niedziela, 1 maja 2011

postaw się w moich butach

Jak człowiek nie ma o czym pisać to nie powinien, więc sobie ostatnimi czasy darowałam.
Niezwykłości brak w codzienności, nawet moje wewnętrzne stany takie nie zjednoczone, że trudno nimi rządzić pokojowo i jakiś sojusz zawrzeć na blogu.
 Mogłabym napisać NIC...mogłabym o pogodzie, przypalonym dziś mleku, ale napiszę coś bardzo przyziemnego, jak z brukowca ;)
Otóż i ...
Zaciekawiła mnie jako konsumenta i nosiciela - ulotka informacyjna pewnego producenta obuwia.
Nie tylko nogi mnie noszą, nerwy też czasem..a czasem zanoszę sie sama - śmiechem, tak tak.
Jak doczytałam o warunkach reklamacji to się okazalo, że reklamację nie tylko trudno wymówić, ale i wyegzekwować. Reklamacji podlegają tylko i wyłącznie fizyczne wady ukryte powstałe z winy producenta w obuwiu nie zużytym.
Czyli gdy nagle coś pęknie, spruje się i będziesz próbował zwrócić, to musisz załączyć dokumentację użytkowania i mocno poprzeć ją argumentami w postaci zdjęć pod lupą, że o tu, w tym miejscu materiał był  mniej elastyczny, co wykazały badania laboratoryjne w instytucie im. Butysława Cholewy.
Jak wytropić wady ukryte? Czy trzeba nająć detektywa Zelówkę?
Nawet ozdoby w formie łańcuszków, cekinów czy cykorii ! (jak przeczytał bez zająknięcia mąż ;) jak się urwą, to twoje i zrób z nich biżuterię, a nie dręcz nas okrutny kliencie.
Reklamacja to fikcja, zupełnie jak służba zdrowia albo Star Trek.
Wytkną wszystkie twoje winy, zwalą całą odpowiedzialność na twoje stopy, a głównym argumentem będzie - złe dopasowanie obuwia, a nie dziadowstwo wykonania czy antymateriał.
Użytkowanie i ochrona obuwia to podobne never ending story. Nigdy bym nie zapamiętała tej całęj litanii, a czytając czułam się jak świeżo upieczona matka.
Czy jest ktoś, kto ściąga but bez rozsznurowywania, chętnie się znim zaprzyjaźnię i wypiję bruderszafta.

Gdyby but był z gazety
kruczkiem byłoby w prawie
że deszcz kropił niestety
ale chodzisz koślawie
Gdyby but był z siana
napisaliby w treści
że to luksus dla pana
i że nie but szeleści

Tęsknie do dzikich, morskich plaż, chodzić po nich jest po prostu boso...

8 komentarzy:

  1. Nasz klient nasz per Pan ;-P

    OdpowiedzUsuń
  2. no ja niestety rozsznurowywuję ;] nici zatem z brudzia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Auroro...czyli rachunki sie wyrównują ;) (stosownie do tego co ja sobie myslę o klientach i jak ich traktuje, a jak powinnam)

    pomylone g...w takim razie masz piękne buty, ja swoje skrobie jak marchewkę;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Łażenie bosą stopą po rozgrzanym piasku... już niedługo:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja jestem jeszcze gorsza zrzucam buty- z reguły szarpie noga jak od psa wściekłego:))nie mam czasu ani sił schylać się i pochylac nad butem:))pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Niwejko - zazdraszczam !!!

    Floro, to chyba naturalny odruch - pozbywanie się okowów, gimnastyka palców, wolność po dniu pełnym konwenansów ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. Minionego lata, buty cenionej firmy pofarbowały mi stopy, myślę, że nie byłam odosobniona, czytałam na forum, że nie ja jedna cierpiałam z powodu pofarbowanych stóp przez sandały. W odmowie reklamacji, biegły firmy napisał, że powinnam obuwie nosić w skarpetkach. Żadnego obuwia się nie nosi na gołe stopy, no ciekawe, czy klapki basenowe też?

    ech

    OdpowiedzUsuń
  8. Margo
    Przebiegły biegły próbował narazić cię na obciach w pofarbowanych skarpetkach, jakiś totalnie bez wyobraźni.
    Skarpetki + sandały = zgroza

    OdpowiedzUsuń