poniedziałek, 26 września 2011

kronika rodzinna


- Mamo, wiesz jak jest po angielsku chleb?
- No jak?
- help


z ostatniej chwili:

-Dzisiaj poczytasz mi o ziemi kulskiej!
(na rozwiązanie nie od razu wpadłam ;))


a CZŁOWIEK OŚWIECONY wygląda tak hehe:))


piątek, 23 września 2011

....

Przemyśliwać czy już działać hmm..
To prawie jak nie być albo być i to w nieprzypadkowej kolejności.
Gdyby tak jeszcze działanie było natchnione, pełne optymizmu, wiary, a nie kryjace się w cieniu wątpliwości ..ech... Jestem świezo poinformowana i w lekkim szoku stąd niepewność.
Ale ja wiem co należy.
 Muszę wyjść w samo południe, żeby słońce padało na sam czubek, a ciało nie rzucało ciemnych plam. To będzie epokowe wyjście z cienia;) Hope so...
Rzuciliśmy  monetą i wyszła reszka, co było przypisane do zdania - Zmieniam pracę.
 Mam nadzieje na DOBRE!
Rzut monetą to tylko igraszka, wszystko rozgrywa się oczywiście podskórnie.
Jeszcze tylko 3 miesiące istnienia tego miejsca, gdzie blisko od 7 lat się krzątam, a potem wjeżdżają buldożery i ....koniec pewnej epoki.
Przenosiny maja być w inne miejsce, ale ja ..właśnie....jeszcze odrobinę się zastanawiam, czy skorzystać , załapać się , zaklepać jakąś ciągłość, czy otwierać sie na coś nowego?
Po co te pytajniki, a kysz...
Tak na NOWE!!
 Boze, tylko żeby to NOWE, było takie.
Żeby wniosło coś ożywczego w moje życie.
Najmniej pokrzepiające jest to, że ja nie wiem (jeszcze) czym to NOWE miałoby być.
 Oficjalnie szukam pracy!

poniedziałek, 19 września 2011

oswajanie ducha

Wprowadziwszy się  w nieco odmienny stan świadomości zaczęłam sobie dumać o tejże.
Od razu nasunął się wers pewnej regułki....świadomy praw i obowiązków. Przetransponuję to na żywot niekoniecznie sparowany, bo nawet pojedynczo żyjący człowiek powinien być przekonany o tym co mu wolno, a czego nie. Słucham, widzę, czytam jak nami wstrząsają życiowe konwulsje, pasma porażek przeplatają się z pasmami cudownym chwil. Każdy chce uciec od tych mącących w głowie kłopotków, problemów, utrapień a ciągle do nich powraca, lub one do niego, jak na złość.
 Niektórzy zaś nie napotykają na żadne przeciwności, wręcz przeciwnie są odprężeni, fajnie im w życiu, lubią co mają i mają się dobrze.
Dlaczego jednym przytrafia się więcej, a innym mniej, tego i tamtego?
 Mam za sobą kilka książek traktujących o tzw. rozwoju duchowym i w każdej z nich miedzy wierszami albo w wierszach można się dowiedzieć o jednym - prawie przyciągania, które tłumaczymy najprościej jak się da - Co zasiejesz to zbierzesz.
Juz słyszę...Oho, kolejna nawiedzona, ciekawe co wymyśli?
  Otóż ja już niewiele mogę wymyślić, ja to wiem.
Nieraz marudząc na swój los karmiłam pecha, a z pozytywnym nastawieniem odnotowywałam dodatni bilans wydarzeń. Czasami człowiek tak wiele uzależnia od okoliczności zewnętrznych, a tak mało polega na sobie, ufa sobie. Bo właśnie, trzeba zaufać że źródło wszystkiego jest w nas.
 Powtarzam się (bo juz nieraz swój swiatopogląd  przemycałam na blogu) ale - MYŚLI kształtują rzeczywistość. Normalnie materializują się z czasem. Nazwać to faktem, czy wyznaniem wiary? Bezpiecznie samemu sobie odpowiedzieć, ale raczej to drugie.
No dobra.
 Nakładając tę perspektywę na moją pracę .
Dlaczego zapominam spojrzec wrednemu klientowi w twarz z uśmiechem, spokojem,  pogłaskać po włoskach, pocałować w czółko.
;))))))
zaiste oberwałabym po głowie;)
 nie robię tak bo się opamiętuję i...
 ...nie jestem PERFEKCYJNA!
nie ćwiczę, zapominam.
ale, świadomość jak trzeba pozwala mi się zawczasu zreflektować, naprawić co spartolę, nie powielać błędów..

