to najlepszy prezent na święta, niech mój syn o tym pamięta.
Tym częstochowskim rymem kończę...
i przypominam, że

jeszcze tylko trzy tygodnie...



poniedziałek, 26 listopada 2012

do lata jeszcze pół roku z hakiem

Igor przychodzi dzierżąc kłębek kabli
 - Mamo patrz, jestem bogiem prądu ...pstszz, zsztttssss, pssssztsss....

Ostatnio jestem rozładowana. Rozpakowuję zakupy, potem pakuje się do łóżka i śpię. Gdzieś posiałam rękawiczki i zepsuł się zatrzask przy kurtce, nic mi nie wychodzi, tylko jakieś nitki ze swetra.. Nie mam ochoty. Ochota razem z Inwencją sączą drinki pod palmami.
Czy ktoś z was używa może jonizatora powietrza w mieszkaniu? Proszę uprzejmie podzielić się uwagami, wątpliwościami i zadowoleniem. Czuję, że coś w naszym czterokątnym powietrzu wisi i chcę to wygnać. Niemożliwością jest słuchanie symfonii kataralnej przerywanej dudami kaszlowymi. Tradycyjna farmakologia nie daje rady.

Mam za sobą film Ulricha Seidla.
 Myślę, że jest to film dla ludzi o mocnych nerwach, bo pokazywanie okładki mężczyznom zwykle wywoływało w moim otoczeniu szok z niesmakiem.
 Mężczyźni to słaba płeć, bo mnie przykładowo okładka zanęciła, wszelkie kontrowersje biorę z marszu.
Film jest dobry, że tak powiem życiowy, a mało to w życiu obyczajowych skandalów?
Prawda w oczy kole bardzo mocno, pod koniec niejeden zamknie oczy.

Funkcjonuje sobie turystyka seksualna i ma się dobrze.






piątek, 23 listopada 2012

obecna

Chciałam bardzo podziękować za wasze opinie, które zostawiacie w komentarzach. Z każdym wpisem mocniej sobie uświadamiam, że człowiek nie może opierać sie tylko na swoich przemyśleniach, bo one nie są w pełni ukształtowane. Uzupełniacie mnie, dolepiacie kawałek własnej gliny.

właśnie obejrzałam film " Marina Abramowić. Artystka obecna"
W tym momencie nabieram powietrza w płuca, splatam ręce za głową...

Jestem pod wrażeniem.
Jej ostatnie przedstawienie w nowojorskiej MoMa na pewno pozostanie w pamięci ludzi, którzy wzięli w nim udział. Wielu ponoć skrajność tego przeżycia odmieniła.
 3 miesiące, 6 dni w tygodniu, przez kilka dobrych godzin w ciągu dnia, Marina siedziała na przeciwko przypadkowego człowieka nawiązując z nim intymny, milczący kontakt. W całkowitym oddaniu, z zachowaniem pełnej świadomości i autentyczności  BYŁA dla innych.
czy to nie sztuka?
bo czym jest sztuka?
spróbuję odpowiedzieć bez pomocy wikipedii - sztuka to zjawisko ponadprzeciętności, nierzadko trudne w odbiorze. Sztuka jest zakamuflowaną prawdą, która trzeba wyłuskać, wymaga wysiłku i dlatego wzbudza szacunek.

" Ludzie nie rozumieją, że najtrudniej jest stworzyć coś z nicości.To wymaga całkowitego oddania, bo nie opowiadasz żadnej historii. Nie ukrywasz się za przedmiotami, nie ma nic, tylko twoja czysta obecność. Musisz zdać się na własną energię"
Szacunek.

W pewnej chwili przez głowę przeszła mi myśl - Nie daję rady dłuższej zabawie ze swoim dzieckiem, uciekam, wymiękam. Czas staje się wtedy ciężarem, którego nie można przesunąć, w którym czuję się uwięziona. Cóż, bywa.....  a co gdyby stać się pełnoetatową performerką obecnego macierzyństwa. Tylko niech to będzie spontaniczne, niezaplanowane. Niech to nie będzie wykonanie, a życie.





obejrzyjcie!



czwartek, 22 listopada 2012

radio bajer

Miałam być na antenie, ale chyba nie byłam. Nie do końca wysłuchałam audycji po godzinach w radiu Katowice. Udzieliłam wywiadu-niewypału na temat mat do tańczenia, bu ha ha...zadziwiające , jak człowiek sie niepotrzebnie nakręca, podnieca  sytuacją kiedy ktoś podtyka ci pod nos mikrofon i każe mówić. Dla niektórych to chleb powszedni, a dla mnie to tekst pisany wytłuszczona czcionką, torcik bezowy;)
 Chyba mam ten entuzjazm po tacie, który nagrywa wszelkie rodzinne występy w mediach i się tym szczyci. Rozrzut jest ogromny, ale jedno jest pewne - każdy chciałby się POCZUĆ, więc albo
wspinamy sie na ośmiotysięczniki, wydajemy powieści, a czasem wystarcza przypadek choćby w postaci  tych nagranych w przelocie słów, które zginęły w eterze...a ty wciąż o tym myślisz i myslisz i masz skurcze żołądka heh...
Ba, ale ja nie wierze w przypadki podobno...tak więc odebrałam lekcję, a raczej zrobiłam z niej powtórkę.
 Nadajemy rzeczom i zdarzeniom niebotyczną role, ale w skali świata to pryszcz. Nikt nie zwróci na to uwagę na dłużej niz kilka sekund. To ty poświęcasz temu najwięcej uwagi i może cie to poświęcenie zwyczajnie zjeść. Daj sobie luz po tej chwili
 Co było, minęło.

wtorek, 20 listopada 2012

tamto i siamto

Aaależ jestem w gorącej wodzie kąpana. Unoszę się jak balonik wypełniony helem i piszczę, jakbym go wdychała z butli, a raczej huczę jak piec któremu ciągle dokładają do ognia. Przyznam się, z biciem, że poszła na mnie skarga w pracy. Dlaczego jaaa!;)
 Szef wpadł przywitać się naprędce - dostałem maila z zażaleniem na ciebie, aaa i jeszcze przygotuj mi te indeksy i wydrukuj tamto i siamto... (jołć, ałaa) Z ostro przyprawioną treścią się jeszcze nie zapoznałam, aczkolwiek mam pozwolenie na wydruk i lekturę w ramach pokuty.
 Wiem  kto za tym stoi i  jes, aj noł, byłam niemiła, ale  sorki kobieto, tak mnie wkurzyłaś, że...no, przepraszam cie kobieto, może do ciebie napiszę jakiś miły list, kobieto?
W autobusie utwierdzałam się w przekonaniu, że albo zaczynam kurację bromem, albo dostaje powołanie i ląduję w zakonie objętym klauzulą milczenia i do końca żywota biję się lewą ręką w pierś, prawą czyszczę klęcznik. Na próżno sie utwierdzałam, a co niby z chłopakami ?
Szczerze - jestem osobą, która zyskuje bardziej przy następnych spotkaniach, jeśli pierwsze okaże się, jakoś tak pechowe. Poza tym jesli wzbijam pył tzn. wkurzam, to błyskawicznie opadam prosząc o kolejną szansę, o tak :)
Mama ciągle powtarza - magda, zaciśnij zęby, zaciśnij zęby. Mamo, szkoda szkliwa.
 Poza tym wczoraj składaliśmy łózko, które 'pachnie" jak akwarium chomika (uroczo) i padł nam odkurzacz, trąba mu smutno zwisa i nie wciąga. Jak nie wypadki to wydatki.

a to mnie uspokaja

piątek, 16 listopada 2012

run Forrest run...

Jest parę filmów, po obejrzeniu których mam ochotę zapaść się pod ziemię, razem ze swoim komputerem, centralnym ogrzewaniem i suszarką. Bo kiedy je oglądam, przypominam sobie co sie liczy w życiu i że szczęścia nie mierzy się rolexem. 
Tak wiem, że to nie luksus nadaje sens. Tak, wiem również, że AGD jest fajne i głupio narzekać na pralkę, która za nas kręci. Zdarzają się jednak chwile, kiedy uprzytamniamy sobie  małość lodówki wobec skrzących w blasku księżyca połaci śniegu, awaryjność kuchenki wobec muskanych słońcem policzków, dreszcz prysznicu wobec biczów wodospadu.

Kiedy oglądałam "Miasto biegaczy" zapadło mi w pamięć proste zdanie - " Jestem bardzo szczęśliwa"  Widzę skupioną, czternastoletnią Hawii, którą nogi niosą gliniastą ściezyną, między drzewami, po pagórkach, boso, w adidasach. Dziewczynę, której jedynym środkiem dopingującym jest miłość do biegania. Takiej miłości do biegania połknęłam tylko naparstek, a i tak zdaje się wyparowała.

