środa, 29 grudnia 2010

aktualności

Z okien można zbierać kiście wody, wilgotno od ciągłego podgrzewania jej na gazie.
W kranach gorącej brak, ewentualnie cieńkie strużki rdzawej wody rurzanej.
 Do kaloryferów, w końcu, po dwóch dniach przerwy można przyłożyć ręce.
Było zimno, brrr...temperatura nam też spadła skutkiem mrożących krew żyłach myśli, że my tego remontu nie ukończymy aż do grudnia 2012 roku, kiedy wszystko ma i tak szlag trafić.
Próbuję myśl o przemijaniu przewartościować, że skoro wszystko się niechybnie kończy, to remonty TEŻ!


Kuchnię mamy połowicznie odrestaurowaną, a pchamy już kafle do łazienki.
Zgrywamy się na bohaterów romantycznych, żesz w mordę...
Góry z itonga chcemy przenosić, a rzeczywistość pokazuje język i wypina cztery litery.
Wchodzimy na pole minowe hipermarketów budowlanych, gdzie następują, jedna po drugiej eksplozje w portfelu, który pustoszeje. Bo ja się pytam gdzie ta forsa ? W tych małych popierdułkach - listeweczkach, śrubeczkach, wałeczkach ? Pieniądze mają właściwości kamfory!

Choć obecnie chorujemy prawie wszyscy, to też prawie wszyscy przykładamy się do pracy, a tapetę do krzywej ściany.Wannę wreszcie wnieśli i kartonowo-gipsową gilotynę co ma ściąć kawał ściany w łazience.

Muzyka w tle. Ostatnio puszczam starego, dobrego Coldplay'a.
 A kawałek w którym śpiewa ...że... we live in a beautiful world...miażdży wszelkie troski.
 Obyczaje łagodnieją, sztućce i garnki na swoim miejscu, nic nie przeciera szlaków w powietrzu.
 Spokój!
 Sztuką jest utrzymywać nerwy na wodzy.
Sztuką jest zaparzać herbatę.
Zaparzyłam dzban.
 Na opakowaniu widnieje napis - artistic tea, czyli zalewanie liściuchów dla zaawansowanych ;)
 Opary jaśminowe skraplają się na nosach, a na falach cieczy kołysze różowy kwiat w zielonej gęstwinie antyrodników.Wyglada to jak okaz egzotycznego pająka z parzydełkami.
 Pachnie upojnie, smakuje tez na "tak"





Ów tekst piszę na raty, więc obecnie chcę zakomunikować, że kuchnia wykończona. Został jeszcze ułamek procenta wykończeniowego, ale nie bądźmy drobiazgowi.
Być może (a raczej na pewno;P) się pochwalę rezultatem, w postaci krótkiego reportażu zdjęciowego, ale nie dziś, albowiem wlałam juz wrzątek do wanny i zamierzam się rozpulchni i pomarzyć, jak ta obskurna łazienka będzie wyglądać za kilka miesięcy....bo jeśli dopiero w proroczym roku Majów, to ma się rozumieć, że nie będzie wygladać wcale ;))

Jeszcze na samiuśki koniec pokażę arcydzieło pewnego pięknego umysłu:)
Oto i ...
 Roboś


Bardzo na czasie, gdyż rodzice działają jak automaty i wymiękają jak ciastolina.
Tacie szczególnie zdarzają się spięcia na tranzystorach od nawału informacji nadawanych z antenki mamy ;)

sobota, 25 grudnia 2010

wesoło i świątecznie:)

Moc świąt przychodzi z życzeniami.
Im więcej ich czytam, słyszę, im więcej usmiechów zbieram i doświadczam czułych uścisków tym bardziej serce mi rozsadza erupcja pozytywnej energii, że tego gorąca nie sposób nie oddać, nie podzielić się.
Stąd promieniuję i z całego serca, ogromnego w tej chwili, życzę Wam
 PIĘKNYCH, OTULAJĄCYCH KOLĘDĄ, SPOKOJNYCH, MAGICZNYCH, ROZISKRZONYCH BŁYSKAMI OCZU, ROZJAŚNIONYCH NAJSZCZERSZYMI UŚMIECHAMI, ROZCZULONYCH SZEROKIMI UŚCISKAMI, OTWARTYCH NIEZMIESZANĄ ROZMOWĄ,BOSKICH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA!!!!



Wszystkiego wszystkiego dobrego!!!

Przedwczoraj wybierając siostrze ładny kawałek biżuterii, wpadła mi w ucho rozmowa zza lady. Panie ekspedientki z zaciętością zamka w drzwiach, wymieniały powody dla których nienawidzą (tak sie wyraziły ) życzeń towarzyszących łamaniu opłatkiem.
Wiem, że poczucie skrępowania towarzyszy wielu, gdy po równo roku znowu muszą spojrzeć sobie w twarz, ale żeby tak od razu nienawidzić, trząść się na myśl samą.
Niektórzy, jak docierało do mnie w autobusach, tramwajach i kolejkach, mają wyraźny problem z tą chwilą przy stole, kiedy wyciągamy do siebie dłonie.
Tak nam te kończyny skostniały przez rok, tak w nas pozasypiały odruchy życzliwości, zahibernowały urazy i animozje, a teraz to wszystko musi odtajać i co więcej przeobrazić, ubrać w słowa i życzenia - najlepsze!
W takich okolicznościach podobne gesty zakrawają na szczyt hipokryzji, ale nie dajmy sie temu zjeść.
 Sama mam problem z okazywaniem uczuć, kiedy jestem do tego zobligowana sytuacją i nie ma to nic wspólnego ze spontanicznością, ale staram się.
Kiedy podstawy wzajemnej niechęci są twarde jak kamień i między ludźmi idzie jak po grudzie, czasami wystarczy przystanąć, odpocząć na tym kamieniu i odetchnąć.
Ja tak siadam i patrzę  z perspektywy.
Tak sobie wtedy myślę, że kamień to skała. Skała to opoka i można sie temu jednak oprzeć ;)
Oparłam sie swoim fochom i wrzuciłam na luz.
Odrobina dobrej woli i jest znacznie lepiej.

Teraz, siedząc przed czarnym monitorkiem, czuję z potrójną mocą, że nawet światłowodem, kablem, czym tam podpadnie, ale dobro zasuwa z prędkością światła.
Słowa są magiczne. Cud, że zaczęliśmy je składać i z nich korzystać.
Piękne, że sie nimi dzielimy.

DZIĘKUJĘ WAM ZA PISANIE I WSPÓLNE CZYTANIE!

poniedziałek, 13 grudnia 2010

o filcu i kuchni w drodze

Miękki, kolorowy, mechaty, ciepły...oto on:
filc w różnych odsłonach.







 Ja się bawię w filcu cięcie-gięcie, a chłopaki , korzystając z niedokończończonego remontu i braków w umeblowaniu, sprawdzają funkcjonalność kuchni na innych polach;)

Myslałam, że to wagon restauracyjny, ale nie....TO PO PROSTU AUTO, MAMO!


niedziela, 5 grudnia 2010

Kolorowanki kuchenne

Listewki w szafkach kuchennych poooooszły!
Renowacja zakątka pichcenia w toku. Kleczcze w dłoń i żegnajcie gwózdki.
Mimo ogólnej ekscytacji zbliżajacą się zmianą, podgryza mnie robal niezadowolenia o imieniu - "Kurde, nie ten kolor!"
 Bo właśnie!
 Kuchnia odmalowana, ale w świetlanej perspektywie miał być ciepły żółto-zielony, a wyszła pistacja seledynowa i dupa.
 To nie tak, to nie tak ...yyy
 W momencie odrzucenia pedzli i wałków w kąty, moje nieusatysfakcjonowane(!!:P) oblicze nabrało wyrazistości.
Mąż kazał pójść do sypialni, siąść na łóżku w lotosie, złożyć rączki w małdrzyk i pomedytować słowami - "Ten kolor jest idealny do Twojej kuchni, ommmmm!"
Podziałało na trochę, dziś jednak kazałam sie wywieźć  do Ikei w poszukiwaniu zasłon kontrastująco-pasująco-upiększajacych. Nie udało się :(
 Liczymy na efekt szafkowy.
O szafki! Pokażcie się od lepszej strony mimo swojego wieku.
Osiwiejecie, ale ma to wam odjąć lat. Zgoda?

