piątek, 14 stycznia 2011

Gruby i fajny

 W domowym kinie zafundowałam sobie seans z "Gigante", czyli w wolnym tłumaczeniu - z grubym.
Jak tylko napisy końcowe wpełzły na ekran, przeskoczyłam na wikipedię, żeby sobie przypomnieć czego stolicą jest Montevideo. No jasne, że Urugwaju ;)  - państewka ( bo w skali Ameryki Płd - zdecydowanie niewielkiego) leżącego między Argentyną, a big mamą Brazylią.
Nie wiem co sobie wyobrażałm, że w Urugwaju ufoludki mieszkają, że tam ludzie nie mają hipermarketów, nie kupują, nie jedzą, nie pracują ?? Że co to w ogóle za miejsce? Zbyt odległe, gdzieś tam ograniczone politycznie...
Często siebie zdumiewam, lecz częściej zdumiewa mnie myśl, że świat jest przecież ogromny,  że są nas miliardy i niby się różnimy kulturowo ( pomijam oczywiste różnice indywidualne), ale koniec końców jesteśmy tacy sami.
 Rządzą nami te same, uniwersalne prawa biologii, fizyki, kosmosu -  a wsród nich to najbardziej niezrozumiałe i cudne prawo - miłości. Każdy (prawie) się zakochuje i ów proces zwykł przebiegać u wszystkich jednakowo, przynajmniej na starcie, biorąc pod uwagę działanie etylofenyloaminy i cała tą chemię.
     Tytułowy Gruby jest ochroniarzem w hipermarkecie. Lubi pogryzać wafelki i klika sobie dżojstikiem, w lewo, w prawo, klatka po klatce, wskakuje w życie między regałami. Zanim na salony wproszą się konsumenci, gęsiego wjeżdzają nań panie od konserwacji powierzchni płaskich. Gruby pewnego dnia przygląda się sytuacji, która odmieni jego życie i zaburzy tryb wchłaniania. Spodoba mu się Julia, która popłynie z mopem w morzu towarów. 
Julka, jak się później okazuje, preferuje cięzkie brzmienie (jak Gruby), jest pogodna, mało mówi (jak Gruby), śmieje sie na horrorach i w ogóle taka bezpretensjonalna jest (jak Gruby).
Gruby jednak ma opory przed bezpośrednim zagajeniem, jest wstydliwy i zakompleksiony. Dodatkowo nagle zaczyna pękać twarda skorupa ochronna jego mikro świata i jest onieśmielony nową perspektywą. Onieśmielony ale i bardzo ciekawy. Ba!
 Gruby dziewczynę śledzi i w taki właśnie sposób ją poznaje. Spokojna głowa, jest normalny i widać jak na dłoni, że choć zatriumfowały hormony, to fatalne zauroczenie jest mu odległe na miliony lat świetlnych. On spaceruje za głosem serca, za Julią.
 Ostatecznie wszystko ma sympatyczny finał i czujemy, że będzie dobrze:)

Film ujmuje prostotą. Najwięcej się dzieje poza słowami, bo tak jest zawsze. Miłość wyziera z oczu i gestów najbardziej, słów tu naparstek.
Poskąpiono niespodziewanych zwrotów akcji, restauracji, randek w blasku księżyca, dialogów dopracowanych i jakże błyskotliwych. Tak błyskotliwych, że aż niemożliwych. Wszystko zmierza ku celu naturalną koleją rzeczy.
 Love story niekoniecznie jest poezją , ale zwykle urokliwą prozą:)
Ta historia jest prawdopodobna
dlatego
Polecam!

5 komentarzy:

  1. Oj, obejrzałbym ten film...

    Kocham takie proste historie. A często urokliwa proza to lepsza poezja niż nachalne poezjowanie.

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  2. Z Twojego polecenia biorę w ciemno :) Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. a mąż siedzi w łazience i męczy się nad mozaiką....

    nooo, co tam jeszcze ciekawego obejrzałaś/ czytałaś, bo widzę, że ten remont działa na Ciebie dość inspirująco :O

    p.s.
    a tak w ogóle planuję w niedalekiej przyszłości spotkanie z TOBĄ w realu! ścieżki życia wiodą mnie na Śląsk, więc koniecznie musimy się kiedyś spotkać!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zachęcające. Na szczęście niedługo ferie. Będzie czas na nadrobienie zaległości:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję :) Dobra rekomendacja :)

    OdpowiedzUsuń