wtorek, 30 listopada 2010

...

Wygrzebawszy się z zaspy macham do was zmęczoną rączką i przypruszonymi rzęsami.
 Oj, dziś był dzień z tych cięższych, ale jutro nowy wstaje, przynajmniej dotychczas tak było.
Nie mam ostatnio czasu by zaglądać, wpisywać, podczytywać, ale pamiętam by pamiętać o jutrzejszym. Jutro losuję osobę, która otrzyma toto niebieskie z boku;) Ostatnio równiez poczyniałam małe 'origami' więc coś do paczki cukierkowej dokoptuję z papierkuff.
See you tomorrow.

aaa...

znalazłam JE na you tube, a potem w necie poczytałam.
Lubię JE, oj lubię! Fajne SĄ!
 Dziewczyny ostrzej pogrywają, ale mnie uwiodły tym brzmieniem niebanalnym w onirycznej poświacie.
Psychodeliczne nieco, post punkowe brzmienia w kobiecym stylu;)
oficjalna stronka dziewczynek  http://www.warpaint.com/





last minute ;
(nauka literek)
 Igor:  " Mamo to jest LLLL ( w domyśle er). LLL  jak tata"

odkrywcze;)

czwartek, 25 listopada 2010

dziecko indygo

- Mamo, cuje się 'ufowo'.
- Bo wygladasz jak nieziemski bałwan.



Wiecie, że są dzieci 'nie z tego świata'?
Mówi się o nich dzieci indygo, albo dzieci kryształowe.
Te dzieci charakteryzują się specyficznymi  zdolnościami paranormalnymi. Są wewnętrznie przekonane, że narodziły z sie z misją naprawienia świata, z głęboko pokojowym nastawieniem do ludzi, przyrody, do życia. Przeciwstawiają się zastanym systemom, działają intuicyjnie, wiedzą i czują dużo, dużo więcej niż przeciętny człowiek.
Stały się przez to królikami doświadczalnymi.
A jakże...jeśli coś odbiega od normy...
Myślę, że i tak nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć i jeśli wierzyć w ich cudowny stan świadomości, to są po prostu darem dla ziemi  przychodzącą na świat w kosmicznej aurze.

Mam zamiar przeczytać o nich wiecej.

(( Igor jest dzieckiem indygo tylko w okolicznościach kapielowych ;P....hmmmm..hm...choć czasami się zastanawiam nad jego 'kryształowością', próbując przeniknąć niewinny uśmiech i wejść w stany skupienia małych myśli  ))

 Kiedy dziecko przestaje być dzieckiem?
(wyrastamy niepostrzeżenie;)

W klimatach księżycowo - kosmicznych powstał obrazek dla ukochanego tatusia.
 Na tapecie nasze ulubione bajkowe postaci
 Walle i Eva
(wykonanie - technika komputerowa ;P)





i jeszcze lot rakietą w podbiegunowych klimatach muzycznych 'Mum'

wtorek, 23 listopada 2010

naszyjnik

Takie oto cudo przyleciało do mnie od Czaroffnicy
 Oryginalne nieprawdaż ?
 Raz jeszcze dzieki Czaroffnico, do charakteru mi w nim ;)
Po prostu moje klimaty!


piątek, 19 listopada 2010

......

Własnie zdałam sobie sprawę, że w którymś tam wpisie strzeliłam gafę z nazwiskiem. Napisałam o panu Łomnickim i jego młodej zonie, a nie o panu Łapickim i jego młodej żonie. Czemu nikt mnie nie poprawił: he?;)
 Nie zwraca się komus uwagi, żeby go nie wprawić w zakłopotanie, czy zwyczajnie macha się na to ręką, bo sa większe problemy?
Pewnie tyle razy język mi się powinął, w teksty wkradały niejasnosci itp, że nawet o tym nie pamiętam (co zapewne przedłuża mi życie, bo mam talent do rozpamiętywania)
Pamiętam jak mojemu koledze z pracy na wierzchołku nosa przysiadła kozica, a ja nie miałam , durna, śmiałości żeby mu ten fakt oznajmić. Wstydziłam się?
 Gdyby to mój nos stał się zielonym stokiem (albo cos podobnego) umierałabym długo w paroksyzmach zażenowania ;P
 Tak łatwo jest mi samej sobie wypominać błędy, towarzyskie potkniecia, i tak łatwo zapadać na pamięci odnośnie czyichś wpadek.
Często słyszałam, że cyt. " sobie wynajdujesz problemy".
Jest w tym kilo prawdy, albowiem jestem typem egocentrycznym. No chyba o to się rozchodzi? Ja, ja, mnie, mi mną, sobie, siebie  .... na drugie mi zaimek ;)
 Rozchodzi się też o system kontroli jakości pt. czy ja dobrze to zrobiłam, jak mnie odbiorą. Jakbym Ja była najważniejsza, naj, pępek świata normalnie.
Prózność to, czy kompleksy, budowanie ochronki dla jaźni?
Ludzie zakompleksieni czesto miewaja niezatarte wspomnienia, trudno im sie odciąć od przeszłości. Ludzie zakompleksieni myśla bardziej do srodka, centralnie.
Nie jestem skrajnie zakompleksiona, raczej w granicach normy  (choc co jest w jej granicach?), ale lubie mieć siebie pod kontrolą, w obawie że z szafy trzewi wyjdzie jaki kosciotrupek;)
 prózność - owszem tak!:) Ja po prostu jestem fajna i chce by mnie taką postrzegali ;D