Muszę napisać o swoim życiu najsłodszym, trzyletnim, no muszę...

  Mój boski syn ostatnio kwituje sytuacje bezdźwięcznym "Ciiiiiiiii"
Cztery przykłady z tych mnożących się:

- Boże! Jaki bałagan!!! Posprzataj!"
Ciiiiii....

-Dlaczego wspinasz sie po szafkach??!!!Dostałes juz 5 haribo!!
- Ciiiiiiii....

-Dzisiaj kąpiel.
 - Ciiiii...

- Nie rzuca się bananem!
- Ciiiii...


Czytałam w tych mądrych horoskopach na onecie, że raki to się potrafią wywinąć ;)

środa, 1 grudnia 2010

cukierek rozpakowany:)

Na początku był pytajnik, a potem garść ślimaków w świetliku, a potem duża dłoń wylosowała jedną zieloną spiralkę i okazało się, że na niej siedziała.....Malutka zwyciężczyni :)))

Cieszę się bardzo Malutka i spieszę z nowiną na Twoje literkowe poletko :)



DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM ZA ZABAWĘ!!:))


wtorek, 30 listopada 2010

...

Wygrzebawszy się z zaspy macham do was zmęczoną rączką i przypruszonymi rzęsami.
 Oj, dziś był dzień z tych cięższych, ale jutro nowy wstaje, przynajmniej dotychczas tak było.
Nie mam ostatnio czasu by zaglądać, wpisywać, podczytywać, ale pamiętam by pamiętać o jutrzejszym. Jutro losuję osobę, która otrzyma toto niebieskie z boku;) Ostatnio równiez poczyniałam małe 'origami' więc coś do paczki cukierkowej dokoptuję z papierkuff.
See you tomorrow.

aaa...

znalazłam JE na you tube, a potem w necie poczytałam.
Lubię JE, oj lubię! Fajne SĄ!
 Dziewczyny ostrzej pogrywają, ale mnie uwiodły tym brzmieniem niebanalnym w onirycznej poświacie.
Psychodeliczne nieco, post punkowe brzmienia w kobiecym stylu;)
oficjalna stronka dziewczynek  http://www.warpaint.com/





last minute ;
(nauka literek)
 Igor:  " Mamo to jest LLLL ( w domyśle er). LLL  jak tata"

odkrywcze;)

czwartek, 25 listopada 2010

dziecko indygo

- Mamo, cuje się 'ufowo'.
- Bo wygladasz jak nieziemski bałwan.



Wiecie, że są dzieci 'nie z tego świata'?
Mówi się o nich dzieci indygo, albo dzieci kryształowe.
Te dzieci charakteryzują się specyficznymi  zdolnościami paranormalnymi. Są wewnętrznie przekonane, że narodziły z sie z misją naprawienia świata, z głęboko pokojowym nastawieniem do ludzi, przyrody, do życia. Przeciwstawiają się zastanym systemom, działają intuicyjnie, wiedzą i czują dużo, dużo więcej niż przeciętny człowiek.
Stały się przez to królikami doświadczalnymi.
A jakże...jeśli coś odbiega od normy...
Myślę, że i tak nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć i jeśli wierzyć w ich cudowny stan świadomości, to są po prostu darem dla ziemi  przychodzącą na świat w kosmicznej aurze.

Mam zamiar przeczytać o nich wiecej.

(( Igor jest dzieckiem indygo tylko w okolicznościach kapielowych ;P....hmmmm..hm...choć czasami się zastanawiam nad jego 'kryształowością', próbując przeniknąć niewinny uśmiech i wejść w stany skupienia małych myśli  ))

 Kiedy dziecko przestaje być dzieckiem?
(wyrastamy niepostrzeżenie;)

W klimatach księżycowo - kosmicznych powstał obrazek dla ukochanego tatusia.
 Na tapecie nasze ulubione bajkowe postaci
 Walle i Eva
(wykonanie - technika komputerowa ;P)





i jeszcze lot rakietą w podbiegunowych klimatach muzycznych 'Mum'

wtorek, 23 listopada 2010

naszyjnik

Takie oto cudo przyleciało do mnie od Czaroffnicy
 Oryginalne nieprawdaż ?
 Raz jeszcze dzieki Czaroffnico, do charakteru mi w nim ;)
Po prostu moje klimaty!


piątek, 19 listopada 2010

......

Własnie zdałam sobie sprawę, że w którymś tam wpisie strzeliłam gafę z nazwiskiem. Napisałam o panu Łomnickim i jego młodej zonie, a nie o panu Łapickim i jego młodej żonie. Czemu nikt mnie nie poprawił: he?;)
 Nie zwraca się komus uwagi, żeby go nie wprawić w zakłopotanie, czy zwyczajnie macha się na to ręką, bo sa większe problemy?
Pewnie tyle razy język mi się powinął, w teksty wkradały niejasnosci itp, że nawet o tym nie pamiętam (co zapewne przedłuża mi życie, bo mam talent do rozpamiętywania)
Pamiętam jak mojemu koledze z pracy na wierzchołku nosa przysiadła kozica, a ja nie miałam , durna, śmiałości żeby mu ten fakt oznajmić. Wstydziłam się?
 Gdyby to mój nos stał się zielonym stokiem (albo cos podobnego) umierałabym długo w paroksyzmach zażenowania ;P
 Tak łatwo jest mi samej sobie wypominać błędy, towarzyskie potkniecia, i tak łatwo zapadać na pamięci odnośnie czyichś wpadek.
Często słyszałam, że cyt. " sobie wynajdujesz problemy".
Jest w tym kilo prawdy, albowiem jestem typem egocentrycznym. No chyba o to się rozchodzi? Ja, ja, mnie, mi mną, sobie, siebie  .... na drugie mi zaimek ;)
 Rozchodzi się też o system kontroli jakości pt. czy ja dobrze to zrobiłam, jak mnie odbiorą. Jakbym Ja była najważniejsza, naj, pępek świata normalnie.
Prózność to, czy kompleksy, budowanie ochronki dla jaźni?
Ludzie zakompleksieni czesto miewaja niezatarte wspomnienia, trudno im sie odciąć od przeszłości. Ludzie zakompleksieni myśla bardziej do srodka, centralnie.
Nie jestem skrajnie zakompleksiona, raczej w granicach normy  (choc co jest w jej granicach?), ale lubie mieć siebie pod kontrolą, w obawie że z szafy trzewi wyjdzie jaki kosciotrupek;)
 prózność - owszem tak!:) Ja po prostu jestem fajna i chce by mnie taką postrzegali ;D

 Bilans wychodzi na JA ;)


dygresja końcowa:
 W realu zauważyłam, że moje ulubione słowo to " bodajże"
 taka nonszalancja hehe. Wychwyciłam to, czyli kontrolka działa:)

dygresja końcowa nr 2
 Dystans do wszystkiego jednak pomaga;))

czwartek, 18 listopada 2010

uwaga! roboty domowe!

16.11.2010.
Chodzimy po ścianach.
 Nie w stanie wskazującym na spożycie, a w stanie pełnej gotowości remontowej. Walczymy na szpachle, pędzle i wałki ze 'szczyptą papryki'.
Włoś się jeży, bo 'przydymiony kwintecik' w piewszej turze poległ , udało mu się szczyptę co najwyżej musnąć.
Ta znowu wylazła ze swoim orężem, a raczej oranżem.
 Jazda była ostra, gdyz papryki wściekły charakterek został potraktowany bielą śnieżki, co go miało osłabić na działanie zawodnika z numerem drugim.
 Kwintecik w końcu zagrał...cieniutko.


