środa, 31 marca 2010

kolorowanki swiąteczne

Kartki poszły w swiat daleki i bliski.
Nie było kupowania w kiosku, tym razem popracowałam sama. Wyszły różne, nieco infantylne, trochę niekonwencjonalne i w sumie niewiele ich jak widać, bo nie mam w zwyczaju wysyłać.
 Tym razem jednak zaskoczę jak zajączek:)

Mam kolejnego pomysła, tym razem w centrum uwagi będzie szyja.
Dostałam  bez liku kolorowych szkiełek od siostry, ładniutkie są i trzeba je gdzieś umieścić, np na sznurku, ale o tym niebawem, tzn. jak coś powstanie.

Tymczasem karteluszki pokazuję, raczkuję w temacie więc proszę o łagodne spojrzenie na moje tworzenie :)


ta jest taka tradycyjna, koronkowa :
a ta jest z kurnika nie z tej ziemi:)
wycięłam tez jajcarską z mulinowymi oczami :

i taką słonecznie słonecznikową :

na ostatek z kokardką, o taka:


I to juz koniec jaj :))



poniedziałek, 29 marca 2010

zakładka

Ja znowu po dłuższej przerwie z powodu odcięcia od netu.
 Przywrócona do zycia wirtualnego mogę odrobić zaległości.
 Na początek chciałam uwiecznić moja pierwszą w życiu, własnoręcznie wykonana zakładkę :)
 Zakładka powstała w piątek, by w sobotę 27 marca zostać wręczoną mojej siostrze z okazji jej urodzin.
 Siostra kocha swojego chrzesniaka więc różne oblicza Igora stały sie motywem przewodnim.
 Wklejam zdjęcie zakładki en face, bo z tyłu sa życzenia dedykowane tylko solenizantce.

wtorek, 23 marca 2010

zielono mi..

Ostatnimi czasy nie miałam internetu, ale bynajmniej nie czułam się odcięta od świata i sparaliżowana. Przeżyłam to znośnie, lepiej niz poprzednim razem, gdy z powodu awarii w sieci miałam typowe objawy odstawienia.

Tym razem  się jakoś obeszłam i w końcu przekonałam do książek jako wypełniaczy międzyczasu. Nawet moja frekwencja biblioteczna się podniosła, a pani od książek ostatnio podniosła na duchu polecając lektury i komentując inne, w sposób jakbym równiez je miała przed oczami i znała na wylot. Poczułam się jak równy z równym ;P
 Doceniłam tez spacery, tym bardziej ze pogoda  i czas po temu i zaczynam juz swoje ulubione "carpe sole" czyli chwytam słońce:)
W zwiazku z zimy odejściem mielismy zatapiać marzannę, ale pannie się upiekło.
Nie wyszła na czas spod moich rąk, a ja dodatkowo przegapiłam datę egzekucji, bo jakoś mi się zdawało, że wiosna kalendarzowa to 25 marca się zaczyna.
Cóż, może w przyszłym roku...ale jak dobrze, że to dopiero za rok, teraz szczęśliwie odliczam dni do lata.

Dzisiaj  poszliśmy na wczesnoporanny spacer po parku. Wczesnoporanny, gdyz w połódnie oczekiwalismy majstra od komputerów, który sie i tak nie pojawił..ech..
Basen tuż obok coraz bardziej się prezentuje w związku ze swoim remontem. Latem z pewnością nie omieszkamy wstapić do wody. Igor na pewno, a  mama?.... to się okaże czy wejdzie w strój kapielowy i ośmieli machnąć ręką na swoje obwody:)
Dobrze, że w okolicy mamy ten park i las, zieleni nigdy dość.
Coraz więcej pączków na gałęziach, czekam na wielki wybuch wiosny i koloru.
Juz tak za nim zateskniłam  ( za zielonym), że kilka dni temu nawiedziliśmy lokalną strefę podzwrotnikową - egzotarium.

