sobota, 29 maja 2010

"blue states"

Plączę się wokół błękitów.

Nie wiem , czy jest to spowodowane jakąś blue-sową tonacją ostatnich myśli, czy emanacją wakacyjnych tęsknot. Myślę, że w moim przypadku oba motywy pozostają w bliskim związku.
Błękit jest najbardziej melancholijną barwą. Ale to taka łagodna, tkliwa i rozjaśniona melancholia, tęsknota za czymś pięknym, bo smutek często następuje w obliczu zachwytu. Taki uskrzydlajacy usmiech przez łzy nostalgii:)

Błękit i żółć są też moją wakacyjną paletą, kojarzą się z egzotycznymi krajami, piaskiem i drinkami z parasolką.
Nie bywam często tam gdzie słońce praży (chyba że w marzeniach), ale marząc o lecie, marzę w ten sposób....

tu mój letni list 'na' butelce i para niebieskich świetlików


a tu naszyjnikowa fantazja na temat wakacyjnych wojaży, pozwstała z myślą i dla Kulki

prezentacja w trybie leżącym :)
i w trybie wiszącym;

Tesknię za latem !!

środa, 26 maja 2010

haiku od ręki

Haiku składa się z 17 sylab, podzielonych na 3 części. (5 sylab, 7, 5) Związane jest ścisle z filozofią zen, która w sztuce zakłada operowanie paradoksem, subtelność, estetyczny minimalizm i wyzbycie się własnego ja.
Ważne elementy w haiku to:
kigo – ("słowo na temat pory roku") odniesienie do pory roku lub dnia
kire – ("cięcie") podział wiersza na dwie w pewnym stopniu niezależne części (w językach innych niż japoński zaznaczane myślnikiem, wykrzyknikiem, etc.)

spróbowałam...
  narzędzie dłoni
przywiera do skroni
  dachem do słońca

O rękach...bo są ważne
Zmysły sa kanałami, ale bez rąk nie byłoby tworzenia
Ręce nadają kształt czułości
ochraniają
mówią gestem





i jeszcze videoklip manualny
(tylko szkoda, że ekran jest sciety w 3/4. Czy ktos ma pomysł, bądź wie jak go zmieścić. Bedę wdzięczna:))

wtorek, 25 maja 2010

Dla Mamy

..a właściwie dla Mamusi :)

Kartka

W oryginale:

i  w innych wcieleniach
(nawet ciekawszych)

poniedziałek, 24 maja 2010

Wpływy i inspiracje

Czasami tworzę instynktownie, nie wiedząc do końca, co z tego wyniknie.
Wczoraj (dzisiaj?) w nocy też zabrałam się do rzeczy po omacku 
Najpierw, chyba pod nieuświadomionym wpływem sztuki bizantyjskiej  powstał złoto brązowy naszyjnik.




 Potem pojawiły się amulety w kształcie tarczy i takie prostokątne piramidy ( ? )
Wyobraźnia coś szwankuje, ale po fakcie stwierdzam, że najprawdopodobniej natchnęła mnie geometria Majów i las Sherwood ;)

Pozdrawiam Wszystkich Zerkających i zmykam do obowiazków.

sobota, 22 maja 2010

Pasja życia

Czytam obecnie "Pasję życia". To, jak zapewne większość (a może i nie) kojarzy sfabularyzowana biografia Van Gogha.
U poczatków prawie każdej lektury, nęka mnie zespół napięcia ziewającego, który w trakcie czytania, ustępuje bądź nie.
Zależy od książki. Tym razem został poskromiony i jestem już na półmetku tej intrygujacej historii, której tytuł dotyka sedna jak rzadko.

 Irving Stone miał nosa, żeby tak nakreślić Van Gogha. Tak z krwi i kości, wyraziście i magnetyzująco.
Czytając, mam autentyczne doznanie, że bałabym się Van Gogha, jego nieposkromionej namietności do życia. W towarzystwie tego człowieka czułabym się przytłoczona temperamentem i jakąś nieokiełznaną wewnętrzną siłą, której ja raczej nie mam w nadmiarze i pewnie dlatego.
 Napisać, że Van Gogh miał w sobie iskrę bożą to za mało, był raczej krzewem gorejącym.
Ciagle żył pod ciśnieniem skrajnych uczuć, upuszczając od czasu do czasu pary, ale chyba nie wystarczająco, bo pod koniec życia zadymiło mu w głowie maksymalnie, skutkiem czego przyłożył sobie pistolet do brzucha. Do brzucha, nie do głowy - co za fantazja.

Był fenomenem bez dwóch zdań, chyba jak każdy geniusz-artysta. Wolę użyć słowa fenomen niż wariat, mimo wszystko, a może przede wszystkim - Za Wszystko...

 W trakcie wertowania stron, pojawiła się wielka ochota, by wnikliwiej zaznajomić się z jego malarstwem i co tu duzo pisać, ono mnie oszołomiło.
Patrząc na szkice, akwarele, obrazy widać jak człowiek się rozbudzał, rozwijał, uczył, i jak  bardzo chciał być wierny sobie i autentyczny w tym co robił.
Jestem wielką fanką sztuki Vincenta, teraz wiem to na pewno i nie dlatego, że wypada, albo w ślepo bo Van Gogh wielkim artystą był.
 Nie jestem juz snobką i ignorantką, bo uwidziałam i uwierzyłam szczerze w jego talent.
Van Gogh to człowiek pełen kontrastów, jak jego obrazy, które mówią zapewne więcej niz artysta wypowiedział słów za życia.