 W sytuacji kiedy jest niewiele możliwości, łatwiej wybrać.
Żyjąc na rozlewisku opcji można się utopić albo ugrząźć, ale sport zawsze wyciąga - to uniwersalna przestrzeń dla każdego, w Etiopii, na Uralu czy w Wiśle Malince. W zdrowym ciele zdrowy duch, tylko dlaczego tak opornie przychodzi to wcielanie.



niedziela, 11 listopada 2012

ja ślę, ty ślesz, my ślemy

Słać można nie tylko swoje łózko, czasem trzeba inaczej, więcej, serdeczniej i do ludzi przede wszystkim
 Najlepiej słać dobre słowa, bo te maja największą siłę rażenia, a niektórych trzeba tym słonecznym słowem porazić mocno bo im samotno czasem i smutno.
 Przyłaczam się do słania dwoma rękami i szykuję biurko pod ROBÓTKI.

szczegóły u Bebe (miedzy innymi)
http://bebeluch.blogspot.de/p/robotka-2012.html




poniedziałek, 5 listopada 2012

miodowy ryż

W przedszkolu byłam ryża. To znaczy byłam miedziana , ale przezwisko miało dwie sylaby. Nienawidziłam swoich włosów. W liceum próbowali obwołać marchewką, ale o niebo lepiej czułam się z imieniem. Na studiach zaglądali do głowy, powierzchowność oceniali przy piwie.
Kiedy Igor przychodził na świat prawie posrebrzałam z przejęcia.
Obecnie, odrastając mysio, próbuje odtwarzać kolor źródłowy. Trudne to i śmierdzące farbą.
Jak to się człowiekowi gusta zmieniają, z czasem zaczynamy doceniać co straciliśmy...

Gdyby spersonifikować jesień byłaby Monetem.
Ryża polana i miodowy las w okolicach Jaworzna.





a w domu miłościwie nam panujący Dartek Vader przegrywa w gwizdnych wojnach pogodowych.
 Co poradzić? Lektura na temat kaszlu wygrywa z "Imperium wilków'


czwartek, 1 listopada 2012

...

Dzisiaj dowiedziałam się o czyjejś śmierci i czyjejś chorobie.
Zeszłam do głębokiej studni. Jest przeraźliwie zimno.
Próbuje sobie, niepotrzebnie, wyobrazić jak to jest gdy dziecko traci matkę i co ta matka w związku z ta stratą i tuz przed nią czuje, co czuje i przeżywa dziecko.
 Jest to najsmutniejsze, najbardziej rozdzierające wyobrażenie ze wszystkich moich wyobrażeń, które próbują naśladować prawdę.
 Nie jest mi do tej prawdy daleko, mam dziecko, mam chorą i wybujałą wyobraźnię.

zastanawiam sie nad tęsknotą.
 Skąd się bierze tęsknota. Czym jest tęsknota dla ludzi którzy nie wierzą w Boga?
Jeśli na ten blog zajrzy nieprzypadkowo ateista niech mi odpowie i to pytanie naprawdę nie jest podszyte złośliwością. Dla mnie, osoby która wierzy w istnienie nadprzyrodzonego, tęsknota jest wołaniem duszy, która odrywa się od ciała i biegnie za tym co utraciła, albo ucieka od tego co utraciła, żeby więcej nie tęsknić.
 Tęsknota naprawdę odrywa od ciała, rozdziera je jak nic istotnego.

zastanawiam sie skąd sie biorą w kanalikach łzy, skąd sie w spojówkach wzbiera woda a potem te wodospady po polikach...
Dziwne jest myslenie o wyciskaniu łez z konwulsjach smutku, który ma swoje podłoże biologiczne. Łzy nie mogą być tylko słoną wodą.




sobota, 27 października 2012

biłgorajskie lekarstwo na głuchotę i poranny widok na przetarcie oczu

ten blog się muzycznym staje :)

leżała na półce w sklepie kulturalnym i wyglądała okładką na ludzi.
 Musiała taka jedna wziąć i posłuchać audycji w radiu Roxy i usłyszeć, żeby się zachłysnąć, a dopiero potem z półki pochwycić  ukoić w rękach i uszy zagłaskać.
Muszę się wam do czegoś przyznać - chcieć podążać moim śladem, to odkryć pragnienie znalezienia harmonii u styku przeciwieństw, odkryć pokój i nieprawdopodobną spójność w połączeniu powierzchownie obcych rzeczy. W muzyce liczą się melanże, zetknięcia różnych światów, eklektyzm.
Może nie powinnam pisać pod wpływem chwili, ale właśnie odnalazłam wszystko, co na chwile obecną potrzebuję. Znalazłam to w muzyce, czy to nie cudowne?:)

folklor połączony z elektroniką, jazzem, muzyka klubową, wschodnią nutą, śpiewem alikwotowym - a całość po prostu
ZJA-WI-SKO-WA!!!

Makaruk "Erotyki ludowe" ( wespół z zespołem śpiewaczym z Rudy Solnej)



jesli zobaczycie w sklepie ta okładkę to ...!!!




 a jeśli zobaczyliście dziś to, co ja - to nie było do przYwidzenia, to się dzieje naprawdę.
 Przepowiadali, wróżyli i widzieli w szklanej kuli. Moje wytrzeszczone gałki wpadły w pułapkę bieli. Idzie ta zima jak z płatka




piątek, 26 października 2012

między słowami

o bogu mówi się w różny sposób i tak naprawdę, to mówienie może okazać się czczą gadaniną. Nigdy nie odkryjesz po słowach, co człowiek ma naprawdę na myśli. Zdania to niejednokrotnie kamuflaże, oderwane od istoty wyartykułowane dźwięki. Słowa nas gubią, ale stało się tak, że one sa naszym głównym orężem więc trzeba mieć do nich serce!
Czasem mierzi mnie bitwa na głosy, kiedy ludzie przekrzykują się by sobie udowodnić prawdę. Gdzie ta prawda, kiedy to twój zryty rzeczywistością umysł stara się ogarnąć wszystko. To kpina, bo umysł jest inwalidą - jeśli używasz go jako narzędzia do zmierzenia i nazwania tego co duchowe, to ślizgasz się po powierzchni.  To, co transcendentne pozostanie takie niezależnie od tego, jak będziesz to sobie starał wytłumaczyć i uporządkować w głowie.
Ludzie siebie piętnują za słowa, wystarczy że jakieś słowo im się nie spodoba i już uruchamiają oskarżycielski ton. Bo jeśli "źle mówimy" to tacy tez jesteśmy. Proszę się zatrzymać w tym momencie i zastanowić, czy tak jest w istocie.
Mam takie zdanie ...
człowiek stworzył ...hmmm..nazwijmy to brzydkie wyrazy. Ludzie używają od groma brzydkich wyrazów, ale.... to tylko brzydkie wyrazy. Choć mam odruch wymiotny kiedy słyszę w tramwajach seriami przewijające sie 'kurwy'  w charakterze przecinka, to w tej piosence...no...coś w niej jest takiego, że stanęły mi w oczach łzy.
Dlatego dziś mam odwagę (tak, tak, bo ja się zwykle boję;) ją pokazać i skłonić was do posłuchania.
Nie , nie będę słuchała reszty nagrań Winiego, nie dam rady, bo reszta tego rapu to rzucanie się z piątego piętra na łoże fakira heh..
 Warto czasem wsunąć się pod słowa, pod brudnym dywanem mogą kryć się perły, prawdy uniwersalne.






piątek, 19 października 2012

cie chorooba...

