niedziela, 28 lutego 2010

wariacje na temat lizaka :))

W sobotni wieczór wyruszyłam z szybką misją pt" chuppa chups & Tyskie" do lokalnego sklepiku. Chupaków nie było, choć wypatrywałam, znalazły sie jednak takie okraglaki z prześwitami, których smak pamiętam jeszcze z dzieciństwa.

Zakupiłam cytrynową sztukę dla Igiego, wszak on skamlał o kostkę cukru.
Odfoliowywanie odbyło sie przy wtórze echów i achów. Bo WOW!..takiego jeszcze nie lizałem:)
Potem było cmokanie i mlaskanie..smaacne, pycha...tylko że szybko mlaskanie sie znudziło (tym lepiej dla mleczaków:)) i lizak został umieszczony w moim gardle.
Zrobiłam mu sesję:)


sobota, 27 lutego 2010

w za-chwycie

Ludzie chwytają chwile nieraz tak pieknie...
.
Patrzę na złapane w kadry momenty, czy to przy pracy, czy w morzu leniwych myśli, czy objęciach najbliższych i usta podciągam ku policzkom:)
Uwielbiam te kolorowe blogi i swój tez chcę nasycić kolorem.

W chwili obecnej błąkam się i podpatruję...

środa, 24 lutego 2010

takie soć..

Z CYKLU
"Oblicza sztuki"


LAMPWORK:))
Posted by Picasa

było minęło

My juz po wizycie, rzekłabym błyskawicznej jak kaszka.
Nawet czas w poczekalni minął nie wiadomo kiedy. Igorek miał doborowe towarzystwo Adasiów i Mikołajków, grzecznie nakazywał im co mają rysować, a ci posłusznie spełniali prośby bazgroląc podobizny na kartkach papieru z wynikami ambulatoryjnymi.
Są jeszcze grzeczne dzieci na tym świecie, dzieci przyjazne i usmiechniete...juz traciłam nadzieje przygladając się i przysłuchując co poniektórym kompanom mojego syna z piaskownicy.
Rozpiera mnie duma gdy podpatruję Igora obdzielającego swoje resoraki między dzieci płci obojga. Muszą się bawić solidarnie jego zabawkami koniec i kropka, ;)
W gabinecie było mniej wesoło, bo sędziwego wieku lekarka troche odstraszała, ale jakoś udało sie oderwać pacjenta od klamki. Głębokie spojrzenie pod powieki, konstatacja -..są zaczerwienione..., recepta , machnięcie łapkami na pożegnanie i po sprawie.
Coś tam się jeszcze jąkałam i pytałam czując niedosyt, ale okulistka chyba uważała, że wszystko jasne i zaprosiła za 10 dni na kontrolę...a dziekujemy, dziekujemy, pojawimy sie.

jak dobrze byc juz w domciu...

wtorek, 23 lutego 2010

A wczora z wieczora...

...zaryzykowałam prace manualne w towarzystwie małych, wścibskich rączek.
Jako , że tatuś był juz w domu i przejął ode mnie pałeczkę, coś tam sie udało poczynić z kawalątków drewna i sznurka.
Jednak jak coś sie świeci, turla i fajnie odbija od podłogi to sztywne zakazy trzeba nieco ponaginać tak by wszyscy byli szczęśliwi.
No, udało się:) Ja sobie lepiłam, smyk grzecznie podliczał mój koralikowy inwentarz, a głowa rodziny nawet pstryknęła kilka fotek.

Efekt przerósł ( ilościowo) najśmielsze oczekiwania:)

Zamieszczam zdjęcie dowodowe, aczkolwiek jest to wersja robocza. Kulki muszą jeszcze stworzyć zgrany zespół na gumce..tutaj w przypadkowej kolejności ...a jak przyjdzie wiosna, to sie nimi zawieszę przyodziana w turkusową katankę, o której myślałam jak owijałam ;)

Jak cicho..prawie..Najlepszy mąz pod księzycem usypia najcudowniejsze dziecko pod słońcem.

Mogę wywołać swojego gina z lodówki i kolegę tonika do spółki. W szklaneczce te dwa komponenty tworzą mój ukochany duet :)..ponoć królowa matka tez była amatorką.

time to relax!


Oczko w głowie.