Tu kilka z nich.
Większość z przedstawionych powstała podczas pobytu na połódniu Francji w
 Arles. Ten czas w twórczości Van Gogha urzekł mnie najbardziej.

Kocham te  intensywne, ciepłe kolory  w grubych, zamaszystych pociągnięciach pędzla.

czwartek, 20 maja 2010

rafa koralowa

Odczyniam pogodę kolorami....Ile tylko można nawlec, przy całym moim asortymencie.

Jest "wiosna", ja tęsknie za latem - moją ulubioną porą roku, ze względu na to, że nie traci się tyle czasu na ubieranie i przybywa piegów na buzi ;)
Ja ogólnie bardzo ciepłolubna jestem, przy całym moim zimowstręcie.

Powstały korale i jeszcze coś. Taka a'la brosza, na torbę plażową chyba (ze wzgledu na rooozmiary)

Przedstawiam i zmykam, bo my dzisiaj  do prababci z wizytą (zapowiedziani tuz przed chwilką)
 W nowych kaloszach sie stawim...:)

Otóż i tytułowa rafa koralowa, która raczej będzie w bliskim kontakcie na szyi ( bo tak mi się bardziej podoba)

i  "Brosz"

środa, 19 maja 2010

Mój kolejny "pierwszy raz"

Tym razem stworzyłam cos na kształt albumu.
 Prezent od wnuka dla dziadka ; )

Okładka albumiku mocno nasycona kolorem (real foto, bez żadnych sztuczek i "ulepszaczy")
Użyłam zwykłych , tekstylnych tasiemek, które ponalepiałam na kwadratowe kartoniki, a potem na siebie nawzajem.
W oczy kole? :D
No ale jak na eksperyment z "tym co mam"  mam nadzieję - ujdzie.
To pewnie też przez aurę, tęczy mi się zachciało w dużych ilościach.
Wkład już papierowy ( nie całkiem wykończony), jeszcze bezfotkowy.
Okrasa - rózne takie wycinanki i znajdki z szuflady.

niedziela, 16 maja 2010

Z serii " Cud, miód i orzeszki" przedstawiam....

Przecudnej urody notes (przepiśnik kulinarny), który wczoraj wręczyła mi przesympatyczna i zdolna szalenie KULKA
Przed chwilą krzątałam się wokół MOJEGO notesu i obfociłam go z dołu, z boku i z podskoku.

Czyż nie jest piekny ?!!!...Ponadto  w moich najulubieńszych kolorach !!

Dwa sprawdzone przepisy kulinarne już mam, ale chyba zakupię wieczne pióro, bo profanować długopisem nie dam rady .
Najchętniej zostawiłabym w spokoju, żeby stał i zdobił, ale chyba jednak zgodnie z przeznaczeniem będzie rejestrował moje życie od kuchni.
Troche mąki mu chyba nie zaszkodzi? :)

Podziwiajta :) ::

sobota, 15 maja 2010

kruchy żywot ciastek i inne historie

Obecna pora monsunowa w naszym umiarkowanym klimacie nie sprzyja wychodnemu.
Spozieramy więc przez szklaną taflę szyby jak jaskółki pięknie biorą niebo w nawias, a mrówkom przybywa oceanów.
 Nie powiem, zjawisko to przyrodnicze sprzyja zadumie, ale ileż można...
Widok to ja z okna mam tez niezupełnie fajny.
Na blaszak hutniczy oraz wyrosłe za drzewami kominy ( z lewa i w centrum). Z prawaej zaś, na aleję garażową, a tuż za nią  planszę boiska do nożnej (miejsce nieocenzurowane, skąd dobiegają nas wyrazy dosadnego niezadowolenia )

Balkonowe zachody słońca  bywają zjawiskowe, choć często ocierają sie o śląski kicz :)

Wschody księżyca też są nietypowe.
Czasem nie wiadomo, czy to papierowy księżyc z nieba spadł, czy  czerwona planeta znalazła się w zasiegu ludzkiego wzroku. Potem omamy ustępują rzeczywistości wydepilowanej głowy szwagra ;P

Ale nie o tym miałam...
Miałam o czym innym.
Miałam dokonać rekonstrukcji wydarzeń wczorajszych, a konkretniej wydarzenia.
Wczoraj siąpiło jak to ma w zwyczaju, a jak wiadomo w czasie deszczu dzieci się nudzą.
Nudzą sie , ale nie powiedziałabym, by mniej brudziły się w deszcz.
Milusinski zapragnął ciastka.
Bardzo prosty przekaz- "mama, ciastko !" był dla mnie jednoznacznym bodźcem do zakasania rękawów i wzięcia ciasta w swoje ręce.
Ja, jak już podkreślałam grubą kreską, nieczęsto zaglądam do piekarnika (chyba , że utwardzam modelinę)  i to jest mój drugi raz w tym roku, jak zaglądnęłam ;)
 Więc sesja poniższa w  pełni wsprawiedliwiona.
Ile się nagniotłam to moje.
Wkład pracy pokaźny, wkład w ciasto - bakaliowy.
Zrobiło się około 30 plastrów o średnicy szklanki do whiskey. To oznacza - sporej wielkości.
 Maestro Renato Bonni czekoladą pistacjową Mokate ( Ci z Ustronia powinni mi teraz zapłacić ;P) polewał obficie wypieki, a potem sypał nań wióry i doklejał kształty wielozbożowe.
Ornamenty wyszły godne Picassa ;)
 Dzisiaj pewni Drodzy Państwo z sąsiedniego miasta będą mieli okazje spróbować :D

w kolejnosci chronologicznej wygladało to tak: