wtorek, 18 stycznia 2011

zirou

Śni mi się, że spaceruję po brukowanym placu. Miasto  jest szaro białe. Przychodzi mi na myśl Wrocław, ale to nieprawda. Pod jedną z kamienic jest przejście na przylegający rynek, tam się kieruję. Jednak pod łukowatym sklepieniem zatrzymuję się. Hebanowe drzwi prowadzące do jakiegoś wnętrza odwracaja uwagę. Wchodzę. Zmiana klimatu. Coś jakby przedwojenny hotel. Czarne, lakierowane meble, czarne, lakierowane włosy recepcjonisty. Aksamitna czerwień ciężkich zasłon i dywan też w kolorze krwi. Rozglądam się i zauważam szerokie, kamieniste schody podparte wielkimi kolumnami. Zaczynam wchodzić. Wszystko robi imponujace wrażenie, projektant musiał mieć manię wielkosci.
 Dociera do mnie dojmująca cisza i puste korytarze na kolejnych piętrach. Im wyżej, tym milczenie murów staje się przenikliwe i bolesne. Nikt tu nie pracuje, echo odbija się od gołych ścian. Wspinaczka trwa i nagle zauważam, że schody nie są juz z kamienia, ale uszyte z materacy jakie można znaleźć na salach gimnastycznych. Miękkie, połączone grubym szwem. Nogi zapadają się, ale pokonuję stopień po stopniu. Nie przerywam nawet gdy gąbka powoli traci kanty, staje się obitą skajem zjeżdżalnią, jak dmuchany plac zabaw dla dzieci. Próbuję mimo wszystko się wdrapać, chwytam szczebli, wczepiam palcami, na próżno.  Nagle z góry słyszę głos - 'wyżej wstęp wzbroniony'. Mówi do mnie pani z włosami wymodelowanymi jak u Rity Heyworth. Ładna i uśmiechnięta .
 Koniec.

Zawsze z łatwością przychodziła mi interpretacja snów.
 Chcę zmierzać do  celu, bo  powinnam. Każdy powinien mieć jakiś cel w życiu, prawda? Tak naprawdę, to ja nie mam celu. Nie wiem co mam robić, żeby nie czuć pustki w sobie. Pustka wypełnia mnie tym swoim niczym i czasem myślę... po co wstaję rano? Żeby łapać się we mgle latarni?
 Zaprzepaściłam swoje wykształcenie. Nic juz nie pamiętam ze studiów. Nawet nie wiem , czy chciałabym ta wiedzę odswieżyć i wykorzystać.
Nie mam na siebie pomysłu, tylko słomiany zapał. Próbuję, nie kończę, rzucam.
Przyjdzie mi nic nie robić, albo robić takie nic jak dotychczas.
 Ciagle uciekam, albo przeciwnie - stoję w miejscu, odraczam start, bo nie wiem którędy pobiec.
Meta to wygrane życie, świadomość i duma, że się go nie zaprzepaściło, że oprócz rodziny kochało się coś jeszcze.

Jestem wyrzutem sumienia. Pruję przed siebie  jak ślepy nabój.

9 komentarzy:

  1. Doskonale Cię rozumiem...również nie mogę odnaleźć, sprecyzować celu, ale nauczyłem się już tym żyć. Najbardziej męczy mnie ta nienazwana tęsknota...nie wiem za czym?...nie wiem kim?...wciąż czuję się niespełniony. Jedyną odskocznią jest spanie, śnienie, a zaraz po tym rysowanie. Czasami męczy mnie też myśl, że marnuje swoje życie, ze ktoś inny wykorzystałby ten mój byt, ten umysł i ciało w pełni...całkowicie...