 Bilans wychodzi na JA ;)


dygresja końcowa:
 W realu zauważyłam, że moje ulubione słowo to " bodajże"
 taka nonszalancja hehe. Wychwyciłam to, czyli kontrolka działa:)

dygresja końcowa nr 2
 Dystans do wszystkiego jednak pomaga;))

czwartek, 18 listopada 2010

uwaga! roboty domowe!

16.11.2010.
Chodzimy po ścianach.
 Nie w stanie wskazującym na spożycie, a w stanie pełnej gotowości remontowej. Walczymy na szpachle, pędzle i wałki ze 'szczyptą papryki'.
Włoś się jeży, bo 'przydymiony kwintecik' w piewszej turze poległ , udało mu się szczyptę co najwyżej musnąć.
Ta znowu wylazła ze swoim orężem, a raczej oranżem.
 Jazda była ostra, gdyz papryki wściekły charakterek został potraktowany bielą śnieżki, co go miało osłabić na działanie zawodnika z numerem drugim.
 Kwintecik w końcu zagrał...cieniutko.


18.1.2010
Wsłuchujemy sie w ciche plimkanie kwinteciku na sali operacyjnej.
 Trupio blade sciany są bez życia.
 Jak nie za ciemno, to za jasno, zimno .
Potrzebuje inspiracji  buuuu...
 nIc mi się nie udaje.


 Za oknem świat w malignie, w tv bzyczy mecz.
Trochę egzotycznej bieganiny z kolegami z Wybrzeża Kości Słoniowej.

Need some colours!!!


czwartek, 11 listopada 2010

A'propos ostatniego wpisu ...

Czytać mi sie nie chce, pisać też...ajajajjjj umieram...;P

wklejam więc


;))
Czytali, czytali i co poniektórzy posnęli.




Jak mi czytaja to też najwyraźniej nie pomaga, więc nie wiem jak z tymi audiobookami będzie.

sobota, 6 listopada 2010

Zasypiam nad ksiażkami

Czytać potrafię, owszem, ulotki, rachunki, z oczu czasem, ale ksiażki? Ja chyba jestem nienormalna, a może coś mi siedzi na podświadomości, że czytając odpływam w byty mojej wyobraźni, a literki się zacierają bądź nabierają kształtów zmyślonych. De facto jest to smutne, bo mimo szczerych chęci, powieki odmawiają posłuszenstwa i ślizgają w dół, niemal za każdym podejściem.
 Wmówiłam sobie?
 Ja uważam, że ze mną jest coś nie halo i to na całej lini telegraficznej. Nawet jeśli  treść smakuje, to ślimaczę się jak maślak, ciężko trawię i w ogóle marynuję czas.
Kto czyta jedną książkę miesiącami? kto czyta w ten sposób 5 książek na raz?

Wiecie, czasami czuję się głupia, głupsza, najgłupsza niekoniecznie.
W towarzystwie nie bryluję, gdyż zwykle język mi drętwieje i nie potrafię opowiadać ładnie, składnie. Nie jest to koniec świata, ale czasem ciekawie prawią, a ja nie mam się z czym włączyć.
 Może gdybym więcej czytała......

 No dobra, finito narzekania.

czwartek, 4 listopada 2010

czwartek

Niebo w szarą zebrę, a ja nad szarym kubkiem kawy i papierkami po kinderkach.
Mam luz bluz z rozciagnietej koszuli i wolnego czasu;)
Praca poczeka do 16.00.
Śniadanie juz było...w łóżku i przy boku dającym mi również życiowe oparcie.
Maluszek od wczoraj u babci i z tego względu cicho i bez porannej krzątaniny.
Szybko się przyzwyczaiłam do niecodziennej sytuacji.

Z ostatniej chwili .... za oknem przeleciał gołąb z naszyjnikiem suchej pajdy na karku. Pomyślałam od razu, że to był inteligentny wyjątek z gromady głąbów dachowych. Że może ten akurat zdobył sie na indywidualizm i zapragnął zjeść z dala od pierzastego motłochu zalegajacego parking przy śmietniku.
Gołąb który ewoluował;)

a na dzien dobry, proszę o!:


wtorek, 2 listopada 2010

Rozdaję:)

Dawno, dawno temu wspomniałam że będzie.
 Otóż i jest.
Candy !


 Drodzy Bywalcy, Goście (bardziej lub mniej przypadkowi), przychodzicie, zostawiając tych kilka słów na blogu. Chcę się za Waszą obecność odwdzięczyć, dlatego mam zamiar podarować coś wykonanego własnoręcznie, nietaśmowego i mam nadzieję, miłego oku.