18.1.2010
Wsłuchujemy sie w ciche plimkanie kwinteciku na sali operacyjnej.
 Trupio blade sciany są bez życia.
 Jak nie za ciemno, to za jasno, zimno .
Potrzebuje inspiracji  buuuu...
 nIc mi się nie udaje.


 Za oknem świat w malignie, w tv bzyczy mecz.
Trochę egzotycznej bieganiny z kolegami z Wybrzeża Kości Słoniowej.

Need some colours!!!


czwartek, 11 listopada 2010

A'propos ostatniego wpisu ...

Czytać mi sie nie chce, pisać też...ajajajjjj umieram...;P

wklejam więc


;))
Czytali, czytali i co poniektórzy posnęli.




Jak mi czytaja to też najwyraźniej nie pomaga, więc nie wiem jak z tymi audiobookami będzie.

sobota, 6 listopada 2010

Zasypiam nad ksiażkami

Czytać potrafię, owszem, ulotki, rachunki, z oczu czasem, ale ksiażki? Ja chyba jestem nienormalna, a może coś mi siedzi na podświadomości, że czytając odpływam w byty mojej wyobraźni, a literki się zacierają bądź nabierają kształtów zmyślonych. De facto jest to smutne, bo mimo szczerych chęci, powieki odmawiają posłuszenstwa i ślizgają w dół, niemal za każdym podejściem.
 Wmówiłam sobie?
 Ja uważam, że ze mną jest coś nie halo i to na całej lini telegraficznej. Nawet jeśli  treść smakuje, to ślimaczę się jak maślak, ciężko trawię i w ogóle marynuję czas.
Kto czyta jedną książkę miesiącami? kto czyta w ten sposób 5 książek na raz?

Wiecie, czasami czuję się głupia, głupsza, najgłupsza niekoniecznie.
W towarzystwie nie bryluję, gdyż zwykle język mi drętwieje i nie potrafię opowiadać ładnie, składnie. Nie jest to koniec świata, ale czasem ciekawie prawią, a ja nie mam się z czym włączyć.
 Może gdybym więcej czytała......

 No dobra, finito narzekania.

czwartek, 4 listopada 2010

czwartek

Niebo w szarą zebrę, a ja nad szarym kubkiem kawy i papierkami po kinderkach.
Mam luz bluz z rozciagnietej koszuli i wolnego czasu;)
Praca poczeka do 16.00.
Śniadanie juz było...w łóżku i przy boku dającym mi również życiowe oparcie.
Maluszek od wczoraj u babci i z tego względu cicho i bez porannej krzątaniny.
Szybko się przyzwyczaiłam do niecodziennej sytuacji.

Z ostatniej chwili .... za oknem przeleciał gołąb z naszyjnikiem suchej pajdy na karku. Pomyślałam od razu, że to był inteligentny wyjątek z gromady głąbów dachowych. Że może ten akurat zdobył sie na indywidualizm i zapragnął zjeść z dala od pierzastego motłochu zalegajacego parking przy śmietniku.
Gołąb który ewoluował;)

a na dzien dobry, proszę o!:


wtorek, 2 listopada 2010

Rozdaję:)

Dawno, dawno temu wspomniałam że będzie.
 Otóż i jest.
Candy !


 Drodzy Bywalcy, Goście (bardziej lub mniej przypadkowi), przychodzicie, zostawiając tych kilka słów na blogu. Chcę się za Waszą obecność odwdzięczyć, dlatego mam zamiar podarować coś wykonanego własnoręcznie, nietaśmowego i mam nadzieję, miłego oku.

Te malowane szkiełka (ramka i świecznik) powstały kilka nocy temu, może komuś sie spodobają i będzie chętny je przygarnąć?






 Zapraszam wszystkich!


Wystarczy zostawić komentarz pod tym postem, zgłaszając tym samym chęć udziału.
Jeśli chcecie!, możecie wspomnieć o tym na swoim blogu, ale zaprawdę powiadam Wam, nie jest to absolutnie konieczne;)
 Wiem, że wielu z Was, którzy mnie odwiedzacie, nie prowadzi bloga o charakterze craftowym. W sumie ja też nie, więc wklejanie u siebie banerków z info potraktujcie na luzie i nie stresujcie się tym wcale;)

Osoba, która otrzyma szkiełka, zostanie wyłoniona 1 grudnia o czym ją osobiście powiadomię.
 Chciałabym, żeby prezent dotarł do niej jeszcze przed świętami:)

Tym samym CANDY uważam za otwarte!!

:))




poniedziałek, 1 listopada 2010

architektura wspomnień

Miała czarne, lakierowane sandały, bez pięt, rozmiar 37. Śliczny model. Nigdy do nich nie dorosłam, stopy zawsze wysuwały się do przodu. Potem urwały się paski.
 W salonie, na ścianie w kolorze groszku, wisiał wielki obraz.  Natchniony Jezus idzie między łanami zbóż, za nim dwunastu. Jest boso, uczniowe w sandałach, czyste niebo, maki, apostoł Jan wygląda jak kobieta. Pod obrazem stało łóżko nigdy nie ścielone, poduszki piętrzyły się u wezgłowia przykryte kapą dziergana na szydełku. Kawał kolorowej roboty w kształcie okręgów na wodzie. Okrągły był też stół i klosz lampy z frędzlami, zwisającej nad stolikiem. Okragły był tamborek i pudełko pełne naparstków i skłębionych nici.
Skrzypiała szafa. Na jej dnie znalazłam swoje zeszyty z pierwszej klasy, którym próbowała zmienić przeznaczenie i ocalić od płomieni. Nie na długo:(
Piec, z kafli w kolorze cynamonu, lśniący i ciepły zawsze do trzech czwartych wysokości. Przy piecu ślizgał sie fotel na cienkich metalowych nóżkach. Sztywny, chyba granatowy w czerwone cętki. Tata usiadł na nim kiedyś i wrzucił moje pierwsze lekcje w paszczę ognistych języków, głos uwiądł mi w gardle.
Żałowałam, że mieszkanie na parterze nie miało balkonu. Wielkie, drewniane okno otwierało sie ze zgrzytem. Na kilkanascie dni przed śmiercią, w maju, zrobiłam ci w nim ostatnie zdjęcie swoją Leicą. Klisza zaginęła.
W łazience buchał  półokragły, gazowy piec, zawsze ciągnęło od kamienistej podłogi, pachniało zjełczałym pudrem. Na szklanej półce stała drewniana buteleczka oleistych perfum. Okrągła, na rzeźbionej nóżce. Malowane róże odpryskiwały gdy brałam do rąk.

Dbałam o Nią na swój dziecinny sposób. Kiedy pewnego dnia na godzinę straciła wzrok i mowę, ze strachu odrętwiałam na całym ciele. Nastepnego dnia tarłam z zacięciem marchewki i robiłam surówki, kazałam jadać, bo betakarotem poprawia wzrok. Wzięłam sie za przepisywanie wielką trzcionka artykułów z gazet, łączyłam je zszywaczem, robiłam nagłówki i ilustracje. To była mozolna prasa;)
Chciałm by miała rozrywkę, a ona i tak wolała program pierwszy telewizji.
Czasem wychodziłysmy na spacer. Stacjonarny spacer na podwórkową ławkę:) Siedziałyśmy i jadły lody, palce sie kleiły, rozmowa nie zawsze.
Wydaje mi się, że skąpiłam jej czasu. Po szkole podrzucałam słoiki z obiadem, odgrzewałam naprędce, a potem leciałam na basen przyglądać się spod tafli wody swojej pierwszej miłości.
Kiedy jednak byłam, z takim samym błyskiem zainteresowania w oku słuchałam opowieści jak trzykrotnie wywinęła się śmierci.. Jako nastolatka, podczas zwiedzania kopalni kolejką wąskotorową, potem od Bolszewików i od Hitlerowców.