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To jest bardzo dziwny styczeń... Za wszystkimi (chyba) chodzi jakiś cień... Wokół robi się szaro i mgliście, a nam się wydaje, że bez latarni nie znajdziemy drogi dokądś, nie wiedząc nawet gdzie lub czym jest nasz cel...
    Mam to samo. Dodaj do tego lęk o magisterkę i bezrobocie, które idzie w moją stronę, ciężko człapiąc po korytarzu, tuż przed zaśnięciem.
    Ale: przyjdzie wiosna - będzie rada :) Trzeba tylko doczekać zielonych liści, spacerów, bzu, odkurzania aparatu, a może coś innego, fascynującego wessie całą Twoją uwagę?
    Mocno wierzę, że tak będzie już od marca (kurna, a czemu marzec to nie wiem) :)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  3. Ból istnienia... Uśmiechy posyłam, ech!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszyscy chcą gotowych odpowiedzi. Na już i na teraz. Najlepiej, żeby kompleksowo rozwiewały wszelkie wątpliwości:)A jeśli ktoś powie: Madziu powinnaś wykuć ten angielski na blachę - na blachę! to sukces zawodowy murowany i kasa i zadowolenie. Wykujesz??? A może Ty własnie robisz to co powinnaś, tylko nie wiesz?? Może twoje dzubdzianie, pisanie, kochanie, przemyślenia to Twoja droga do spełnienia? Może wystarczy mocniej położyć akcenty i pracować nad tym nad czym pracujesz???? Przecież intuicyjnie wiesz z czym Ci po drodze. Mój kolega jest stomatologiem. Ma piękny dom, piękną żonę, zwiedził każdy zakątek świata.Wydaje się spełniony. Wyrwałem dziś 30-tysięczny ząb....- powiedział mi kiedyś w tępym zamyśleniu. I zaczęłam się go trochę bać;) Szukanie jest w każdym z nas i tylko od nas zależy, czy robimy z niego użytek. A Ty szukasz bardzo pięknie, tylko chyba nie wierzysz w siebie... Buziaki Ps. od kiedy przestałam do naszej emigracji podchodzić jak do exodusu i zaczęłam traktować jako kolejną przygodę, muszę przyznać, że mi duuuuużo lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  5. coś Ci powiem- trza się pchać pod prąd! podejmować wyzwania-choćby były nawet nietrafione...skakać na głęboką wodę (z jednym rękawkiem)...
    Mag- trza się kurna ruszać, choćby to był nawet trucht w miejscu! szkoda życia, które przecieka przez palce...
    Jak będziesz nosić sztuczna szczękę i farbować się ultramaryną- wtedy będzie czas na bilanse! TERAZ CZAS NA TWÓJ RUCH :))))

    p.s.
    wszyscy stukają się w głowę, że chcę TAKICH zmian w swoim życiu, że chcę wrócić do tej beznadziejnej rzeczywistości polskiej (w kogoś tam mniemaniu),że przecież nie ma pracy, że ze swojego zawodu już od dawna jestem wyautowana...Ale ja już nie chcę innych słuchać- chcę słuchać siebie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdybyś spotkała krasnala, to mógłby być Wrocek ;)
    P.S. a powinni się stukać, że chcesz, ale... nie robisz ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. To chyba leży w ludzkiej naturze, zawsze jest nam jakoś "źle" i czegoś brak, a największy ból polega na tym, że nie do końca potrafimy to nazwać aby móc sobie z tym poradzić.

    Nie ma idealnej recepty na to co Nietzsche nazywał "nadmiarem woli mocy", "woli istnienia".
    ja też często zastanawiam się nad właściwą drogą do mety...
    pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Z pewnością niebawem nadejdą lepsze dni i cele też się znajdą... już tak nasze człekowate plemię ma, iż czasami chodzi tu i tam i nigdzie (ani tu ani tam nie widać perspektyw...), ale kiedyś nadchodzą lepsze dni... Wierzę, że i u Ciebie nadejdą niedługo takie miłe do realizowania własnych aspiracji:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam podobne dylematy. Tyle, że bardziej przyziemne alternatywy. Zamiast siedzieć i pisać bloga mogłabym umyć podłogę, posiekać cebulkę do kapusty albo zacerować skarpetki:)

    OdpowiedzUsuń