Te malowane szkiełka (ramka i świecznik) powstały kilka nocy temu, może komuś sie spodobają i będzie chętny je przygarnąć?






 Zapraszam wszystkich!


Wystarczy zostawić komentarz pod tym postem, zgłaszając tym samym chęć udziału.
Jeśli chcecie!, możecie wspomnieć o tym na swoim blogu, ale zaprawdę powiadam Wam, nie jest to absolutnie konieczne;)
 Wiem, że wielu z Was, którzy mnie odwiedzacie, nie prowadzi bloga o charakterze craftowym. W sumie ja też nie, więc wklejanie u siebie banerków z info potraktujcie na luzie i nie stresujcie się tym wcale;)

Osoba, która otrzyma szkiełka, zostanie wyłoniona 1 grudnia o czym ją osobiście powiadomię.
 Chciałabym, żeby prezent dotarł do niej jeszcze przed świętami:)

Tym samym CANDY uważam za otwarte!!

:))




poniedziałek, 1 listopada 2010

architektura wspomnień

Miała czarne, lakierowane sandały, bez pięt, rozmiar 37. Śliczny model. Nigdy do nich nie dorosłam, stopy zawsze wysuwały się do przodu. Potem urwały się paski.
 W salonie, na ścianie w kolorze groszku, wisiał wielki obraz.  Natchniony Jezus idzie między łanami zbóż, za nim dwunastu. Jest boso, uczniowe w sandałach, czyste niebo, maki, apostoł Jan wygląda jak kobieta. Pod obrazem stało łóżko nigdy nie ścielone, poduszki piętrzyły się u wezgłowia przykryte kapą dziergana na szydełku. Kawał kolorowej roboty w kształcie okręgów na wodzie. Okrągły był też stół i klosz lampy z frędzlami, zwisającej nad stolikiem. Okragły był tamborek i pudełko pełne naparstków i skłębionych nici.
Skrzypiała szafa. Na jej dnie znalazłam swoje zeszyty z pierwszej klasy, którym próbowała zmienić przeznaczenie i ocalić od płomieni. Nie na długo:(
Piec, z kafli w kolorze cynamonu, lśniący i ciepły zawsze do trzech czwartych wysokości. Przy piecu ślizgał sie fotel na cienkich metalowych nóżkach. Sztywny, chyba granatowy w czerwone cętki. Tata usiadł na nim kiedyś i wrzucił moje pierwsze lekcje w paszczę ognistych języków, głos uwiądł mi w gardle.
Żałowałam, że mieszkanie na parterze nie miało balkonu. Wielkie, drewniane okno otwierało sie ze zgrzytem. Na kilkanascie dni przed śmiercią, w maju, zrobiłam ci w nim ostatnie zdjęcie swoją Leicą. Klisza zaginęła.
W łazience buchał  półokragły, gazowy piec, zawsze ciągnęło od kamienistej podłogi, pachniało zjełczałym pudrem. Na szklanej półce stała drewniana buteleczka oleistych perfum. Okrągła, na rzeźbionej nóżce. Malowane róże odpryskiwały gdy brałam do rąk.

Dbałam o Nią na swój dziecinny sposób. Kiedy pewnego dnia na godzinę straciła wzrok i mowę, ze strachu odrętwiałam na całym ciele. Nastepnego dnia tarłam z zacięciem marchewki i robiłam surówki, kazałam jadać, bo betakarotem poprawia wzrok. Wzięłam sie za przepisywanie wielką trzcionka artykułów z gazet, łączyłam je zszywaczem, robiłam nagłówki i ilustracje. To była mozolna prasa;)
Chciałm by miała rozrywkę, a ona i tak wolała program pierwszy telewizji.
Czasem wychodziłysmy na spacer. Stacjonarny spacer na podwórkową ławkę:) Siedziałyśmy i jadły lody, palce sie kleiły, rozmowa nie zawsze.
Wydaje mi się, że skąpiłam jej czasu. Po szkole podrzucałam słoiki z obiadem, odgrzewałam naprędce, a potem leciałam na basen przyglądać się spod tafli wody swojej pierwszej miłości.
Kiedy jednak byłam, z takim samym błyskiem zainteresowania w oku słuchałam opowieści jak trzykrotnie wywinęła się śmierci.. Jako nastolatka, podczas zwiedzania kopalni kolejką wąskotorową, potem od Bolszewików i od Hitlerowców.

Kochana babciu, pamietam Cie siwiuteńką, pamietam brzmienie twojego głosu. Pamiętam jak śmiałysmy sie do rozpuku, kiedy na życzenie mojej siostry wyciagałaś sztuczna szczękę ;) Pamietam Twoje kostiumy non iron i tą chwilę, kiedy tata z mamą wniesli je w workach na przedpokój oznajmiając, że umarłaś.

Nie pożegnałam się z Toba. Nawet nie odwiedziłam w szpitalu.
 Czasami, choc juz nie tak często jak kiedyś, budze się ze snu i przez moment zyjesz, mam się do ciebie wybrać i ...

.. po chwili dalej jest mi przykro

(Mój roczek, babcia na pierwszym planie)