Mam bardzo dużo czasu, całe życie wręcz. Czas jednak oddaję pracy. Praca praca praca...po powrocie do domu, padam padam padammmm....czyli walc konającego, tudzież obowiązkowa samba w kuchni i coraz rzadziej rumba w sypialni.
 Dziecko chore 3 tygodnie już. Trzy tygodnie dziwnego drapania w gardle bez jakichkolwiek zmian osłuchowych (się to fachowo nazywa) Od dzisiaj antybiotyk, kurka wodna! Pierwszy antybiotyk w jego pięcioletnim życiu. Jesli nie przejdzie, to wizyta u alergologa murowana. Tylko na co ten przedszkolak może mieć uczulenie. Już wiem!! Na przedszkole! Ostatnio się zwierzył, że lubi tak kaszleć bo nie musi chodzić do przedszkola, wot i probliema. Igor od zawsze opierał się przymusowi życia w stadzie równolatków, więc jak poradzi sobie z obowiązkową frekwencją w szkole?
z dziś:
lekarka - Umiesz połykac tabletki? Trzeba je popijać herbatką, soczkiem...
Igo- Tak, tak, w ogóle to lubię popijać. Popijam sokiem jabłkowym, herbatą i...kompostem.
matka w brech, a lekarka z powaga - kompostem się użyźnia ziemię w doniczkach, wiesz?
 No co też nie powie;)

środa, 17 października 2012

co mi się podoba

Trawi mnie głód.
Obecnie jest to ssanie muzyczne i dlatego po nocach markuję na youtube i słucham z oczami na zapałkach, za to z uszami słonia. Hopsam od obrazka do obrazka i wychwytuję co bardziej 'moje" brzmienia.
 Łapię się też na tym, że czasem muzyka nie tak bardzo do mnie przemawia jak osobowość muzyka, jego poszukiwania, inspiracje, życie. Pierwsze wrażenie w muzyce (to dobre) zwykle otumania, bywa też, że  tumany zachwytu wzbijane przy pierwszym odsłuchu, z lekka się rozrzedzają przy kolejnych i pozostaje tylko niemrawe "fajne" z "ale". Ja tak miewam.

Najpierw Invisible. Może dlatego, że wprzód było spore ACH! a potem tylko lapidarne  "no nawet" Niewidzialni są  psychodeliczni i smętnawi. Na swojej drugiej płycie eksperymentują na pograniczu depresji i trzeba przyznać, ładnie się synchronizują ze smutkiem. Cóż, stwierdzam, nie bez satysfakcji, że nie jestem AŻ tak melancholijna, więc nie wsiąkam do szczętu.
 Polecam  ich muzyczną widokówkę z wodą w zwolnionym tempie, ładna jest:)


 

Subtelna i czarująca jest nowa płyta Destroyer - " Kaputt".
Ów (niby) niszczyciel to właściwie kanadyjski muzyk i kompozytor Daniel Beyar, którego wcześniej nie miałam okazji usłyszeć, a tu proszę - miła niespodzianka. Swoją drogą co on na tej płycie zniszczył? - zły gust może... choć w tej materii nie należy podobno dyskutować.
Jest spokojnie, ale do studni łez nie wpadamy, dlatego bardzo lubię, gdy  Destroyer działa... no co tu dużo pisać (tym bardziej, że jutro zaczyna się już wkrótce;)





Gdybym miała, po swojemu, określić następną kapelę to użyłabym słów - Elektroniczni Beatlesi.
Czuję pod mostkiem, że tak właśnie jest, a serce nie kłamie.
No i uwierzcie mi na słowo pisane - właśnie przeczytałam podlinkowaną recenzję, gdzie nazywają ich Beatlesami przyszłości . Ha! ma się tą intuicję:D
 Podrygi to czynność, która niezmiennie wyrywa mnie z pozycji siedzącej gdy ich słucham, bo bardzo korzystnie (jak mawiał mów wuj) jest posłuchać Django Django - wzrastają siły witalne, nastrój sie poprawia, sprężystość ruchów także. Polecam!!!



Ostatni (choć pewnie i tak wybrani dotrwali końca;P) są David Byrne i St. Vincent.
 Byrne to legenda - Andy Warhol muzyki, ale St. Vincent to dla mnie nowina.
 Święty Wincent był (jest ) kobietą i zwał (zwie) sie - Annie Erin Clark.
 Annie jest bardzo zdolna:)
Na razie nie mogę wiecej powiedzieć na jej temat, chyba tylko tyle, że nie słucha się jej ot tak, po prostu.
 Jej najnowszy album powstał przy współpracy z Davidem B. i jak można przypuszczać jest hmm...inny niz piosenki Adele?

 Ten kawałek dziwnie mnie urzekł. Chcę wracać, by raz jeszcze posłuchać i obejrzeć... pouśmiechać.



a tu samaVincenta, pogrzebana




poniedziałek, 15 października 2012

co uszczęśliwia?

Przekraczamy różne granice...cierpliwości, Niemiec, zdrowego rozsądku itp. Najbardziej spektakularne są w tym wszystkim granice ludzkich możliwości.
 Felix Baumgartner (felix -  szczęliwy; łaskawy) zdobył się na skok z wysokości 39 km. Spadając, przekroczył granice dźwięku, kilka innych - fizycznych, no i na pewno pokonał coś w sobie. Jak uklęknął na ziemi, czuł się szczęśliwy...że przeżył. Sam powiedział, że na  szczycie nie myślał o wynikach, rekordach, ale o tym by wylądować w jednym kawałku.
Zastanawiam się, po co nam takie rekordy? Jest to uwarunkowane genetycznym deficytem adrenaliny, niektórzy muszą POCZUĆ, że żyją ślizgając się po krawędzi?
Czy wasze szczęście jest czymś uwarunkowane? Czy można być spełnionym po prostu?
 Do tego zmierzam.
 Wyzbyć sie pragnień.

tu macie podlinkowany skrót owego wyczynu:
http://wiadomosci.onet.pl/wideo/historyczny-skok-felixa-baumgartnera,97065,w.html#


a niektórzy przekraczają swoje granice w ciemno

granica jest jak tajemnica

piątek, 21 września 2012

szarość nie radość...czyli na zakręcie, a raczej rogu...nosorożca

Za każdym razem, kiedy dzieje się u nas 'coś większego', bogatego w treść, Leszek z nutką ironii stwierdza - Napiszesz o tym na blogu. Posyłam mu wówczas krzywy uśmiech grymasem zwany, bo odśrodkowo wiem, że raczej nie.
 Czuję się podzielona na dwie części, z której jedna jest większa i obrazkowa. Udzielam się na drugim blogu, ale i tam wytraca się powoli mój entuzjazm.
 Kiedy zaczynałam pisanie tego, powiedzmy pamiętnika, przeczuwałam, że to się pewnie kiedyś skończy.
 Nie mówię, że się właśnie kończy, nie!:) ...choć może boję się do tego przyznać? Może mój zapał samoistnie wygasa, jak w związku, jak w pracy...wypalenie.
Nie poświęcam obecnie tak wiele czasu na zaglądanie i czytanie Was, jak robiłam to niegdyś.
Powoli opuszcza mnie potrzeba wywnętrzania, opisywania, dzielenia się...jakbym się kurczyła i próbowała zabić myśli w zarodku, jakby sens miało tworzenie przestrzeni czemuś innemu, co niekoniecznie ma nazwę.
Od tej pory ten blog mógłby być jak sen, poezja, jak urywki zdań....
Nie wiem co będzie, jakie będzie, czy będzie...


Wygrzebałam z archiwum zdjęcie.
2 lata temu w zoo.
 Pisałam o tej wizycie, w tym miejscu i jeszcze przed chwilą wahałam się...zamieścić na tym blogu, czy drugim? Życie zatacza koła, choć w innej czasoprzestrzeni. Wtedy czuliśmy się całą rodziną znużeni, jak ów jegomość ze zdjęcia i pozostała menażeria.
 Wiecie, czasem rozczłonkowanie niesie niepotrzebne frustracje, jak się chce za dużo i dodatkowo - niewiadomoczego.

szara eminencja (ktoś się identyfikuje?:P )

i trochę zeszłorocznej kolorowej jesieni do góry nogami


Słucham starych nagrań Bobbiego McFerrina, którego być może kojarzycie ze świetną piosenką-
"Don't worry be happy". McFerrin nie używa instrumentów, tłem muzycznym jego piosenek jest głos - mistrzostwo świata!
Nie bez kozery zachęcam jesiennych smutasów (i nie tylko) do przypomnienia sobie tego hitu.

z pozdrowieniami
                         Magda i Bobby:)




piątek, 7 września 2012

trup w szafie

Każdy ma swojego bohatera, każdy ma swoją tajemnicę.
Mam idola, który jest socjopatą, ale wybaczam mu  umorusane krwią ręce, tym bardziej że jest fikcyjny a jego mroczne popędy na dobre wychodzą uczciwym obywatelom. Widział kto Dextera? Jeśli nie, to pewnie właśnie morduje;) W ilu ludziach drzemie mroczny sekret, drzemie bądź nie...licho wie. Moje sumienie nie przypomina górskiego kryształu, raczej jaspis afrykański.
Nigdy nie odkryję się do końca, choc kiedyś snułam plany, by swoją drugą naturę zaprzęgnąć do pisania innego bloga, z mniej zamaskowanym obliczem. Tylko co mi po szczerej spowiedzi- pranie brudów incognito wydaje się żałosne i na dłuższą metę nieciekawe. Wolę swoją słoneczną stronę i jej się trzymam.
Widzę jednak, że wielu nie próbuje nawet tworzyć muślinowej powłoczki delikatności wokół swojej wirtualnej kreacji i daje sie poznać. Pewnie jest im lżej:)

Ukończyłam trzeci poziom wtajemniczenia w życie Dextera Morgana - sympatycznego potwora.
 Serial mnie wciągnął, choć z biegiem czasu coraz częściej zwracam uwagę na niedociągnięcia w scenariuszu. Dociera do mnie, że każdy amerykański serial niekoniecznie musi być wiarygodny i rzetelny, ale przede wszystkim wciągać w wir wydarzeń.
Nie każdemu serialowi to wciąganie się jednak udaje, więc trzymam sztamę z Dexem.
Przede mną podobno najciekawsza, czwarta seria...tylko jeszcze nie zdołałam jej zdobyć;/
ma kto?


niedziela, 2 września 2012

no problem?

Bywacie na siebie źli?
Złość piękności szkodzi i w związku z tym widzę u siebie kilka dodatkowych zmarszczek;)
 Nieprzyjemne to uczucie bycia złym na samego siebie, ale bywa,  bo złość się bierze z bezsilności pt. 'jestem taki beznadziejny, nie potrafię itp... a kto tak czasem nie pomyśli?
W końcu jednak okazuje się, że nie jesteś taki znowu do bani.
Gdybym była beznadziejna, to by mi nawet przez myśl nie przeszło, że mogę być, bo sądzę, że
 beznadziejność wiąże się z brakiem krytycyzmu i autorefleksji.
Bywa, że popadam w umysłowy stupor.
Myśli lubią oblepiać warstwami jakiś problem w końcu doprowadzając do jego kuriozalnych rozmiarów. Problemy nie przychodzą z zewnątrz, sami je tworzymy, o tak!


 (obrazek z netu)

Weźmy pod lupę naszą obecną sytuację domową i jak się ma na tej płaszczyźnie owa problemotwórczość

Problem nr.1
Przede mną 3 tygodnie kurodomowienia na pełnym etacie. Dopóki nóżka się nie sklei trzeba (trzeba?) wymyślać fajne sposoby spędzania wolnego czasu. Czy istnieje strona - 'zabawy dla dzieci ze złamaną nogą' tudzież ' matko rusz głowa i tyłkiem, by twoje dziecko nie sczezło z nudów' ? Zaraz wpisuję hasło w wyszukiwarce, bo zdążyłam zaobserwować jak kilka dni braku aktywności zmienia Igora w pojadającego kanapki niewolnika bajek i komputerowych gier.
podpunkt 1 problemu nr 1.
Szczerze mówiąc, wychodzenie na spacerki z ponad 25-cio kilogramowym balastem wózka i dziecka nie uśmiecha mi się absolutnie, układanie domków z klocków też mi się nie uśmiecha, lepienie z plasteliny tez mnie nie bawi, wyścigi autami też....czyli ogólnie  - nie ma się z czego śmiać.
 Problem nr 2
matko z córko - tyję. Dzisiaj uczepiłam się wyrzutu sumienia i wystrzeliłam na przebieżkę po lesie, co z tego kiedy teraz pisząc bloga sączę piwko. Rączki oprę o biurko, nie zdążą opaść.
problem nr. 3
Dlaczego nie mieszkam na wsi, w parterowym domku z ogrodem, dlaczego nie potrafię dobrze prowadzić samochodu żeby nie wahać się zabrać nas tu i tam. No i dlaczego leniwce zalęgły się tez na starym kontynencie czego jestem przykładem?
problem nr 4
 Dlaczego ględzę, skoro to ja jestem największym problemem?

Te bzdurne i mniej bzdurne myśli rzucają mnie na łóżko z rozwartymi ramionami bezsilności

 z prawie ostatniej chwili:

 -Igorku chciałbyś mieć rodzeństwo?
- tak, chciałbym mieć braciszka
- ojej, ale tato za bardzo nie chce więc jest 1:1, co mam zrobić?
 Igor łapie mnie za ucho i konspiracyjnie szepcze
- powiedz mu że jedziesz na wieś, ale nie jedź, tylko  idź do doktora po dziecko

 nie ma problemu
pan doktor się postara ;)

...mam wzór do naśladowania, a nie małpuję he he


poniedziałek, 27 sierpnia 2012

o tym jak się nie dali i pojechali...

Wróciliśmy. Krótki to był pobyt acz intensywny - wysiłkowo i okolicznościowo. Gdyż nad malowniczymi okolicznościami przebywania tu i tam zawisnął gips, żeby nie było lekko. Igorek nam wywinął numer na krawężniku tuż na dzień przed wyjazdem. Nadzieja umarła na drugim piętrze oddziału chirurgicznego - złamanie kości śródstopia. Postanowiliśmy jednak oszczędzić włosy na głowie i mimo wszystko wziąć w garść siebie.
W głowie zamigotał odblaskiem wózek spacerowy ( z tym że przydomek spacerowy to chyba nadany, żeby było śmieszniej), który całe szczęście ktoś z rodziny jeszcze chował, więc wyjechaliśmy z dodatkowymi czterema kółkami w bagażniku.
Ile upchaliśmy się wózkiem po ścieżynach wąskich i żwirowych to nasze i naszych bicepsów, ale czego się nie robi dla dziecka i jak się jest zawziętym na przeciwności losu;)
Doszukałabym się może plusów powyższej sytuacji - jak brak potrzeby wzmożonej kontroli rodzicielskiej - ale nie będę sadystą. Każdemu lepiej na dwóch kończynach, ale nasz syn dopiero za 3 tygodnie poczuje na lewej stopie chłód podłogi. Brrr...ciary mam, bo i klaustrofobię... bywa że w butach też
Pierwszy dzień poza miastem mnie oczarował, przytępił do cna pamięć ostatnich wypadków...bo to było miejsce w środku lasu, z nieograniczonym dostępem do ślizgania kajakiem po wodzie i grzania się przy wieczornym ognisku...i tak co dzień, do samego końca...







wtorek, 14 sierpnia 2012

jezu jak sie cieszę...;D

juz za parę dni, za dni parę...
:))
Krasiejów
dinozaury
domek drewniany nad stawem
kajaki do dyspozycji jaśniepaństwa
najstarszy most wiszący w Ozimku
koniki
daniele
Dziczczcz


dwa tygodnie za miastem
ale to dopiero (już !) za tydzień


ogólnie
chce się żyć (jak zawsze)

Jesli ktoś ma jeszcze ochotę bywać u mnie, to ostatnimi czasy bywam częściej między kolorami

piątek, 27 lipca 2012

modulacje

Działam jeszcze na częstotliwości dzień, czas zmienić parametry na nocne, muszę wszak jutro bladym świtem wstać i się wymodulować do pracy, robię to własnoręcznie nie za pomocą syntezatora.
w sumie nie mam nic do syntezatorów, uważam że sztuczne i przetworzone tez bywa ładne:)



czwartek, 26 lipca 2012

...a co wieś o przyjaźni? ;)

Zawieźliśmy dziecko na wieś. Dziecko odbywa już czwarty dzień rajskiego pobytu u boku ukochanej cioci i babci. Dziecko jest (domyślam się ) wniebowzięte, towarzysze byc może tez, ale bardziej umęczeni.
Nic dodać nic ująć - Moja siostra ma moc - moc cierpliwości i ogólnie - moc!
 Moja mama tez jest mistrzynią w ogarnianiu i pilnowaniu..no i w ogóle! :)
Naprawdę doceniam, że takie są wspaniałe i kochające.
Czasem trudno okreslic przyjaźń. Czym jest?
Moim,  'wszechstronnym' ( i chyba jedynym) przyjacielem jest mój mąż z którym robię wiele rzeczy, jeśli nie wszystko;)
 Czy mogę powiedzieć, że przyjaźnię sie z siostrą. Raczej trudno mi tak to nazwać...hmm...kocham ją, ale nie ma między nami zażyłości. W rodzinie to się czasem dziwnie plecie i układa, nie sądzicie?
 Ufam im, ale jakiekolwiek zwierzenia przysporzyłyby mi tysiąca pytań z gatunku - "a dlaczego, po co?" oraz tysiąca kontrargumentów, porad, połajanek.....jeśliby się dłużej zastanowić, to własnie tak by było (ba! czasem jest).
 wstawiam teraz wielkie NO CÓŻ..
nie można mieć wszystkiego.
Są różne odcienie przyjaźni, miłości...prawda?