Jutro wycieczka do okulisty. Zapowiada sie trudny sprawdzian z cierpliwości i umiejetności zabijania czasu w poczekalni.
Pani z rejestracji od razu wzbudziła moje podejrzenie komunikując.. prosze przyjechać miedzy 10.30 a 13...czyli będzie posiedzenie, no jak to u lekarza w pulicznej placówce.
Jeszcze sie dowiedziałam, ze nikt nas pod przychodnię nie podwiezie (czyt. mąż) tylko musimy liczyć na tramwaje i autobusy, bo bez przesiadek by było za łatwo..ech..
Damy radę.

poniedziałek, 22 lutego 2010

słońce na cenzurowanym

Problem mamy w postaci światłowstretu, który pojawił sie kilka dni temu u Igora, tuż po tym jak nastapił cebulowstręt w chwili siekania warzywa Dziwna sprawa...że cebula jest wyciskaczką łez to wiemy, ale jemu już tak zostało, choć cebulowe aromaty sie rozeszły.
Krokodyle łzy ciekną po kurtce jak tylko wychodzimy na zewnatrz, a na oczętach klapki z łapek, zdawałoby się, bez konkretnego powodu.
Wizyta u okulisty się zapowiada, podejrzenie pada na spojówki, są zaczerwienione.
Dzis dzwonię.

Mały miał zabieg ze 4 miesiące temu, od tamtej pory z oczkami nie jest tak jak być powinno, oko ciągle podraznione.
ech...

niedziela, 21 lutego 2010

dzień ciężkich westchnień

Mijającą doba wypełniona setkami bombardujących się wzajemnie myśli, coś a la burza mózgów tylko w wersji blue.
Problemy w gnieździe, ściślej na jego obrzeżach - w domu teściowej, w szufladzie -finanse, ale nie tylko.
Mama ostatnio szwankuje na zdrowiu, myślę, że jest to zmasowany atak kłębka nerwów (emocji, trosk i wątpliwości), który rośnie od momentu śmierci taty, pół roku temu.
Mama jest osobowością zasysającą. Nie potrafi dać ujścia emocjom, zamiata wszystko co nieprzyjemne do środka i pozwala sie temu wyjadać.
Nie jestem w stanie zmienić jej toku myslenia, ona tez zdaje się woli mysleć, że taka już jest i trudno, albo wcale o tym nie mysleć...
Współczuję jej, bo widze ze się męczy.




Trzeba jednak działać.
Modlę się o niezmącony umysł w trakcie podejmowania waznych decyzji, których w tym roku nie zabraknie.
L bardzo sie przejmuje..:(

piątek, 19 lutego 2010

własnie usłyszałam..

...że mój małż jest sceptycznie nastawiony do eksperymentów typu blogi i innej maści wynurzenia...dla niego - wynaturzenia chyba:)
cyt. z ostatniej chwili- ...A po co ci to?
poinformował mnie właśnie, że jego zdjęć mam nie umieszczać:( ...no dobra, spełnie życzenie, ale nie do końca:P. Jeżeli sie pojawi to postaram sie by w cieniu, albo mooocnej poświacie, albo w retuszu nie do poznania ;) ogólnie musze ograniczyc jego foto frekwencję na blogu :(

Więc??
Po co mi ten blog?

Ja myślę, że mam tendencje ekshibicjonistyczne (bosze , jaki dłuugi wyraz) i że ja zwyczajnie chcę żeby nas (mnie??:P) oglądano, komentowano i ustosunkowywano się (polski jest trudny;P )
Nawet prace magisterską o tym pisałam... " Ekshibicjonistyczne tendencje we współczesnej autoprezentacji" ..ha!, coś jest na rzeczy.
Każdy jest dla siebie pępkiem swiata, każdy jest skupiony na sobie, bo JEST.
Zdarzają się przypadki altruistów sensu stricte..chyba?.. bo ja się nie spotkałam z czystym i niezmąconym przez własne ego przypadkiem.

Niektórzy nie lubią wnikać w głąb siebie, ja lubię i czynie to ustawicznie z róznym skutkiem.
Lubie tez przypatrywac sie innym, szczególnie mojemu synkowi i odgadywać jego potencjał.
Czy potencjał jest uwarunkowany genetycznie, czy jest zdeterminowany przez wychowanie.
Nie wiem ... i to i to?

Oto nasz ukryty potencjał :

krok pierwszy poczyniony!

testing, testing...

Witam siebie i życzę sobie wyobraźni i wytrwałości w budowaniu tego wirtualnego mikro światka.


Skoro mikro to bedzie tu o tym co blisko mnie, co na wyciągnięcie ręki i muśnięcie myśli, a głównie o tym co najbardziej kocham i bez czego usycham jak trawa.

Moją wodą i słońcem jest moja rodzina, więc będę kronikarzem naszej jednorodzinnej story.

Story właśnie się przed wami rozchylają... tadaaam!