Podażając tym tropem pomyślałam o Coelho.
Zwać go zaczęli filozofem ubogich, czy jakoś tak. O co chodzi, bo szczerze mówiąc nigdy niczego co napisał nie czytałam? Wiem tylko, ze go skomercjalizowali. W wielu pismach z uporem cytują, wypuścili jakieś kalendarze z jego cytatami,  itepeitede.
 Myślę sobie, chyba facet nie łże, ale czyżby przetrawiał danie po raz kolejny, mielił na papkę? Niektórzy Coelho kochają, inni kpią.
Zastanawiam się, jest li on potrzebny ludziom na pewnym etapie? Może od niego zaczynają przygodę w lepsze życie?

Jedno jest pewne. Dla mnie!
Książki z pozytywnym przesłaniem, dodajace otuchy, sprawiają że budzę się z letargu i chce ukochać cały świat;)))
Nie każdy przecież wie jak trzeba, gubi się, albo jeszcze w tym doczesnym gąszczu nie odnalazł.
Niektórzy dochodzą sensu sami, innym nie zaszkodzi pokazać kierunek. Czynią to wszak nawet w kościołach:)


Jaki jest wasz stosunek do literatury poradnikowo-konsolacyjnej (pocieszającej). Traktować z dystansem, uciekać, asymilować?
 Jestem bardzo ciekawa komentarzy:)

środa, 14 września 2011

scenka

Niekoniecznie tak to wygląda co wieczór, ale domyślacie się scenariusza?

Bez walki nie oddam ;D

 Najczęściej wynajduję zajęcia zamienne...oczywiście nie dla siebie
 Na przykład ćwiczenia ze szlaczkiem. To na pewno stymuluje którąś tam z półkul ;)
 Uwielbiam szlaczki i labirynty Igora. Czasem tak się zakręci, że mam ochotę oprawić i zawiesić.
Nic nie wychodzi mu tak dobrze, a to dlatego, ze nic innego nie rysuje ;)

Olśniło mnie.
 Ja mam zwyczajnie cudowne dziecko, bez żadnych pretensji do rodzica, bez wyrywania sobie stołka i myszki.
 Inna sprawa, że mama nie powinna tyle googlować ;))



sobota, 10 września 2011

rewind

Wczoraj robiłam dobrą minę do złej gry.
 Dzisiaj zrobię dobrą minę do dobrej muzyki.

Moje ostatnie odkrycie:







To trójka rodzeństwa z Londynu - Kitty, Daisy i Lewis
 Grają i śpiewają w stylu retro.
 Muzycznie mieszają rockabilly, swing ,country bluesa,  wplatają nieco trąbki w stylu ska.
 Całość przypomina mi klimat gangsterskich filmów Tarantino, zadymione kluby lat 50-tych , a kiedy indziej dziki dziki zachód lub farmę starego Donalda ;)

Naprawdę fajnie się tego słucha, się przy tym rusza i się ogląda.

Ten videoklip jest rewelacyjny.
Uwsteczniło się rodzeństwo, ale jak pomysłowo!!:))



piątek, 9 września 2011

merde

Ludzie są rózni, jak różne są okładki zeszytów.
Dzisiaj był u mnie jeden gość, co przewracał oczami jak betoniara, bo mu się nie podobało to i owo. Niechcący-chcący przewróciłam też oczami, co było aktem nasladowczym.  Chyba.  Ot tak po prostu papugowałam , zdarza się. Miało być niewidocznie, okazało się nazbyt.
- Czemu pani stroi takie miny? - stara się mnie zabić wzrokiem
- Wcale nie stroję - odparowuję.
 -Dlaczego tak pani robi oczami?
-Mucha mi wpadła  
 Tchórzostwo?
 Chciałam powiedzieć oczywiście coś innego poczynając od słów "słuchaj  bucu jeden...", ale tylko tak sobie pomyślałam i prędziutko się zreflektowałam. Z takimi się nie dyskutuje!
Wszak w pracy pracuję pracowicie, kiultiurę krzewić muszę, zęby wietrzyć i pretensji mieć mniej niż zero.
Ale powiem wam, od niektórych to czuć na odległość.......'LEPSZOŚĆ"

 Co ja się w ogóle będę...
 Tak poza tym, jako przodowniczka z plemienia " Wielkich Manków" dostałam 40 zł kredytu od szefowej. Jak zrobię jeszcze jakiś większy debet na kasiey, to mnie wyleją na zbity pysk.
 Tak że równia pochyła.