Kiedyś zamieszkam na wsi... będę godzinami snuć się polnymi ścieżkami,  a potem łapać ostatki zachodzącego słońca





czwartek, 19 lipca 2012

Było sobie szycie

Nie myśleć za dużo o złych rzeczach. Złe rzeczy wiszą w powietrzu ale nie ściągać ich myślami, o nie!
 Pilnować swoich myśli!
Najgorzej, jeśli przydarza się rzecz zła i po niej aktywuje sie czarny magnes. Dziecko ma dwa szwy na głowie, bo się urwał hak na którym wisiała huśtawka...czarna huśtawka bleee...
Skrzypią mi kolana znów (czy jedząc więcej żelków będę bardziej elastyczna? ;)
Ogólnie nie daję się szarości, mam różową łopatkę do odkopywania skarbów. Dziś czekają mnie skarby czwartkowe.
 Dobrego dnia wszystkim!

czwartek, 12 lipca 2012

niedziela, 8 lipca 2012

o duszy, dusznościach i innych wizjach 'hot summer'

Wierzę , że każdy w sobie nosi.
Duszę
Wiecznie młodą, gdyż teoretycznie dusza nie powinna się starzeć, bo nie tyczą się jej żadne parametry
Ale, jest pewne ALE.
 Ciało sie starzeje i dusza może sie starzeć wraz z nim, zależy czy jest silniejsza od ciała, czy słabsza.
Często spotyka się młode dusze w starym ciele, stare dusze w młodym ciele, dlatego myślę że istnieje ścisła współzależność.  Rozprawialiśmy w pracy o starzeniu i kolega tak ładnie temat ujął ..."może po prostu nazwać to dorastaniem". Tak więc dorastamy całe życie do tego, by zmierzyć się z nieuniknionym.
....a może starość to tylko iluzja?



Kiedy tak siedzę całymi dniami w pracy i nudzę się jak mops, układam ciche litanie do deszczu. Dziś burze, więc modlitwy zostały wysłuchane. Uff..nie wiecie ile sie trzeba czasem napocić żeby sie nie spocić.
 Ile naklęczeć przy zakurzonych regałach  w intencji chłodu i cudownego wskrzeszenia klimy. Chyba dzięki temu ofiarowano nam wentylator....który mieli ciepłe i zastane powietrze, ale zawsze to coś, by mniej czuć się tak :
albo tak
albo tak



;D

Ponadto To WSZYSTKO szacun dla  panny Radwańskiej! Nic mnie nie obchodzą co poniektórych opinie, że tenis to dyscyplina snobów, bez miejsca dla plebsu na trybunach. Podziwiam wysiłek indywidualny i wkład pracy, nie otoczkę.

Snujemy wizje namiotowe. Nieco się obawiam, jako ze moja wielkopańska natura nie przyswaja  (przynajmniej nie miała okazji) spartańskich warunków urlopowych. Dam radę w warunkach polowych czy też nie? Zaszalejemy bez rezerwacji i harmonogramu, czy damy sobie spokój na rzecz wygodnych kwaterek? Urlop pod koniec sierpnia, czasu więc sporo do namysłu.
 Kto ma doświadczenia turystyczne z pobytu nad Zalewem Nyskim niech coś szepnie na temat, bo igła kompasu zastygła na kierunku zachód, ale ma jeszcze szansę drgnąć w innym.




I jeszcze gwoli zesłania nas na ten świat - "Starośc to tez radość"
 jejciu, tak bardzo bym chciała nie gorzknieć, a dostrzegac uroki zycia gdy ciało zacznie zmierzchać.
 Polecam "Uroki życia"
 Film STARY ale JARY:))

poniedziałek, 25 czerwca 2012

ryby mają głos

Najlepiej pisze się na świeżo, tuz po przeżyciu czegoś wartego opisania. Nawet jeśli wartość owego przeżycia jest subiektywna.

Życie jest ciągłą konfrontacją.
Patrzę na coś, co jest przeciwnością mojej rzeczywistości i zachwycam sie. Obejrzałam film który nie zapoczątkuje przełomu w moim życiu, ale unaocznił, ze bycie perfekcjonistą jest w porządku.
Wszędzie ocieram się o treści, które wskazują na sens życia - 'niech twoje marzenia nie pozostaną marzeniami' 'odważ się' etc... Czuję sie bombardowana gradem sentencji.
 Obyłam się z tym gradem, nie żłobi tak mojej psychiki. Teraz panuje moda na mądre zdania, zdania drogowskazy...

Jiro sam dla siebie jest drogowskazem.
Jak można całe życie macać ośmiornice, patroszyć tuńczyki, odcinać głowy halibutom??...Można. Mnie trudno było to zrozumieć, bo zwyczajnie tego nie kocham. Trzeba kochać, a najmocniej trzeba kochać swoja pracę, wtedy całe życie sie nie pracuje, bo praca zlewa sie z życiem, a życie staje sie pasją.
Obieranie rybich łusek w pewnych rękach staje się poezją:)

To jest film o pasjonacie, człowieku niepodobnym do mnie.
To jest film sentencja.

wtorek, 12 czerwca 2012

ściema przez duże Ś

- Zjedz trochę łososia (ja)
- Nie chcę (Igor)
-  No zjedz
- Zjedz! Łososie są z Norwegii (leszek oderwawszy się od Rosji i Polski na boisku)
-  Z Norwegii? (Igor retorycznie)
 - Tak. Tam mieszka Św Mikołaj
 - Święty Mikołaj??
 -Tak. Łososie pływają w jeziorach  świętego Mikołaja
- Święty Mikołaj jest stary
- No jest, ale je łososie, a łosoś opóźnia oznaki starzenia i w ogóle daje mu siły, żeby na święta przynosił  prezenty

kłamstwo tłustymi nićmi szyte, ale z ikrą...bo ostatecznie je przełknął ;)





poniedziałek, 11 czerwca 2012

w pogoni siebie masz mniej, to na uwadze miej...

To jest zespół z mojego miasta Sosnowcem zwanego. Skład zespołowy ponoć lubi "mocno żyć" jakkolwiek to sobie zinterpretujecie heh..
Przypadkiem trafiłam na you tyube i gdyby nie męzowskie, zza głowy dobiegające - "O! oo!'
Nie wiedziałabym, że to ziomale, nawet zdolni... a harmonijke do ust przytyka znajomek z lat knajpianej młodości.
Świat to jest jednak mały;)

w pogoni siebie masz mniej, to na uwadze miej, że ciągle siebie masz mniej...




a jak ktos dzis ma dobry dzien i dobrze wszystkim zyczy to mnie tez może:D
swoje urodziny obchodzę wyjatkowo, lub nie, na drugim blogu :


kolorami.blogspot.com

:)))))))))))))))))))))))))))))

piątek, 8 czerwca 2012

kino drogi i przystanek las

Wsiada kobieta zasapana przez duże ACH i ECH.
Siada i namierza wzrokiem ofiarę najpierw ogłaszając wszem i wobec:
 - Nic dziś nie załatwiłam, no nic. Człowiek wychodzi z domu żeby pozałatwiać i nie załatwia. Wyszłam o dziewiątej, jest jedenasta, a ja nie mam, bo nie dałam rady załatwić.
Zero odzewu tramwajowego.
- Się człowiek nachodzi, tu , tam. Obejdzie...bo byłam w tesco i nie ma, do biedronki nie zaglądam, bo mówię, pewnie nie ma, ale w tesco, że nie ma? Nic nie ma w tych sklepach co powinno być, nic. Wszystko jest, a nic nie ma, skaranie boskie.
Ofiara się znalazła i przytakuje, więc kobieta sie rozkręca
- Myślałam że w Tesco cukier w kostkach jest, ale gdzie tam, cukier zwykły jest, stoi, ale żeby nie było kostek, w kostkach zeby nie było? To gdzie ja taki znajdę?
- Może pani w lokalnych sklepach popyta...
- W lokalowych?..nooo..to eeee..gdzie?
- No na osiedlach , w małych prywaciakach może będzie
- No chyba...bo mówię pani ..żeby cukru w kostkach nie było, to nie wiem i ja sie mam po lokalowych tłuc, ludzie święci, że też po lokalowych przyszło...no...ale zajrzę, bo to nie może być, żeby nie było

zemdliło mnie, was tez tak czasem mdli od ludzi?
 Droga powrotna była ostro przyprawiona, ale nie bolały tak wrzaski, skądinąd usprawiedliwione - NIC SIĘ NIE STAŁO!!!POLACY NIC SIĘ N IE STAŁO !!NIC SIĘ NIE STAAAAŁO..!!
i la la lala
 la la lala
 Mówcie co chcecie, nie przepadam za piłka nożną, ale dzisiaj w pracy czułam jedność kiedy puścilismy sobie mecz z internetu. Razem. Razem z napiętymi mieśniami twarzy czekalismy, czy Grek strzeli tego karnego. I nie strzelił. Magiczna ulga wspólnoty:))
Nigdy wcześniej jak własnie dzisiaj (jakiekolwiek gromy teraz spuszczę na siebie) poczułam sie Polką, taką biało czerwoną ;) Czyz nie jest tak, że tworzy sie obecnie historia, jej kolejny rozdział?

Pisałam już, że strzelałam z łuku?
 Nie? No to strzelałam. nauczyłam sie niestety juz po spotkaniu z cukrowa kobietą, bo by było  tere fere kuku jak sie patrzy, aleee...
 ...dowiedziałam się, że cięciwa jest dołączona do majdana (majdanu?) o !
Strzelałam do pudła wypełnionego pluszakami, ale całe szczęście żaden ode mnie nie oberwał, za to murawa podziurawiona jak ser szwajcarski. Nie mam w życiu celu, to i jak mam trafiać. Oj przepraszam. Mam!
Homeostaza
 a więc
Uciekam
uciekam
 do lasu
gdzie bądź, w zielone



niedziela, 27 maja 2012

młoda kobieta i MOŻE

Jak długo jesteś w stanie wytrzymać samotność?

Kiedy jestem sama, fizycznie, jestem wolna - robię co chcę, nie robię czego nie chcę. Jednak dlatego, że nadal żyją we mnie rzeczy zdarzenia ludzie, nie jestem samotna. Bycie samemu jest znośne, to nie to samo, co bycie samotnym.
Kiedy jesteś sam, ale nie samotny, jestes w stanie zmierzyć sie z najtrudniejszym.
Najtrudniej zaś poznać samego siebie


Natasza Caban jest na dobrej drodze



sobota, 26 maja 2012

Niech będzie .... "Rozterki matki rodzicielki" :)

Jestem matką, jak zwykle, jak co rano i co wieczór.
Dzisiaj nie czułam sie matką jakoś specjalnie, z wyróżnieniem.
Sie panom zapomniało nieco.
Wczoraj wieczorem rzekłam Igorowi - ...jutro jest święto mam, wiesz? - na co usłyszałam - ...a kiedy jest święto dziecka i moje urodziny, ja bym juz chciał mieć urodziny...
hmmm
Czasem mam ochotę swoje dziecko wypościć. Zamiast czekoladek suchary, zamiast sandałków boso, zamiast hot wheelsa rysunek autka. ..
Przesadzam? Jesli tak, to oznajmiam wszem i wobec - to moja druga natura - wyolbrzymiać i przerysowywać, tak gwoli wstępu i zakończenia;)

a tak z zupełnie innego głośnika..
bardzo mi się podoba ta piosenka, tylko cos kiepska wersja mi sie linkuje.
O duecie mozna poczytac m in. tutaj





wtorek, 22 maja 2012

Magdalena Errata Skrzypek

Moją drugą naturą jest poprawianie, nooo, może czwartą z kolei;)
 Poprawiam siebie i innych. Tu naprostuję do zasad, tam wyrównam różnice, żeby wszystko było jak należy. Najczęściej poprawiam innych w zaułku własnych mysli, po cichu, co nie zmienia faktu, że zgrzytam zębami słysząc np. "a co tu pisze" "poszłem" "kupywać" "motór".
 Poprawiam, choć mnie samej często brakuje języka w gębie, a pojęcia gubią właściwe znaczenie.
W sumie, co tam kulawy polski? Jest i zgrzebny angielski, koślawy chiński, nieczysty francuski...Ludzie i tak SE będą gadać, świata to nie zmieni, języka w gębie nie przybędzie.
Poprawiam życie.
 Poprawiam rodziców, że nie powinno się jeść schabowego z ziemniakami, wytykam dokarmianie ciastkami Igora, wypominam błędy wychowawcze Leszka, straszę katastroficznymi konsekwencjami niemycia rąk  (okropna maniera matek - niektórych!)....można by mnożyć i sprowadzać do potęgi.
 Jestem korektorką rzeczywistości, ale jestem tez krytyczna wobec siebie. Bo tak naprawdę, to sama jestem niepoprawna, bardzo niepoprawna w tym poprawianiu i wielu innych rzeczach...
...albowiem pojawia się pytanie PO CO to wszystko?
PO CO?
Jeśli mam  sie czuć przez to lepiej, to ...e e ..wcale sie nie czuje!
Nikt tak naprawdę trwale nie zmienił sie pod wpływem moich persfazji, w tym ja we własnej osobie;(
Może zamiast wołać na puszczy zacznę śpiewać:)
 Babcia często śpiewała mi piosenki, a do pamiętnika wpisała

 Gdzie słyszysz śpiew tam wchodź, tam dobre serca mają
 Źli ludzie, uwierz mi, ci nigdy nie śpiewają


Głos ludzki to najpiękniejszy instrument, a Palestrina jest prawdziwym mistrzem ambient i dziś mi towarzyszy w podróży w odległe, pozaziemskie przestrzenie.
 Lubię wieczorem stanąć z lampką wina na balkonie i nadstawić uszu na różne dźwięki.
Ech, ta przestrzeń, ech, ta muzyka
 Mój pomost, dystans, trampolina. Nic tak nie uspokaja jak cykady zwiastujące maraton ciepłych nocy i jeszcze i ciągle Wenus na niebie.
 Piękna i lśniąca



piątek, 11 maja 2012

normalnie kosmos

Zasadziliśmy  w donicach ziółka i zielska, słonecznikom już wymsknęły sie po dwa zielone baldachimy. Wszystkie zieleniny wyciągają sie do słońca. Wyciagam sie wraz z nimi. Późnym wieczorem wyciagam się znów do gwiazd, a na mój balkon zaglądają planety.
Nie ma wieczoru, żebym nie spojrzała w srebrne oko Wenus, o ile się nie zachmurzy jak dzisiaj.
To ta jasna kropka na zdjęciu ( nie mylić z czerwonymi światełkami kominów tuz poniżej. Może mało efektownie wygląda, ale niechby kto oparł się ze mną o balustradę balkonu to Wenus już na pewno nie :)


'Pierwsza połowa maja to czas kiedy możemy obserwować jasną Wenus. Widać ją wieczorem, kilka-kilkanaście stopni nad zachodnim horyzontem. Ze względu na duży blask trudno ją pomylić z innym obiektem. Sezon na jej obserwacje się jednak kończy i pod koniec miesiąca planety Bogini Miłości już nie zobaczymy'






poniedziałek, 30 kwietnia 2012

już majowo

majówka, majówka, 7 lat po ślubie...już!!? ale zjechało...

Między innymi połączyły nas rowery i podobne widoki na przyszłość ....




...i w sumie nic się nie zmieniło od tego czasu, poza tym, że rok później zaczęliśmy zbierać na kolejny rowerek i mocniej się w życiu zakręciło :)







piątek, 27 kwietnia 2012

5 kilometrów kolorowego szaleństwa

Bieganie jest fajne! Swoje stanowisko w tej sprawie ugruntowałam, ale pewnie nie wszystkim w smak spocona koszulka, przeciąg na odcinku gardło-nos, czy też spięte do granic łydki. Te niby minusy to oczywiście plusy biegania, ale rozumiem:)
Co jednak gdyby zmienić okoliczności ? Nie mielibyście ochoty poruszać nogami, we własnym tempie w tumanach tęczowego pyłu?

W  U.S. dorocznie odbywa się COLOR RUN.
 Startują wszyscy, bez względu na wiek płeć, gabaryty..etc.. Celem imprezy nie są miejsca na podium, ale wspólna zabawa w kolorowym żywiole. Na każdym kilometrze uczestnicy są kolorowani na różowo, zielono, żółto, przez wolontariuszy stojących na poboczu.
Receptura farby jest w 100% zgodna z naturą, proszek można nawet zjadać, jest bardzo słodki, tylko zostawia na języku posmak kredy.


To musi być bardzo wyzwalające doznanie :)






niedziela, 22 kwietnia 2012

opowieść żony

Gdybym urodziła się, albo fantastyczna koleją losu, stała się pisarką, to najprawdopodobniej pisałabym jak Lori Lansens o Mary Gooch. Chciałabym pisać lekkim piórem i z subtelnym poczuciem humoru, nawet o tak wieeelkiej sprawie jak ludzkie ciało z nieposkromionym apetytem.
Z uśmiechem na twarzy, ale poniekąd utożsamiam sie z Mary pod jej 300 funtami żywej wagi. Właśnie wkroczyłam na strony kiedy Mary rażona niespodziewanym odejściem Goocha, rozdziera piętrzące się latami warstwy i przedostaje do jądra swego jestestwa, które wcale nie chce zaglądać do lodówki.
Niby prosta historia, ale jak fajnie napisana :)

piątek, 20 kwietnia 2012

zrozumieć drugiego

Niby nie wierzę w przypadki, zawsze tłumaczę, że coś dzieje się w konkretnym celu, wynika z przeszłości etc. Czasami dzieją się rzeczy bardziej znaczące, czasem błahe, ale zawsze dzieją się po coś.  Nauki pobieramy bezustannie.
Wczoraj ubrałam mało używane adidasy i pobiegłam zetrzeć z betonem swoje lenistwo. Dziwna rzecz, że podczas biegania zdarzają mi się nieprzewidziane wypadki - czytaj rozmowy z nieznajomymi. Dwa lata temu (chyba?) pisałam, jak podczas porannej przebieżki po lesie, klepnął mnie w tyłek rowerzysta próbując zagaić rozmowę. Z zagajania wyszły nici, bo o czym rozmawiać z cwaniaczkowatym lowelasem, który nie potrafi trzymać rąk na kierownicy.
 Wczoraj zarys powyższego scenariusza się powtórzył, aczkolwiek rozmowę ze mną gościu zaczął od... śmierci. Straszne co?!
 Kiedy wycisnęłam z siebie trochę potu i przykucnęłam na marginesie dróżki, zaczęły mnie łaskotać zielone listki przynosząc myśli o przemijaniu, pierwszej świeżości wiosny i  jesiennej perspektywie kruchych  liści zmiatanych przez wiatr. Przypomniała mi się chrzestna matka, to jak brała życie za rogi nie licząc się z przeciwnościami i ostatnie momenty, kiedy na wigilię, skurczona na wózku wyglądała jak cień człowieka. Zrobiło mi sie okropnie smutno, smutno tym bardziej, że w tych ostatnich chwilach nie miałam odwagi by  do niej podejść, wziąć jej rękę w dłoń i czule, bez słów się pożegnać. Do dziś brzmią mi w uszach jej słowa - 'Dziękuje Magdo za wszystko" i wilgotnieją oczy, bo wtedy byłam zdolna wykrzesać z siebie daremne - 'trzymaj się', czy coś w podobnie słabym stylu.
Kiedy tak kucałam i podcierałam cieknący nos, a w głowie tłukło się -"JESTEŚ Tchórzem, nie ma w tobie ODWAGI ", zauważyłam majaczącą w oddali postać. Wstałałam, ruszyłam przed siebie, a plamą okazał sie spacerowicz. Kiedy przechodziłam obok, spytał czy się go przestraszyłam, bo nagle zerwałam się z nawierzchni....i tak sie zaczęło. Mogłam pójść swoją drogą, ale jakaś siła zaczęła wydobywać ze mnie głos i rozwinął się dialog. Dialog jak dialog, w większości odsłuchałam relacji z osobistej tragedii rodzinnej, opowiedzianej bez cienia emocji i żalu.  Niech będzie, że "X' zwierzył się , że jutro chowa swojego młodszego brata, który zginął tydzień temu w wypadku samochodowym .
Cień śmierci nabrał wyraźniejszego kształtu.
Usłyszałam o jego stosunku do wszystkiego, podał się na tacy bez krzty słodyczy, za to mocno natarty żrącą solą słów, co mnie dotkliwie paliło. Miedzy wierszami dowiedziałam się jakie ma relacje z żoną , rodziną, otoczeniem i że to pogmatwany życiorys w którym jest czarną owcą.
Doprawdy dziwny gość, pyszałkowaty, skupiony na czubku swojego nosa, a w tym wszystkim elokwentny i wyrazisty, choć raczej nie wzbudzający mojej sympatii.  Właśnie ten wyrazisty kontur jego osobowości wzbudził we mnie uczucie, że jestem taka mala. Ten facet mnie przytłoczył, byłam oszołomiona, a starając sie przekazać swój punkt widzenia strącana do parteru. Nie złośliwie, ale zwyczajnie przewagą i siłą  kontrargumentów. Stąd pojawiło się  to pytanie - czy nie jestem naiwna próbując sprostać okolicznościom, które mnie zwyczajnie przerastają? Dlaczego spotykam takich ludzi, a oni mnie? Po co?
 Podobne rozmowy wybijają mnie z rytmu, ukazują braki. Z drugiej strony może to niewinna naiwność, bo chcę człowieka zrozumieć, ale cóż, kiedy przez własne ograniczenia, nie potrafię.
      Kiedy wróciłam do domu opowiedziałam wszystko Leszkowi, a ten mnie na dobitkę skarcił...ech, jemu się nie dziwię;) Tylko głupia spaceruje z obcym mężczyzna, prawda?
 Potem wyszło na jaw, że L. gościa zna ze szkoły (!), ale czuje awersję do tego " magisterka", który się szczerzy nieszczerze i zawsze ma jakieś 'ale'.
Leszek powiedział na koniec - " Swój pozna swego" :) i to mnie uspokoiło. 
Nie chcę przecież życ w świecie Wittgensteina i  Nietzchego i pewnie znajdą się też inni którzy nie chcą.

jakieś spostrzeżenia?

czwartek, 19 kwietnia 2012

kwestia różnicy

Uważam , że jestem naiwna. Czy jest różnica miedzy naiwnością, a głupotą? Zastanawiam się właśnie i chyba wyczuwam subtelna różnicę, ale może ktoś chciałby sie wypowiedzieć i zaświecić mi w głowie dodatkową żarówkę.
Powoli jarzę.
Naprawdę, bywa, że po fakcie uświadamiam sobie nowe fakty.
 Pewnie jest to kwestia czasu, bo z każdą minutą perspektywa się zmienia, dystans do zdarzeń wydłuża.

Zdarzyło mi sie dziś coś nietypowego, ale jest to kawał pisania i ...sama nie wiem, czy o tym pisać  ;/

Głupota versus naiwność
jest różnica, czy nie ma

??

piątek, 13 kwietnia 2012

to be or TO BE

Myśle, że człowiekowi jest najlepiej, kiedy nie skupia się na sobie.
Kiedy inni są bardziej dla niego obecni, niz on sam.
 Ja tak mam
Zewnętrzna obecność wszystkiego uświadamia, jak bardzo jesteśmy w istocie tym samym .
Czasem przychodzi ta chwila, kiedy patrzysz i nie widzisz i to jest to!
 To jest piekne, nienazwane, bez-myślne, poza głową się dziejące zapatrzenie bez widzenia.....ale to tylko słowa słowa słowa, co piszę...słowa tego nie oddadzą.

nie mam strategii na życie...to znaczy mam plan, by nie mieć planu. Marnuję się?:)
 Podglądam tylko, jak leszek pogrywa w jakieś gierki komputerowe, jak sobie układa pułki i szwadrony, buduje spichlerze, mosty, toczy boje. Doprawdy  nie rozumiem ilez można;)
Jeśli działać to w realu, a nie na makiecie jakiejś mitycznej krainy i proszę mi tu nie wyjeżdżać, że takie strategie komputerowe  rozwijają perspektywiczne myślenie - bujdy na resorach;)

Moje dziecko z posypką ma sie dobrze. Ilez on ma silnej woli, ja na jego miejscu zadrapałabym się do żywej kości, a Igor zaciska piąstki i powstrzymuje się, choc na pewno swędzi.
 Powiedziałam, że nie wolno sie drapać, ale nie wiedziałam, że tak weźmie sobie do serca.
 dzielny rycerz!

Ostatnio odkryłam super pisarza. Francuz - J Ch. Grange.
Połknęłam już "Las cieni " - rewelacyjna świeżynka
 Teraz " Purpurowe rzeki" ..mmmm...wciąga  (może ktoś film widział o tym samym tytule z J. Reno?)


pozdrawiam przewiosennie i jaskrawo zielono:)

sobota, 7 kwietnia 2012

jak to sie robi ?

Podobno w latach dwudziestych ubiegłego wieku, na pytania dzieci  pt. jak się robi dzieci, należało odpowiadać, że.....
dzieci powstają z  nadmanganianu potasu
:))
 a chodziło o to, żeby dzieci robiło się trudno
im trudniej, a szczególnie  - trudniej wymówić, tym lepiej, a szczególnie lepiej dla rodzica.
 Jest w tym dużo prawdy, bo dzieci powstają w drodze chemii :)
a teraz surprise z osobistego archiwum:
 Do 12-ego roku życia myślałam, że dzieci się robi przez zatrzyk do pupy !!!
W sumie jako taki 'zastrzyk' trzeba zastosować, ale mamie  i tak pomysłu gratuluję ;)
 Naprawdę długo żyłam szczęśliwie, w błogiej niewiedzy i bez żadnych kosmatych myśli,  aż do momentu, kiedy koleżanka w szóstej klasie się zwierzyła, że podejrzała pornola rodziców. Wtedy też dowiedziałam się w teorii,  co zacz ten 'pornol'.
Ech...to były czasy Pankracego, Reksia...a teraz? Teraz dostępne są w empiku  "Księga cipek" i "Księga siusiaków", jak dla mnie bardzo inwazyjna metoda. Powtarzając na głos tytuł nr.1 prawy policzek podjeżdża mi pod oko i powiem wam - wymiękam. Chyba jestem dzika i mega zacofana, ale słysząc 'cipka' wykrzywia mi się buzia (to ten podjeżdżający policzek) - nieładnie brzmi i już.
 Już ładniej brzmi- siusiak, fiutek, a nawet poważny penis. Penis brzmi nawet dumnie, porównywalnie z Piersią.
Wychowanie seksualne to jest fizyka kwantowa z rumieńcem, choć ja szczęśliwie nie mam dociekliwego dziecka i uświadamiam wybiórczo, acz wystarczająco.


a wszystko to, bo Igor przebąkuje o siostrze...yyyyyy.....

Ponadto wiosnę mamy. Zwiastuje ją u nas w domu biedronka.
Biedronka wiercipiętka, czerwonokropka, z wietrznych łąk.
Dzieci w przedszkolach wypożyczają sobie różne choroby, tym razem otrzymaliśmy w wątpliwym darze ospę
No, ale nie takie rzeczy przechodziliśmy, skruszymy ta "posypkę" w try miga :)

landrynkowe jajo dla każdego...

... JAJO PEŁNE
PIĘKNYCH NIESPODZIANEK
CUDÓW
 WZRUSZEŃ
UŚMIECHU
I
DZIECIĘCEJ MAGII
i ...


...i jeszcze





wtorek, 3 kwietnia 2012

rekord jednoczesności

myć podłogę, pucować wannę i łazienkę całą, wyrzucać przeterminowane kosmetyki i przeterminowane lekarstwa, robić listy zakupów, podpiekać bitki wieprzowe, krajać marchewkę, cukinie i cebule, wrzucać do bitek, zaparzyć trzy herbaty, rozmrażać warzywa, zamrażać mięso, dogladać bitek, przegladać albumy ze zdjęciami, wklejac zdjęcia, upiekszać albumy, wystawiać to i tamto na allegro, pójść do przedszkola z zaświadczeniem, zrobić zakupy z listy i ponadprogramowe też, oddać książki do biblioteki, odkurzać, zamiatać, myć okna, polerować okna, wynajdywać klocki lego po kątach tudzież wchłaniać odkurzaczem , zmieniać pościel, robić kolczyki, robic broszki, robić pranie, wieszać pranie, robic kawę, farbować włosy ,przesłuchac pięć płyt, czytać ksiażkę, zbierać zabawki z podłogi, układać zabawki na meblach, robić porządek w szufladach, sadzić rzeżuchę,  wyszorować karimatę, ćwiczyć, wziąć prysznic, cerować skarpetki, obejrzeć "Bobasy" do końca, podlewać kwiatki, sadzić kwiatki, przesadzać kwiatki, wyrzucać zasuszone kwiatki, otworzyć wino, usiąść przy komputerze,......wiecej czynów nie pamietam ...


wszystko naraz, naprzemiennie, bez planu i w przeciągu popołudnia
  a niektórzy i tak mają więcej na sumieniu :))

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Kimbra-biovital

Wielu słyszało o Gotye, niewielu chyba o Kimbrze Johnson z Nowej Zelandii..
 Kimbra zaśpiewała z Gotye i stąd może niektórzy ją kojarzą.
Ja za Kimbrą podążyłam tropem pewnego amełykańskiego bloga. W Stanach teraz moda na retro, vintage itd...widać po blogach wszelkiego rodzaju. Moda na stare w nowej wersji czasem mi sie podoba...no, ale nieco odbiłam się od głównego wątku...
 Podoba mi się głos tej pani, jak się porusza i ogólnie jak wygląda.
 Czasem muzyka nie musi się tak rewelacyjnie słuchać jak pokazywać. Zapraszam chetnych na sesje  fajnych videoklipów z Kimbrą, bo liczy sie pomysł i ładna buzia.
Ciekawe komu się spodoba i ciekawe, kiedy stanie się popularna na naszym opóźnionym rynku muzycznym?





niedziela, 1 kwietnia 2012

muzeum z przeszłością

Trzymałam dziś w ręku wiele kamieni, bo pojechaliśmy na giełdę minerałów z misją - 'mój osobisty kamyczek'. Macałam, gładziłam, przypatrywałam się bogactwu skałek różnej maści, ale nic do mnie nie przemawiało w sekretnym języku stuku-puku. Pomyślałam, że roztrzęsiona wcześniejszymi okolicznościami ( które pominę milczeniem) i comiesięczną predyspozycją do legendarnego syndromu, zablokowałam intuicję, tą, której ufam.
Bedąc juz u wylotu, zatrzymałam sie przy stoisku, gdzie jak wszędzie pełno było twardych sztuk i zaczęłam przyglądać sie znowu.
  Wciąż i wciąż powracały miedzy palce jaspisy. Jeden wyglądał jak język jaszczurki, jeden jak posąg z wysepki wielkanocnej,  jeden jak obelisk...a jeden taki się przykleił na dobre.
Podobno jaspisy to m.in. antydepresanty i wyciszacze, więc czyżbym miała nosa?
To co mam przed oczami, ma jakąś moc sprowadzania z chmur na ziemię, jest brązowo nakrapiane i ciągle przywołuje skojarzenia z pradawna sztuką rodzącą się w jaskiniach, nawet wygląda jak odłamek naskalnego malowidła.

Igor dał się namówić na wyjazd tylko dzięki dinozaurom które sklonowali przy muzeum Nauk o Ziemi UŚ w Sosnowcu, ale okazało sie ze dinozaury zamknięto w komnatach, a na zewnątrz straszył tylko jeden tyranozaur. Dobre i to.
 Była tez Lucy, o której niedawno pisałam. Dokładnie było zdjęcie Lucy z profilu i eksponat udający jej czaszkę, którą nie omieszkałam pogłaskać.




środa, 28 marca 2012

po drodze ze wszystkim

Przedwczoraj, po prawie rocznej przerwie, przeprosiłam się z kierownicą.
 Ło matko z córko, ale przeżycie, wręcz traumatyczne, jak depilacja pachwin albo coś.  Bo ja się bardzo dobrze prowadzę, ale z dwuśladami bywa raz tak, raz siak.
Niektórzy uwielbiają popędzać swoje fiaty, ople,  mnie z tego średnia przyjemność przypada w udziale.
 No, ale przemogłam się i nawet uwaga synka nim wsiadł do fotelika pt. mamo, ale sobie po-ćwi-czy-łaś?? mnie nie odwiodła. Przezywam, jak mrówka wschód słońca ...  ale niedzielni kierowcy już tak mają, a ja najgorzej mam z podjazdami..yyy, obsuwam się, staczam...
Co do staczania sie, zapuszczania i ogólnej abnegacji, to w dalszym ciągu włosy mi rosną, którą to samowolkę poczytuję za osobisty sukces. Zwykle jak tylko z przydługim futrem mi się nie układa, mówię mu adios i stawiam irokeza. Teraz upodobniłam sie ponoć do Zielińskiej, taka ruda, mała...znacie? Upodobniłam sie tylko od lini karku wzwyż, gdyż spuszczając wzrok - pozostaję duża. Juz nawet nie mam do siebie pretensji za brak dyscypliny na talerzu. Dość tych lamentów i samobiczowania!
 Fajna piosenkę poznałam, o koniu
 Normalnie chciałabym byc jak ten koń
ba, ja się do tegoż parzystokopytnego upodabniam ;)



Dzięki panie Arturze za taka fajna płytę, bardzo mnie sie podobać za zabawność i błyskotliwość :D

środa, 21 marca 2012

niebo

pisałam, że nie skoczę ze spadochronem? pisałam.
 jestem spod znaku bliźniąt, trygon powietrze (czy jakoś tak ;) Powietrze - swietna sprawa - oddycham!
powietrze to jednak dla mnie pustka, boję się pustki, nie łapie jej....
 ale wzruszyłam się, że inni sie nie boją
dech mi zaparło