Kochana babciu, pamietam Cie siwiuteńką, pamietam brzmienie twojego głosu. Pamiętam jak śmiałysmy sie do rozpuku, kiedy na życzenie mojej siostry wyciagałaś sztuczna szczękę ;) Pamietam Twoje kostiumy non iron i tą chwilę, kiedy tata z mamą wniesli je w workach na przedpokój oznajmiając, że umarłaś.

Nie pożegnałam się z Toba. Nawet nie odwiedziłam w szpitalu.
 Czasami, choc juz nie tak często jak kiedyś, budze się ze snu i przez moment zyjesz, mam się do ciebie wybrać i ...

.. po chwili dalej jest mi przykro

(Mój roczek, babcia na pierwszym planie)

sobota, 30 października 2010

...

"Nie ma nic trudniejszego nad miłość" powiedziała Fermina Daza do swojego męża , doktora Urbino.  Właśnie, trudniej, jeśli nie wcale, przychodzi mi pisanie o moim małżeństwie niż o macierzyństwie (ale to tak na marginesie;).
Jestem świeżo po seansie 'Miłości w czasach zarazy" , a film postanowiłam obejrzeć, bo książki nie doczytałam do końca. Rozumiem, że klasyka, ale ciężko mi się czyta w takim stylu. Film średniawy, lecz nie o tym chciałam.
 Florentino D'ariza czekał na spełnienie swojej miłości 53 lata i 6 miesiecy z hakiem. Doczekał się. Razem z ponad 70-sięcio letnią Ferminą popłynęli...dosłownie i w przenośni.
 Wiek był cieniem ich miłości, cieniem nieodłącznym, ale kryjącym się z tyłu i w ich historii nieistotnym. Czytamy, ogladąmy i wzruszamy się ( co poniektórzy;)
Dlaczego obecnie (mam takie wrażenie) starości odmawia się tak wiele. Dlaczego budzi niesmak i szeptania związek np. takiego Łapickiego i jego młodej żony? Dlaczego odmawia się ludziom starym uniesień, pragnień, i nakazuje ich sercom milczeć w imię przyzwoitości? No bo w imię czego?
Granice aprobaty i przyzwolenia na hormonalne i duchowe burze wytyczamy w ramach jędrnego ciała. Tyle razy słyszałam od znajomych - Fuj..z takim zgredem..z taką babcią. Nie piszę tu wyłącznie o seksie, ale o uczuciu także.
 Powieść Marqueza ma romantyczna otoczkę, rozwija się, poznajemy życie postaci w całej rozciągłości i nie wzbudza w nas niesmaku scena finalna. Wręcz przeciwnie, przetyka kanaliki łzowe. Ciekawe jakbyśmy sie zachowali przyłapując ad hoc dziadków w łóżku , lub innych kochanków z metrykami na przeciwnych biegunach.
Czy są według was jakieś granice tolerancji?
Ja nie oceniam póki nie poznam, a jeśli nie dane mi jest poznać ...jasne, że powstrzymuje się od opini...
Zostawiam uczucia ich właścicielom. Każdy wie lepiej co czuje, na ile jest to prawdziwe...i przyzwoite?

niedziela, 24 października 2010

Tuwim niedokończony

-Abecadło z pieca spadło
 O ziemię się hukło
Rozsypało sie po kątach
Strasznie sie potł.....
- Jakich kątach? Co to są kąty?
- ...o tu masz kąt, za kanapą, patrz...to jest kąt!
- A jaki to jest kąt ?
- No domowy kąt, prosty...czytać dalej?...
- Tak
- 'I' zgubiło kropeczkę, 'H' złama....
- Gdzie zgubiło? Pokaż...
- Tu widzisz? "I" goni swoją kropkę
- 'I" ma ląki? on nimi macha? jeden ląk, dła ląk, tsy... dziełięć ląk...
- 'I' ma dwie ręce
- Ja je chcę!
- Co chcesz??
- Chce te lęki  (wymowne spojrzenie)
- Igor!! Te ręce są narysowane..."H" złamało kładeczkę, "B" zbiło sobie brzuszki, "A"  zwich...
- Gdzie zbiło? Ono ma plastly? Gdzie go boli? Dlacego zbiło?..
 - No bo spadło z pieca na ziemię...
- Z jakiego piesa? Wysokiego? A jak ten pies sie nazywa, a jak on skace? on ma nogi ??On jest od babci Joli?


itd ...itd... itd....
Plus histori bez końców- wychowanie trzylatka powoduje wzrost połączeń nerwowych nie tylko u rzeczonych;)

środa, 20 października 2010

o twórczym zombie i złotej polskiej bedzie...

Moja naiwna twórczość ożywa nocą, za dnia nie ma szans spojrzeć słońcu w twarz.
Kiedy ośmielam sie za 'coś' zabrać między obiadem a kolacją, zaczynają w tym maczać palce wścibskie rączki.
Na ten przykład, dziś wyciągnęłam modelinę z ukrycia, a pod moja nieobecnośc modelina przeistoczyła się w kolorowe 'landrynki' w szczelinach ząbków.
 Normalnie, trzeba mieć oczy jak globusy przy takim odkrywcy ;)

 ale gdy smoła zalewa niebo....
Małżonek zerka na mnie pobłażliwym okiem, a ja mu z ciemni kuchni podsuwam pod nos coraz to nowe kreatury.  Infanty niedojrzałej i niecierpliwej weny.
Są niedoskonałe, nieporadne i ocierają się o kicz.
Może nawet nie ocierają, a  stoją oparte sie o jarmarczny stragan ..heh
 Macham na to ręką

 Na razie nie tykam materiałów, wykrawam formy papierowe i ściegiem je traktuje..tu się coś spętlikuje, tam podwinie...ale to passsssjonujące.

Zrobiłam wycinankę na bladolicą szafkę na klucze.
Wycinanka również pastelowa i rumieńców nie przyda mebelkowi, ale odmieniła go w sposób, który ostatecznie mnie zadawalnia;)
 Napisałam 'zrobiłam wycinankę' tzn - wymierzyłam, wycięłam ponaklejałam paski ale przy maszynie zasiadła głowa rodziny, więc najważniejsze stało się w jego rękach.
Tak na marginesie, a raczej tłustym drukiem - Nauki szycia pobieram u męża, który potrafi:)


ot i efekt poszycia małżeńskiego:


W sumie jedyna rzecz, która mogę bez obciachu wystawić na widok publiczny:)

Tak się zarzekałam ostatnio, że nic, tylko przykuwam sie do łucznika kajdankami, bo przeżywam życiową erupcję weny twórczej....
 ...jaaaki wstyd ;))

Się dzieje, uwierzcie;), tyle że nie warte to ekspozycji.

Żeby odwrócic uwagę, lans jesieni, dziecka i matki z dzieckiem ;P





środa, 13 października 2010

Jak szyć i nie dać się chorobie

Od wczoraj na stole kuchennym (bo ja niestety nie mam własnego kącika pracy) stoi posuniety w latach łucznik, który przyjechał od tesciowej razem z najdroższymi niciami świata - szpulka 16 tysięcy;)


 Oj tak, taką mam zachciankę by szyć, szyć pełna gębą;)
 Juz wczoraj dziurawiłam papiery, ale wynik koslawy
Ja to bym chciała rach ciach, idealnie za pierwszym razem...takie moje wolne żarty hehe

 Zalegam z materiałem i to dosłownie;) Szmatek się nazbierało, a niektóre to prawdziwe mamuty. Babcia powyciagała z czeluści tapczanu mnóstwo skrawków, co to pamiętaja czasy kolorowych jarmarków w wykonaniu szczupłej Maryli R.

Dawno nic nie rękoczyniłam, ale czuję że coś"mnie bierze" 
 Obecnie wziął mnie i trzyma jakiś opętańczy wirus z gatunku smarkatych, a moje dziecko uporczywie trzyma za gardło jakiś wirus z krainy chrypowców.
Także chorujemy sobie juz dni kilka i na razie nie zanosi sie na czyste dźwieki, za to widzimy juz potrójnie;))



Wieki całe nie wrzucałam swojej robocizny.
 Nie za wiele tego, przeciwnie, wręcz przeciwnie - mało;)

Dawno dawno temu, nad stołami, pod lampami, były sobie kolorowe papiery które połączył klej ....





do uwidzenia!

piątek, 8 października 2010

SPAcer

BARDZO CIEPŁO WSPOMINAM NIEDAWNY SPACER.

GDYBY PLAŻA NIE SZELEŚCIŁA, A PÓŁNAGIE DRZEWA NIE RUMIENIŁY ZE WSTYDU, PRAWIE UWIERZYŁABYM W LATO ;)

WDECH WYDECH
 WDECH WYDECH

... i może przetrwam zimę na jesiennych akumulatorkach






czwartek, 7 października 2010

muzyka!!!!!!

 Czaroffnica zaczęła pleść muzyczny łańcuszek z nutek, które nadają ton naszemu życiu i odżywiają ducha. Swoje oczko dołączyć pozwoliła.
 Dziękuję:)

Delektuję się muzyką w ogóle, ale w moim codziennym menu znajdują się standardowo dania główne, o których napiszę :)

 Zgodnie z zasadami mam wybrać trzy utwory, które przenikaja mnie na wskroś. To trudne.
Postanowiłam wybrac trzy utwory reprezentatywne, które określaja klimaty w których swobodnie oddycham i nastroje w które często popadam, albo wydobywam na powierzchnię :)

number ONE



Ta muzyka wybija rytm mojego serca : ))

 Cieszę się , że trafiłam tez na taki videoklip. Ktos podłozył pod melodię filmik z poczatku ubiegłego wieku. Wzruszające i nostalgiczne:)
Ta muzyka porusza się w czasie i przestrzeni.
Jest pochwałą życia na ziemi, zachwytem nad cudem stworzenia. Niesie pokrzepiający przekaz, że mimo iż wszystko sie zmienia, tak naprawdę nie zmienia sie nic. Przemijamy, powracamy, Le roi est mort, vive le roi;)
 Na tych falach łatwiej mi zaakceptowac to co nieuniknione i poczuć , że czas może pięknie upływać gdy sie ma wokół tak piekne okoliczności przyrody:)


Polecam cała płytę Kate Bush - 'Aerial' :)

odsłona DRUGA



Podskórnie czuję, że w poprzednich wcieleniach mieszkałam gdzieś daleko na północy;) Paradoksalnie lubie ciepło, ale może dlatego, że mój duch błąkajacy się niegdyś po bezkresnych przestrzeniach podbiegunowych, smagany wiatrem od mórz, teraz sobie odbija ;P
Jestem rusałką północy w grubym swetrze w norweskie wzory;))

 Nic tylko stanąć nad urwistym zboczem, oderwać stopy i wzbić nad horyzont.
tak śnię...

 po TRZECIE



Przyznacie, że jestem monotematyczna:)
Muzyka minimalna, new age, eksperymentalna towarzyszy mi  (nam z Leszkiem) od zarania znajomości. Wibrujemy na podobnych częstotliwościach, dzięki tej muzyce to odkrylismy;)
 Zamykalismy się w jego pokoju i włączali 'klimatyzację" z magnetofonu.
 Tak, tak, z kaset jeszcze. To było jakieś 10 lat temu i takie sprzęty jeszcze funkcjonowały
 Dźwięki klawiszów przerywane dudnieniem bębenków, jakieś fleciki i wspólna medytacja, jedność ducha. Było (jest) super!
 Pierwszy węzeł który nas połączył :))

 Teraz moja kolej by wyznaczyc osoby chętne do podzielenia się swoją muzyką.
 Pozwolicie, że zostawię sobie troche czasu do zastanowienia?
 Chyba że ktos z własnej nieprzymuszonej woli zechce?
Ja bardzo chętnie posłucham.

niedziela, 3 października 2010

kręgi wtajemniczenia

W mojej rodzinie nastepują momenty przełomowe...małe i większe przejścia w nowe stany świadomości.
Moja mama przeszła na wcześniejszą emeryturę. Ta opcja okazała się jedynie słuszna w obliczu zaistniałej , kiepskiej sytuacji firmy. Warunki przejścia są korzystne więc należało załapać za koło ratunkowe z dodatkowym pakietem podręcznych boi, które  myślę, utrzymają naszą rodzinę na powierzchni.
 Tak się w Polsce chrzani, że głowa boli. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy i nie zaprzątałam myślami, co będę jadła w wieku 60 lat i czy będę miała za co to jedzenie kupić. Im człowiek starszy, tym bardziej do niego dociera kondycja kraju w którym zyje. Czy aby nie przeprowadzic sie gdzieś indziej.... do Szwecji...
Po głowie chodzą mi takie drastyczne myśli. Drastyczne, bo jestem przywiązana do tej polskiej budy jak wierne psisko.

 Moja najsłodsza krew, najczystsza odmiana A rh + (po tatusiu i mamusi ;) została wciągnieta w poczet krasnali.
 Igor stał sie pełnoprawnym przedszkolakiem, ma na to papiery;)
 Piątkowym rankiem uczestniczyłam w pasowaniu na przedszkolaków.
Jejciu, ile zapłakanych buzi, rączek wyrywających sie do mam i babć. Dla takich smyków to dopiero przeżycie, wszystkie oczy skierowane na roztrzęsione ciałka, które nie wiedzą co ze soba począć.
 Igorek, był jakby poza kontekstem, w jego głowie rozgrywał sie inny scenariusz, nie bardzo wiedział w czym uczestniczy i po co, zreszta jak większość.
Jednak w przeciwieństwie do większości trzymał się 'sucho', nie uronił łezki.
Kukałam na niego z oddali, podglądałam jak sie zachowuje i widziałam zamyślonego brzdąca, który próbuje strącić głową błękitną czapkę.
 Poddawał się bez entuzjazmu całej ceremoni, w końcu kiedy mnie dostrzegł przyczajoną z aparatem, coś w niego weszło, jakby wielki owsik;) Rozbrykał się i pokraśniał, poczuł pewnie. Ha!
Ciekawi mnie co siedzi w tej małej główce i cieszy, że jednak ta główka potrafi się odnaleźć w nowej sytuacji i nie ulega zbiorowej histerii;)





Życie to ciągłe otwieranie nowych furtek, przebijanie murów, przechylanie symbolicznych kielichów. Ja zdaje sie utknełam w jakiejś głuchej i ciemnej szczelinie. Nie wiem co jest grane, jaka to melodia, nie widzę nic poza tym zakamarkiem....
Kurcze, ja nawet nie wiem jaka zmiana powinna nastąpić i czy musi. Czy ja powinnam zmiany wprowadzać, czy one przyjdą same?
Poddaje się jak patyk rwącej rzece. Co ma być to będzie, jakkolwiek prostacko by to zabrzmiało.

wtorek, 28 września 2010

z najgłębszych głębin

Chciałam wam pokazać to!
Niesamowite, magiczne i takie dzikie.
 Inicjacja, wchodzenie w czeluście duszy, bratanie sie z pierwotną matką - intuicją, prastarą madrością.
 Tyle w tym obrazie mocy, magii ...
 Zobaczcie sami
szczególnie dziewczyny, to dla was, o was, na przebudzenie....

Ten obraz przemawia! Czujecie, słyszycie, potraficie dostroić ?





"Dzika pierwotna natura niesie węzełki z leczniczymi ziołami;niesie wszystko, czym kobieta powinna być, co powinna wiedzieć. Niesie lekarstwo na wszystko. Niesie opowieści, sny, słowa i pieśni, znaki i symbole. Jest zarazem wehikułem i celem podrózy..."

"...kiedy zdajemy sie na intuicję, jesteśmy jak rozgwieżdżona noc:spoglądamy na świat tysiącem oczu"

 To jest właśnie klimat książki Estes

:))))

piątek, 24 września 2010

o spokojnym dziecku i dzikiej kobiecie

Igorek, to jakby go nie było - mówi do mnie przedszkolanka.
 Gdy skończy jeść, to siedzi przy pustym talerzu i czeka aż mu sie powie, że może iść się bawić. Chłopak go ciągnie za włosy, a on bierze to na siebie bez mrugnięcia powiek. Ja mu powtarzam, żeby przyszedł, powiedział jak go zaczepiają.... Pierwszy do leżakowania i taki cichutki. Bawi sie, wie pani, raczej na uboczu, dzieci latają wrzeszczą a Igorek autka parkuje pod stolikiem....

Taki skrótowy opis zapodany przez opiekunkę maluchów.

Nie wiem, czy powinnam być tym faktem zaniepokojona?
Moje dziecko do przedszkola pójdzie, mimo, że wolałoby jednak zostać w (s)pokoju, wśród zabawek. Lubi towarzystwo, ale zdecydowanie niekonfliktowe, stąd częściej rozmawia i klei się do dorosłych, skłonnych go wysłuchać i zrozumieć.
 Nie chciałabym żeby został outsiderem w swojej grupie albo by  koledzy przypięli mu broszkę pupilka wychowawczyń ( które się nad nim rozpływają w komplementach)
Trzylatki jeszcze nie są zdolne do ostracyzmu, jeszcze nie ten poziom świadomości, prawda?
 Niektórzy wyszczególniają paradziecięcy typ "stary-młody" na określenie malców przemądrzalców, moje dziecko tek klasyfikacji nie podlega, ale chciałabym, żeby się bardziej skumał z równolatkami, przeciez to nie wbrew jego naturze.

Wczoraj udana symulacja kataru oraz kaszlu uchroniła Igora przed przedszkolem.
Po kilku godzinach zabaw był zdrów jak ryba. Dzisiaj ten numer nie przeszedł.
 Niedaleko pada jabłuszko od jabłoni, ja też za przedszkolem nie przepadałam., ale w odróżnieniu od mojego syna nie miałam forów u pań... heh

Poza tym praca praca praca, gary, spanie, wychowanie, praca, praca....a w tramwaju czytadło w ręku, jako trampolina od twardej rzeczywistości dla zachowania równowagi u-myślowej.
Zaczęłam czytać
 "Biegnącą z wilkami" Clarissy Estes
Rzecz z pogranicza socjologi, etnologii i archeologii psychiki.
O archetypie dzikiej kobiety.
 Wypad w dziewicze rejony pranatury kobiecej. Coś o naszej najgłębszej, najczystszej postaci, drogie panie:) O odkrywaniu archetypicznej duszy płci, babskich korzeniach wrosłych w baśnie, mity i przypowieści, o uzdrawiajacych właściwosciach tychże.
 Dopiero zaczynam, a już z rąk nie wypuszczam, bo czuję że dowiem sie o sobie wiecej.
 Bulgoczą we mnie podziemne źródła, coś powoli odżywa i przedziera sie przez warstwy...

a to każda z nas...ukryta głęboko w studni duszy:)

piątek, 17 września 2010

jesiennie

Człowiek sie uczy na błędach, w tym nadzieja, bo w tej chwili muszę napisać, że - nie lubię siebie i swojego 'błądzenia'
 Powinnam napisać - nie lubię jak się czasem zachowuję, bo karci się zachowania nie ludzi.
Ponoć zdrowiej wypominać sobie pojedyncze wady i występki niż lecieć po całości, że cała jestem daremna i co ja robię tu... na tym świecie. Cóż, bywa, że zachowuje się głupio;( Humanum errare est.
 Prawda jest prosta i bywa, że najlepsza, ale czasami człowiek kombinuje jak koń pod górkę, by się do prawdy nie przyznawać i wymyśla pokraczne półprawdy - nie wiadomo po co. Chyba po to, żeby sobie bardziej pokomplikować, dopiec wątrobie, skołatać nerwy, a innych rozczarować. Nic bardziej trującego i bezsensownego...
W przyrodzie jednak równowaga zostaje zachowana i co zasiałam, prędzej czy później zbiorę, co mnie uspojaja, bo sprawiedliwośc musi być.

 Dziecko w przedszkolu, ja nad kubkiem mocnej kawy. Mam wolne.
Mieszkanie trzeba posprzatać, bo zwykle czasu brak, a zarastamy w pyłki i jakieś koty włochate się chowają po kątach.
 Dobrze, że chociaż mama moja zadzwoniła z dobra nowiną, że ma bigos, bo ja nie mam sił do garów i do siebie.
 W pracy napięcie i ogólne warczenie, bo kilka osób pobrało urlopy, poszło na l-4 i teraz mało nas "do pieczenia chleba". Chyba bedą zmiany w grafiku, co pogłębia mojego doła.


 Trochę światła da sie znaleźć w tych mrokach.
 Miałam okazję rozmawiać z pewną panią-klientką, która od słowa do słowa przyznała się, że 'pracuje' z modeliną i modelina jej się gładko poddaje, co było widać na uszach obwieszonych uroczą konstrukcją z fimo.
 jesli kogoś interesuje ten plastyczny wątek, zapraszam na:
http://www.polymerclaydaily.com/
miejsce stworzone dla wyjątkowych rzeczy, a niektóre z nich to mistrzostwo swiata:)

 ja pewnego dnia zrobiłam to:


Pora juz wkładać jesionki i zarzucać szale na karki. Jesień rudzieje za oknami, drzewa pokrywa miedź, a ja nie potrafię do końca tym stanem zachwycać, choć to moje ulubione kolory i widoki.
Pewnie jak w głowie zamęt, to piękne sprawy uchodzą uwadze.

 Znowu zaczniemy "parkować" jak w zeszłym roku, tym faktem mimo wszystko się pocieszam:






 Spacery uspokajają:)

poniedziałek, 13 września 2010

moje 'lubienia'

 Sympatyczna Malflu zaprosiła mnie do łańcuszka "10 rzeczy które lubisz";) Dziękuje, chętnie się popiszę;))

 Jadąc rano autobusem, postanowiłam sobie taką listę wypunktować. Okazało sie to trudne z początku, ale jak przypomniałam sobie o jednym "lubieniu" to potem poleciało lawinowo i optymistycznie nastroiło na cały dzień.


l.  lubie gdy mi jest ciepło (ooo tak!) Dlatego lubię lato, szale i chusty na szyi, piece kaflowe, gorące kapiele stóp, czytanie przy kaloryferze i odprężajace zanurzenia w formie waniennej u schyłku dnia i w 50 C.
2.  lubię fasolkę po bretońsku ( na ciepło oczywiście)
3.  lubię mieć przemyślenia, szczególnie kiedy dla mnie samej są odkrywcze i zaskakujace. Chyba sama siebie lubię zaskakiwać;)
4.  lubie słuchac jak mój synek opowiada. Jest oryginalnym lingwistą i śmiechu przy tym co nie miara:)
5.  lubie sobie kupowac ciuchy...w ciuchaczach;)) (jest to pewnie związane z ekscytacją jaka czuje podczas odkrywania i sięgania w głąb rzeczy hehe ( patrz pkt 3.)
6.  lubię wyborne wytrawne wino wieczorem
7.  tu się zastanawiam...lubię? morze. Tęsknie za stanem świadomosci, który ogarnia  mnie w zasięgu fal. Lubię nad morzem przebywać, bo działa jak balsam dla duszy. Może kocham morze?
8.  lubie dobrą muzykę i dobry film (jeśli nie bardzo - i dobry i lubię;)
9.  lubię dokonywać róznych rękoczynów - twórczych, nie bolesnych.
  9a) Ręce  - lubię swoje ręce, bo one mi realizację pomysłów umozliwiają.
10.  lubię samotność i towarzystwo. Nie obejdę się bez tego i tego, ale wszystko w swoim czasie.

Lista nie jest ułożona gradacyjnie. 'Lubienia' zostały wypunktowane w przypadkowej kolejnosci i nie obejmują wszystkich, których zebrałoby się duzo duzo więcej.

 fajna sprawa móc sobie wypisać codzienne sympatie;)
Dlatego, jesli mają ochotę i nic przeciwko by uczestniczyć w tym pozytywnym projekcie, zapraszam do wymieniania: Pieprza, Bosego Antka,  Joannę1966 i Czaroffnicę

sobota, 11 września 2010

takie tam...

Na ile lat sie czujesz? Spytał mnie wieczorową porą małżonek bębniąc plastikową butelką po głowie. Próbował sobie wystukac wiek, niczym kukułka?
Ja sie zadumałam, zatrzasnęłam w myślach. Hmm...na ile lat sie czuję. Biologicznie czy psychicznie? Rozdzielić sie to da, czy też można lub trzeba wypośrodkować?
Raczej nie da się tak po prostu rzucić cyferką,  bo jak sie tu czuć na np. 40 lat, kiedy nie wiem jak się czuje ktoś z  4o-tką na karku, tym bardziej że rzeczone czterdziestki mogą się czuć na trzydzieści, pięćdziesiąt dwa, szesnaście lat ;P
Matematycznie trudno samopoczucie ogarnąć i wyrazić, biorąc pod uwagę styl życia, doświadczenia, warunki, nałogi etc. Łatwiej wyrazić się o samopoczuciu ogólnie - czuję sie staro, lub młodo.
  Ogólnie więc czuję się dobrze i chyba na te swoje trzyjści i trzi, chociaż wolałabym mieć minione dwajścia kilka i obecne pojęcie o różnych sprawach.
Ech, być młodym a rozważnym, a najlepiej  urodzić sie z super potencjałem genetyczno-intelektualnym i nie musieć uskarżać na braki w wieku późniejszym, tylko pozwolic potencjałowi rozkwitać.
 Szkoda, że nie jest się coraz młodszym i coraz mądrzejszym;)
 Pozostaje rozwijać się własnym tempem, starać kochać własną przeciętną nieprzeciętność (czyli inność) i nie szkodzić sobie zanadto.

 Dżdży, a ja w głowie mam piwo popijane w gronie pracowniczym.
Jechać, nie jechać w tą pluchę?
Sporo nowych, fajnych twarzy ma się pojawić. Niestety część ulubionych  twarzy czas będzie żegnać i piwo ma w tym pomóc - w łagodnym przechodzeniu w nowe stany skupienia ludzkiego.
Boszsz...czemu rzeczy sie zmieniają, kończą. To dobre z jednej strony - odświeżające, a z drugiej przyczynek do kolejnych tęsknot i łezek w kącikach.
 Cóż, trzeba ufnie otwierać się na nowe, nowemu sie serdecznie przedstawiać i dbać, jeśli powoli przeistacza się w bliskie sercu i podobne nam.
Lubie życzliwych człeków, bo ci wydobywają ją również ze mnie.

 Ostatnio w pracy podczytywałam sobie pod deskiem książeczkę  (zapomniałam tytuł) o prawie przyciagania, odwiecznym prawie. Wiedziałam że to prawo funkcjonuje w czasie i przestrzeni, ale dobrze było wskrzesić pamięć, że co zasiejesz to zbierzesz. Książeczka się zapodziała, ale znajdę ją i połknę gwoli ugruntowania tej kosmicznej zasady.

O! wysusza sie. Chodniki powoli siwieją.  Może by jednak na to piwo? :)

wtorek, 7 września 2010

...

Znowu przelotem (tym razem z gniazda teściowej;)
Historia się lubi powtarzać, stąd internet pojawia się i znika.
 Nie bedę marudzic w związku z tym, ale sami wiecie jaki to trudny okres ;P
 Zaintrygowało mnie porównanie mojego pracowniczego kątka do fabryki. Interesujące, bo choć to nie fabryka, to pewne wspólne punkty by się znalazły. Pewnie przedstawiłam to w sposób budzący jednoznaczne skojarzenia;)
 Poza tym dziecko wybrzydza z przedszkolem, ale to inna story.
 Kiedy ja was poczytam?? Może teraz ociupinkę?
ech

sobota, 4 września 2010

otoczona

Seria pytań pt. I jak pierwszy dzień w pracy? już przebrzmiała.
Kilka urozmaiconych wersji odpowiedzi, że 'Się wdrażam' zostało wykurzonych przez obowiazki i tzw. konkrety.
Obowiązki wróciły, wrócił widok ludzi nierozerwalnie związany z moja pracą.
Ludzie zgarbieni, zmęczeni, gburowaci, mili. Ludzie witajcie!:)
 Przyglądam sie wam znowu, dokładniej i ciekawiej. Odpowiadam słowem, uśmiecham, ale przede wszystkim przyglądam.
Jesteście tacy różni, tylu was dla moich oczu w jednym miejscu. Co za odmiana po 4 latach widoków znanych na wylot. Na okamgnienie wchodzę w transparentne plamy waszych  fluidów i znowu pojawia się tyle odczuć przelatujacych jak strzały .
Kazdy z was nosi w sobie przeczucie (odczucie), bo pierwsze co dajemy innym ludziom to przeczucie. Rozkładamy je bezwiednie na przywitanie, ale i ono sie ulatnia, musi, dla niezaburzonego pola działania i jasności umysłu, wszak pozory mylą i w ogóle.
 Przeżywam stare, od nowa. To stare jest bardziej wypolerowane i świeci inaczej, a ja staram sie przyzwyczaić do blasku....mrużę oczy i widzę wyraźniej.

 to były najświeższe kołacze z pracy, a na lekkostrawny i zdrowy obiad zapraszam do domowego kina na...

" Fantastic Mr. Fox"

"Ludzkie" zwierzęta vs "dzicy" ludzie w mądrze opowiedzianej historyjce o tym, że nie da się wytępić prawdziwej natury, która nie znika, a jedynie schodzi do podziemia z orężem wiary we własne, przyrodzone moce.
Coś z przesłaniem - Nie rezygnuj z siebie i wygraj! Niby nic nowego, a jednak jakoś tak świeżo zapodane.
Świetna animacja na podstawie ksiażki Roalda Dahla , tego od Matyldy;)
Polecam!


                   

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

klimat domu i ?????



 słyszy się nieraz ...
 Ten dom ma świetny klimat, mmm...urocze mieszkanko, przytulne...świetnie urządzone...

     Właśnie wierciliśmy otworki pod "domek" na klucze i tak się zadumałam na przedpokoju myśli ...czy nasze lokum, w całej rozpiętości, będzie kiedyś wyglądało, jak mi sie marzy? Czy starczy czasu, pieniędzy i inwencji by wymuskać cztery kąty.
Zmienna jestem jak notowania giełdowe, czy uda się więc zaaranżować wszystko tak, by pasowało? ( mój bzik nawiasem mówiąc).
Się zapewne przekonam....
Obecnie sporo rzeczy jest  z innych parafii, a dzwony biją w  kościołach róznych wyznań...no niestety, były pomysły, było pusto w portfelu, musiały byc kompromisy.
 Wiem jedno, jakbym miała kasę to i Wersal w m-4...Chociaż nie! Wolę bez zadęcia, a bliżej natury....swojej

 Nie rozchodzi się jednak o umeblowanie, ale o atmosferę wnętrza, bo choć na atmosferę składają się też cienie sprzętów, to jednak mnie zastanawia ów duch rozpychający ściany.
 O właśnie! Dom  z duszą. A co to takiego, jak to rozpoznać? Dusza  domu zawiera się w jego wieku i pojawia sie z wiekiem...wiekami?
Mieszkając w blokowisku trudno o taki status, chyba że poprzedni lokator sie mocno przywiązał i ciałem astralnym nam towarzyszy ;)
Czy  klimat wnętrza to klimat wnętrza gospodarzy, ich energia, którą ślą w eter i która przenika załamania architektoniczne i przykuca w kątach na lata?
 No bo jak inaczej?
 Wchodzimy na ten przykład do domu-cacuszka. Wszystko na swoim miejscu, styl zachowany...a jednak cos nas gryzie, coś nas gnębi i wycofuje, a potem się okazuje przy dalszym poznaniu, że właściciel rodem z horroru i choć miał gust, to jednak nie miał serca. Banalny, naciągany przykład, ale wiecie o co chodzi?
 Czy trzeba mieć intuicję, zeby wychwycić klimat miejsca?
(od pytajników już sie roi, a będzie więcej ;)
Co,  jeśli napotkamy na ludzi prostolinijnych, szczerych, życzliwych? Wchodzimy do ich azylu, a tu z rykowiska łypią na nas jelenie, w oczach mienią hipnotyczne wzory tapet, a nozdrza przenika plastikowy zapach kwiecia z wazonów. Czy dobre wibracje gospodarzy zagłuszy wówczas krzyk kiczu?
 Kto wchodząc do tego domu będzie sie czuł dobrze? Każdy? Ludzie z podobnym gustem?
Być może...
 Byc może sie zapętliłam...



Naliczyłam kilkanaście pytajników!  Ewidentnie po 22.00 nie umiem klecić zdań twierdzących ;) W ogóle jestem skrzywiona jak pytajnik ;P

 Jakby kto  się nie domyślił po długim poście (w znaczeniu - abstynencji i wpisu;) wróciłam na wirtualne łono.
 Macie racje w poprzednich komentarzach...wszyscy:)


niedziela, 29 sierpnia 2010

detoks

Niedysponowana jestem.
Zakręcili mi kroplówkę i teraz żebrzę na izbie przyjęć niedzielnych ...u moich rodziców.
 W osobistym domu netu brak...boli, oj boli.
Boli całe osiedle, a lekarzy jak na lekarstwo. Jakieś zawiłe operacje na otwartych kablach w toku, ale zanim się sieć wybudzi to troche prądu upłynie.
Wstrzykuję sobie morfinę z lektur napotkanych...troche uśmierza, ale ja chce wrócic do mojego nałoooogu...

 Tak tylko wpadłam przelotem ;)

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

.....

Powrót do pracy pod kontrolą. To znaczy , tak mi się wydaje.
Ów fakt, gdzieś deep we mnie  siedzi i się myśli, ale ogólnie codzienność go zagłusza. Cieszę sie, (staram )  lenistwem przedkomputerowym, brakiem przymusu wczesnoporannego wstawania,  mozliwością jedzenia nie tylko w przerwach, wychodzenia na zewnątrz w porze dowolnej.... Celebruje ostatni tydzień ;)
Dżin z tonikiem się sączy, a ja  zastanawiam nad psychologią dziecka.
Moje jednorodne ostatnio daje  w kość, może nie tak bardzo jak te supernianiowe, ale zaskakuje inwencją w mieszaniu i wkurzaniu swojej rodzicielki (rodzicielów).
Hiper-przekora! Wszystko robi wbrew, na opak, byle inaczej. Posłuszeństwo?? a co to za słowo?
Prosisz się , oj! nie będzie ci dane, a raczej zrzucone, rozerwane, rozlane, niezjedzone.... Mozna mnożyć przykładów.
Kochasz mamusię Igorku - Nigdy, nikogo....pada odpowiedź   
 A tatusia kochasz? - Nie , nie lubie, nigdy, wcale...
 tia...;)

 Najlepszy jest tekst który dzisiaj przeczytałam na chybił trafił w necie:

Mieć trzylatka to prawdziwa rozkosz. Dzieci w tym wieku stają się otwarte i gotowe do współpracy. Pogodne, mało konfliktowe. Nie mają w sobie nic z "potwornych" dwulatków. Nie chce się wierzyć, prawda?

 No nie chce!

piątek, 20 sierpnia 2010

cogito ergo wzdycham

Miejsce akcji - centralny układ nerwowy, okolice wzgórza w kierunku zwojów podstawnych; godzina 8 rano czasu bezkofeinowego.


- Witam zamyśloną panią. Jak się miewa, dokąd zmierza?
 - Dzień dobry, a może i nie.... Czuję się jak wyżęty synaps, a zmierzam w impas najprawdopodobniej. Wśród tych strzępów nerwów całkiem straciłam orientację.
- Uuuu... dobrze zgaduję, że pani z tych czarnych? Podobno mają na was nałożyć embargo, bo siejecie zamęt w ego.
- Co pan ?!...Poranna jestem, leniwa i marudna nieco, ale do czarnych mam dystans,to sekta. Ledwo sie podniosłam z łóżka a tu każą iść, rozkojarzyło mnie to zupełnie.
- W takim razie przepraszam i zapraszam na lampkę lecytyny, podnosi koncentrację w try miga
- Eeee...no nie wiem...
- Prosze wybaczyć, nie przedstawiłem się. Jestem "kupić pieprz i majeranek". Już zapisany na papierze, więc jakby nieistotny, bez znaczenia.
 - No co też, niech pan tak o sobie nie myśli.... ostatecznie każdy z nas tu tylko przelotem, na chwilkę...
- Fakt, łatwo się zapomnieć. Tak czy siak, dziękuje za uprzejmość.
- Spoko koko....Uffff, czuje pan ten ścisk. Ewidentnie coś nas wypiera.
- Domyśliła się pani?
- Czego?
- Masowe wysiedlenie do podświadomości.
Nawiedził nas myślokształt o niepospolitej sile i trzęsie całą istotą szarą. Plotkują, że zawarł  układ ze sztabem hipokampu na nietykalność i buduje jakiś kompleks na zapleczu potylicy.
- Ooo! brzmi niepokojąco, to faktycznie musi być refleksja wielkiego kalibru. Każe się chociaz jakoś nazywać?
-A jakże! Wyraźnie i zdaniem złożonym - "Powrót do pracy z 1 września, po 4 latach urlopu wychowawczego"

środa, 18 sierpnia 2010

powrót do przeszłości

Igor wyciagnął i rozłożył swój zestaw "biletów". Tak nazywa wszelkie moje skarby...stare pocztówki, walentynki z czasów szkolnych, wierszyki, ulotki, notki.... rzeczy, z którymi łączy mnie nostalgiczna, niegasnąca miłość.
Miłosć to może przesada, ale plan.
Plan by na starość odgrzebać wspomnienia, poszturchać senną pamięć i zadać jej elektrowstrząsu;)
 Dla małego to świetna stymulacja wzrokowa,  układanka powodująca korowód pytań z gatunku - a co to?
 Do zestawu archiwalnego, dokoptowały tez własnej produkcji ramki, które czekają na realizację projektu naskalnego w naszej śpialni;)

 Czasami fajnie jest wyciągnąć cos z osobistego lamusa.
Nie wątpię, że każdy taki sobie hoduje. Przynajmniej mam nadzieję, bo inaczej to może wiele stracić, chyba, że rozwiązuje pasjami krzyżówki i nie straszna mu skleroza; ))