 Ufff, jak gorąco, ale i jak przyjemnie tak móc popatrzeć na roslinność w całej świetności i swieżości.
W tym roku zwróciłam baczniejszą uwagę na liście. Wiem już jak wyglądają te od kawy i avocado :)
Dziw, że takie okazy sobie gdzieś tam w dalekim świecie rosną swobodnie i na pęczki, a my znamy tylko owoce , jakby wspomnienie ich życia.
Myslałam, że moje dziecię nie pozwoli na beztroskie przyglądanie, ale ono miało frajdę z żółwi i krokodyli, a ja nie latałam za nim z rozwianym włosem.

 Nie wziełam aparatu, bo pomyslałam, że mam zdjęcia tropików z zeszłego roku, ale
 szukam i szukam w swoich albumach, i nie znajduję. No szkoda...

ale znalazłam taka małą wiosenkę sprzed dwóch lat :))

niedziela, 14 marca 2010

o papierkowej robocie

Coś tam dłubię przedświątecznie....mam na mysli kartki z życzeniami.
Co prawda nie mam iście skrapkowego warsztatu pracy i tworzę coś w okolicach, ale głównym materiałem jest papier i serwetki więc poudaję , że skrapuję:)
Chciałam zrobić coś od siebie, własnym sumptem, z tego co akurat mam pod ręką.
powstrzymuje sie chwilowo od wiekszych zakupów, bo szkoda by materiały lezały później odłogiem jak się nie wciągnę i nie odnajdę w temacie.

...i tak czuje się jak młody chemik w laboratorium, niepewna ale i podekscytowana:)

Zastanawiam sie jeszcze jak ugryźć digi zestaw do skrapowania? Czy potrzebuje do tego photo shopu, czy pokrewnego programu? Chciałabym spróbowac takiej zabawy, ale z czym się to je?


tak poza tym....
wsiąkam w Wasze blogi jak w bibułę.
One są nieocenioną inspiracją i uczta dla zmysłów!!

czwartek, 11 marca 2010

Światły człowieczek

Dzis w radio usłyszałam niepokojace wieści, że zima sie z nami nie żegna a zostaje by dręczyć dłużej. Jak długo, pytam?...Czy marzannę bedziemy topić w przeręblu? ech...
Miałm juz nadzieje na jakiś przełom bo wczoraj z rana wiosna poczyniła jakby próbę zmartwychwstania. Wpadła słońcem do naszego mieszkania, a mnie sie od razu poziom serotoniny podniósł i aparat do reki przywarł.
Wskoczyły tez oknem zajączki:)) Wiec gwoli przedświatecznego treningu mały zaczął hopsać i je łapać.

W grze świateł role drugoplanową odegrała tez płyta lego duplo, tworząc wizualizacje ściagnięte zywcem z komputera


czwartek, 4 marca 2010

spojrzenie wstecz

Ostatnio natknęłam sie w sieci na stronę wspominkowo-satyryczną o PRL-u.
Spodobały mi sie plakaty i postanowiłam kilka wkleić dla zabawy.
Wiadomo, twórczość była wtedy podporządkowana dobru narodu, miała właściwosci pragmatyczne i musiała nieść jakoweś przesłanie łatwe do odczytania, nie zakamuflowane itp...
Patrząc na to człowiek sie po prostu śmieje, dobrze, że teraz może w głos i publicznie, kiedyś nie uszłoby mu to płazem...
Ja co prawda niewiele pamiętam  z tych czasów, ale perfumy Pani Walewska ( te ze zdjęcia) owszem, bo je kupiłam mamie na urodziny za pierwsze uzbierane złotówki ( czy może był to krem??) 
Jakkolwiek zabrzmi to perwersyjnie ( dla tych co pamietają), owe czasy miały swój urok, przynajmniej dla mnie jako dziecka. Urok konkretnie tkwił w staniu w kolejkach za kawą, szynka itp..
Pamietam sklepik lokalny z ulicy Prusa, gdzie stało pełno kontenerów po oranżadzie blokujacych przejście i gdzie panie ekspedientki nosiły białe kitle i czepki.
Pamiętam , że było zupełnie inaczej. 