Posłucham lepiej dobrej muzyki.

czwartek, 8 września 2011

Śmieci

Istnieją ogrody śmieci.
Widziane z lotu ptaka, wygladają jak obrazy impresjonistów z ruchomymi, fluorescencyjnymi punkcikami - to ludzie. W najdalej na północ wysuniętym cyplu Rio de Janeiro,  prawie trzy tysięczna społeczność "catadores" ( zbieraczy) dzień w dzień brodzi w kolorowych hałdach odpadów wygrzebując to, co niekoniecznie śmieciem musi zostać, co zasługuje na drugie życie.
Każdego dnia do Jardim Gramacho czyli do Ogrodu Gramacho przyjeżdżają dziesiątki ciężarówek wypluwając resztki z wszystkich gospodarsw RdJ, z najbiedniejszych faweli jak  i luksusowych villi .
To największe wysypisko na świecie gdzie ludzie na co dzień również  mieszkają, czasem i po kilkadziesiąt lat.
Można by przypuszczać że ta społeczność to poraniona grupa outsiderów, uciśnionych i sfrustrowanych, ale nie, nie wszyscy.
Uwierzcie, na tym zatęchłym terenie bije niewyobrażalne źródło wzajemnej życzliwości, wsparcia i wrażliwości. Na tle brudu i beznadziei, najostrzej odbija się ludzki potencjał, bo mieszka tu garstka ludzi, którzy chcą życie przerobić na lepsze, nie pogrzebać swojego losu a przeobrazić. Dokonać transformacji zupełnie jak z odpadami. Pokazać, że można żyć godnie nawet wśród ścierwa.
Jak to możliwe?
Żeby przekonać się musicie zobaczyć ten film. Gwarantuję, że nie pozostawi was obojętnymi, spojrzycie na siebie w innym świetle, zamyślicie głęboko.
Przejmujący obraz pełen metafor, odniesień, mądrych słów!

"Śmietnisko" Lucy Walker


To film, który opowiada o genialnym projecie sławnego nowojorskiego artysty Vika Muniza.
 Muniz pochodzi z Brazylii, dorastał w biednej rodzinie robotniczej, ale dziwnym zbiegiem okoliczności udało mu się przedostać do Stanów i zacząć tam błyskotliwą karierę. To co robi Muniz jest innowacyjne, bo jego prace są stworzone z unikatowych materiałów - cukru, kurzu, sznurka...co tylko wpadnie do rąk.
 Facet jest genialny i tak po ludzku, naprawdę w porządku. Kiedy się go słucha, to się mu ufa.  To, co mysli o swiecie, ludziach, sztuce rodzi naturalną sympatię.
 Vik Muniz postanowił stworzyć ze śmieci portrety zbieraczy dlatego zaplanował sobie wśród nich życie na 2 lata.
W wynajętym magazynie, z grupą wybranych osób, 'malował' z  PCV, plastiku, szkła itp ich portrety, potem sprzedał na aukcjach w NY , a finalną kwotę oddał na rzecz społecznosci Gramacho.

Ogladając film poryczałam się, a ryczenie oznacze jedno.
Sami wiecie...

"Nie tak źle być biednym bracie. Gorzej mieć sławę i bogactwo przy robaczywej duszy..."





Vik Muniz



Jardim Gramacho z lotu ptaka





czwartek, 1 września 2011

śniadania czwartkowe

Mam wolne.
Mam wielki wolny czwartek przed soba.
Co ja pocznę z tym czwartkiem.

O 14 odbiorę przedszkolaka z przedszkola i jasna sprawa jak sie potoczy do wieczora.
Ale do 14???

Tak Serio.

 Nie mam  z tym problemu, WCALE,  zaraz jadę na obchod lumpeksów;)
 Mam problem z dwiema tortillami, które przepychaja się wzajemnie w żoładku i żadna nie potrafi znaleźć sobie miejsca. Mam taki okres, że duzo JEM. Kazda z nas ma taki OKRES, prawda?
Tortilla na śniadanie to zły pomysł, ale forma  w jakiej ja przyrzadzam  jest odkrywcza (dla mnie) i przepyszna i super prosta.
otóż
 Biorę placek i kładę na patelni (nie posmarowanej tłuszczem!) opruszonej wcześniej solą, potem na placek rozpłaszczam cienkie plastry żółtego sera i posypuję niezłym ziółkiem.
 Może byc oregano, bazylia, co tam macie, co lubicie.
 ja najczęściej posypuję słodką papryką albo wykręcam z młynka ognista przyprawę z chilli, cząbru, pieprzu i czosnku.
 Piekło w gębie..mniam mniam.
 Tortille sztywnieją pod wpływem temperatury i z patelni zjeżdzają 'wyprostowne' i chrupiace.
Podzielic na trójkaty i zajadać.

Żałuje, że nie zrobiłam fotki;)