Oto kosmetyczne hity sklepowe!!
Biały jeleń jest najwyraźniej nieśmiertelny, bo używam go obecnie (świetnie dopiera:))
Nie pije bo zbieram na... autosugestię - chili malucha.
My mieliśmy żółtego malucha z rejestracją KTU 8034 (przenigdy jej nie zapomnę)
 Odkupiliśmy go od właściciela lokalnego jarzyniaka, który wybył potem do NRF-u i słuch po nim zaginął.


Tego poniżej nie śmiałabym pamietać, ale musiało dawać kopa mimo niewinnej nazwy:)

duzo za dużo "jabłuszka" rodacy wlewali ... ale co mieli robić, skoro alternatywa była  mało przekonująca ;/
 a tej obywatelce to musiało byc niewygodnie w tym mundurku i na tym traktorze, albo jedzie po
"jabłuszku" i wszystko ja wali (mówiąc dobitnie;)

Nie jeżdzij chłopie na złączu...tym bardziej po "jabłuszku" :
Przyjaciel był tylko jeden i to juz od kołyski  (ja szczęśliwie nie zdążyłam sie z nim tak mocno zakumplować)
 I akcentem czerwonej kokardki dziękuje za uwagę i zapraszam ponownie:)

wtorek, 2 marca 2010

odpowiadam za siebie :)

Zostałam jakby wywołana do tablicy i mam w głowie pustkę jak zwykle.

Pytania Kulki:

1. Jaka przeczytana przez ciebie książka wywinęła ci mózg na lewą stronę? ( bardzo ciekawie sformułowane :)
2. ..i dlaczego?
3. Ulubiona książka z czasów dzieciństwa?


ad. 1 i chyba ad. 2 w jednym :)

Teraz wyjdzie szydło z worka, bo sie przyznam ( z biciem, czy bez) , że mało czytam i bardziej na lewą stronę wywróciło mi mózg to pytanie, niż jakakolwiek lektura he he ...Chociaż, gdyby sie tak dłuzej zastanowić to jest pewien zbiór książek, który ogólnie traktuje o tzw. rozwoju duchowym ( autorów jest wielu), a który dał mi do myślenia.
Przeczytałam kilka publikacji i one faktycznie wypatroszyły mój mózg z myśli niepotrzebnych i dość szkodliwych i przenicowały światopogląd.
Dzięki nim zaczęłam bardziej mysleć o tym, jak nie szkodzic sobie i innym.
Taaa....zastanawiam sie jednakowoż, czy to te książki, czy życiowe spotkanie z moim mężem ( który mi te książki podsunął pod nos i czasem mówi ich językiem) jest kamieniem węgielnym zmian i przyczynkiem do wywinięcia istoty szarej ? :)

Mimo iż jestem a-mol ksiażkowy ( czyli zupełne przeciwieństwo) spróbuje się nieco zrechabilitować, bo wpadła mi ostatnio w ręce książka, którą pożarłam w tydzień ( dla mnie to super szybko). Autor - Stieg Larssen, tytuł - "Mężczyźni którzy nienawidzą kobiet" Cykl- "Millenium". Naprawdę mocna i wciagająca rzecz, polecam!
Kulka, jak tylko moja mama ją zje, ląduje przed twoimi oczami:))

ad. 3

Książka dziecinstwa? Zawsze przychodzi mi na mysl : "Doktor Dolittle" . Przeczytałam wszystkie 3 części, w których posiadaniu byłam po kilka razy ( jakis przebłysk mola czyżby? :) Bardzo mi sie podobała idea porozumienia miedzygatunkowego:) i imiona zwierzat :)) Po lekturze zafascynowały mnie nazwy i imiona właśnie, bo nazwa i jej brzmienie, potrafi nadać charakter przedmiotom i osobom i wzbudzać różne skojarzenia, a to jest ciekawe.

Koniec odpowiedzi.
Uff, pokornie siadam w ławce..:)